0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...

W parlamencie tymczasem trwa kolejna, piąta próba obsadzenia urzędu Rzecznika Praw Obywatelskich, więc najwyraźniej władza polityczna nie dała jeszcze znaku Trybunałowi Przyłębskiej, że sprawę należy osądzić.

Ale tym razem coś się zmieniło. Coś, co może świadczyć o tym, że Trybunał ma problemy z osądzeniem sprawy niekoniecznie dlatego, że nie ma zielonego światła ze strony partii rządzącej.

Przeczytaj także:

Przyłębska traci kontrolę

Po pierwsze, zmieniono skład sadzący. Rafała Wojciechowskiego, profesora z Uniwersytetu Wrocławskiego, Julia Przyłębska wymieniła na Bartłomieja Sochańskiego, byłego działacza PiS, kandydata na prezydenta Szczecina. Przegrał w wyborach, ale dostał miejsce w Trybunale.

I po drugie, Trybunał wyjaśnił, że rozprawę odroczono z powodu nieobecności sędziego. Może się tak oczywiście zdarzyć, ale na nieobecność powinna być zgoda prezesa. Nieobecność nieusprawiedliwiona i bez zgody jest deliktem dyscyplinarnym.

Wie to dobrze Julia Przyłębska, która stosowała taktyczną nieobecność, żeby blokować rozpatrywanie przez TK sprawy sprzed przejęcia go przez PiS. Dlatego w większości przypadków przedstawiała zwolnienia lekarskie. Nagła nieobecność (jeszcze poprzedniego dnia sprawa widniała na wokandzie) może świadczyć o tym, że Przyłębska takiej zgody nie dała.

Niechęć do orzekania w mocno wątpliwej sprawie?

Nieobecność może być spowodowana niechęcią orzekania w tej mocno przecież wątpliwej prawnie sprawie. Wniosek posłów PiS zmierza bowiem do tego, by urząd RPO został pozbawiony głowy, czyli rzecznika, do czasu wyboru nowego. Urząd bez głowy nie będzie mógł działać. Tymczasem konstytucja nie przewiduje, by działalność urzędu mogła być zawieszona. Brak RPO odbierałby ludziom ich konstytucyjne prawo do skargi (art. 80), a więc naruszałby ustawę zasadniczą.

Trybunał, tak jak Zjednoczona Prawica, nie jest już „jedną biało-czerwoną drużyną”. Ciągle sądzi w nim prof. Leon Kieres, ostatni sędzia niewybrany przez PiS. Piotr Pszczółkowski wybił się na niezależność jeszcze przed objęciem władzy przez Przyłębską.

Potem z prezes Przyłębską pokłócił się jej wieloletni znajomy, wiceprezes i dubler Mariusz Muszyński. Najpewniej o wpływy, bo najpierw Przyłębska radziła się go (by nie powiedzieć: słuchała) we wszystkim, a potem stała się „odkryciem towarzyskim” Jarosława Kaczyńskiego i przestała potrzebować rad.

Wreszcie jesienią 2019 roku otwarcie zbuntował się dubler Jarosław Wyrembak, upubliczniając swoją z nią korespondencję, w której zarzuca jej, że:

  • zleciła wyniesienie z jego pokoju dokumentów spraw, które miał w referacie jako sprawozdawca wraz z projektami wyroków.
  • usunęła go ze składu sądzącego (chodziło o ustawę o neo-KRS), gdy zgłosił zapowiedź zdania odrębnego.
  • wydała sędziom nieformalny zakaz zgłaszania zdań odrębnych.
  • ze względu na kalendarz wyborczy blokowała osądzenie sprawy o niekonstytucyjność dopuszczalności aborcji z powodu ciężkiego uszkodzenia płodu.

Zarzucił jej też „utrzymywanie stanu daleko idącej niejasności w kwestii wyznaczania składów sądzących i wyznaczania terminów”. Wyrembak żądał zwołania Zgromadzenia Ogólnego Sędziów TK, żeby omówić sposób kierowania nim przez Przyłębską. Chciał też jej dymisji. Teraz najwyraźniej z „biało-czerwonej drużyny” wyłamał się Rafał Wojciechowski.

Bunt narzędzi

Być może więc Trybunał odracza rozprawy nie dlatego, że władza nie daje sygnału do osądzenia sprawy RPO, tylko dlatego, że zwyczajnie nie jest w stanie osądzić sprawy RPO zgodnie z oczekiwaniem władzy.

Mamy już więc dwa ciała skomponowane przez PiS do zadań specjalnych, w których występują ruchy tektoniczne sprawiające, że mogą nie być już wyłącznie narzędziem sprawowania władzy przez PiS: Trybunał Przyłębskiej i neo-KRS (pamiętamy choćby nagłe odwołanie przewodniczącego Leszka Mazura, który ujawnił „dojenie” Rady przez niektórych jej członków).

Przebłyski wybuchów pojawiają się też w dwóch neo-Izbach SN: Dyscyplinarnej (patrz: Igor Tuleya ocalił immunitet w pierwszej instancji) i Kontroli Nadzwyczajnej (która zawiesiła sprawę sporu kompetencyjnego w sprawach dyscyplinarnych adwokatów między izbami Dyscyplinarną i Karną – do czasu wyroku TSUE).

Ewa Siedlecka jest publicystką "Polityki". Ten tekst ukazał się na jej Blogu Konserwatywnym.

;

Udostępnij:

Ewa Siedlecka

Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa (2011), zajmuje się głównie zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego, prawami człowieka, osób niepełnosprawnych i prawami zwierząt.

Komentarze