Polski ośrodek dla osób zaburzonych, którzy po odbyciu kary więzienia nadal mogą być niebezpieczni i sąd zdecyduje o ich dalszej izolacji, wzorowany był podobno na niemieckich ośrodkach. Zupełnie nie wyszło. Jak to się stało, że ta sama idea na polskim gruncie zamieniła się we własną karykaturę? Zamiast terapii jest opresja, gorsza niż w więzieniu

Krajowy Ośrodek Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym (KOZZD) w Gostyninie stworzony w 2013 roku z inicjatywy Jarosława Gowina (przegłosowana zgodnie przez posłów PO, PiS, PSL, SLD…) nie wziął się z niczego.

Problem z osobami, których zaburzenie sprawia, że po wyjściu z więzienia mogą dalej stanowić zagrożenie, nie dotyczy tylko Polski. W wielu krajach sądy dostały prawo bezterminowego kierowania takich osób do zamkniętych ośrodków terapeutycznych.

Ośrodki podobne do Krajowego Ośrodka Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie istnieją też w Holandii, Szwecji. A w Niemczech jest ich nawet 15.

To właśnie niemieckie prawodawstwo miało być inspiracją dla tzw. ustawy Gowina. Niestety, w polskiej interpretacji idea ośrodka stała się dramatyczną karykaturą.

„Reakcją pracowników KOZZD na naszą relację z niemieckiego ośrodka w Rosdorf był sarkastyczny śmiech” – mówi Hanna Machińska, zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Porównujemy oba ośrodki.

Śmiech

Co zobaczyli pracownicy Biura RPO wizytujący niemiecki ośrodek dla niebezpiecznych w Rosdorf? Między innymi warsztat, w którym prowadzone są zajęcia stolarskie. Pacjenci mają tu wszystkie potrzebne narzędzia, żeby zrobić sobie meble do pokoju albo popracować zarobkowo. Praca to również część terapii.

Pośród tych uzbrojonych w piły i brzeszczoty niebezpiecznych byłych więźniów siedzi jedna pracownica ośrodka, która organizuje warsztaty. Nie, nie trzyma broni na stole.

Druga scena: w kuchni jeden z pacjentów postanowił przyrządzić kotlety. Kroi mięso wielkim nożem kuchennym i rzuca je na patelnie. Nie stoi przy nim żaden uzbrojony po zęby ochroniarz. Pracownicy polskiego KOZZD śmieją się sarkastycznie, a pacjenci gorzko.

20 cm ochrony

Pan J. jest pacjentem KOZZD w Gostyninie. Przedtem w więzieniu spędził 25 lat. Z zawodu jest stolarzem, więc całą odsiadkę poświęcił pracy. „Okna porobiłem na całym bloku, a sobie w celi taką boazerię, że aż przyszła telewizja, żeby pokazać” – mówił J.

„Praca pomagała mi nie zwariować”. Jako pacjent KOZZD, gdzie ma być leczony z zaburzeń, do pracy dostał plastikowy nożyk i papier ścierny. Cierpliwie ścierał tym papierem kilka deseczek, żeby na święta zrobić sobie gwiazdę betlejemską.

„Plastikowych noży pacjenci w KOZZD mogą zresztą zwykle używać tylko pod okiem pielęgniarki albo pracownika ochrony” – mówi Machińska. Na co dzień do dyspozycji mogą mieć jedynie plastikową łyżkę.

Kiedy przychodzi list muszą go otwierać w obecności pracownika (choć to niezgodne z prawem), żeby sprawdził, czy w kopercie nie ma spinki, zszywki, słowem – niebezpiecznego metalowego elementu.

Po korytarzach spacerują uzbrojeni pracownicy ochrony. W widocznym miejscu – pałka, kajdanki, gaz obezwładniający.

Raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (działającego przy Rzeczniku Praw Obywatelskich) zwraca też uwagę na niepożądane zachowania pracowników wobec pacjentów – wulgarny język, naśmiewanie, w wąskich korytarzach pacjenci muszą strażników wymijać, ich obecność jest uciążliwa i natarczywa.

„Widzieliśmy to na własne oczy, kiedy z Rzecznikiem wizytowaliśmy ośrodek” – mówi Machińska. „Pacjent niósł paczkę, pracownik ochrony szedł za nim w odległości 20 cm. Zapytałam dlaczego idzie tak blisko. Odpowiedział, że ochrania go, na wypadek gdyby upadł na schodach. A tamten pan zupełnie nie wyglądał, jakby miał się zaraz przewracać”.

Dlaczego?

Dlaczego do ośrodka w Rosdorf jeden z pacjentów w podeszłym wieku postanowił wrócić, a pacjenci KOZZD deklarują, że do więzienia „wracaliby na kolanach”.

Niemiecka ustawa zakłada, że całe przedsięwzięcie jest po to, żeby leczyć i przygotować pacjenta do życia na wolności. Temu służą częste przepustki pod dyskretną opieką pracowników, okresy próbne na wolności jeśli terapia przynosi efekty.

W polskiej ustawie idea leczenia i powrotu do społeczeństwa też się pojawia, ale nie wiadomo po co, skoro projekt reklamowano pod hasłem „ustawa o bestiach”. Wprowadzano go w atmosferze strachu i nienawiści.

Drugą podstawą niemieckiej ustawy jest założenie, że skoro osadzeni swoje kary więzienia już odbyli, a wolności pozbawia się ich prewencyjnie, to trzeba im zapewnić jak najlepsze warunki.

„Oczywiście, pobyt ma na celu zmniejszenie zagrożenia dla społeczeństwa, ale ustawa mówi wyraźniej, że izolacja musi przynieść jak najmniejszy uszczerbek dla osoby osadzonej” – mówi Machińska.

Kajdanki, pałki, malowane kotki

„Kiedy wchodzi się do ośrodka w Gostyninie, widzi się kolorowe ściany, na obrazkach kotki, pieski – trochę jak w przedszkolu. Kontrast między infantylnym wystrojem, a tym, co dzieje się między kolorowymi ścianami jest drastyczny. To gra pozorów” – mówi Machińska.

Pacjenci są stłoczeni w przeludnionych pokojach z piętrowymi łóżkami, bez dostępu do świeżego powietrza (okna można tylko uchylić). Rzeczy mogą mieć niewiele, bo nie ma gdzie ich trzymać. Monitoring jest wszędzie, nawet w toaletach (program wykrywa i zasłania miejsca intymne). Do ekranów monitoringu dostęp mają osoby postronne.

Strażnicy nie odstępują pacjentów na krok. Są z nimi u lekarza, przy konfesjonale, siedzą obok w pokoju widzeń. Po każdym widzeniu czy wizycie u lekarza lub w sądzie – przeszukanie. „Muszą się rozbierać, robić przysiady. W KOZZD obowiązuje system absolutnej opresji. Zdrowy człowiek długo by tam nie wytrzymał, a co dopiero osoba z zaburzeniami?”

Zaufanie

„Ośrodek w Rosdorf robi wrażenie nowoczesnej szkoły. Duże pomieszczenia, przestronne jednoosobowe pokoje (bez kamer) z łazienką (również bez kamer), wspólna kuchnia, świetlica, zaplecze rekreacyjne i duży teren na świeżym powietrzu gdzie pacjenci mogą prowadzić własny ogród. Ale największe wrażenie robi nie sam ośrodek, tylko podejście personelu” – mówi Machińska.

Pacjenta od pracownika ochrony trudno często odróżnić. „Nie noszą pałek, jeżeli mają kajdanki, to dobrze schowane.  Rozmawiają z pacjentami, żartują, nikt nikomu nie depcze po piętach. Zamiast opresji panuje atmosfera zaufania – kluczowa dla każdej terapii”.

Skąd to zaufanie? Każdy pracownik zna pacjenta i wie czego się po nim spodziewać. Personel jest przeszkolony z najnowszych metod oceny ryzyka, które pozwalają określić na ile pacjent jest niebezpieczny.

„W Polsce te metody dopiero raczkują, a powinny być znane i stosowane nie tylko przez pracowników, ale przede wszystkim przez sądy, biegłych, którzy decydują o osadzeniu w KOZZD” – mówi Machińska.

Pracownicy ośrodka w Rosdorf (w większości – kobiety) mają poczucie skuteczności terapii. Na pytanie: co by zmienili, odpowiedzieli RPO – nic. Czują, że przywracają pacjentów do społeczeństwa.

Pracownicy KOZZD w Gostyninie przyznawali, że nie wiedzą nawet do końca czy to co robią, jest legalne, czują się zagrożeni.

Personel Rosdorf ma zapewnionego superwizora (doświadczonego specjalistę, z którym mogą się konsultować, szukać wsparcia), pracownicy KOZZD nie. W niemieckim ośrodku pracownicy regularnie spotykają się, żeby omawiać szczególne przypadki pacjentów, problemy, szukać rozwiązań. Pracownicy KOZZD jeśli coś takiego robią, to nieoficjalnie.

Personel Rosdorf ciągle szkoli się w najnowszych metodach terapeutycznych. W KOZZD regularnie odbywają się jedynie szkolenia dla pracowników ochrony z zakresu użycia środków przymusu bezpośredniego.

W KOZZD nie wiadomo nawet jaką szkołę terapii się stosuje. Jedna z terapeutek miała w trakcie terapii mówić, że pacjent „był już zboczeńcem, pedofilem w łonie matki” – pisze KMPT w raporcie. „Pojawiły się też sygnały, ze podczas spotkań terapeutycznych mówiono im, że spędzą w KOZZD resztę życia”.

Personel Rosdorf bardzo chętnie opowiada o własnych metodach pracy, zaprasza do odwiedzin i wymiany doświadczeń. Personel KOZZD wystosował oficjalny list, w którym informuje, że nie życzy sobie wizyt RPO i prawników, bo „podburzają pacjentów”.

Terapia

Pacjenci są w Rosdorf włączeni zarówno w proces terapii jak i w życie ośrodka. Mają rodzaj własnego samorządu, rady pacjentów, która na spotkaniach z dyrektorem może przedstawiać własne stanowisko, zgłaszać problemy. To także ważna część terapii – rozwiązywanie problemów przez rozmowę.

W KOZZD dyrektor spotyka się jedynie z pacjentami z podległego mu oddziału. Stosuje się odpowiedzialność zbiorową. Osadzeni rezygnują z terapii, czują że do niczego nie prowadzi, nie są informowani o planie leczenia.

W Rosdorf wszystkie środki, terapie, metody leczenia muszą być stosowane we współpracy z instytucjami badawczymi, poddane naukowej weryfikacji pod kątem skuteczności. Przy ewaluacji mówi się o „sukcesach i porażkach”.

Rozpatrywanie braku postępów leczenia w kategorii porażki pokazuje poczucie odpowiedzialności, zakłada szukanie lepszej metody. Pracują tam najwybitniejsi eksperci w dziedzinie psychiatrii.

W KOZZD zamiast nowoczesnych form terapii i konsultacji ze specjalistami, są absurdalne regulaminy zmieniane z dnia na dzień. Zgodnie z regulaminem pacjentom przysługuje np. tylko godzina spaceru dziennie oraz półtorej godziny w weekend i to nie na terenie zielonym, tylko na drodze pożarowej.

Nowi pacjenci prawo do spaceru zyskują dopiero po tygodniu od przyjęcia. Dlaczego? Nie wiadomo. Profesor Ryszard Piotrowski, prawnik-konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego poproszony o zaopiniowanie regulaminu uznał go za „w całości niezgodny z Konstytucją”.

W ramach przygotowań do życia na wolności pacjenci Rosdorf mają prawo do przepustek w towarzystwie pracownika, ale również bez osoby towarzyszącej (wszystko zależy od oceny ryzyka) nawet na dwa tygodnie.

Na końcowym etapie terapii, kiedy osadzonego przygotowuje się do zwolnienia – nawet 6 miesięcy. W ramach terapii w przy dyskretnej asyście pracownika ochrony pacjenci mogą robić zakupy w pobliskim supermarkecie, uczestniczyć w wycieczkach.

W Gostyninie przepustek nie dostaje się nawet w przypadku choroby lub śmierci osoby bliskiej, co jest naruszeniem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jeśli osadzeni wychodzą na chwilę z ośrodka (do lekarza lub do sądu), to w kajdankach. Nie wiadomo dlaczego.

Jeden z pacjentów tak nie chciał tych kajdanek, że zrezygnował nawet z wyjazdu do lekarza, o który się wystarał. „Wówczas miał zostać brutalnie potraktowany przez 5 strażników. Miał być podduszany od tyłu pałką i szarpany za ręce, w celu założenia kajdanek. Po rzuceniu na ziemię został skuty” – czytamy w raporcie KMPT.

„Inny z pacjentów wskazywał natomiast, że został przykuty do łóżka szpitalnego w szpitalu ortopedycznym. Informował także, że podczas rozprawy sądowej ochroniarze nie zgodzili się na jego rozkucie mimo nakazu sądu”.

„Praktykę niemiecką i polską dzielą lata świetlne. Różnica jest w głowach ludzi. Trzeba fundamentalnie przebudować mentalność” – mówi Machińska.

Jak zmienić mentalność?

Swoją uwagę poświęcił KOZZD w Gostyninie także Komitet Rady Europy Przeciwko Torturom. „W raporcie zalecono całkowitą zmianę filozofię funkcjonowania ośrodka” – mówi Machińska. W kwestii Gostynina nic się jednak nie zmienia, mimo że RPO i organizacje praw człowieka od dawna alarmują o katastrofalnej sytuacji.

„Świat polityków jest głuchy. Zwracaliśmy się do premiera, Ministra Sprawiedliwości, Ministra Zdrowia. Nie zrobiono nic, porzucono tych ludzi, stygmatyzując i budując wokół nich atmosferę strachu”.

„Nie twierdzimy nawet, ze ośrodek trzeba zamknąć i wszystkich wypuścić. Są osoby tak zaburzone, że będą musiały tam zostać, ale musimy im zapewnić godne warunki, terapię. Zmienić tę dziurawą ustawę, tam gdzie to możliwe, stosować alternatywne środki zabezpieczające, jak system dozoru elektronicznego”.

Dzięki temu pacjent, który po wyjściu z więzienia, zanim trafił do Gostynina zdążył założyć rodzinę i zacząć normalne życie, mógłby być na wolności.

„W tej chwili mamy zakład zamknięty, który pochłania ludzi” – mówi Machińska. „Co z tego, że Ministerstwo planuje wybudowanie nowego ośrodka? Jeśli będą w nim stare metody, to nic się nie zmieni. Będzie tylko więcej ofiar tego systemu, który jest niestety elementem szerszego zjawiska – przyzwolenia na przemoc, które panuje w polskich instytucjach. A zmiana mentalności jest szalenie trudna”.


Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym