Kontrola NIK podważyła fundamenty reformy edukacji PiS i wymienia patologie stworzone przez minister Zalewską. O 55 proc. wzrosła liczba nauczycieli wędrujących, w ponad 1/3 szkół warunki pogorszyły się, podstawówki pracują od 07:15 do 18:30. Przeładowane podstawy programowe w 80 proc. pisali nominaci Zalewskiej, w tym... pracownicy MEN

Opinia publiczna zyskała potwierdzenie swoich najczarniejszych obaw. Według raportu NIK nieprzygotowana, robiona na łapu capu radykalna reforma edukacji zdewastowała polskie szkoły. Dla fachowców wstrząsające jest ustalenie, że tylko 20 proc. spośród 1700 autorów podstaw programowych, które wyznaczają, co znajdzie się w podręcznikach i programach nauczania, zostało wskazanych przez fachowe instytucje. Resztę wybrało samo ministerstwo, a podstawę programową do szczególnie ważnego dla PiS przedmiotu jakim jest wychowanie do życia w rodzinie pisali … pracownicy MEN.

„To najszybsza i najgruntowniejsza zmiana administracyjna w polskiej szkole od 1999 roku” – podsumowuje NIK wyniki kontroli w polskich szkołach opublikowanej 22 maja 2019 roku. Zaledwie w ciągu dziewięciu miesięcy PiS zmienił wszystkie elementy szkolnictwa: od struktury szkół (likwidacja gimnazjów), przez nowe podstawy programowe i podręczniki, aż po doposażenie i dostosowanie budynków.

Najwyższa Izba Kontroli od października 2018 do stycznia 2019 skontrolowała bezpośrednio 48 szkół publicznych, 48 jednostek samorządu terytorialnego oraz MEN. Poza tym specjalne ankiety wypełniło 6846 dyrektorów szkół oraz 1935 jednostek samorządu terytorialnego. Tak duża próba pozwala na wnioski o całej reformie.

NIK uważa, że zmiany w systemie edukacji były przygotowane nierzetelnie, a ich wdrażanie spowodowało więcej problemów niż korzyści.

W ponad 1/3 polskich szkół (34 proc.) warunki nauczania się pogorszyły, a w 56 proc. się nie poprawiły.

Nauka na zmiany, złe warunki lokalowe

W ośmioklasowych szkołach podstawowych wzrósł współczynnik zmianowości: nauka toczy się średnio przez 11 godzin dziennie – od 07:15 do 18:30. Dyrektorzy mają coraz większe trudności z ułożeniem planów lekcji, a to oznacza, że zajęcia wymagające koncentracji tj. matematyka często odbywają się na ostatnich godzinach.

Co więcej, w ponad 1/5 szkół pogorszyły się warunki lokalowe.

Szczególnie utrudniony jest dostęp do pracowni przedmiotowych, świetlic i sal gimnastycznych. NIK odnotowuje, że zajęcia wychowania fizycznego często prowadzone są w przestrzeniach do tego niedostosowanych, m.in. na korytarzach.

Problemem jest też doposażenie pracowni przedmiotowych – m.in. chemii i fizyki – w pomoce dydaktyczne. Aż 1/4 szkół do stycznia 2019 roku (zakończenie kontroli) ze względu na brak pieniędzy nie przygotowało lokali na potrzeby klas siódmych i ósmych.

O 55 proc. wzrosła też ilość tzw. nauczycieli wędrujących, czyli takich, którzy muszą uzupełniać etat w więcej niż jednej szkole.

A to oznacza, że ich dostępność dla uczniów i zaangażowanie w życie konkretnej placówki drastycznie zmalały.

W roku szkolnym 2018/2019 w stosunku do 2016/2017 (sprzed reformy)

o połowę zmniejszyła się ilość zajęć pozalekcyjnych.

Nierenomowani autorzy złych podstaw

Wśród mankamentów reformy NIK wymienia też chwalone przez minister Annę Zalewską podstawy programowe. Wnikliwa weryfikacja jej autorów – słynne 170 nazwisk, które minister ujawniła dopiero po ponad rocznej batalii sądowej – pokazuje, że tylko 20 proc. z nich rekomendowały instytucje związane z systemem oświaty. Resztę – 80 proc. – minister wybrała sama, własnym kluczem. NIK uważa, że odbyło się to w sposób nieprzejrzysty.

Jako rażący przykład złego tworzenia podstaw, NIK wymienia podstawę programową do wychowania do życia w rodzinie, nad którą zamiast ekspertów opracowali pracownicy MEN.

Jaki jest rezultat? Dokładnie taki jaki sygnalizowali nauczyciele, rodzice i uczniowie.

Podstawy programowe dla szkół są zbyt obszerne, niespójne i nieprzystające do realiów i nade wszystko nadmiernie obciążają uczniów.

„Bezkosztowa” reforma na barkach samorządów

Według NIK, ministerstwo nie przeanalizowało też skutków finansowych, które spowoduje tak duża zmiana administracyjna w polskich szkołach. „Subwencja oświatowa, z której miały być sfinansowane zmiany, wzrosła o 6 proc, a wydatki samorządów na szkoły powiększyły się o 12 proc.” – pisze NIK.

Dodatkowo MEN założył zmniejszenie wydatków na jednego ucznia od 2016 roku. Według NIK wzrosły one o 6 proc. – głównie przez wzgląd na podwyżki płac nauczycieli.

A to oznacza, że to samorządy poniosły zarówno koszty reformy edukacji, jak i wzrostu wynagrodzeń nauczycieli.

Podwójny rocznik – sytuacja bez precedensu

Jako ostatni – negatywny – skutek reformy NIK wymienia podwójny rocznik, czyli absolwentów ósmych klas podstawowych i trzecich klas gimnazjów, którzy we wrześniu 2019 roku – w tym samym momencie – rozpoczną naukę w liceach, technikach i szkołach branżowych. „Takiej sytuacji w systemie oświaty jeszcze nigdy nie było” – podkreśla MEN. I dodaje, że dyrektorzy i samorządy stanęły przed olbrzymim wyzwaniem organizacyjnym.

Jak sobie z nim poradzą? To dopiero się okaże, bo trwa rekrutacja. Z kontroli NIK wynikało, że jeszcze w styczniu 2019 roku – cztery miesiące przed rozpoczęciem rekrutacji –

aż w ośmiu województwach liczba miejsc potrzebnych w rekrutacji była mniejsza niż potrzebna. W Wielkopolsce brakowało aż 5 tys. miejsc.


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Masz cynk?