Policja nie reagowała na łamanie prawa - rasistowskie hasła, odpalanie i rzucanie flar oraz wandalizm podczas Marszu Niepodległości, bo przyjęła taktykę "uniknania sytuacji kryzysowej". Nie odpowiada, czemu nie interweniowała, gdy zaatakowano kobiety protestujące przeciw faszyzmowi. Ale według rzecznika KSP, ich zachowanie było "skrajnie nieodpowiedzialne"

Wiemy już, dlaczego policja nie reagowała na łamanie prawa podczas Marszu Niepodległości.

To była taktyka, którą można określić jako taktykę „niewidzialności”:

nie rzucać się niepotrzebnie w oczy, nie prowokować swoim widokiem uczestników Marszu (mógłby irytować zwłaszcza narodowców- szalikowców, którzy niedawno zamienili koszulki z napisem ChwDP na te z Polską Walczącą), interweniować tylko w skrajnych przypadkach.

Zupełnie inną taktykę – nazwijmy ją taktyką „odstraszania” – policja stosuje wobec obywateli, którzy biorą udział w pokojowych protestach przeciwko wprowadzanej przez PiS reformie sądownictwa oraz ograniczaniu wolności zgromadzeń i wolności słowa.

Od wielu miesięcy każda taka manifestacja wiąże się z policyjną demonstracją siły. Nawet naprzeciwko garstki ludzi ustawia się kordony policji, a na podorędziu, w widocznym miejscu – policyjne więźniarki, polewaczki itp. W przypadku jakiegokolwiek podejrzenia naruszenia prawa następuje natychmiast interwencja i wielogodzinne zatrzymania (przez policję przedstawiane jako legitymowanie). A następnie mandaty lub sprawy w sądach.

Jak pisaliśmy na OKO.press, na policji i w sądach toczą się obecnie setki postępowań przeciwko uczestnikom takich zgromadzeń. Kolejne trafią do nich zapewne po niedzielnej kontrmiesięcznicy smoleńskiej, organizowanej przez Obywateli RP.



Narodowcy łamią prawo. Minister dziękuje im, że Polacy mogli bezpiecznie świętować

„Dziękuję policjantom, strażakom, ratownikom medycznym i służbom ochrony organizatora Marszu Niepodległości. Dzięki Waszej służbie Polacy mogli bezpiecznie świętować odzyskanie niepodległości” – napisał 11 listopada 2017 roku na Twitterze minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak. To on nadzoruje pracę policji i państwowej straży pożarnej.

Podczas konferencji podsumowującej działania służb 11 listopada 2017 Błaszczak mówił, że dzięki profesjonalnemu zabezpieczeniu wszystkich zgromadzeń i uroczystości, które odbywały się tego dnia, nie dochodziło do sytuacji konfliktowych jak w latach poprzednich. „Święto Niepodległości przebiegało w bardzo dobrej atmosferze, było bezpiecznie” – przekonywał i dziękował za to komendantowi głównemu policji nadinsp. Jarosławowi Szymczykowi.

Dopiero po fali publikacji w polskich i zagranicznych mediach o rasistach i neofaszystach na Marszu Niepodległości, policja i prokuratura ogłosiły, że przeglądają zdjęcia i filmy z tego wydarzenia i wyciągną konsekwencje wobec osób, które naruszały art. 256 kodeksu karnego.

  • Artykuł 256 kodeksu karnego

     § 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość,
    podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    § 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.”

My też przejrzeliśmy dostępne w internecie i przesłane nam przez naszych czytelników materiały z 11 listopada 2017 roku. Widać na nich nie tylko osoby skandujące i niosące na transparentach rasistowskie, neofaszystowskie, antysemickie oraz antyislamskie hasła i symbole (o czym pisaliśmy na OKO.press 13 listopada) ale także ludzi:

  • niosących płonące flary (choć używanie materiałów pirotechnicznych podczas zgromadzeń publicznych jest zabronione);
  • odpalających peterdy hukowe (czyli zakłócających spokój i porządek publiczny);
  • rzucających zapalone flary z wiaduktu Mostu Poniatowskiego, na ulice przebiegające pod wiaduktem (co stwarzało zagrożenie dla życia i zdrowia osób przechodzących i przejeżdżających tamtędy);
  • podpalających w maszerującym tłumie flagi „odbite” antyfaszystom (co z kolei było zagrożeniem dla osób biorących udział w Marszu);
  • malujących rasistowskie symbole na przystankach tramwajowych i naklejających takie plakaty (co jest wykroczeniem ściganym rygorystycznie przez policję gdy np. popełniają je Obywatele RP) oraz
  • pijących podczas przemarszu alkohol (choć zgodnie z prawem spożywanie alkoholu na ulicach jest zabronione i zwykle policja także do tego zakazu podchodzi rygorystycznie).

UWAGA! Przewijaj zdjęcia klikając na strzałkę

Zapytaliśmy Komendę Stołeczną Policji, dlaczego funkcjonariusze nie podejmowali działań wobec osób, które dopuszczały się tych wykroczeń i przestępstw. Rzecznik KSP kom. Sylwester Marczak odpowiedział nam, że

„zgodnie z przyjętą taktyką, działania policjantów skupione były na uniknięciu sytuacji kryzysowej polegającej m.in. na zagrożeniu życia i zdrowia osób. (…) Niedopuszczenie do wspomnianej wyżej sytuacji kryzysowej było trudnym zadaniem, ale jego wykonanie należy ocenić jak najbardziej pozytywnie”.

Na filmach i zdjęciach z Marszu Niepodległości w oczy rzuca się brak funkcjonariuszy policji wzdłuż trasy przemarszu. Widać to szczególnie wyraźnie w zestawieniu z filmami z innych zgromadzeń, np. kontrmiesięcznic smoleńskich, gdzie uczestników otaczają całe kordony policji.

Według naszych rozmówców – byłego policjanta i organizatora jednego ze zgromadzeń, które odbywały się 11 listopada 2016 roku, wówczas funkcjonariusze biorący udział w zabezpieczaniu Marszu Niepodległości otrzymali wytyczne, by nie rozstawiać się blisko trasy przemarszu, nie prowokować uczestników swoim widokiem i interweniować tylko w ostateczności.

Zapytaliśmy więc Komendę Stołeczną Policji, czy tak było i w tym roku. Rzecznik nie odpowiedział na to pytanie. Poinformował nas tylko, że „do zabezpieczenia wszystkich przedsięwzięć (…) w ramach operacji policyjnej „Niepodległość 2017″ zostało skierowanych łącznie 6280 policjantów”. I że „duża ich część skierowana była m.in. do zabezpieczenia Marszu Niepodległości.”

„Przyjęta taktyka dawała gwarancję podjęcia szybkich działań w przypadku wystąpienia np. zbiorowego zakłócenia porządku publicznego” – zapewnił kom. Marczak.

Ale choć do „zbiorowego zakłócenia porządku” dochodziło podczas Marszu wielokrotnie, policja nie interweniowała.



Narodowcy niosą rasistowskie hasła. Policja ściga za „mowę nienawiści” Obywateli RP

Choć w tegorocznym Marszu Niepodległości szło wiele osób i zorganizowanych grup z rasistowskimi i neofaszystowskimi symbolami na transparentach oraz z hasłami wzywającymi do nienawiści na tle religijnym. I choć wiele z nich wznosiło antyislamskie i antysemickie okrzyki – policja nie wylegitymowała i nie postawiła zarzutu nikomu z uczestników Marszu.

Przewijaj zdjęcia klikając na strzałkę

Jak nas poinformował rzecznik KSP, tego dnia „do Referatu ds. Wykroczeń Komendy Rejonowej Policji Warszawa I przewiezione zostały 42 osoby”.

Nie byli to jednak uczestnicy Marszu Niepodległości propagujący rasizm czy faszyzm, lecz członkowie antyfaszystowskiej pikiety zorganizowanej przez Obywateli RP przy ul. Smolnej, nieopodal trasy narodowców.

Policja usunęła ich stamtąd na prośbę organizatorów Marszu Niepodległości.

Jak wyjaśnia rzecznik, to że zostali oni doprowadzeni na komendę i przetrzymani tam dłuższy czas, związane było z podejrzeniem „naruszenia przepisów o zgromadzeniach” oraz potrzebą „wykonania niezbędnych czynności z tym związanych, w bezpiecznych dla wszystkich warunkach”.  

Policja sprawdza czy dwie z osób, które uczestniczyły w pikiecie Obywateli RP „nie naruszyły przepisów związanych z tzw. mową nienawiści”. Trzymały one transparent ze zdjęciami marszu faszystów w 1933 roku w Norymberdze i narodowców w 2017 roku w  Warszawie oraz napisem „Warszawa zhańbiona”.

Narodowcy biją kobiety sprzeciwiające się faszyzmowi. Policja: „zachowały się nieodpowiedzialnie”

Według zapewnień rzecznika KSP, kom. Marczaka, przyjęta przez policję taktyka działania „dawała gwarancję podjęcia szybkich działań w przypadku wystąpienia np. zbiorowego zakłócenia porządku publicznego”. Zapytaliśmy więc go,

dlaczego nie interweniowano natychmiast, gdy uczestnicy Marszu Niepodległości zaatakowali grupę kobiet, które przy wejściu na Most Poniatowskiego rozwinęły transparent z hasłem „Faszyzm stop” i wznosiły antyfaszystowskie okrzyki.

Przez dwadzieścia minut były one popychane, kopane, bite, opluwane i lżone. Gdy ochrona Marszu wynosiła je siłą z tłumu, jedna uderzyła głową o ziemię i straciła przytomność. Wezwano wówczas do niej pogotowie. Według relacji jednej z uczestniczek akcji – Kingi Kamińskiej, policja przyjechała dopiero po przejściu całego Marszu.

11.11 Warszawa, Marsz Narodowców i blokada OBYWATELEK RP oraz członkiń WSK "Faszyzm Stop". https://www.youtube.com/watch?v=nPFvgzc5Qkg&feature=youtu.be

Gepostet von Katarzyna Kwiatkowska am Samstag, 11. November 2017

Rzecznik KSP znów nie odpowiedział nam na zadane pytanie. Napisał za to, że

„Podczas marszu odnotowano m.in. próbę zablokowania legalnego zgromadzenia przez grupę kobiet. Było to z ich strony skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie.

Pamiętajmy, że postępowania w tłumie w żaden sposób nie można porównać do zachowań pomiędzy pojedynczymi osobami i nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkich zagrożeń. Organizator zgłosił nam próbę zakłócenia zgromadzenia i w związku z tym policjanci podjęli interwencję.”



Narodowcy rzucają płonące flary. Policja ogranicza ruch mieszkańcom Warszawy

Najbardziej ewidentnym i masowym sposobem łamania prawa podczas Marszu Niepodległości było odpalanie i rzucanie zapalonych flar oraz rac hukowych.

Rzecznik KSP w odpowiedzi na pytania OKO.press potwierdził, że „w zgromadzeniach nie mogą uczestniczyć osoby posiadające przy sobie wyroby pirotechniczne” i przyznał, że uczestnicy Marszu Niepodległości „używali materiałów pirotechnicznych w postaci petard hukowych i rac świetlnych”.

Przewijaj zdjęcia klikając na strzałkę

Dlaczego w takim razie policjanci nie reagowali na naruszanie prawa?

„Organizator zgromadzenia był wielokrotnie pouczany o zakazie używania materiałów pirotechnicznych, na co reagował wydając odpowiednie komunikaty za pomocą urządzeń nagłaśniających” – zapewnił kom. Marczak.

I znów wyjaśnił, że „głównym celem taktyki działania policji było niedopuszczenie do zdarzeń kryzysowych. Fakty świadczą o tym, że policjanci wykonali to zadanie w 100 proc.”

W efekcie działań uczestników Marszu, policja musiała zamknąć jednak dodatkowo część ulic w centrum Warszawy (poza tymi na których odbywały się zgromadzenia). Narodowcy zrzucali bowiem zapalone flary z wiaduktu Mostu Poniatowskiego, na ulice przebiegające pod wiaduktem.

Kom. Marczak tłumaczy, że ulice pod wiaduktem były wyłączane „czasowo” i „po przejściu Marszu Niepodległości były przywracane do ruchu”.



Narodowcy nie upilnowali bezpieczeństwa uczestników Marszu. Ale za to policja chroniła ich przed terrorystami

Jak potwierdza kom. Marczak, przed 11 listopada policja prowadziła z organizatorem Marszu Niepodległości (czyli Stowarzyszeniem Marsz Niepodległości) ustalenia dotyczące zabezpieczenia tej imprezy. Podczas spotkań informowano organizatorów „o obowiązku przeprowadzenia zgromadzenia zgodnie z prawem, w tym o zakazie używania przez jego uczestników materiałów pirotechnicznych oraz niepropagowania faszyzmu lub innego totalitarnego ustroju państwa, zakazie nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych.”

Policja pouczyła organizatorów Marszu „o prawach i obowiązkach”, które nakłada na nich Prawo o zgromadzeniach, „w tym o możliwości zwrócenia się do Policji o udzielenie pomocy w przypadku niepodporządkowywania się ich żądaniom wydanym w stosunku do uczestników, którzy naruszają przepisy prawa.”

Jak widać na filmach i zdjęciach z Marszu, Straż nie reagowała na łamanie prawa: na niesione przez część uczestników rasistowskie i faszystowskie symbole (niektórzy członkowie Straży sami mieli na czapkach krzyże celtyckie – symbol wyższości białej rasy), na podpalanie flar i rzucanie nimi (nawet gdy nieśli je uczestnicy idący tuż obok Straży), na akty wandalizmu dokonywane przez uczestników i picie alkoholu podczas Marszu. Jak już wspomnieliśmy – na atak, którego obiektem padły kobiety protestujące przeciwko faszyzmowi, Straż Marszu zareagowała bardzo późno i niewłaściwie.

Bariery betonowe na ul. Marszałkowskiej Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Bariery betonowe na ul. Marszałkowskiej Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Za to policja zadbała o bezpieczeństwo uczestników Marszu Niepodległości niestandardowo. Na zdjęciach z Marszu widać, że wzdłuż całej jego trasy rozstawiono zapory betonowe.

Jak tłumaczy rzecznik KSP, zostały one rozstawione „aby uniemożliwić wjazd pojazdów wielotonażowych na trasę przemarszu najliczniejszego zgromadzenia zwołanego w dniu 11.11.2017 r. tj. Marszu Niepodległości”.

„Z prośbą o rozstawienie płotów zaporowych” zwrócili się do Komendy Stołecznej Policji organizatorzy Marszu Niepodległości.

A policja rozstawiła je „mając na uwadze tragiczne zdarzenia o charakterze terrorystycznym, jakie miały miejsce w ostatnim czasie na świecie i wyciągnięte z nich wnioski oraz deklarowaną liczbę uczestników Marszu Niepodległości, aby zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom zgromadzenia na najwyższym możliwym poziomie”.

Była to jedyna impreza tego dnia, podczas której zastosowano takie zabezpieczenie. Nie użyto go nawet dla zabezpieczenia państwowych obchodów Święta Niepodległości na Pl. Piłsudskiego.

***

Po 11 listopada wielu posłów opozycji złożyło interpelacje, pytając o reakcję policji na rozmaite formy łamania prawa podczas Marszu Niepodległości i o konsekwencje wobec osób, które dopuściły się podczas tego wydarzenia przestępstw i wykroczeń.

Grupa posłów PO chciała dowiedzieć się, czy minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak wystąpi do wojewody mazowieckiego o uchylenie cykliczności tzw. Marszu Niepodległości i do Prokuratora Krajowego o delegalizację stowarzyszenia Marsz Wolności.

A Ryszard Petru pytał szefa MSWiA: „Jakie podejmie Pan działania, by w przyszłym roku obchody Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości odbyły się bez takich skandalicznych i godzących w dobre imię Polski incydentów?”.

Nie dostali dotąd odpowiedzi.


Wicenaczelna i szefowa zespołu śledczego OKO.press. Dziennikarka „Polityki” (2000–13), krótko „GW”, a od wiosny 2016 roku - OKO.press. Dziennikarka Roku Grand Press 2016. Laureatka kilkunastu innych nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press za dziennikarstwo specjalistyczne, Nagrody Radia Zet im. A. Woyciechowskiego, Nagrody im. Dariusza Fikusa, kilku nagród i wyróżnień SDP (przed jego przejęciem przez dziennikarzy "niepokornych"). Bałucki charakter.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym

Wiesz więcej? Skontaktuj się z zespołem śledczym OKO.press i przekaż nam swoje informacje [email protected]