Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.plFot. Jakub Orzechows...

Tekst ukazał się na portalu Jawny Lublin. Publikujemy go na naszych łamach dzięki uprzejmości portalu Jawny Lublin.

W areszcie śledczym we Wrocławiu spędził cztery miesiące. Czasu tam nie marnował. Na wolność wychodzi w styczniu 2025, w październiku krakowskie Wydawnictwo Ostrogi wydaje „Dziennik z więzienia”. Obrońca Palikota, warszawski adwokat Jacek Dubois, na łamach „Rzeczpospolitej” rozpływa się w zachwytach. Pisze o „lekturze obowiązkowej” dla pracowników służby więziennej i prokuratorów. Przekonuje, że wagi powstającego kilka krat dalej dzieła świadomi byli nawet więźniowie. – Współosadzeni pilnowali, by na oddziale była idealna cisza i nikt mu nie przeszkadzał.

Śledztwo jest w toku, Janusz Palikot usłyszał już dziewięć zarzutów, ale dotyczą one tylko kilku kampanii pożyczkowych. Tymczasem dług jego największej spółki – Manufaktury Piwa Wódki i Wina wobec 1,4 tys. podmiotów (pożyczkodawców, inwestorów, kontrahentów, pracowników, fiskusa czy ZUS) to 224 mln zł. Ale akcje crowdfundingowe, czy emisje akcji/obligacji/tokenów prowadziły też inne spółki z „lifestylowego holdingu alkoholowego”.

Ale Palikot nie zamierza zejść ze świecznika. Nie przeprasza. Nie znika. Nie zapada się pod ziemię. Nagrywa filmiki, zabiega o wywiady. Każdego, który chce go słuchać, przekonuje o swojej niewinności i skarży się na hejt w internecie. Miesiącami kreuje swoją własną narrację. I kolejny biznes.

Przeczytaj także:

„Powinien w końcu pójść do psychiatry”

Palikot się klika, więc po wyjściu z aresztu na brak zaproszeń od mniej i bardziej popularnych youtuberów nie narzeka. Zdradza tam m.in., że jego były wspólnik Kuba Wojewódzki zainwestował tylko 5 tys. zł i nigdy żadnego wynagrodzenia nie dostawał, za to jemu jego główna spółka „jest winna pensję za dwa lata”. Przypomnijmy, że Manufaktura Piwa Wódki i Wina jest w upadłości, a jej majątek, czyli Browar Tenczynek, wraz z wyposażeniem próbuje sprzedać syndyk. Ogłoszenie pojawia się nawet na portalu Olx. Cena to 23,7 mln zł. Chętnych jak dotąd brak, za to o swoje dopominają się inwestorzy, wierzyciele i byli pracownicy zakładu. Wbrew temu, co lubi powtarzać Palikot, roszczenia tych ostatnich po sprzedaży majątku wcale nie zostaną zaspokojone. Na zaległe wynagrodzenie może liczyć on sam, ale nie ci, którzy na ostatniej prostej do upadku zostali przeniesieni do innych spółek, lub zdecydowali się na własną działalność gospodarczą. Jak pisaliśmy – była to większość załogi.

W czasie gdy Janusz Palikot robi tournée po mediach, odbieram telefon od jednej z takich osób. Były pracodawca jest jej winny 80 tys. zł. – Ludzie się pozapożyczali, bo mieli debety, kredyty do spłacenia. Jak ci nie płacą miesiąc, dwa, trzy, cztery to musisz jakoś te dziury łatać. Posypało nam się życie. Ja swoje już przepłakałam. Dziś jak go słucham, to trochę mi go żal, ale powinien w końcu pójść do psychiatry… – mówi mi. I dodaje: – Jak idziesz do pracy do kogoś, kto chciał być prezydentem RP, to nie spodziewasz się, że aż tak cię oszuka. Ale inwestorów też jest mi żal. „Ale będzie kwik” – skwitował ktoś w Tenczynku, gdy zaczął sięgać po pieniądze od tych mniejszych... Pamietam, że dostałam SMS-a o tym, że zbiera na kaucję. Odpisałam, że już się 80 tys. zł dołożyłam. A to zbieranie na kawę to już jest naprawdę hit.

Bezdomność w pięciogwiazdkowym hotelu

Gdy rozmawiamy, Palikot na swoje media społecznościowe kręci rolkę za rolką. Prosi w nich, by symbolicznie postawić mu kawę. W udzielanych w tym czasie wywiadach przekonuje, że „często nie ma co jeść”, druga żona go zostawiła, jak był w areszcie, wierzyciele zabrali mu domy i mieszkania, a prawa do książki sprzedał za jedyne 5 tys. zł. W kółko powtarza, że jest bezdomny. Jak ważne jest to twierdzenie, wie każdy, kto próbuje mu dostarczyć wezwanie do zapłaty czy inny dokument, by nadać bieg sprawom o odzyskanie środków. Do kontaktu z Palikotem namawia nawet sam syndyk Lesław Kolczyński zmęczony telefonami od właścicieli słynnych Beczek Palikota. – Beczki nie są składnikiem masy upadłości MPWiW SA – wydaje w końcu komunikat.

Jak wygląda bezdomność Janusza Palikota? Daje się przyłapać fotoreporterowi „Faktu” pod bankiem, gdy kolega wpycha mu do plecaka gruby plik banknotów i gdy razem z synem „pierze na mieście”. Potem wychodzi na jaw, że obaj mieszkają w pięciogwiazdkowym hotelu Warszawa należącym do rodziny Likusów. – Byłem tam gościem przez dwa miesiące. Zanim się pozbieram i znajdę sobie mieszkanie, taka to była oferta – tłumaczy potem Palikot w studiu jednego z youtuberów. Jest zdziwiony faktem, że kogokolwiek może to oburzać. – Jak ja mam nie bywać wśród milionerów, skoro chcę wrócić do biznesu?

W wywiadach chwali się rosnącymi zasięgami na Tik-Toku. Przekonuje, że jest osobą powszechnie znaną i nadal bardzo lubianą. Taką, którą obcy ludzie zatrzymują na ulicy, by uściskać lub zachęcić do powrotu do polityki. I taką, której nadal wszyscy chcą powierzać swoje pieniądze. Obcy ludzie mieli nawet dorzucić do kaucji, by mógł wyjść z aresztu (większość kwoty 2 mln zł wpłaciła pierwsza żona Maria Nowińska i jego młodszy brat Bogdan Palikot). Opowiada, że dziesiątki inwestorów piszą do niego prośby o egzemplarz książki z autografem. – Są tacy, co stracili 17-18 milionów i nie mają żalu. Oni rozumieją, że biznes może się nie udać – powtarza.

Lekcja biznesu za 5 tys. zł. Brunch za 700 zł

Wraca do gotowania i udzielania biznesowych porad. Jest przekonany, że jedno i drugie robi na tyle dobrze, że chętnych, by za to zapłacić, nie zabraknie. „Lekcja biznesu” u Janusza Palikota kosztuje 5 tys. zł i trwa pięć godzin. – Są to spotkania bardzo kreatywne. Ludzie wychodzą zszokowani tym, że problemy, które wydawało im się, że nie są do rozwiązania, że pieniędzy nie da się zebrać, że nie da się zwiększyć sprzedaży (…) udaje się rozwiązać – mówi na Instagramie. Chwaląc się przy okazji, że takich lekcji udzielił już dwadzieścia.

Z czasem jego oferta się zwiększa. Spadają też ceny. Godzina konsultacji kosztuje 1000 zł. Nieco tańszy jest sam posiłek z Palikotem w roli kucharza. Na „brunch z żurem biłgorajskim” umawiam się przez Instagram. Odpowiedź przychodzi szybko. – W moim mieszkaniu w centrum Warszawy. Podaję 6-8 dań. Gotuję przy stole, gdzie siedzimy. Koszt od osoby to 700 zł – pisze Palikot. I prosi o zaliczkę (300 zł) na podany numer konta. – Jest nie więcej niż osiem osób co do zasady. Alkohol podaję do każdego dania.

Gdy nie wpłacam zaliczki i informuję, że jednak się do stolicy nie wybiorę, dostaję reprymendę. – Proszę myśleć o innych, a nie tylko o sobie.

źródło: Jawny Lublin
źródło: Jawny Lublin

„Ja jestem wielokrotnie bardziej znanym człowiekiem”

Na początku lutego na jednej z facebookowych grup pojawia się oferta pracy (w formule B2B). Do nowego kanału na YouTube STUDIO JESTEM poszukiwany jest filmowiec/montażysta i scenarzysta/ researcher. – Poszukujemy wyłącznie osób z doświadczeniem. Gośćmi kanału będą osoby znane – zapowiada przedstawicielka spółki Dziękuję. Została zarejestrowana w czerwcu ubiegłego roku przy ul. Głuskiej w Lublinie. Kapitał zakładowy to 5 tys. zł. Należą do niej prawa autorskie do książki „Dziennik z więzienia”.

Kanał Jestem Palikot rusza w marcu. Gościem pierwszego odcinka jest Krzysztof Rutkowski, drugiego – Lech Wałęsa. Potem w swojej kuchni Palikot gości jeszcze Adama Gesslera, a na kanapie Andrzeja Gąsiorowskiego, Agnieszkę Holland, Bronisława Komorowskiego. Pierwsza rozmowa z nim w roli prowadzącego notuje 24 tys. wyświetleń. Kolejne znaczniej mniej – od 3 do 13 tys. Ale w ofercie dla inwestorów te niewielkie liczby są przedstawiane jako zapowiedź ogromnego sukcesu.

Komunikat jest krótki: – W Polsce nie ma niezależnych mediów. Czas to zmienić. Jeśli myślisz tak samo, to napisz. I zostań wspólnikiem. Zróbmy popiół i diament. Im popiół, nam diament – ogłasza kilka dni temu Palikot w swoich mediach społecznościowych.

– Popiół to zrobiłeś z ludzkich oszczędności – komentuje ktoś. Pozostałe komentarze są w podobnym tonie.

Pytam o ofertę jako osoba potencjalnie zainteresowana inwestycją. Odpowiedź na mojego maila przychodzi w ciągu pół godziny.

– To jest projekt biznesowy i ma zarabiać pieniądze tak jak Żurnalista, Szalony Reporter czy Kanał Zero – informuje jego twórca. – Miesięczne przychody Żurnalisty to 500 tys. zł (6 mln rocznie), a Szalonego to 300 tys. (3,5 mln rocznie). Przychody Kanału Zero to 4 miliony miesięcznie, czyli 48 mln rocznie. Niezależnie od aspektu dochodowego, czysto finansowego, ten projekt daje ogromne możliwości marketingowe (dla promocji własnych marek i projektów) oraz społeczne, a nawet polityczne. Tak jak każde medium.

Zdradza, że na wywiad są już umówieni Adam Michnik, Mata, Doda, Sentino, Wojciech Olszański, Maja Komorowska. Nagrani już zostali Jacek Poniedziałek, Masza Potocka i Martyna Piętka. – To połączenie polityki, kultury, biznesu i kontrowersji daje bardzo szeroki zasięg i wysoką klikalność – obiecuje Palikot.

W swojej ofercie biznesowej wielokrotnie powołuje się na wyniki Żurnalisty, u którego sam kilka razy gościł. – Ten model nie uwzględnia dochodów od osób zainteresowanych tego rodzaju PR, którzy stanowią 30 proc. dochodów Żurnalisty. Przez analogie z Żurnalistą można oceniać dochody po 6 miesiącach na poziomie raczej 300 tys. (Żurnalista – 500 tys.). A jeśli uda się wprowadzić audycje na żywo to na poziomie nawet jednego miliona miesięcznie. Koszty miesięczne na tym etapie to maks 100 tys. – wylicza. I zapowiada, że za 6-9 miesięcy jego podcast przekształci się w telewizję internetową z programami za żywo i „wówczas dochody wzrosną 10-krotnie”.

Szacunkowe wpływy według twórcy kanału Jestem Palikot, źródło: Jawny Lublin

Jakich wspólników szuka? Zamożnych. Za 1,2 mln zł można objąć „50 proc. biznesu”. Za 600 tys. zł – proporcjonalnie mniej. Ale „istota tej propozycji polega na ograniczonym ryzyku”. – Inwestuje się najpierw mniejszą kwotę, czyli 60 tys., i jeśli projekt spełnia parametry, można objąć po ustalonej cenie kolejne udziały w kapitale lub zatrzymać się na tym poziomie.

– Nie ma ryzyka, firma jest na syna i jest bezpiecznie, ale to omówimy, jak się spotkamy – zapewnia mnie Palikot w kolejnym mailu, gdy pytam o ścigających go wierzycieli i komorników. Gdy wyrażam zainteresowanie zainwestowaniem 1,2 mln zł, odpowiada na szereg moich pytań (pisownia oryginalna):

– wspólników kilku: 3,4 osoby

– nie ma zabezpieczenia, bo inwestycja to inwestycja a ja nie mam majątku, inwestorzy nabywają udziały, będzie RN (rada nadzorcza spółki – red.), w której się znajdą i spotkania raz na miesiąc i bieżące newslettery

– mam zakaz kontaktu z byłymi partnerami i pracownikami

– to są dochody znacznie poniżej Szalonego czy Żurnalisty, a ja jestem wielokrotnie bardziej znanym człowiekiem. Żurnalista ma miesięcznie ok. 500 tys. netto zysku

– kanał zero ma 2 mln zysku miesięcznie

– sponsorzy z tabeli to automat z YT, do tego dojdą moi

– pieniądze od inwestorów pójdą między innymi na wyposażenie studia, bo teraz wszystko jest wynajmowane i to jest b. drogie, na wyposażenie pójdzie ok. 100 tys. z pieniędzy od inwestorów

– zatrudnienie to: operator, montaż, ale to zewnętrzne zatrudnienie, ludzie od marketingu i planowania w mediach: 2 osoby

– na teraz zarobiłem 14 tys., ale to pierwszy miesiąc. A duże dochody się pojawią po 3-4 miesiącach

– pieniądze będą wydane: 100 tys. na sprzęt i wyposażenie studia, wynajęcie studia , nagrania , montaż , promocja kanału

– ja nie pobieram wynagrodzenia, ale mieszkam w apartamencie gdzie jest studio nagrań

– wypłata zysku od drugiego roku i proponuje 50%, a reszta na inwestycje

– wartość firmy po 3 latach to będzie ok. 100 mln.

Gdybym zdecydowała się zainwestować 1,2 mln zł, to stałabym się udziałowcem spółki Dziękuje.

Z danych Krajowego Rejestru Sądowego wynika, że od grudnia ub.r. 90 proc. udziałów w firmie ma Franciszek Palikot (rocznik 2007), a 10 proc. lubelski artysta Robert Kuśmirowski. W rubryce prezes widnieje nazwisko Marcina Nawłatyny (rocznik ’78). To były kierowca Palikota. Gdy o niego pytam, dowiaduję się, że był tylko słupem. – Już nie jest teraz, prezesem jest mój syn, a jak zakładaliśmy spółkę, to nie był jeszcze pełnoletni. W spółce jestem ja i mój syn Franek – tłumaczy Palikot.

Na zdjęciu Agnieszka Mazuś
Agnieszka Mazuś

Od kwietnia 2023 redaktor naczelna portalu jawnylublin.pl, wcześniej przez 18 lat w Dzienniku Wschodnim. Tegoroczna laureatka nagród w konkursie SGL Local Press w kategoriach dziennikarstwo śledcze i dziennikarstwo specjalistyczne.

Komentarze