0:000:00

0:00

Jak podała "Gazeta Wyborcza", w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym (TPK) ścięto kilkaset buków, brzóz i świerków. Wycinki dokonano na terenie prywatnym o powierzchni 3,92 ha w Gdyni. O sprawie poinformował gazetę czytelnik, który zrobił zdjęcia ściętych drzew jeszcze tydzień przed Świętami Wielkiej Nocy oraz na początku maja.

Podobnymi informacjami dysponuje Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Gdańsku. "Posiadamy niepotwierdzone informacje, że zaczęła się ona już w okolicach Świąt Wielkanocnych" - mówi OKO.press Sławomir Sowula, rzecznik prasowy instytucji.

Wycinka jest oczywiście kolejną konsekwencją tzw. "lex Szyszko". Czyli znowelizowanych przepisów o ochronie przyrody, które weszły w życie 1 stycznia 2017 roku. Pozwoliły one na niekontrolowaną wycinkę drzew i krzewów w całym kraju. Co prawda 27 kwietnia Senat przyjął poprawki naprawcze, ale kolejna nowelizacja ustawy o ochronie przyrody nie została jeszcze podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę. Dlatego właściciele wycinają, zanim w życie wejdą nowe przepisy.

Choć działka nie jest objęta ustaleniami miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, to jednak obowiązują tam zakazy wynikające z uchwały Sejmiku Województwa Pomorskiego (działka znajduje się w granicach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego). Jak przypomina "Wyborcza", te zakazy dotyczą:

  1. umyślnego zabijania dziko występujących zwierząt, niszczenia ich nor, legowisk, innych schronień i miejsc rozrodu oraz tarlisk i złożonej ikry, z wyjątkiem amatorskiego połowu ryb oraz wykonywania czynności w ramach racjonalnej gospodarki rolnej, leśnej, rybackiej i łowieckiej;
  2. likwidowania i niszczenia zadrzewień śródpolnych, przydrożnych i nadwodnych, jeżeli nie wynikają z potrzeby ochrony przeciwpowodziowej lub zapewnienia bezpieczeństwa ruchu drogowego, wodnego albo budowy, odbudowy, utrzymania, remontów czy naprawy urządzeń wodnych.

Z tego względu dziwią słowa Jolanty Kmiecik, dyrektor TPK, która powiedziała "Wyborczej": "Pierwszy raz spotykam się z wycinką takich rozmiarów bez choćby poinformowania nas. Zgłoszę sprawę policji, obawiam się jednak, że w myśl obecnych przepisów, nic nie możemy zrobić".

Urzędniczka zbyt szybko zadeklarowała niemoc w tej sprawie.

Istnieją bowiem przepisy, które umożliwiają wyciągnięcie konsekwencji względem właściciela terenu. Po pierwsze, dotyczą one wycinki w okresie lęgowym ptaków. Po drugie, wymuszają na właścicielu danego terenu przeprowadzenie jego oględzin pod kątem występowania na nim gatunków chronionych, zanim zabierze się za wycinkę.

Przeczytaj także:

Trwa sezon lęgowy ptaków

Od 1 marca do 15 października trwa okres lęgowy ptaków. Czyli czas, w którym ptaki łączą się w pary, zakładają gniazda, składają i wysiadują jaja, wreszcie odchowują młode. W tym okresie szczególnej ochronie podlegają ich siedliska oraz miejsca, w których gniazdują. Również na terenach prywatnych.

Szczegółowo te kwestie reguluje Rozporządzenia Ministra Środowiska z dnia 16 grudnia 2016 roku w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt. W okresie lęgowym zakazane jest m.in. niszczenie siedlisk, ostoi rozrodczych, niepokojenie i płoszenie zwierząt, jak i - co w tym przypadku szczególnie istotne - niszczenie, usuwanie lub uszkadzanie gniazd.

"Oznacza to, że wycinka drzew, które są ostoją lub miejscem gniazdowania ptaków - również na działkach osób prywatnych - nie jest możliwa bez specjalnego pozwolenia wydanego przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska" - informuje na swojej stronie Greenpeace. "Wyjątek stanowi konieczność przeprowadzenia wycinki z powodów bezpieczeństwa lub wówczas, gdy drzewo jest chore lub martwe".

Należy bowiem pamiętać, że nowelizacja ustawy o ochronie przyrody z 16 grudnia 2016 roku - choć zniosła obowiązek zgłaszania zamiaru wycinki - to jednak nie zwolniła z obowiązku przestrzegania przepisów związanych z ochroną ptaków w okresie lęgowym.

Ale wygląda na to, że właściciel prywatnej parceli w TPK nie przejął się tym. "Właściciel tego terenu nie występował o zgodę na odstępstwo od zakazów dotyczących ptaków w okresie lęgowym" - mówi OKO.press Sowula.

Biorąc pod uwagę, że wycinka - co jest prawie pewne - została wykonana już po 1 marca, to zapewne możliwe będzie pociągniecie właściciela do odpowiedzialności choćby z tego powodu. Jest bowiem wątpliwe, by na ściętych drzewach nie znajdowały się żadne gniazda.

Trzeba sprawdzić teren pod kątem występowania chronionych gatunków

Wygląda również na to, że właściciel terenu nie dopełnił jeszcze innej istotnej powinności. "Tuż przed wycinką lub pracami budowlanymi, powinno się przebadać teren pod kątem tego, czy znajdują się tam siedliska chronionych gatunków" - mówi Sowula. I chodzi tu nie tylko o ptaki i inne zwierzęta, ale również np. rośliny.

Tymczasem, jak dowiedziała się "Wyborcza", nie wiadomo, czy właściciel przeprowadził tego rodzaju ekspertyzę. Mógł to zrobić np. wynajmując na własną rękę eksperta-przyrodnika, który byłby w stanie określić, czy na parceli znajdują się jakieś chronione gatunki zwierząt, roślin, czy grzybów.

Przedstawiciel gdańskiego RDOŚ dokonał oględzin ścinki w TPK, ale jej wyniki nie są jeszcze znane.

Ale gdyby okazało się, że byłyby (lub były przed wycinką) tam jakieś chronione gatunki, to oznaczałoby, że właściciel dopuścił się złamania przepisów ustawy o ochronie przyrody.

A konkretnie art. 51 i/lub art. 52, które nie przewidują wcale aż tak wielu możliwości odstępstw od zakazów dotyczących postępowania z gatunkami chronionych zwierząt, roślin i grzybów. A lista tych zakazów jest całkiem spora i obejmuje m.in. zakaz "niszczenia siedlisk lub ostoi, będących [...] obszarem rozrodu, wychowu młodych".

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Przeczytaj także:

Komentarze