09 maja 2020

Nie damy się zamknąć "za wiek", protestują profesorowie Kaczyńska i Turski. Dość gęgania: chronić, chronić

COVID-19 i seniorzy. "Nie można nas zamrozić, więc chociaż pozamykać, byśmy nie pętali się po świecie. A jeśli ja nie chcę być chroniona?!" - pisze prof. Elżbieta Kaczyńska ("dla znajomych anty-Kaczyńska"), rocznik 1934. "Szukam żółtej tkaniny, by sobie przyczepić dużą literę S. Żeby było widać, jakie zagrożenie stanowię" - dodaje prof. Łukasz Turski (1943)

"Trzeba nas chronić – w Polsce, w Kanadzie, we Francji i gdzie indziej - wołają żądni zasłużenia się politycy, a media chórem gęgają za nimi: chronić, chronić... No więc długo jeszcze będziemy chronieni, do pracy nie musimy już iść. Nie można nas zamrozić, więc chociaż pozamykać, byśmy nie pętali się po świecie. A jeśli ja nie chcę być chroniona?!" - pisze profesor Elżbieta Kaczyńska, rocznik 1934, specjalistka historii gospodarczej i społecznej XIX i XX wieku, która od końca 2017 roku mieszka w kanadyjskiej prowincji Quebec i pracuje nad książką o dzieciach w społeczeństwie (od 1780 roku).

"Ilu ludziom »troska o seniorów« zniszczy życie? Ile ludzi będzie cierpiało i nawet umrze z powodu paraliżu życia, w tym normalnej opieki medycznej i dostaw leków?" - pyta.

"Suweren woli oddać się w opiekę Skutecznego Państwa, niż ponosić ryzyko lub odpowiedzialność, zwłaszcza za własne zachowanie" - ostrzega Kaczyńska.

Sylwetka bardziej oficjalna: Elżbieta Kaczyńska (jak żartuje - dla znajomych „anty-Kaczyńska”), ur. w 1934 roku, od 1955 do 2005 roku pracowała w Uniwersytecie Warszawskim (i jego filii w Białymstoku), początkowo na Wydziale Ekonomicznym, potem na Wydziale Stosowanych Nauk Społecznych i Resocjalizacji, z przerwą między 1978 a 1993 rokiem, kiedy pracowała w Instytucie Historii PAN. W latach 2005-2017 profesor w Wyższej Szkole Informatyki i Ekonomii w Olsztynie. Wykłady i badania prowadziła z dziejów gospodarczych i społecznych w XIX i I połowie XX wieku, zajmowała się historią przestępczości i systemów karnych w Polsce i w Rosji, w tym zesłaniami i katorgą Polaków na Syberii, a następnie problematyką konsumpcji (w przeszłości i obecnie). Od 2014 roku w Kanadzie, ostatecznie przeniosła się tam w końcu 2017 roku. Mieszka w prowincji Quebec.

Bardziej osobisty życiorys przysłany przez prof. Kaczyńską: "Elżbieta Wichrzycka, za zrządzeniem losu zaślubiona z niejakim Kaczyńskim, który od około 1990 r.oku nie mógł przeboleć swego nazwiska. Źle urodzona - w Warszawie w 1934 r.oku, bo albo za późno, albo za wcześnie – więc najlepsze lata przypadły na okupację, powstanie warszawskie i Polskę Ludową. Liceum ukończyła w 1951 roku w czasach apogeum stalinizmu, historię studiowała za Bieruta i Ochaba. Praca: badania interdyscyplinarne, czyli dyletant w paru dziedzinach. Jej pokoleniu wszystko przychodziła za późno; w 1989 r.oku już była mocno podstarzała. Największe osiągnięcia: syn, dyplom sternika jachtowego i zrobienie pełnego kanadyjskiego prawa jazdy (z egzaminami teoretycznymi i praktycznym) po ukończeniu 80. roku życia (bo europejskie ważne tylko pół roku). Hobby: ogórki małosolne (konsumpcja, nie produkcja; no ale nie do dostania ani nie do zrobienia w Kanadzie). Sport: oj, dawno to było... Teraz chodzenie (prawidłowe!) z kijkami do nordic walking".

Historia tekstu prof. Kaczyńskiej dla OKO.press zaczyna się od listu znanego fizyka i zaangażowanego obywatela (tu jego Facebook) prof. Łukasza Turskiego.

Prof. Turski: "Izolacja seniorów"stanowiących zagrożenie epidemiczne dla wartościowszej części społeczeństwa?!

Prof. Łukasz Turski (rocznik 1943) wybitny fizyk i popularyzator nauki (współtwórca Pikników Naukowych i Centrum Nauki Kopernik) zareagował na tekst OKO.press ("»Izolować seniorów« Niby jak?"), który odczytał jako ejdżystowską formę dyskryminacji osób starszych pod pretekstem ich ochrony przed zakażeniem SARS-CoV-2.

Profesor nauk fizycznych, specjalizujący się w fizyce materii skondensowanej i mechanice statystycznej, popularyzator nauki i publicysta. Pracował w Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, został też profesorem zwyczajnym w Katedrze Fizyki na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Szkoły Nauk Ścisłych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Popularyzator nauki z ogromnym dorobkiem. W 1998 został laureatem Nagrody im. Profesora Hugona Steinhausa za zorganizowanie (w 1997 roku) pierwszego Pikniku Naukowego, największej w Europie plenerowej imprezy popularyzującej naukę, która od tego czasu miała już 23 edycje. Jeden z pomysłodawców budowy Centrum Nauki Kopernik, przewodniczący Rady Programowej tej instytucji. W 2000 roku otrzymał Medal Europejskiego Towarzystwa Fizycznego za upowszechnianie fizyki. W 2019 działał w społecznym komitecie organizującym zbiórkę Funduszu Strajkowego "Wspieram nauczycieli", w którym aktywne było też OKO.press. Zebraliśmy blisko 9 mln zł.

Turski napisał:

"Panie Redaktorze, Jestem oburzony treścią artykułu w OKO.press poświęconego sprawie »izolacji seniorów« stanowiących zagrożenie epidemiczne dla wartościowej części społeczeństwa. Szczególnie obrzydliwym była wasza próba ekonomizacji zagadnienia i powiązania go z trudnościami lokalowymi młodych obywateli kraju, jak wiadomo okradzionych z możliwości dostatniego życia przez seniorów-wzbogaconych w czasach komunizmu i III RP.

O ile wiem, to nawet PiS nie przeprowadził jeszcze zmiany prawa umożliwiającej ograniczenie, czy pozbawienie praw obywatela i człowieka za potencjalną możliwość popełnienia przez tegoż obywatela czynów tak zbrodniczych, jak zachorowanie.

Informuję Szanowną Redakcję, że oboje z żoną mamy po 76 lat.

Do dziś pracujemy, żona w szpitalu jako lekarz, a ja wstyd powiedzieć jako uczący fizyki. Przez to szczególnie powinienem być izolowany, by tymi ohydnymi miazmatami nie skazić umysłów naszej młodzieży.

Otóż nie damy się zamknąć w domu "za wiek". A ponieważ mamy samodzielne mieszkanie, to nie damy się z niego wysiedlić do baraków nad Biebrzę, by dać dach nad głowę dziarskim kibicom Extra Ligi.

Jeżeli nie potrafiliście skomentować kolejnych bredni polityków to powinniście po prostu milczeć".

W odpowiedzi niżej podpisany (rocznik 1953) wyjaśnił, że intencje artykułu były zupełnie inne i bronił OKO.press przypominając nasze teksty ostrzegające właśnie przed zagrożeniem ejdżyzmu w czasach koronawirusa:

Poprosiłem prof. Turskiego o napisanie dla OKO.press artykułu o dyskryminującym podejściu do starszych osób pod pretekstem troski o ich (nasze - PP) zdrowie. Odpowiedział:

"Zastanowię się, bo nie tylko ten ejdżyzm mnie wścieka. Nasi wspaniali ekonomiści nie byli np. w stanie napisać nic sensownego o tym, ile ludzi w Polsce nadal pracuje, np. w elektrowniach, gazownictwie, etc i jaki jest rozkład zachorowań w tych grupach w porównaniu do tych na "pracy zdalnej".

Na razie szukam żółtej tkaniny, by sobie przyczepić dużą literę S. Żeby każdy mógł od razu widzieć jakie zagrożenie stanowię".

A potem prof. Turski polecił mi wpis na FB Elżbiety Kaczyńskiej. I pani profesor uprzejmie zgodziła się rozwinąć go w artykuł dla OKO.press.

Elżbieta Kaczyńska: Trzeba nas chronić - wołają żądni zasłużenia się politycy, a media chórem gęgają za nimi: chronić, chronić... A jeśli ja nie chcę być chroniona?

Sherbrooke (Ontario), 4 maja 2020

W moim obecnym życiu „seniora” nie ma niczego gorszego niż słuchanie deklaracji o wielkiej trosce o ludzi starych, ponieważ na konsekwencje grypy spowodowanej przez koronawirus oni najczęściej umierają.

Jeśli za „seniorów” uznać osoby po 70. roku życia (jak jest w większości krajów), to 85 proc. zgonów stanowią zgony tych właśnie osób. No więc administracja publiczna woła, że seniorów trzeba chronić, więc będą jeszcze długo chronieni... izolacją.

Trzeba nas chronić – w Polsce, w Kanadzie, we Francji i gdzie indziej wołają żądni zasłużenia się politycy, a media chórem gęgają za nimi: chronić, chronić...

No więc długo jeszcze będziemy chronieni, do pracy nie musimy już iść. Nie można nas zamrozić – więc chociaż pozamykać, byśmy nie pętali się po świecie.

A jeśli ja nie chcę być chroniona?!

Patrzę, jak gospodarka upada, losy ludzi są zagrożone, ale przecież to szlachetnie tak troszczyć się o staruszków! Nie życzę sobie takiej troski! Ewentualną grypę chcę i mogę przeleżeć w domu, a umrę i tak wkrótce. Wiem, że teraz nie powinnam umierać, bo oporządzanie mojego truchła odciągnie wiele osób od innych zadań i narazi na „zetknięcie się”.

Prowadzimy firmy, studenci słuchają naszych wykładów, chodzimy po górach

Mimo to mam już dość obłudy – przecież ciągle narzeka się na rosnącą szybko liczbę emerytów i obciążenia z tym związane, a teraz tak czule o nas się myśli.

Piramida wieku zmienia się, co ma oczywiste konsekwencje. Mimo narzekań – nie tylko w Polsce - na służbę zdrowia, z przejściowymi załamaniami od ponad dwustu lat trwa poprawa warunków życia. Dłużej trwa nie tylko życie, ale i sprawność fizyczną oraz umysłowa. Mimo to polski rząd obniża wiek emerytalny, zaś Suweren temu przyklaskuje. Czy protesty wobec ograniczania praw osób starszych (także w OKO.Press i opinie Łukasza Turskiego na FB) nie są wołaniem na puszczy?

W Kanadzie, gdzie teraz mieszkam, pojawia się coraz więcej (m. in. w różnych stacjach telewizyjnych) głosów „seniorów”, którzy nie chcą być przedmiotem specjalnej troski.

Prowadzimy własne firmy, studenci chętnie słuchają naszych wykładów, nie powodujemy wypadków samochodowych, chodzimy po górach i uprawiamy narciarstwo.

A jeśli ktoś jest już na tyle stary, że dożywa korzystając z opieki socjalnej, to na to całe życie płacił.

Młodzi finansują naszą starość? A nie odwrotnie?

Jak ma się czuć polski emeryt, kiedy słyszy, że obciąża społeczeństwo, że ktoś pracuje na jego emeryturę, więc jest na utrzymaniu młodych ludzi?

Mam 86 lat, z tego na pełnym etacie przepracowałam (w Polsce) nieco ponad 62 lata. W tym czasie ściągano z mojej pensji – oprócz podatku osobistego – ogromne sumy na ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne i socjalne.

To ja i moi rówieśnicy finansowaliśmy dzieci, które podobno teraz „na mnie pracują”.

Koszty związane z wiekiem nieprodukcyjnym 0-18 lat są ogromne, świat jest zadeptany na skutek przeludnienia, mimo to nawołuje się do zwiększenia płodności i płaci za prokreację. Trudno się dziwić niechęci młodych do staruchów, skoro podobno na nich pracują.

Przecież powinni sobie uzmysłowić, że sami będą od nas jeszcze dłużej żyli, tym bardziej, że robi się wszystko (między innymi eksperymentuje z wirusami), żeby przedłużać życie ludzkie.

Od zaprzestania pracy zawodowej w 2017 roku nie korzystam już z żadnej formy opieki zdrowotnej w Polsce. Jako osoba bardzo stara,

wolałabym umrzeć w domu w ciągu paru dni lub tygodni na grypę, niż leżeć w bólu w łóżku wiele miesięcy, przymusowo poddawana zabiegom zarówno upokarzającym, jak i najczęściej okrutnym (dokarmianie, intubacja, chemioterapia itp.).

Według danych GUS w 2018 roku śmiertelność w Polsce wyniosła 414 tys.; według danych o przyczynach zgonów na choroby nowotworowe zmarło 25 proc., co by dawało ponad 100 tys.; od 1 września 2018 roku do 22 marca 2019 roku na grypę sezonową zachorowało 3 370 osób, zmarło 81, a według innych danych – zachorowało aż 3 692 000 osób, a 143 zmarły. Tak czy inaczej, wkrótce trzeba umrzeć, zwłaszcza jak się przekroczy statystyczną średnią długość trwania życia.

Quebec jak Polska? Ten sam uśmieszek satrapy

Mieszkam na stałe w Kanadzie (w prowincji Quebec) i nie chciałabym jej traktować jak hotelu, ale jako własny kraj. Dlatego staram się nie wybrzydzać na wszystko, co odmienne lub mniej atrakcyjne.

Jednak z niepokojem obserwuję, że tym kraju coś się zmienia w niepożądanym (polskim?) kierunku. Niektórzy lojalni obywatele już wyrażają obawy, że z Quebecu może zrobić się państwo policyjne.

Premier prowincji z dużą siłą przekonywania usprawiedliwia wprowadzanie drastycznych ograniczeń swobód, oczywiście dla dobra „naszych starych obywateli". W towarzystwie dwojga specjalistów, którzy na ogół straszą dalszym rozwojem choroby, codziennie przemawia z dobrotliwym uśmiechem, perswazyjne i serdeczne jak dobry ojczulek.

Ale za tym uśmieszkiem przebija przecież satysfakcja niespełnionego satrapy, który poczuł wiatr w żaglach. To mi przypomina inny uśmieszek.

Wszyscy widzą, że confinement (po polsku - „zamknięcie”, ale też „aresztowanie” lub „uwięzienie”; termin jest oficjalnie używany na oznaczenie obowiązku izolacji) w konsekwencji spowoduje

  • utratę zarobków i/lub pracy przez znaczną część społeczeństwa,
  • opóźnienie wykształcenia i kariery zawodowej,
  • lęk przed udaniem się do lekarza lub do szpitala na badania,
  • gorsze rokowania w leczeniu wielu chorób, a więc i
  • więcej przedwczesnych zgonów, nie mówiąc o
  • rezygnacji na masowa skalę z rozmaitych planów życiowych, jakie wszyscy rozwijamy.

Pośrednio zawinił wirus, ale bezpośrednio - staruszkowie, bo tak długo żyją i są vulnerables, czyli „wrażliwi” - to kolejny termin obecnego dyskursu publicznego. Już się przebąkuje, że trzeba będzie lepiej „zaopiekować” się nimi na stałe.

Tak samo w Polsce: znajoma "siedemdziesięciolatka plus" z Warszawy napisała, że obecna izolacja jest okrutną eutanazją. System spartańskiej Skały Tarpejskiej był bardziej humanitarny od dzisiejszej „troski”, objawianej czy to w Polsce, czy w Kanadzie.

Ale niech ktoś spróbuje życzyć sobie prawa do dobrowolnej eutanazji – to zaraz podniesie się chór oburzenia – co za zgroza, niedopuszczalne!

Wirus może pomóc dyktaturze

Nadmierna opiekuńczość Państwa zawsze zwiększała jego ingerencję w życie obywateli.

W psychologii i socjologii są dowody na wzmagające się poparciu dla dyktatury w okresach zagrożenia. Ludzie zaczynają bardziej cenić bezpieczeństwo niż wolność.

Pandemia to okazja do zwiększenia prerogatyw władzy wykonawczej i ograniczenia swobód obywatelskich, a kiedy minie, wiele z nowych rozporządzeń pozostanie (już o tym pisali światli ludzie). O odwołaniu niektórych zarządzeń jakoś się zapomni, ludzie się przyzwyczają.

Przydają się bardzo teorie spiskowe (spisek Chin, WHO i firm farmaceutycznych i kogoś tam jeszcze), one też przyczyniają się do usprawiedliwienia dyktatury. W Polsce przeciwnicy (nie bez racji!) PiS w ferworze różnych osądów w rzeczywistości sprzyjają (może nieświadomie) antydemokratycznym i antywolnościowym posunięciom, popychają w kierunku zwiększania prerogatyw władzy wykonawczej.

Bo kto sobie poradzi z nonsensownym żądaniem przeprowadzenia testów na wszystkich, zrobienia porządku w szpitalach, zapobieżenia emigracji lekarzy i pielęgniarek? Trzeba na to pieniędzy i władzy, a pieniądze trzeba wydusić od podatników. Liberał sobie z tym nie poradzi.

Suweren też woli oddać się w opiekę Skutecznego Państwa, niż ponosić ryzyko lub odpowiedzialność, zwłaszcza za własne zachowanie. Wszystko zapewnić powinien rząd (z drugiej strony – rząd jest zawsze wszystkiemu winien, zwłaszcza jeśli to był rząd Tuska), Suweren – wymaga.

Co z tego, że przedłużanie stanu wyjątkowego, jak na przykład w Quebecu, jest sprzeczne z konstytucją, czyli z Canadian Act z 1982 roku. Wszak wszyscy chcemy być zdrowi, a choroba nie wygasła, trzeba więc przedłużać stan zagrożenia sanitarnego.

Ministrowi lub premierowi wolno w naszej prowincji ogłosić stan zagrożenia na 10 dni, przedłużenie wymaga zgody Zgromadzenia, ale przecież ponoć nie może być zwołane, bo nie wolno się gromadzić!

Pocieszające: właśnie ogłoszono, że pewien prawnik wniósł do sądu oskarżenie przeciw rządowi o łamanie prawa, a rząd publicznie z tego się tłumaczy.

System donosów w Quebecu. Coś mi to przypomina

Rząd i premier Quebecu apelują, by donosić o osobach, które łamią jakąś regułę ogłoszoną na czas COVID-19; na przykład jeśli osoba po 70. roku życia „niepotrzebnie” kręci się z dala od domu, trzeba dać znać komu trzeba i taki "senior" zapłaci 35 tys. dolarów kanadyjskich.

Nie słyszałam takich zachęt z ust premiera Kanady, ale rząd naszej prowincji nie tylko zachęca, ale jeszcze instruuje, jak znaleźć, wypełnić i złożyć formularz. Na szczęście tu, gdzie jestem, urzędnicy miejscy umieścili na formularzu informację, że anonimowe donosy nie będą brane pod uwagę, a osoba, która się podpisuje, musi liczyć się z wezwaniem do złożenia zeznań i ewentualnie przed sąd. To może ukróci tutejsze poczucie Obywatelskiego Obowiązku.

Zajmowałam się kiedyś historią donosów w Rosji i w zaborze rosyjskim. Zebrałam też sporo materiału z paromiesięcznych pobytów w Moskwie i Petersburgu w celu badań archiwalnych między 1961 a 1980 rokiem oraz z okresu stanu wojennego w Polsce - zapoznałam się z kilkoma tysiącami donosów w archiwach polskich.

Pominę szczegóły, bo problematyka jest szeroka: czym jest donos, a czym skarga, kto i dlaczego składa donosy, co robią z nimi władze, jakie opinie na temat donosu są dominujące w świadomości społecznej itp. Ale widać pewien paradoks:

i Polacy, i Rosjanie, zarówno w XIX, jak i w XX wieku potępiali donos od dziecka („skarżypyta” to obelga, "donosiciel" to moralny wyrok), a jednocześnie donos szerzył się bujnie, jak najbardziej agresywny chwast.

I oto teraz w majestacie prawa traktuje się donos jako obowiązek obywatelski.

W Polsce zaczęło się to wtedy, kiedy zaapelowano do obywateli, by wskazywali oszukujących przy płaceniu podatków (to oczywiste, że szkodzą oni nam wszystkim). Nie nazwano tego donosem, ale „sygnalizacją”.

Troska może zniszczyć życie seniorom

Ilu ludziom „troska o seniorów” zniszczy życie? Ile ludzi będzie cierpiało i nawet umrze z powodu paraliżu życia, w tym normalnej opieki medycznej i dostaw leków? Wacław Radziwinowicz pisał w marcu „Prezydent Białorusi wskazał poddanym skuteczne lekarstwa na koronawirusa. To traktor, roboty polowe, bania i 50 gramów spirytusu”. Może to nie takie głupie, jak się wydaje?

Obawiam się, że w końcu liczba ofiar kierowania wszystkiego na zwalczanie COVID-19 będzie wyższa od liczby ofiar epidemii, z powodu paraliżu życia, w tym normalnej opieki medycznej i dostaw leków, czy choćby dlatego, że ustał transport.

Regulamin mojego confinement pozwala mi wychodzić na spacerniak, kupować w godzinach dla seniorów (7-8 rano, świeżo po dezynfekcji), nie nosić bez potrzeby maski, mogę mieć widzenia na odległość, jem i nikt mi nie broni popijać to i owo (jeśli nie wyczerpią się zapasy zrobione w ostatniej chwili).

Jak widać ciupa jest luksusowa, ale zawszeć to ciupa.

Niby niewiele zmienił się mój tryb życia – ale czuję się fatalnie. Ciągle uświadamia mi się, że należę do najbardziej kłopotliwej grupy ludzi. W kraju, w którym prawodawstwo opiera się nadal na Habeas Corpus Act z 1679 roku, nie mogę swobodnie poruszać się, pójść na kawę do mojego ulubionego miejsca, wejść do sklepu taniego, ale o zbyt małej powierzchni, i co najgorsze – nie mogę korzystać z biblioteki.

Grozi mi się karami za przerwanie izolacji, chociaż niczym nie zagrażam – nie mam ani wirusa, ani broni, nie chodzę z laską, co najwyżej z kijkami po lesie.

Czuje atmosferę jaką Von Trier oddał w swoim filmie „Melancholia”. Taka bezradność w oczekiwaniu na nieuchronność. Z wirusem jak z kometą, trzeba czekać aż uderzy i wszystko zmiecie, nie ma dokąd uciec.

Więc wspominam pielgrzymki do Częstochowy z latach 80. XX wieku, w których szli wierzący i niewierzący ponieważ hasłem było: „Nie bójcie się!”. Także teraz - mimo tragedii indywidualnych, to nie jest koniec świata, nie bójmy się. Ale spragnieni „wykazania się” decydenci: nie pętajcie obywateli, pozwólcie im samodzielnie wybierać swój los, nawet jeśli trzeba będzie ponieść koszty za swój wybór.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne