„Mój klient dostał komunikat: ten wieżowiec ma być pomnikiem moim i mojego brata, taką mam ideę i potrafię ją zrealizować. To ja podejmuję decyzje, a inni je wykonują. I mój klient widział przez cały rok, że tak to działa. Pan Kaczyński wskazywał partnerów, rozmawiał o finansach, wskazał bank". Mec. Jacek Dubois tłumaczy OKO.press, jak doszło do oszustwa

Do publikacji przez „Wyborczą” taśm z nagraniem negocjacji biznesowych z udziałem Jarosława Kaczyńskiego nie doszłoby, gdyby biznesmen Gerald Birgfellner nie powiedział „dość”. Jarosław Kaczyński umówił się z nim, że zbuduje dla kontrolowanej przez PiS spółki Srebrna 190-metrowy wieżowiec. Powtarzał, że „wieże mają być pomnikiem moim i mojego brata, taką mam ideę i potrafię ją zrealizować. To ja podejmuję decyzje, a inni je wykonują”.

Birgfellner zaczął w maju 2017 wstępne prace tej ogromnej inwestycji, aż 19 razy spotykał się z Kaczyńskim, prawie zawsze w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej w Warszawie, w atmosferze biznesowo-rodzinnej, pokonywali kolejne szczeble. W czerwcu-lipcu 2018 Kaczyński wstrzymał inwestycję i nie zapłacił biznesmenowi – który jest jego też powinowatym – 1,3 mln euro, na co byli umówieni.

Birgfellner przy pomocy dwóch adwokatów – Romana Giertycha i Jacka Dubois – złożył 25 stycznia „zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa” z art. 286 par. 1 kodeksu karnego, który przewiduje karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

Mecenas Jacek Dubois* tłumaczy OKO.press, jak doszło do oszustwa i dlaczego doświadczony biznesmen dał się podejść Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Wszystko utwierdzało mojego klienta w przekonaniu, że jedynym organem decyzyjnym jest pan Kaczyński. Zwykł on mówić: „mam wszystko pod kontrolą” – mówi Dubois.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Wiadomo już, że to pan Gerald Birgfellner nagrywał spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim 27 lipca 2018 roku. 

Jacek Dubois, pełnomocnik Geralda Birgfellnera: Tak, „Wyborcza” to podała, choć nasz klient wolałby zachować większą anonimowość.

Czy nagrywał też inne spotkania?

Staram się zachować profesjonalnie. Zostałem wynajęty, żeby dowieść, że mój klient padł ofiarą oszustwa. Żeby zachować wiarygodność z gruntu odcinam się od spekulacji, których pełne są media. Ale tak,

wiem o kilku innych taśmach, i wiem, co na nich mniej więcej jest. Spotkań z panem Kaczyńskim było przecież więcej.

Aż 19 w ciągu 16 miesięcy.

Taśm jest więcej. Nagrywanie to był naturalny odruch człowieka, który czuje się oszukiwany i postanawia zabezpieczyć dowody na to, że pracę wykonał, a odmówiono mu obiecanego wynagrodzenia.

Jaka jest łączna wartość tych wykonanych prac?

1,3 mln euro. Taka kwota nie została wzięta z sufitu, ale wynika z wyceny już wykonanych prac, które wymienia – jedna po drugiej – wielostronicowa umowa zaakceptowana przez obie strony. Cała inwestycja była szacowana na 300 mln euro, zwyczajowe wynagrodzenia dla osoby, która prowadzi taką usługę jak Gerald Birgfellner to 3 proc., czyli 9 mln euro. O takiej prowizji mówi wspomniana umowa.

Wykonane prace objęły też projekt architektoniczny Tower Srebrna?

Nie, tylko koncepcję architektoniczną. Konkretnie pan Birgfellner:

  • założył spółkę celową Nuneaton, na którą pan Kaczyński obiecał przenieść ze spółki Srebrna prawo wieczystego użytkowania nieruchomości,
  • pozyskał znanego architekta, który przygotował projekt koncepcji architektonicznej budynku,
  • przygotował strategię realizacji projektu Tower Srebrna z kosztami i terminarzem,
  • przygotował wyceny nieruchomości,
  • zatrudnił renomowaną kancelarię Baker MacKenzie, która przygotowała umowy z firmami Gleeds Polska (m.in. zarządzanie inwestycją) i Strabag oraz umowę kredytową z bankiem Pekao S.A.

Wszystko to zrobił zgodnie z umową.

Która nie została podpisana. 

Ale została zawarta. W maju 2017 zostaje zawarta ustna umowa między panem Kaczyńskim i panem Birgfellnerem. Pan Kaczyński prosi, by przystąpić do pracy od razu. Mój klient to robi, a równolegle przez prawie rok negocjowana jest profesjonalna umowa, wprowadzane kolejne zmiany. Całą dokumentację załączyliśmy do wniosku złożonego w prokuraturze. Dokumentów jest 55, w tym uchwały Zarządu i Rady Fundacji Srebrna, pełnomocnictwo dla Geralda Birgfellnera, projekty umów z bankiem Pekao SA i innymi partnerami. I gdy ta umowa zostaje wreszcie przygotowana, a mój klient ma ją podpisać, pojawia się trick.

Pan Kaczyński mówi mojemu klientowi: wystaw fakturę na Nuneaton, ale ze spółki Srebrna, która jest faktycznym zleceniodawcą nie przelewa środków. Czyli tak: Nuneaton nie ma pieniędzy, a Srebrna nie ma podstawy do zapłacenia, bo faktura została wystawiona na Nuneaton. Pan Kaczyński nie przenosi też aportem ze spółki Srebrna prawa wieczystego użytkowania nieruchomości, co umożliwiłoby wzięcie uzgodnionego już z bankiem Pekao SA kredytu.

Ma świadomość, że wprowadza partnera w błąd i utrzymuje go w tym błędzie.

Może to był wypadek przy pracy? 

Gdy pan Kaczyński kazał memu klientowi wystawić faktury na Nuneaton doskonale wiedział, że ta spółka będzie niewypłacalna.

Dziwne zachowanie doświadczonego biznesmena. Inwestuje solidne pieniądze bez umowy.

Tyle, że wchodzi w grę bliska relacja rodzinna z panem Jarosławem Kaczyńskim. Mój klient jest mężem córki Grzegorza Tomaszewskiego, kuzyna pana Kaczyńskiego, jego zaufanego, uczestnika lipcowej rozmowy ujawnionej przez „Wyborczą”, członka rady nadzorczej spółki Srebrna. Wie, że ma do czynienia z byłym premierem, słyszy zewsząd, że to osoba numer jeden w państwie, jest przekonany o jego uczciwości.

Pan Kaczyński przez kilkanaście miesięcy powtarza: masz podejmować w moim imieniu wszelkie decyzje inwestycyjne, wszystko ci gwarantuję, wszystko zależy od mnie, bo to ja tu podejmuję decyzje. Mój klient dostaje wiele dowodów, że to tak działa: wszystkie polecenia pana Kaczyńskiego są natychmiast spełniane.

Zostaje wprowadzony w błąd, a jednocześnie ma na widoku zlecenie, które jest marzeniem życia każdego dewelopera, ma zbudować 190 metrowy budynek, w polskiej stolicy, duża rzecz i to w skali europejskiej. Rzuca wszystko, przenosi się do Warszawy.

Jak to?

Za namową Jarosława Kaczyńskiego kupuje tutaj dom. Pełną parą pracuje kancelaria Baker MacKenzie, której też nie zapłacono kilkuset tysięcy euro, pracuje wzięty austriacki architekt, który też nie dostał wynagrodzenia, ok. 150 tys. euro. Pan Birgfellner negocjuje z bankami, wszystko idzie jak z płatka. Ludzie panu Kaczyńskiemu salutują i wykonują co prezes powie – w fundacji Instytut im. Lecha Kaczyńskiego i w spółce Srebrna, które w lutym 2018 podejmują stosowne uchwały. Mój klient dostaje odpowiednie pełnomocnictwa już w maju i czerwcu 2017 do utworzenia spółki córki i do reprezentowania Srebrnej w umowach najmu i dzierżawy nieruchomości.

Ta aura omnipotencji pana Kaczyńskiego uśpiła czujność biznesmena. Opamiętanie przychodzi za późno.

Cały czas trwają spotkania z udziałem pana Kaczyńskiego, większość w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej, od pierwszych dwóch w maju 2017 roku. Kolejne mają miejsce w czerwcu 2017,  w lipcu, we wrześniu, potem w listopadzie – aż trzy, w grudniu 2017 jedno, w styczniu 2018 – znowu trzy, w lutym – jedno, w marcu – dwa, w kwietniu i czerwcu po jednym. Po upublicznionym przez „Wyborczą” spotkaniu 27 lipca 2018  jest jeszcze jedno, w  sierpniu 2018 z udziałem kancelarii Baker MacKenzie. Dopiero w czerwcu i lipcu 2018 Jarosław Kaczyński informuje mego klienta o wstrzymaniu inwestycji i wzywa do zaprzestania jakichkolwiek prac, m.in. żeby nie występował o warunki zabudowy. No i tłumaczy, że Srebrna nie może pokryć zobowiązań swej spółki córki (Nuneaton), a ta z kolei nie może wziąć obiecanego kredytu, bo nie zyskała prawa dzierżawy.

Biznesmen był osobiście w banku Pekao SA, który obiecał 300 mln euro kredytu?

Oczywiście. Umowa kredytowa na 300 mln euro została przygotowana i gdyby pan Kaczyński nie wstrzymał inwestycji, spółka Nuneaton przejęłaby wieczyste użytkowanie Srebrnej 16 i dostała kredytowanie. Dziwna historia z tym kredytem: czy bank państwowy powinien tak łatwo udzielać tak ogromnego kredytu?

Czy były odpowiednie zabezpieczenia, poza oczywiście słowem pana Kaczyńskiego, które nie ma wyceny? Ale to już sfera polityki, poza obszarem moich zainteresowań.

To były żmudne, wielostronne negocjacje. Strony dogadały się najpierw na uruchomienie „małego” kredytu inwestycyjnego 11 mln euro na przygotowanie projektu, potem ta suma – decyzją pana Kaczyńskiego – została zmniejszona do 4,5 mln euro, co bank natychmiast zaakceptował. Uzgodniono szczegółowo, w jaki sposób zostanie wypłacony duży kredyt 300 mln euro, po uzyskaniu przez spółkę Nuneaton wieczystego użytkowania nieruchomości. Prezes Pekao S.A. Michał Krupiński wspominał o zaangażowaniu pana Kaczyńskiego.

Rozmawiał z Birgfellnerem bezpośrednio?

Tak.

Prezes Pekao S.A. zapewniał mojego klienta, że to zaangażowanie pana Kaczyńskiego ma dla niego znaczenie przy decyzji kredytowej.

Po spotkaniu w lipcu 2018 mojego klienta zaczęto lekceważyć. Pan Kaczyński nie miał dla niego czasu. Srebrna wypowiedziała mu pełnomocnictwo. Zdał sobie sprawę, że jeżeli nie tupnie, to zostanie na lodzie.

Czy Birgfellner nie okazał się jednak naiwniakiem? Przecież wiedział, że Kaczyński nie ma żadnych praw do negocjowania transakcji. Jest ledwie członkiem rady fundacji Instytut Pamięci Lecha Kaczyńskiego, która jest właścicielem spółki Srebrna.

Formalnie tak. I na tym właśnie polegało oszustwo, czyli celowe wprowadzenie w błąd, wyrobieniu w kimś przekonania sprzecznego z rzeczywistością.

Mój klient dostał jednoznaczny komunikat: ten wieżowiec ma być pomnikiem moim i mojego brata, taką mam ideę i potrafię ją zrealizować. To ja podejmuję decyzje, a inni je wykonują. I mój klient widział przez cały rok, że tak to działa. Pan Kaczyński wskazywał partnerów, ich akceptował, rozmawiał o finansach, wskazał bank itd. itd.

Wszystko utwierdzało mojego klienta w przekonaniu, że jedynym organem decyzyjnym jest pan Jarosław Kaczyński. Zwykł on zresztą mówić: „mam wszystko pod kontrolą”.

Ale czy Birgfellner dostał jakiekolwiek pieniądze od Srebrnej? 

Wydaje mi się, że nie. Elementem roszczenia wobec pana Kaczyńskiego są nawet zwroty kosztów podróży i hoteli, ok. 24 tys. euro.

W lipcu 2018 Kaczyński mówił: „Jest druga droga, i tu nie traktujcie jej jako wojenną. Wy wysuniecie roszczenia o charakterze sądowym, i dostaniecie wyrok sądu do zapłaty, to wtedy jest podstawa do zapłacenia przez Srebrną, rozumiecie?”

Pan Kaczyński jest prawnikiem, więc chyba ma elementarną wiedzę o prawie, a to oznacza, że po prostu zbywał mojego klienta. Bo gdyby naprawdę miał wolę, by wywiązać się ze zobowiązania, mógł zaproponować ugodę sądową, pozasądową, cesję wierzytelności… Było wiele możliwości, by to załatwić zgodnie z prawem.

Jeszcze raz: pan Kaczyński wskazuje podmiot, na który mój klient ma wystawić fakturę [Nuneaton], a gdy to się dzieje, to mówi, że Srebrna nie może zapłacić, bo faktura jest wystawiona na inny podmiot. Gdyby sprawa trafiła do sądu, to pan Kaczyński mógłby na tej samej zasadzie odpierać roszczenie.

Jest jeszcze aspekt polityczny. W czasie kluczowych negocjacji latem 2018 roku trwają protesty w obronie sądów, krzyczymy „Wolne sądy” [4 lipca mec. Dubois sam przemawia pod Sądem Najwyższym w obronie wolnych sądów – red.], ale PiS chce sądy przejąć i forsuje swoje reformy. Czyli pan Kaczyński odsyła mojego klienta do organu, na który PiS pragnie mieć wpływ.

Dlatego Kaczyński wycofał się z budowy Wież Kaczyńskiego? Wersja PiS jest taka, że uznał, że nie da się tej inwestycji zrealizować, bo rządząca w Warszawie Platforma do tego nie dopuści.

Nie to, że nie da się zrealizować. Pan Kaczyński uznał w połowie 2018 roku, że tak widowiskowa inwestycja będzie dla niego nieopłacalna politycznie. Jasno o tym mówi w nagraniu z lipca 2018.

„Doszły nowe elementy, operacja Śpiewaka. Nowego kandydata na prezydenta. Postawił zarzuty: partia buduje wieżowiec. To nie do obrony”. Na uwagę, że to tylko medialny atak, Kaczyński dodaje: „No, ale mi chodzi o medialny atak. To jest polityka”.

Obawiał się, że budowa Wież zostanie potraktowana jako azjatyckie obyczaje i postanowił sprawę odłożyć ad calendas graecas. Zresztą mówi, że wrócimy do niej, jeśli będzie dobry wynik wyborów samorządowych w Warszawie, w co raczej nie wierzy, albo dobry wynik wyborów parlamentarnych.

Z powodów takiej kalkulacji pan Kaczyński zatrzymuje projekt i uznaje, że nie ma sensu się rozliczać. Taki syndrom Boga, który idzie przez świat zostawiając za sobą zgliszcza i nie mieści mu się w wyobraźni, że ktoś się odważy wystąpić w swojej obronie.

Daje do zrozumienia mojemu klientowi: „masz roszczenie, należą ci się pieniądze, ale ci nie zapłacę. I co mi zrobisz?”.

Czy zakładając, że Patryk Jaki nie miał szans na prezydenturę w Warszawie, ta inwestycja mogła w ogóle zostać zrealizowana?

Nie chcę wchodzić w szczegóły urbanistyczne czy prawa budowlanego. Problemem była wysokość budynku, zamiast maksymalnie 130 metrów, wizja pana Kaczyńskiego sięgała 190 m. Nie było też planu zagospodarowania. Ale podkreślam, że nasz klient jest profesjonalistą, który budował w niejednym kraju, w Austrii ok. 10 inwestycji, w Czechach, w Polsce (Family point – centrum handlowe we Wrocławiu). Zaangażował  się w Wieże Kaczyńskiego, bo uznał, że projekt jest realistyczny. Powodem zatrzymania inwestycji nie była jakaś obiektywna przeszkoda lecz obawa prezesa PiS przed kompromitacją. Kaczyński jasno to mówi – i tu akurat mu wierzymy – że gdy Jan Śpiewak wyciągnął sprawę na powierzchnię, to inwestycja stała się dla niego politycznie nieopłacalna.

Mecenas Roman Giertych zapowiada złożenie wniosku do prokuratury austriackiej. Równolegle z wnioskiem do polskiej?

Kodeksy karne rożnych krajów – w tym Austrii – dają możliwość podjęcia przez dane państwo interwencji za granicą, gdy szkoda dotyczy ich obywatela. Kodeks austriacki dopuszcza taką interwencję w wypadku określonej grupy przestępstw. Oszustwo jest wśród nich.

Austria kontra Jarosław Kaczyński?

Nie, nie. Postępowanie karne toczy się w sprawie. Dopiero jeśli zostanie uprawdopodobnione przestępstwo, to można oskarżyć, ale tylko konkretnego człowieka.

Nasz wniosek do prokuratury wynika z art. 304 kpk, który mówi o „obowiązku zawiadomienia organów w przypadku posiadania informacji o możliwości popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu”. Przekazaliśmy zawiadomienie wraz z załącznikami, prokuratura ma miesiąc na decyzję, czy wszcząć postępowanie  i szukać dowodów na to, że pan Kaczyński popełnił przestępstwo, czy też umorzyć sprawę, co z kolei można zaskarżyć. W przypadku posła Kaczyńskiego, utrudnieniem może być także immunitet, którym poseł może się zasłaniać.

  • Zobacz cały art. 304 kpk

    § 1. Każdy, dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny obowiązek zawiadomić o tym prokuratora lub Policję. Przepisy art. 148a zamieszczanie danych osób uczestniczących w czynności oraz art. 156a udostępnianie danych lub oryginałów dokumentów z załącznika adresowego stosuje się odpowiednio.
    § 2. Instytucje państwowe i samorządowe, które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub Policję oraz przedsięwziąć niezbędne czynności do czasu przybycia organu powołanego do ścigania przestępstw lub do czasu wydania przez ten organ stosownego zarządzenia, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa.
    § 3. Zawiadomienie o przestępstwie lub własne dane świadczące o popełnieniu takiego przestępstwa, co do którego obowiązkowe jest prowadzenie śledztwa przez prokuratora, Policja przekazuje wraz z zebranym materiałem niezwłocznie prokuratorowi.

W grę wchodzi zarzut wobec pana Kaczyńskiego z art. 286 par. 1 k.k. , który przewiduje karę do 8 lat dla osoby, która „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania”.

Dodatkowe artykuły, które wchodzą to w grę to art. 294 par. 1 k.k. w związku a art. 12 par. 1 k.k.

  • Zobacz trzy artykuły kodeksu karnego

    Art. 286 § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

    Art. 294 § 1. Kto dopuszcza się przestępstwa określonego w art. 278 kradzież§ 1 lub 2, art. 284 przywłaszczenie § 1 lub 2, art. 285 uruchomienie na cudzy rachunek impulsów telefonicznych § 1, art. 286 oszustwo § 1, art. 287 oszustwo komputerowe § 1, art. 288 zniszczenie cudzej rzeczy § 1 lub 3, lub w art. 291 paserstwo umyślne § 1, w stosunku do mienia znacznej wartości, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

    Art. 12. Dwa lub więcej zachowań, podjętych w krótkich odstępach czasu w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, uważa się za jeden czyn zabroniony; jeżeli przedmiotem zamachu jest dobro osobiste, warunkiem uznania wielości zachowań za jeden czyn zabroniony jest tożsamość pokrzywdzonego.

Zarzut może dostać tylko Jarosław Kaczyński?

Nasz klient uważa, że został oszukany przez niego. Wszystko co mu się w tej sprawie przydarzyło przypisuje jemu. Działania innych osób były jakby sterowane przez pana Kaczyńskiego. To z nim nasz klient wiąże swoją krzywdę, od niego chce dochodzić sprawiedliwości. Ale może się też okazać, że inne osoby pełniące funkcje we władzach innych podmiotów mogły popełnić czyny zabronione.

A czy to, że Birgfellner działał bez podpisanej umowy nie osłabia jego pozycji? 

To kwestia dowodowa. To nie jest tak, że bez umowy nie ma roszczeń. Idzie pan do sklepu i kupuje butelkę wina. Nie podpisuje pan żadnej umowy, ale jak pan w domu otworzy butelkę i okaże się, że w środku jest płyn do mycia szyb, to przysługuje panu roszczenie, bo został pan oszukany.

Tutaj mamy czarno na białym stwierdzenie, że praca została wykonana, tak jak zostało to uzgodnione. Pan Kaczyński wprost to potwierdza.

Czyli doszło do osiągnięcia korzyści majątkowej na niekorzyść mojego klienta. Jest tylko kwestia ustalenia, czy był zamiar wprowadzenia w błąd, co jest konieczne by uznać, że to było oszustwo. Szczegółowo w zawiadomieniu opisaliśmy, dlaczego uważamy, że taki świadomy zamiar był.

Co może być dalej, zakładając – może niezbyt realistycznie – że prokuratura Zbigniewa Ziobry postawi zarzut Jarosławowi Kaczyńskiemu. Proces czy ugoda?

Czyn jest czynem w momencie popełnienia przestępstwa i nie przestaje nim być nawet gdyby doszło do ugody. Zapłacenie odszkodowania nie niweluje przestępstwa. Kodeks Karny mówi jednak, że jeżeli szkoda została naprawiona, to można odstąpić od wymierzenia kary.

Uwaga w publikacji „Wyborczej” i działaniu obu panów mecenasów [drugim pełnomocnikiem jest Roman Giertych] skupiła się na krzywdzie oszukanego biznesmena. Tymczasem z punktu widzenia interesu publicznego, to rzecz drugorzędna. Ważniejsze jest, że czołowy polityk w nieuprawniony sposób prowadzi biznes na rzecz swojej partii, wykorzystuje wpływy, narusza standardy demokratycznego państwa prawa, staje się niemal oligarchą.

Jestem zwolennikiem kompetencji, czyli róbmy to, co do nas należy. Ja jestem pełnomocnikiem człowieka pokrzywdzonego, który mi poleca swoją sprawę, więc nie zajmuje się Polską, bo Polska mi niczego nie zleciła w tej sprawie. Polską to pan się – jako medium – ma zajmować.

Ale jeśli pan pyta o prywatne zdanie, to mnie się ta sprawa kojarzy z filmami z Jamesem Bondem, bo tam jest zawsze jakiś czarny charakter, który za pośrednictwem mniej lub bardziej przestępczych metod kreuje niebezpieczny dla świata pomysł. Na przykład jubiler Goldfinger planuje napad na Fort Knox, największy skarbiec złota na świecie. Tutaj też jest człowiek, który ma wielkie sprawstwo i idee fixe wybudowania pomnika swemu bratu i sobie. Instytucje państwa mają być narzędziem do realizacji tego marzenia.

Ale to jest na tyle chyba oczywiste, że nie musi zajmować się tym pełnomocnik austriackiego obywatela, który chce odzyskać utracone pieniądze. Moją rolą nie jest bycie oratorem prawdy. Tym bywam przy innych okazjach.

A jak Pan ocenia wypowiedzi polityków PiS, w tym najbardziej skrajną premiera Morawieckiego, że – cytuję – „prezes pokazuje wielokrotnie w tej rozmowie konieczność transparentnego działania, w pełni uczciwego. Chcielibyśmy, żeby tak właśnie wyglądało życie gospodarcze w Polsce”.

Dostrzegam tu spółdzielnię usług wzajemnych. Jak jesienią pan premier Morawiecki przegrywał sprawy o kłamstwo wyborcze, to pan Kaczyński mówił, że pan Morawiecki jest najuczciwszy. Kiedy pan Kaczyński jest podejrzewany, że naruszył kodeks karny, to pojawia się pan Morawiecki i mówi, że pan Kaczyński jest najuczciwszy.

Jako prawnik jestem przyzwyczajony do tego, że człowiek posługuje się dowodami. Na podstawie godziny nagrania, czyli ułamka wiedzy o całej sprawie, pan Morawiecki przesądza – nie wiadomo na jakiej zasadzie, bo fakty są wymowne – o niewinności pana Kaczyńskiego. Słuchając premiera mogę tylko uśmiechnąć z politowaniem.

*Jacek Dubois, adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a od 2015 sędzia Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji im. profesora Bronisława Geremka, członek Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy, od 2017 r. Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego. Syn Macieja Dubois (zmarłego w 2016 r.), obrońcy m.in. opozycji demokratycznej w czasach PRL. Wnuk Stanisława Dubois, działacza PPS, posła na Sejm II RP, uczestnika konspiracji rotmistrza Pileckiego w obozie Auschwitz-Birkenau, rozstrzelanego w 1942 roku. Aktywny obrońca wolnych sądów.

 

OKO.press opisywało m.in. jego mowę pod budynkiem Sądu Najwyższego 4 lipca 2018 (patrz zdjęcie): „Jest taki budynek na Nowogrodzkiej, gdzie pojawili się wandale. Wandale to było plemię germańskie słynące z bezmyślnej destrukcji. I teraz ci wandale, tyle że w nowej postaci, chcą zaatakować nasz Pałac Sprawiedliwości. Miejsce dla mnie święte, bo tam mam zaszczyt przemawiać do wolnych, niezawisłych sędziów” .

Prześwietlamy, pytamy, interweniujemy - i nie odpuszczamy.
Pomóż nam prowadzić dziennikarskie śledztwa.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press