29 listopada 2020

(Nie takie) wielkie wymieranie? Pogłoska o rychłym końcu kręgowców była przesadzona

Niespodzianka dla tych, którzy uważają, że koniec świata jest już bliski. Okazuje się, że kręgowce - „od ptaków i ryb po antylopy" wcale nie wymierają tak masowo, jak się nam wydaje. Co jednak nie oznacza, że wszystko jest wspaniale i możemy się przestać martwić

Ze świata ochrony środowiska, biologii, nauki o klimacie i bez mała wszystkich nauk traktujących w ten czy inny sposób o stanie środowiska naturalnego, dobiegają nas zazwyczaj apokaliptyczne wieści.

Dziennikarze, publicyści i tzw. zwykli ludzie chętnie wrzucają do mediów społecznościowych artykuły o wymieraniu gatunków, topniejących lodowcach Grenlandii, czy nieubłaganie rosnącej temperaturze Ziemi. Takie tematy łatwo generują dyskusję i kolejne udostępnienia. Zjawisko przeglądania Facebooka czy Twittera w celu faszerowania się katastroficznymi newsami ma oczywiście swoją nazwę – to angielskie „doom scrolling”, nieobce również autorowi tego tekstu.

Problem w tym, że niektóre mające świadczyć o trwającej apokalipsie ziemskiej biosfery dane awansowały już do miana objawionych prawd przytaczanych w dyskusjach i artykułach bez głębszej refleksji, co oznaczają i jak je uzyskano. Na przykład: któż nie słyszał, że od roku 1970 światowa populacja kręgowców – od ryb przez płazy, gady, ptaki do ssaków – skurczyła się o średnio ok. 70 proc. Tak od lat mówią raporty „Living Planet” (Żyjąca planeta) World Wide Fund (WWF) for Nature.

Niespodzianka z Montrealu

Czy na pewno jest tak źle? Zatrważającym danym postanowili przyjrzeć się biolodzy z zespołu kierowanego przez Briana Leunga z Uniwersytetu McGill w kanadyjskim Montrealu. Efekty ich pracy w minionym tygodniu opublikował tygodnik „Nature”.

Główny wniosek badań zespołu Leunga okazuje się zaskakujący dla wszystkich wychowanych na alarmujących raportach WWF i innych organizacji. Słowem – dla wszystkich ofiar/fanów – niepotrzebne skreślić - „doom scrollingu”.

„Populacje kręgowców - od ptaków i ryb po antylopy - na ogół nie maleją pomimo tego, co myśli i pisze się na ten temat. Obraz dramatycznego spadku populacji wszelkiego rodzaju kręgowców jest napędzany przez niewielką liczbę populacji, których liczba spada w ekstremalnym tempie. Gdy te wartości odstające zostaną oddzielone od całości, wyłania się zupełnie inny i dużo bardziej obiecujący obraz globalnej różnorodności biologicznej” – piszą autorzy.

Korzystając ze zbioru danych obejmującego ponad 14 000 populacji – reprezentujących ok. 4 000 gatunków kręgowców z całego świata zebranych w bazie danych Living Planet, naukowcy zidentyfikowali około 1 proc. populacji zwierząt, które doświadczyły ekstremalnych spadków populacji od 1970 roku. To np. gady w tropikalnych obszarach Ameryki Północnej, Środkowej i Południowej czy ptaki w regionie Indo-Pacyfiku. Po oddzieleniu danych na temat tego procenta naukowcy odkryli, że wielkości pozostałych populacji kręgowców są stabilne.

Statystyka, głupcze!

W tym miejscu warto przypomnieć rozróżnienie między średnim, a całkowitym spadkiem liczebności populacji. Cytując artykuł Eda Younga z „The Atlantic” sprzed dwóch lat: „Aby zrozumieć różnicę, wyobraź sobie, że masz trzy populacje: 5 000 lwów, 500 tygrysów i 50 niedźwiedzi. Cztery dekady później masz zaledwie 4 500 lwów, 100 tygrysów i pięć niedźwiedzi. Te trzy populacje spadły odpowiednio o 10 proc., 80 proc. i 90 proc., co oznacza średni spadek o 60 proc. Jednak całkowita liczba rzeczywistych zwierząt spadła z 5 550 do 4 605, co oznacza spadek o zaledwie 17 procent”.

Bardziej szczegółowe dane pokazują, że spośród systemów taksonomiczno-geograficznych analizowanych w raportach Living Planet - 16 charakteryzuje się skrajnymi spadkami liczebności zwierząt, który obejmuje około 1 proc. ich populacji. Z kolei siedem systemów – 0,4 proc. populacji – zanotowało ekstremalne wzrosty. Pozostałe 98,6 proc. populacji we wszystkich systemach zachowywały stała liczebność, bez wyraźnego trendu spadkowego, ani wzrostowego.

Naukowcy zauważają, że analizując spadki liczebności populacji kręgowców warto skupić się na konkretnych regionach. Takich, jak np. Indo-Pacyfik, gdzie zaobserwowano bardzo silne spadki w grupach gadów i płazów.

„Uwzględnianie skrajnych grup zasadniczo zmienia interpretację globalnych trendów dotyczących kręgowców i powinno być wykorzystywane do określania priorytetów działań ochronnych” – piszą biolodzy w „Nature”.

Nie aż tak różowo

Z badań zespołu Leunga wynikają dwa istotne wnioski praktyczne. Po pierwsze, ludzkie wysiłki na rzecz zachowania bioróżnorodności nie są tak bezskuteczne, jak się powszechnie wydaje.

„Niektóre populacje są naprawdę w tarapatach, a regiony, takie jak Indo-Pacyfik, wykazują powszechne systematyczne spadki. Jednak obraz globalnej „pustyni bioróżnorodności” nie jest poparty dowodami. To dobrze, ponieważ byłoby bardzo zniechęcające, gdyby wszystkie nasze wysiłki na rzecz ochrony przyrody w ciągu ostatnich pięciu dekad przyniosły niewielki efekt” – mówi Leung.

Po drugie, właśnie identyfikacja najbardziej zagrożonych regionów i populacji zwierząt powinna prowadzić do skupienia wysiłku ochrony bioróżnorodności przede wszystkim w tych właśnie regionach.

Niestety w opinii wielu, o ile nie większości przyrodników, sytuacja wcale nie wygląda tak różowo.

Problem z różnorodnością biologiczną polega obecnie właśnie na znaczącej utracie gatunków, kurczeniu się populacji, utracie bogactwa genetycznego na terenie tzw. hotspotów bioróżnorodności. Szczególnie mocno pod tym względem cierpią tropiki oraz Azja Wschodnia – czyli te tereny, gdzie jest największa antropopresja, czyli wpływ człowieka na środowisko, a jednocześnie najniższe standardy środowiskowe.

Według raportu przygotowanego przez IPBES (Międzyrządową Platformę ds. Różnorodności Biologicznej i Funkcji Ekosystemu, organizacji działających w ramach Programu Środowiskowego ONZ) niemal milion gatunków roślin i zwierząt jest obecnie zagrożonych wyginięciem, w tym wiele już w nadchodzących dziesięcioleciach.

Cytowany przez AFP Robin Freeman z Zoological Society of London – jeden z wiodących autorów raportów WWF – ostrzega przed nazbyt optymistyczną interpretacją pracy zespołu Leunga. Według Freemana po uwzględnieniu także tych populacji zwierząt, który znacząco wzrosły – a więc wartości odstających w przeciwną stronę – wciąż mamy do czynienia ze światowym spadkiem rzędu 42 proc.

Udostępnij:

Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: <a href="https://twitter.com/WojciechKosc"> https://twitter.com/WojciechKosc</a>

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne