Marta Nawrocka miała dać prezydenturze nową jakość energicznej kobiety, która nie boi się wyrażać swego zdania, nawet w TVN24. Szkoda, że kiedy trzeba, Pierwsza Dama uśmiecha się i milknie. Czy to największy gest oporu, na jaki może się zdobyć wobec męża?
Doprowadziliśmy do sytuacji, w której decyzja Pierwszej Damy o udzieleniu kilkunastominutowego wywiadu telewizji będącej w ścisłej czołówce kanałów informacyjnych w kraju, określana jest mianem „odważnej”. Oto ubrana w garnitur Marta Nawrocka siada przed kamerami TVN24 i z otwartą przyłbicą zamierza odpowiadać na pytania.
Ma być postrzegana jako silna, władcza, wyemancypowana. Równa mężowi.
Zrządzeniem losu jej wywiad emitowany jest zaledwie dzień przed rozmową z Karolem Nawrockim w Polsat News, telewizji chcącej uchodzić na kanał środka, nie płynącej z nurtem ani TVP i TVN, ani TV Republika.
Trudno o lepszy PR-owo gest pokazujący, że Nawroccy zamierzają działać w poprzek dogmatów Prawa i Sprawiedliwości; będą prowadzić politykę otwartych drzwi, funkcjonować w opozycji do Dudów, rozmawiać z każdym. Nie dzielić, a łączyć. Zrządzeniem losu akurat wtedy, gdy spada zaufanie do Karola Nawrockiego (w styczniu wg CBOS 52 proc., wg IBRIS 48 proc., spadek od listopada o 2 pkt proc. i 4 pkt proc.). Prezydentowa ryzykowała więcej niż prezydent odpytywany przez Bogdana Rymanowskiego, dziennikarza chętnie skręcającego w prawo.
Jak wyszło? O ile sama Marta Nawrocka na wywiadzie raczej straciła, to Pałac Prezydencki ugrał na tych jej kilkunastu minutach sporo. I duża w tym zasługa „Gazety Wyborczej” oraz Natalii Waloch, która na łamach „Wysokich Obcasów” uznała, że Pałac Prezydencki to dla Nawrockich „za wysokie progi”, a Pierwszej Damie radziła milczeć.
Prawica skrzętnie tę wyższościową krytykę wykorzystała. I to, co dla Waloch miało być powodem do wstydu dla Nawrockiej (z blokowiska, nieelokwentna, nie obyta z kamerą), stało się, jak w przypadku jej całej biografii, atutem. „Pierwsza Dama jest prezydentową wszystkich Polek i Polaków, a nie zakłamanych patoelit” – pisała Anna Krupka, posłanka PiS. Podobnych komentary z łatwością można szukać i po lewej, i po prawej stronie sceny politycznej.
"Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik
Dla porządku: cieszę się, że Marta Nawrocka pojawiła się u Joanny Kryńskiej w TVN24. Cieszę się, że nie kontynuuje strategii Agaty Kornhauser-Dudy, która przez dziesięć lat konsekwentnie milczała i dla której zamknięte usta były największym gestem oporu wobec prawicowej polityki męża, na jaki ją było stać.
Z Nawrockimi wydaje się być inaczej. „Wybrałam aktywność. I żeby blisko ludzi być” – mówi na antenie prezydentowa. Wyraźnie nie chce być tylko kwiatkiem do kożucha. Nie chce być drugą Melanią Trump. W kampanii wbiegiwała sama na Giewont, potem mocno wspierała pomysł organizacji w Polsce mistrzostw Europy kobiet w piłce nożnej. Lubi podkreślać, że pracując w Krajowej Administracji Skarbowej chodziła z bronią, miała do czynienia z „niebezpiecznymi klientami”, zajmowała się przestępczością. A jednocześnie wychowała trójkę dzieci, w tym jedno, pierwsze – w bardzo młodym wieku, kończąc szkołę.
Jej przeszłość jest jej siłą. Ta strategia sprawdza się też u Karola Nawrockiego. Czyni parę prezydencką bardziej swojską, ludzką.
Skazitelną, a więc prawdziwszą.
Nawrocka tworzy własną fundację „Blisko Ludzkich Spraw”, chce walczyć z hejtem.
Nie wątpię, że intencje pani prezydentowej są szczere. Tyle tylko, że Nawrocka nie zdaje sobie sprawy z własnego uprzywilejowania. Mówi:
Pani Marto – taka rodzina i takie relacje to skarb. Piszę to bez cienia ironii. Mam jednak problem z faktem, że osoba publiczna, żona człowieka, który jedną decyzją i jednym podpisem decyduje o losach 40 milionów ludzi, sprowadza sytuację Polek i Polaków do własnego, indywidualnego doświadczenia. Nie w każdym domu, niestety, rodzice otwarcie rozmawiają z dziećmi. Nie każdy rodzic wspiera dziecko w jego wyborach.
Nie każdy rodzic jest dla dziecka wsparciem.
Prezydentka wszystkich Polek i Polaków powinna o tym pamiętać. Ba! Powinna dążyć do wyrównywania tych społecznych nierówności, jeśli misję bycia blisko ludzi wybrała.
W jaki sposób? Właśnie poprzez dbałość o równy dostęp do edukacji i wiedzy, np. w szkole. Żeby to nauczycielki rozmawiały o zdrowiu seksualnym z tymi dziećmi, których rodzice nie są na to gotowi. O to, by kluczowe dla całego życia społecznego decyzje, również w kwestii dzietności, którą podnieść chciałby Nawrocki, nie musiały być sprowadzane tylko do zasobności portfela. A o bezpieczeństwie kobiet i wielu kluczowych decyzjach przez nie podejmowanych nierzadko decyduje portfel. Myślę tu zarówno o aborcji, jak i in vitro, dostępie do żłobków, równej pracy i płacy czy sytuacji rodziców osób z niepełnosprawnościami.
Empatyzowałam z Martą Nawrocką. Zwłaszcza wtedy, gdy prezydentowa nabierała wody w usta. Nerwowo uśmiechała się, łamała czwartą ścianę, wyraźnie szukając pomocy u osób stojących poza kamerami.
Tamte dwa momenty milczenia Pierwszej Damy są dla mnie najważniejsze i najsmutniejsze w całym wywiadzie.
Najważniejsze, bo właśnie te krótkie momenty ciszy pokazały, że Nawrockiej nie w smak polityka PiS w sprawie praw kobiet. Prezydentowa, zresztą tak jak i jej mąż nie ma nic przeciwko procedurze in vitro. Ale jak przyznać, że jest się również za równym dostępem do tego zabiegu? Za finansowaniem go z budżetu państwa kiedy partia, którą reprezentuje mąż, z tego finansowania zrezygnowała? Nawrocka sama mówi: „Jeśli ktoś nie może mieć dziecka, to nie ograniczałabym mu prawa do in vitro”. Ale dopytana o wsparcie państwa była w stanie powiedzieć tylko: „poproszę inny zestaw pytań”. Tyle mogła, by nie zaszkodzić mężowi.
Podobnie z aborcją. „Ja jestem za życiem. Moja historia życiowa też o tym mówi. Stałam przed wyborem. Różne rzeczy w głowie miałam. Ale też ze względu na swoją wiarę, wsparcie rodziny, urodziłam. I mam wspaniałego, zdrowego syna. Nie żałuję ani przez minutę tej decyzji” – mówi Marta Nawrocka. I świetnie!
To wręcz sensacyjny fragment, bo
żona skrajnie prawicowego polityka opowiada, że kobieta ma wybór
i przyznaje, że sama się zastanawiała co zrobić. To bardzo ludzkie, prawdziwe, dalekie od katolickiej ideologii.
Tyle, że postulaty dotyczące liberalizacji prawa aborcyjnego (które utknęły w sejmowej zamrażarce dwa lata temu!) również nie dają niczego więcej aniżeli prawa do wyboru. A jednak żona prezydenta, zapytana, czy zgadza się z obecnym porządkiem prawnym panującym w Polsce, nie była w stanie powiedzieć słowa. Poprosić nawet o inny zestaw pytań.
To wyjątkowo smutny moment. Widać, że
Nawrocka nie może być taka, jaka chce.
Nie może mówić, co naprawdę myśli. Że garnitur, który założyła, ją w gruncie rzeczy gniecie. Podobnie jak Agata Kornhauser-Duda, odbiera sobie głos. Zastyga bez ruchu, zamienia się w słup soli – ale paradoksalnie i prewencyjnie, po to, by nie powtórzyć biblijnej przypowieści o żonie Lota, która złamała boży zakaz i wbrew regułom obejrzała się za siebie, by jeszcze raz popatrzeć na zostawiane za sobą życie. I została za to ukarana.
Lepiej pomilczeć chwilę niż zamilknąć na wieki.
Z całego serca życzę Marcie Nawrockiej odwagi. Wywiad oraz jego medialny wpływ wyraźnie pokazał, że ludzie chcą wiedzieć, co do powiedzienia ma ich prezydentowa. Co naprawdę myśli na temat ważnych dla nich rzeczy. Niech zabiera głos. Niech nie będzie tylko żoną swojego męża, drugą Agatą czy Melanią.
Niech uczy się, wyciąga wnioski. I mówi prawdę.
Owa prawda – w zalewie hejtu i dezinformacji – jest na wagę złota. I przyznam, że brak we mnie tolerancji na szerzenie kłamstw przez osoby publiczne i ich całkowity brak odpowiedzialności. Podobnie zżymam się na wylewający się z sieci bezsesnsowny hejt.
Media, komentując wywiad z Pierwszą Damą, skoncentrowały się na prawach kobiet, na przemian podnoszonych (przez dziennikarkę) i przemilczanych (przez Nawrocką). Nikt nie rozliczył jednak prezydentowej z najpewniej celowego wprowadzania obywateli w błąd i łączenia ustawy walczącej z hejtem oraz przemocą w sieci z „zamachem na wolność słowa”. To najbardziej bulwersujący moment wywiadu, który zginął w polsko-polskiej walce o to, czy Marta Nawrocka będzie, czy nie będzie szła sama.
„Uważam, że gdyby ta ustawa weszła rok temu, to mój mąż nie zostałby prezydentem” – oznajmiła Marta Nawrocka. „Bo treści na jego temat byłyby cenzurowane. Dzięki wolności słowa i braku cenzury tak się nie stało i mój mąż mógł wygrać wybory” – powiedziała Pierwsza Dama wprawiając w osłupienie tych, którzy kiedykolwiek przeczytali coś na temat Aktu o Usługach Cyfrowych. Tego, który Karol Nawrocki zawetował.
Ustawa miała tylko umożliwić blokowania nielegalnych treści, które w Kodeksie karnym już występują. To pedofilia, pornografia z udziałem nieletnich, namawianie do samobójstwa, propagowanie totalitaryzmu, przestępstwa z nienawiści, oszustw i dyskryminacji. „Chodziło jedynie o to, aby to, co i tak jest w Polsce nielegalne, można było łatwiej usuwać z internetu na wniosek odpowiednich służb” – podnosiła na łamach OKO.press Anna Mierzyńska.
Żeby uspokoić prezydenta i jego obawę o zamach na wolność słowa, Senat zaproponował, że żadna treść nie zostanie zablokowana przez urzędnika bez wyroku sądu powszechnego. A więc nie byłoby natychmiastowej wykonalności takich decyzji, tylko decyzja sądu. Ale i to Nawrockiego nie uspokoiło.
Dlaczego? Otoczenie prezydenta najpewniej niepokoił zapis o blokowaniu treści jawnie nienawistnych i dyskryminujących. Takich, które znieważają na tle narodowościowym, etnicznym, wyznaniowym itp. Jeśli jego najbliżsi rzeczywiści uważają, że to dzięki takim treściom został prezydentem, to mamy problem.
Bo Głowa Państwa i Pierwsza Dama mylą „wolność słowa” z atakiem na drugiego człowieka.
Trudno więc na serio brać zapowiedzi Pierwszej Damy o realnej walce z hejtem, jeśli ta widzi go tylko po jednej stronie barykady.
Wywiad Marty Nawrockiej i kilkudniowa medialna przepychanka, którą oglądamy od soboty, potwierdzają jedno: nie wystarczy nawet odważna decyzja, by zabrać głos. Liczy się to co się mówi. A jeszcze bardziej to, o czym się milczy.
Kobiety
Władza
aborcja
feminizm
hejt
in vitro
Karol Nawrocki
marta nawrocka
pałac prezydencki
PiS
polityka
TVN24
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".
Komentarze