Nowy dokument strategiczny Pentagonu oprócz licznych pochwał dla prezydenta Trumpa zawiera niesprecyzowaną zapowiedź „skalibrowania" amerykańskiej obecności na naszym kontynencie.
W cieniu niedawnych wydarzeń, zwłaszcza kryzysu dookoła Grenlandii, oburzających i obraźliwych słów prezydenta USA na temat udziału sojuszniczych żołnierzy w wojnie w Afganistanie oraz kolejnej tragedii spowodowanej przez funkcjonariuszy służb imigracyjnych, ukrył się ważny dla amerykańskiej polityki krok, jakim jest nowa strategia obronna Pentagonu opublikowana 23 stycznia.
Jest to dokument sektorowy, a więc opracowany już w Pentagonie z udziałem — przynajmniej w założeniu — specjalistów, ale podążający za strategią bezpieczeństwa narodowego ogłoszoną przez administrację Trumpa w grudniu roku 2025.
Dokument ten jest więc podrzędny wobec strategii z grudnia i zarazem jest podrzędny wobec osoby samego Trumpa. Trudno opisać to inaczej. Sam podtytuł brzmi „przywracanie pokoju przez siłę dla nowego złotego wieku Ameryki”.
Strategia zawiera passusy w rodzaju „Prezydent Trump prowadzi nasz naród w kierunku nowego złotego wieku”, czy „to jest mądre założenie wizjonerskiego i realistycznego podejścia prezydenta Trumpa do działań dyplomatycznych wobec Pekinu” lub też, że sprawy przemytu narkotyków Trump traktuje „śmiertelnie poważnie” lub że prowadził „trzeźwą i niestrudzoną dyplomację”.
Samo nazwisko prezydenta wymienione jest 47 razy w opracowaniu o objętości 25 stron.
Rezultat budzi niesmak — i skojarzenia z ustrojami dalekimi od demokratycznych.
Oprócz tych pokłonów dokument, zwłaszcza w przedmowie, pod którą podpisał się sekretarz obrony Pete Hegseth (na zdjęciu u góry), zawiera szereg innych ideologicznych deklaracji, z obowiązkowym potępieniem polityki poprzednich administracji (co jest sformułowaniem o tyleż niefortunnym, że nakazuje zadać pytanie, czy chodzi także o pierwszą kadencję Trumpa). Potępia się między innymi „samochwalcze przypominające zamki na piasku abstrakcje jak ład międzynarodowy oparty na zasadach”. Dalej czytamy, że pod przywództwem Trumpa Stany Zjednoczone posiadają najsilniejsze, najbardziej zabójcze i posiadające największe zdolności siły zbrojne, a gdyby czytelnicy nie zrozumieli, w tym samym zdaniu dorzucono do tego „w rzeczy samej są to najsilniejsze siły zbrojne, jakie widział świat”.
Departament Obrony vel Wojny już nie będzie rozpraszany przez interwencjonizm, nieskończone wojny, zmiany reżimów oraz budowanie narodów (w rozumieniu działań za granicą), a zamiast tego na pierwszym miejscu mają stać „praktyczne, konkretne interesy ludu”.
Oczywiste w takim kontekście pytanie o rajd na Wenezuelę i inne działania z użyciem wojska uprzedza następny akapit: „to nie oznacza izolacjonizmu, ale wręcz przeciwnie, skoncentrowane i naprawdę strategiczne podejście do zagrożeń i sposobów radzenia sobie z nimi” co określane jest jako „elastyczny, praktyczny realizm”.
Formalnie dokument podzielony jest na dwie części: opis środowiska bezpieczeństwa oraz priorytetów w zakresie kierunków polityki obronnej. Ponieważ został zredagowany fatalnie i nieprzejrzyście, te części się pokrywają, zwłaszcza w części opisowej znajdują się zapisy dotyczące polityki.
Pod względem postrzegania zagrożeń strategia Pentagonu na pierwszym miejscu stawia terytorium USA oraz półkulę zachodnią. W szczególności jako zagrożenie — co zaskoczeniem nie jest — określa się nielegalną migrację oraz przemyt narkotyków. W ślad za wcześniejszą strategia narodową podkreśla się także dążenie do zajęcia przez USA pozycji dominującej na półkuli zachodniej, od Grenlandii po Amerykę Południową. Jeden akapit poświęcono zagrożeniom innego rodzaju, a jedno zdanie zagrożeniom terrorystycznym ze strony organizacji islamskich fundamentalistów jak Al-Kaida czy Państwo Islamskie.
Kolejny punkt dotyczy Chin. Zwraca się uwagę na rosnący potencjał tego państwa, zwłaszcza w wymiarze zbrojeń, co może stanowić zagrożenie dla amerykańskich interesów w Azji i Pacyfiku. Odpowiedzią na to ma być posiadanie potencjału pozwalającego na równoważenie chińskich sił zbrojnych, lecz – co charakterystyczne – zaznacza się, że „nie w celu zdominowania, upokorzenia lub podduszenia” Chin, ale jedynie zapewnienia, że Chiny nie będą w stanie występować z pozycji siły ani wobec USA, ani wobec państw sojuszniczych.
Fragment dotyczący Rosji z kolei nie dotyczy tylko tego państwa. Wręcz przeciwnie, o Rosji jest tam niewiele. Zagrożenie jest opisywane jako „stałe, ale do opanowania”, zaznaczając jednak, że państwo to posiada znaczne zasoby militarne oraz wolę ich użycia — zwłaszcza wobec państw Europy Wschodniej, a jej broń strategiczna i zdolności do działań w kosmosie, cyberprzestrzeni i pod wodą mogą być użyte przeciwko USA.
Więcej jednak miejsca niż samej Rosji poświęcono państwom europejskim.
Strategia zapowiada ograniczenie amerykańskiej obecności w Europie. Ma ona być wciąż ważna, ale „skalibrowana” a wsparcie ma być „krytyczne, ale bardziej ograniczone”.
Zauważa się, że europejskie państwa NATO są znacznie silniejsze gospodarczo niż Rosja i posiadają zasoby pozwalające na objęcie przewodniej roli w obronie przed Rosją i wspieraniu Ukrainy oraz doprowadzeniu do zakończenia wojny. Strategia nie wyjaśnia przy tym, jak ta wojna ma się zakończyć, ale jest tam zapis: „jak powiedział prezydent Trump, wojna w Ukrainie musi się skończyć” – bez sprecyzowania na jakich warunkach.
Dwa punkty poświęcono kolejno Iranowi oraz Korei Północnej. Iran postrzegany jest jako zagrożenie z racji możliwości posiadania broni jądrowej oraz zasobów, jakimi są proirańskie ugrupowania w regonie Bliskiego Wschodu. Także w tym przypadku strategia wspomina państwa wobec USA sojusznicze, zwłaszcza Izrael, nazwany wprost „modelowym sojusznikiem”. Wyraźnie preferowanym kierunkiem działania jest budowa regionalnego potencjału zarówno przez Izrael, jak i państwa Zatoki Perskiej – dzięki zakupom amerykańskiego uzbrojenia. Jeden akapit poświęcono zagrożeniu ze strony Korei Północnej i jej broni rakietowej.
Ostatni punkt nie dotyczy konkretnego państwa czy regionu, tylko hipotetycznego przypadku równoczesnego podjęcia działań przez potencjalnych przeciwników USA w różnych częściach świata. Oprócz kolejnych słów krytyki pod adresem zarówno poprzednich administracji, jak i państw sojuszniczych, które w przeszłości zdaniem USA wydawały zbyt mało na zbrojenia, znalazło się tam ważne także dla nas stwierdzenie. Według Pentagonu receptą na zagrożenia globalne ma być zwiększenie wydatków obronnych sojuszników i bardziej proporcjonalne ponoszenie ciężaru zbrojeń, przy czym priorytetem dla USA będzie obrona własnego terytorium oraz obszar Azji i Pacyfiku.
Druga część strategii opisuje cztery linie wysiłków, które mają być priorytetowe dla Pentagonu. Pierwszym jest obrona samych Stanów Zjednoczonych. W szczególności dotyczy to ochrony granic, w tym wsparcia działań departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego, zarówno na granicy, jak i przy deportacjach nielegalnych imigrantów. Prowadzone mają także być działania przeciwko aktorom określanym jako „narkoterroryści”. Oznacza to kontynuację a być może eskalację już prowadzonych działań w Ameryce Południowej, w tym w formie interwencji.
Departament Obrony ma też zapewnić „wiarygodne opcje” (plany użycia wojska) w celu zagwarantowania dostępu do kluczowych obszarów, w tym Grenlandii, Zatoki Meksykańskiej oraz Kanału Panamskiego. Prowadzone mają być także prace nad obroną przeciwrakietową (znaną jako Złota Kopuła) i systemami antydronowymi. Modernizowane mają być także siły nuklearne, za istotną uznano obronę w cyberprzestrzeni. Zdolności do zwalczania zagrożeń terrorystycznych wyraźnie znalazły się niżej na licie priorytetów i dotyczą tylko tych zagrożeń, które mogą bezpośrednio zagrozić terytorium USA.
Drugą linią wysiłków są działania wobec Chin. W wymiarze wojskowym, oprócz sygnalizowana woli deeskalacji w ramach trumpowskiej wizji relacji z tym państwem, ma zostać zbudowany potencjał wojskowy, który ma odstraszać potencjalna chińską agresję — przy czym wprost określono, że ma być to odstraszanie przez zaprzeczenie (odmowę korzyści). Oznacza to, że siły zbrojne USA w tym regionie wraz z sojusznikami mają być zdolne do uniemożliwienia chińskich działań ofensywnych, zwłaszcza na morzu i w powietrzu. Uzupełnieniem mają być zdolności uderzeniowe, a więc element odstraszania przez obietnicę kary – uderzenia w dowolne miejsce na świecie (a więc i na terytorium Chin).
Trzecią linią wysiłku ma być wspomniane już wspólne ponoszenie ciężaru zbrojeń i wysiłków obronnych. Z polskiego punktu widzenia najistotniejszy jest fragment dotyczący Europy, jednak zawiera on ogólne sformułowania powtarzające te z poprzedniej części strategii.
Oznacza to wiec, że z punktu widzenia Pentagonu największy ciężar obrony Europy mają ponosić europejskie państwa NATO.
W tej części dokumentu ani nigdzie indziej Polska nie jest wskazana, ani bezpośrednio, ani pośrednio. Nie ma żadnego powodu, aby sądzić, że będzie traktowana inaczej niż pozostałe państwa europejskie. Nasze duże zakupy amerykańskiego uzbrojenia, jakie miały miejsce w ostatnich latach, także nie zostały odnotowane.
Ostatnim kierunkiem działania ma być wzmocnienie amerykańskiego przemysłu obronnego. Jest to wysiłek zarysowany zarazem bardzo ogólnie. Wiadomo, że amerykański przemysł ma — co oczywiste — dostarczać uzbrojenia zarówno amerykańskim siłom zbrojnym, jak i również państwom sojuszniczym. Dostawcami mają być zarówno tradycyjni kontrahenci, jak i również podmioty określone jako „nietradycyjne” – czytając między wierszami, można podejrzewać, że chodzi o wchodzące na rynek wojskowy firmy technologiczne z branży cybernetycznej i systemów bezzałogowych.
Interesująco, choć nieco zagadkowo brzmią także słowa o mobilizacji i ożywieniu amerykańskiej „niezrównanej kreatywności i pomysłowości” „ponownym wznieceniu ducha innowacyjności” i odbudowie zdolności przemysłowych. Nabierają one jednak paradoksalnie znaczenia w kontekście negatywnych procesów, jakie miały miejsce w amerykańskich zamówieniach wojskowych w ostatnich dekadach. Część programów nie przynosiła pożądanych rezultatów, notowała duże opóźnienia lub skutkowała znacznym przekroczeniem kosztów.
Taki los przypadł między innymi programom morskim. Budowane od roku 2005 okręty patrolowe w ramach programu LCS okazały się porażką, choć w założeniu miały być lekkimi tanimi okrętami do działań przybrzeżnych. Budowa następcy — fregat typu Constellation, mimo wykorzystania jako punktu wyjścia gotowego europejskiego projektu, zakończyła się kasacją programu. Powstaną tylko dwa okręty, a obecny plan zakłada, że nowe fregaty US Navy będą zmodernizowaną, silniej uzbrojoną wersją patrolowców Straży Wybrzeża typu Legend.
Siły powietrzne od roku 2009 usiłowały nabyć lekkie samoloty do zadań przeciwpartyzanckich — program przyniósł rezultat dopiero w 2022 roku, gdy kupiono uzbrojoną i doposażoną wersję samolotu rolniczego AT-802, a więc o wiele za późno. Problemy i kontrowersje dotykają także nowych karabinów M7 dla US Army.
Coś, co w latach globalnej wojny z terroryzmem było tylko problemem, w obliczu konieczności równoważenia potencjału Chin i zarazem modernizacji sił zbrojnych — choćby w zakresie systemów dronowych i antydronowych, nabywania nowych typów samolotów czy rakiet oraz potrzeby posiadania zapasów na wypadek wybuchu konfliktu na dużą skalę – może przesądzić o wygranej lub porażce.
Oprócz tego nie można także zapominać o innych czynnikach, choćby lobbingu – a tu już bardzo wyraźna jest rywalizacja tradycyjnych graczy kompleksu przemysłu obronnego (Boeing, Lockheed Martin, Raytheon) z młodymi (jak Andruil czy Palantir).
Do tego nie można nie zapominać o pomysłach lokatora Białego Domu – jak zaskakujący i dziwny zarazem program budowy „pancerników” typu Trump – których pierwszą cechą jest to, że mają być duże i drogie a drugą to, że mają tworzyć trzon „Złotej floty” – miłość Trumpa do złotych a nieskromnych rzeczy jest znana. Z wojskowego punktu widzenia przydatność takich jednostek jest dyskusyjna i możliwe, że nowa administracja skasuje ten program.
Mając na uwadze zapisy nowej strategii Pentagonu, można się spodziewać, że środki będą kierowane przede wszystkim na inwestycje związane z działaniami na obszarze Pacyfiku i adekwatną do nich infrastrukturę (w tym bazy) oraz wyposażenie i uzbrojenie.
Dokument wprawdzie nie wymienia konkretnych programów, ale niezagrożona jest zapewne budowa setki nowych bombowców strategicznych B-21 oraz samolotów myśliwskich F-47. Prawdopodobna jest także kontynuacja reform sił lądowych, prowadzona oficjalnie w kierunku lepszej adaptacji ich do działania na obszarze Pacyfiku.
Niepokojące jest z europejskiej perspektywy w szczególności to, że na poziomie strategii obronnej nie określono, jakie zdolności Amerykanie uważają za „krytyczne” – a więc jakie siły zamierzają pozostawić w Europie lub będą utrzymywać w gotowości do przerzucenia w razie kryzysu. Być może długofalowy plan zakłada wycofanie wojsk lądowych i pozostawienie ograniczonego zgrupowania sił morskich, lotniczych oraz utrzymanie baz systemu obrony przeciwrakietowej; być może część jednostek lądowych w Europie pozostanie, a może zostaną tylko składy uzbrojenia?
Są to tylko możliwości — i każda z nich jest niepokojąca, gdyż osłabia siłę odstraszania NATO, także tę polityczną. Oczywiście, strategia ma rację, zwracając uwagę na dysproporcje gospodarcze pomiędzy Europą a Rosją. Europa ma szanse obronić się przed Rosją, nawet gdyby Amerykanie drastycznie zredukowali swoją obecność — ale trzeba mieć na uwadze dwa problemy.
Pierwszym jest czas, jaki jest potrzebny na wypełnienie luk po redukcji amerykańskiej obecności w Europie, a więc zwiększanie liczebności armii, inwestycje w infrastrukturę, szkolenia, sprzęt. To jest jeszcze problem możliwy do opisania mierzalnymi parametrami, liczbą sprzętu, czasem dostaw i wdrożenia. Z perspektywy amerykańskiej to jest nawet korzystne, jeśli będzie to oznaczać zakupy sprzętu w USA (a w ślad za nimi części zamiennych, usług szkoleniowych i obsługowych, modernizacji w przyszłości).
Drugą jest zachowanie samej administracji Trumpa. Na politykę amerykańską może wpłynąć szereg czynników. Może się okazać, że dojdzie do zaostrzenia sytuacji wewnętrznej, być może nawet zamieszek i użycia wojska przeciwko demonstrantom – co tylko zaogni sytuację, a może doprowadzić do kryzysu politycznego. Wówczas USA i ich wojsko będą skoncentrowane na kryzysie wewnętrznym.
Po drugie, może się okazać, że w razie kryzysu w Europie Trump będzie chciał wymusić wymyślone przez siebie rozwiązanie i ograniczy wsparcie lub go nie udzieli, chcą Europę zmusić do pożądanego zachowania. W tym kontekście już nawet zakupy uzbrojenia w USA byłby czynnikiem ryzyka:
dostawy amunicji, części zamiennych czy obsługi technicznej można zawsze łatwo wstrzymać.
Strategia Pentagonu jest więc kolejnym etapem procesu widocznego już wcześniej i sformalizowanego w strategii bezpieczeństwa narodowego oraz słowach i czynach Trumpa — amerykańska polityka bezpieczeństwa się zmienia. Zaangażowanie w opartą na wspólnych wartościach i solidarności wspólnotę transatlantycką ulega osłabieniu na korzyść innych kierunków, zwłaszcza zachodniej półkuli i Pacyfiku.
Nie jest to dla Polski dobra wiadomość, zwłaszcza że fundamentem polskiej polityki bezpieczeństwa przez ostatnie trzydzieści lat było dążenie do nawiązania, a później utrzymania sojuszniczych relacji z USA i zacieśniania ich. To, jak silne jest mentalne przywiązanie do postrzegania USA jako dawcy bezpieczeństwa, świadczą choćby bardzo powolne w porównaniu z innymi państwami reakcje polskich polityków na wspomniane słowa Trumpa deprecjonujące wysiłki i ofiary europejskich sojuszników. Oczywiście istnieje szansa, że nowe wybory przyniosą zmianę władzy i korektę kursu – ale nie jest to pewne, podanie jak rozwój sytuacji wewnętrznej w USA.
Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego
Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego
Komentarze