"Obecny rząd wciąż wydaje się zaprzeczać, że zmiany klimatyczne są czymś groźnym i czemu trzeba zapobiegać" - mówi OKO.press prof. Zbigniew Karaczun. A mamy fale upałów, korytarz burzowy przez całą Polskę, masowe podtopienia. Być może trzeba będzie klimatyzować obory, bo zwierzęta tego nie wytrzymają

Polskę zalała fala upałów. Gorąco jest już od kwietnia, ale druga połowa lipca była pod tym względem rekordowa. Szczyt przypadł jednak na 1 sierpnia – temperatury znów przekroczyły 30 st. C, gdzieniegdzie w Polsce sięgając nawet powyżej 35.

Po zmroku temperatury przekraczają 20 st. C co oznacza, że w Polsce obecnie mamy do czynienia z tzw. nocami tropikalnymi. Gorąco męczy całą dobę, co w zasadzie uniemożliwia naszym organizmom – dostosowanym do temperatur strefy umiarkowanej – pełną regenerację.

Fatalnie sprawy mają się również w rolnictwie. Według danych GUS tegoroczne zbiory zbóż mają być niższe o 14 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. To również wynik ekstremalnych temperatur.

Nad Polską przechodzą również burze połączone z intensywnymi opadami deszczu, a nawet gradu. I silne wiatry.

„Będzie jeszcze gorzej, jeśli nie zaczniemy temu przeciwdziałać” – mówi OKO.press prof. Zbigniew Karaczun.

Bo anomalie pogodowe wiążą się z ociepleniem klimatu, które jest zjawiskiem globalnym. Tymczasem rząd PiS zachowuje się tak, jakby problem zmian klimatycznych Polski nie dotyczył.

Dr hab. inż. Zbigniew Karaczun jest profesorem w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, gdzie kieruje specjalizacją Zarządzanie i Technologie zrównoważonego rozwoju na Międzywydziałowym Studium Ochrony Środowiska.

Jest wiceprezesem Okręgu Mazowieckiego Polskiego Klubu Ekologicznego i ekspertem Koalicji Klimatycznej – porozumienia 22 organizacji pozarządowych zaangażowanych w działania na rzecz ochrony klimatu.



Robert Jurszo, OKO.press: Polskę zalała fala upałów. No i od lat nie ma już lata bez suszy…

Prof. Zbigniew Karaczun: Rzeczywiście, od połowy lat 90. Polska ma tzw. permanentną suszę letnią. Co dwa lata borykamy się też z suszą rolniczą. Niestety, ten drugi problem w jakimś stopniu mamy na własne życzenie.

Dlaczego?

Ponieważ zniszczyliśmy tzw. małą retencję. W latach 50. zaczęto masowo osuszać nieduże zbiorniki wodne. Na przykład stawy śródpolne. A także bagna i torfowiska, które w sposób naturalny magazynują wodę. Dziś wycina się zadrzewienia śródpolne, które także są naturalnymi zbiornikami retencyjnymi.

Rząd nie robi nic, aby wesprzeć gminy wiejskie w działaniach, które mogą pomóc w zaadaptowaniu się do zmieniających się warunków klimatycznych – gwałtownych opadów, kiedy duże ilości wody spadają w krótkim czasie.

Gdyby tę wodę zatrzymywać poprzez tzw. małą retencje, to rolnicy mieliby dostęp do wody nawet w okresach bez opadów. A tak, kiedy przychodzi susza, obszary rolnicze nie mają się jak bronić. Bo od lat pozbawiamy je naturalnie zbierającej się w nich wody.

Czy fale upałów i susze należy wiązać z globalnym ociepleniem?

Zdecydowanie tak. Częstotliwość występowania tych zjawisk w Polsce rośnie wraz ze zwiększeniem stężenia w atmosferze gazów cieplarnianych oraz wzrostem średniej temperatury atmosfery na świecie.

I będzie jeszcze gorzej, jeśli nie zaczniemy temu przeciwdziałać.

Gorzej?

Niestety tak. I nie chodzi mi tylko o to, że upały i susze w przyszłości będą dłuższe i intensywniejsze, a przez to jeszcze bardziej dotkliwe.

Zagrożeniem są przede wszystkim ekstremalne zjawiska pogodowe, których częstotliwość znacząco wzrośnie. Obserwujemy to i doświadczamy tego negatywnych skutków już dziś.

Pierwszy przykład z brzegu to burze i huragany. Już mamy biegnący od północnego wschodu po południowy zachód korytarz burzowy, gdzie co roku występują gwałtowne i niszczące wiatry.

Od lat obserwujemy też zmniejszenie ilości opadów o niskiej częstotliwości. Deszczowe tygodnie, podczas których opady nie są intensywne, ale wolno i równomiernie nawadniają glebę, zastępują dziś tzw. deszcze nawalne bądź katastrofalne. Czyli gwałtowne ulewy, kiedy podczas kilkunastu czy kilkudziesięciu minut spada tyle wody, ile zwykle w miesiąc.

Tymczasem kanalizacja burzowa w naszych miastach jest nieprzygotowana na takie sytuacje. I kiedy już się zdarzają, to po prostu nie daje sobie z nimi rady. Dochodzi do podtopień, które są przyczyną zniszczeń.

A co z rolnictwem?

Je również dotykają poważne konsekwencje. Pierwsze to wspomniane susze, które niszczą rolnikom plony. Ale w Polsce pojawiają się też pasożyty i choroby roślin charakterystyczne dotąd dla cieplejszych rejonów naszej planety. Możliwe, że czeka nas również zmiana struktury upraw rolnych.

Przykładowo, nie będzie można już uprawiać ziemniaka, bo to bardziej zimnolubna roślina. Może nawet zastąpią go uprawy sorgo.

Ogromnym zagrożeniem dla rolnictwa jest także wzrost częstości ekstremalnych zjawisk pogodowych. Ich wystąpienie może w kilka minut zniszczyć uprawy.

Upały są niebezpieczne nie tylko dla ludzi, ale również dla zwierząt hodowlanych.

Być może będzie trzeba klimatyzować obory czy duże chlewnie, bo zwierzęta nie będą mogły w nich wytrzymać.

A to podroży koszty produkcji mięsnej.

Niektórzy jednak mówią, że ocieplenie klimatu jest w Polsce korzystne, bo wydłuża okres wegetacyjny roślin.

Owszem, wydłuża, bo w ubiegłym roku zaczął się on już w lutym. Ale wiosną przyszły przymrozki, które zniszczyły owoce i zniweczyły pracę rolników. Więc ten kij ma dwa końce.

I to dochodzimy do kolejnej sprawy: w wyniku zmian klimatycznych pogoda jest mniej stabilna, mniej przewidywalna. Na przykład, w przyszłości mogą się nam przydarzyć nie tylko lata upalne, ale chłodne.

Zmiana klimatu oznacza, że modele meteorologiczne, którymi do tej pory się posługiwaliśmy do prognozowania pogody, po prostu przestaną być funkcjonalne.

A jeśli nie będziemy mogli tego robić skutecznie, to trudniej będzie nam sobie radzić z przeciwdziałaniem konsekwencjom zmian klimatu.



No właśnie, czy Polska jest w ogóle jest przygotowana na zmiany klimatyczne?

W mojej ocenie – nie. Ani mentalnie, ani organizacyjnie. Proszę pamiętać – i to jest rzecz fundamentalna – że nie da się dostosować do nowych klimatycznych realiów jednocześnie nie przeciwdziałając ocieplaniu się klimatu.

Naszym podstawowym celem powinno być sprostanie wyzwaniu tzw. Porozumienia paryskiego. Czyli utrzymanie wzrostu średniej temperatury na świecie o mniej niż 2°C powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.

Tymczasem obecny rząd wciąż wydaje się zaprzeczać, że zmiany klimatyczne są czymś groźnym, z czym trzeba się zmierzyć i czemu trzeba zapobiegać.

W tym kontekście katastrofą było niesławne Lex Szyszko. Blisko dwa lata temu straciliśmy około 3 mln drzew z obszarów zurbanizowanych. Podczas gdy w miastach drzewa obniżają temperaturę powietrza i pozwalają schronić się przed upałem mieszkańcom.

Potrzebujemy całej palety działań skierowanych do różnych grup społecznych.

Na przykład?

Potrzebujemy odtworzenia małej retencji.

A polski rząd planuje wielki projekt kanalizacji rzek i budowy wielkich zbiorników, który jeszcze bardziej narazi Polskę na skutki suszy.

Konkretnej pomocy państwa potrzebują też rolnicy. Na przykład dofinansowania siatek antygradowych, by spadający podczas gwałtownych burz lód nie niszczył im upraw. Ale rząd nie ma nawet wizji takich działań pomocowych.

Miasta – poza dbałością o zieleń miejską – potrzebują systemu retencji wód opadowych czy nowej kanalizacji burzowej, która będzie w stanie poradzić sobie z silnymi i gwałtownymi opadami. Takie działania dopiero raczkują.

To może zbliżający się szczyt klimatyczny COP24 w Katowicach zmieni postawę polskich władz?

Miałem taką nadzieję, ale niestety pozostaję w tej sprawie pesymistą.

Na razie słyszymy, że Polska będzie podczas szczytu promowała węgiel. To raczej nie rokuje dobrze na przyszłość.

Gdzie w takim razie upatrywać nadziei?

W „zwykłych” Polakach. Coraz więcej z nich zdaje sobie sprawę z zagrożeń, jakie płyną ze zmian klimatycznych.

Niektórzy z nich – jak rolnicy – już silnie doświadczają ich na własnej skórze, bo upały niszczą plony. I zaczynają rozumieć, że globalne ocieplenie dotyczy również Polski.

Mam nadzieje, że zaczną wywierać na rządzących polityków presję, aby ci wreszcie wdrożyli aktywne programy ochrony klimatu i adaptowania się do prognozowanych zmian. Myślę, że właśnie tu zrodzi się impuls, który w końcu wymusi na politykach w końcu jakąś aktywność.


Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania.
W OKO.press pisze o ekologii (w tym o działalności min. Szyszki) i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym