Przeciwko nowej liście czasopism punktowanych — bardzo ważnym dokumencie dla polskich naukowców — protestują już socjologowie, literaturoznawcy i medycy. Oskarżają ministerstwo o ignorowanie wskazań ekspertów, zaniżanie punktacji prestiżowym tytułom oraz przeprowadzanie zmian w całkowicie nieprzejrzysty sposób

O opublikowanej 31 lipca — z wielomiesięcznym opóźnieniem — liście ponad 29 tys. czasopism punktowanych przez Ministerstwo Nauki pisaliśmy obszernie tutaj. Przypomnijmy krótko:

  • Lista jest bardzo ważna dla tysięcy polskich naukowców, bo w punktach za publikacje ocenia się dorobek wydziałów czy instytutu oraz samych naukowców. Liczba zdobytych punktów przekłada się więc na miejsca pracy i awanse naukowe.
  • Publikacje są ocenianie nie za ich wartość merytoryczną, której nikt nie bada, tylko za tytuł, w którym się ukazały.
  • Lista działa wstecz — obowiązuje od 1 stycznia 2019 r., chociaż opublikowano ją dopiero 31 lipca. Punktacja będzie uwzględniania w ocenie jednostek naukowych za lata 2017-2020. 
  • Na liście znalazły się rozmaite kurioza — np. „Journal of Parapsychology” został wyceniony wyżej (na 40 p.) niż wiele najważniejszych i prestiżowych polskich czasopism (np. „Kultura i Społeczeństwo” — na 20 p.). Wiele podobnych przykładów można znaleźć w naszym tekście. Naukowcy cały czas nadsyłają do OKO.press nowe.

Kolejne środowiska naukowe mobilizują się właśnie do protestów przeciwko punktacji — i piszą, dlaczego lista ich zdaniem została ułożona w sposób fundamentalnie wadliwy.

Medycy: lista do kosza

Oficjalny list do ministra Jarosława Gowina wystosowali członkowie Editors’ Club Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, stowarzyszenia redaktorów polskich czasopism medycznych.

W swoim stanowisku zwracają się do Gowina o nowelizację dopiero co wprowadzonej listy. Można je w całości znaleźć tutaj. 

„Przedstawione zmiany budzą wiele kontrowersji i wprowadzają niepokój w środowisku naukowym. Ze wstępnych analiz wynika, że punktacja ta jest w wielu miejscach wadliwa, a przypisane do czasopism dziedziny są często błędne lub niepełne”

— piszą redaktorzy czasopism medycznych.

Ich zdaniem jest to efekt nie tylko pośpiechu i bałaganu przy układaniu listy, ale samych kryteriów oceny, przed którymi ostrzegali już w listopadzie 2018 r.

„Wprowadzanie niesprawdzonych kryteriów oceny może skutkować sytuacją, gdzie czasopisma mało znane, pseudonaukowe lub uznawane za mało prestiżowe mają taką samą lub wyższą punktację niż te o zasięgu międzynarodowym i stabilnym współczynniku oddziaływania Impact Factor (IF)”.

Zastosowanie eksperymentalnych „niejasnych i niesprawdzonych” wskaźników oceny — taki zarzut formułują medycy wobec listy. Narzekają również na błędne przyporządkowanie czasopism naukowych do dyscyplin (na liście każde czasopismo ma dyscypliny, do których należy; to często powracający zarzut).

Lekarze postulują wyrzucenie listy do kosza oraz napisanie nowej — ułożonej przez ekspertów z danej dyscypliny.

„Należałoby wziąć pod uwagę możliwość utworzenia kilku niezależnych list czasopism uwzględniających specyfikę stosowanych badań. W pełni rozumiemy, że tymi samymi kryteriami trudno jest oceniać nauki ścisłe i humanistyczne”

— piszą.

Socjologowie: ministerstwo zignorowało naszych ekspertów

Protest wystosowali także członkowie powołanego przez ministerstwo zespołu do oceny czasopism w dyscyplinie „nauki socjologiczne”. Okazało się bowiem, że oceny ekspertów zostały w drastyczny sposób pozmieniane — bez uzasadnienia i nie wiadomo, przez kogo. Ostateczny kształt punktacji w tej dyscyplinie różnił się bardzo od zaproponowanego przez ekspertów. W „Oświadczeniu” socjologowie piszą:

„Stwierdzamy, że opublikowana ostatnio przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego lista wspomnianych czasopism wraz z ich punktacją w sposób znaczący odbiega od przedstawionych przez nas Ministerstwu propozycji (…) W związku z tym zwracamy się do wszystkich przedstawicieli środowiska socjologicznego (…) o domaganie się uzasadnienia podjętych przez Komisję Ewaluacji Nauki i Ministerstwo decyzji”.

List podpisali: Krzysztof Gorlach, Krzysztof Konecki, Marek Kucia, Jacek Kurczewski, Artur Pokropek, Kazimierz Słomczyński i Tomasz Szlendak.

Image may contain: text

Jak pisaliśmy wcześniej, ocena polskich czasopism socjologicznych, w tym cieszących się prestiżem i mających kilkudziesięcioletnią tradycję, jest często drastycznie niska. „Polish Sociological Review” (40 punktów) ma niższą notę np. od czasopisma „Porn Studies” (70 punktów). Socjologowie już wcześniej zaczęli mobilizować się do protestu w tej sprawie.

Literaturoznawcy: nam również zmieniono

Od jednego z zaangażowanych w sprawę naukowców OKO.press otrzymało także list dr. J., który uczestniczył w pracach zespołu (list nie był adresowany do nas, tylko do kolegów–naukowców). Zespołem literaturoznawczym kierował prof. Ryszard Nycz.

Także w tym wypadku ocena ekspertów odbiegała od tego, co wypuściło w świat ministerstwo.

„Po zakończeniu prac nasza lista została przekazana do Komisji Ewaluacji Nauki, która — również zgodnie z rozporządzeniem — mogła dokonać dowolnych zmian (…) Chciałbym podzielić się z Państwem informacją, że wykaz opublikowany przez MNiSW różni się w sposób RAŻĄCY od listy sporządzonej przez zespół prof. Nycza. Zdecydowana większość naszych rekomendacji została pominięta (…) a liczne propozycje podniesienia punktacji o dwa poziomy zostały (…) zmodyfikowane. Ostateczny kształt listy jest dla mnie (podobnie odbierają to inni członkowie zespołu) niezrozumiały i skrajnie arbitralny”.

  • Przeczytaj list dr. J. w sprawie listy czasopism

    Szanowni Państwo,

    od kilku dni trwa ożywiona dyskusja nad ministerialnym wykazem czasopism, który odegra kluczową rolę w procesie kolejnej ewaluacji jednostek naukowych w Polsce. Ponieważ przez trzy miesiące (od lutego do początków maja tego roku) pracowałem w literaturoznawczym zespole kierowanym przez prof. Ryszarda Nycza, który miał stworzyć wstępną wersję listy czasopism, myślę, że warto doprecyzować i wyjaśnić kilka rzeczy. Kluczowe pytanie dotyczy tego, kto jest autorem opublikowanej listy i kto ponosi za nią odpowiedzialność? Po pierwsze: decydującą rolę odegrało samo ministerstwo, które zdecydowało o stworzeniu list na podstawie zasobów baz Scopus i Web of Science. Po drugie: za ostateczny kształt odpowiada wyłącznie KEN, który zredagował jej ostateczną wersję, daleko odbiegającą od szczegółowych propozycji naszego zespołu. Dlaczego w wykazie ministerialnym brakuje wielu, niekiedy ważnych polskich tytułów literaturoznawczych (padają takie pytania)? Ponieważ MNiSW zgodziło się na dopisywanie do głównej listy tylko tych czasopism, które były wcześniej obecne na liście ERIH PLUS, a wiele polskich tytułów jest tam nieobecnych. Czy członkowie zespołów oceniali wszystkie istniejące czasopisma literaturoznawcze z całego świata? Oczywiście nie, choć takie opinie pojawiły się już w internecie, ponieważ podstawą naszej pracy były tylko te tytuły, które znajdują się w bazach S i WoS. Indeksacja w wyżej wymienionych bazach pozwala w sposób automatyczny obliczyć ilość punktów dla każdej listy, a zadaniem zespołu była głównie korekta punktacji, zwłaszcza z perspektywy czasopism ukazujących się w Polsce. Na jakiej podstawie przydzielano punkty? Podstawą oceny w bazach S i WoS są cytowania i na ich podstawie ocenia się wartość czasopisma. Polskie tytuły literaturoznawcze są tam obecne od niedawna, w związku z czym prawie wszystkie miałyby zaledwie 20 pkt. MNiSW w rozporządzeniu nadało zespołom uprawnienia, by podnosić tytułom z listy punktację o jeden (do 40 pkt.) lub dwa poziomy (do 70 pkt.). Rozporządzenie pozwalało nam na podnoszenie punktacji tytułów ze Scopusa, Web of Science, jak również tych z ERIHa i programu „Wsparcie dla czasopism”, które również znalazły się na liście. Ośmioosobowy zespół stworzył rekomendacje o podniesienie punktacji dla bardzo wielu polskich i zagranicznych czasopism, starając się uwzględniać rozmaite kryteria, takie jak: pozycja w środowisku, promowanie innowacyjnych i oryginalnych badań naukowych, poziom umiędzynarodowienia, etyka publikacyjna, jakość materiałów i strony internetowej, obecność i indeksacja w bazach danych itp. Po zakończeniu prac nasza lista została przekazana do Komisji Ewaluacji Nauki, która – również zgodnie z rozporządzeniem – mogła dokonać dowolnych zmian w jej strukturze i punktacji poszczególnych tytułów. Chciałbym podzielić się z Państwem informacją, że wykaz opublikowany przez MNiSW różni się w sposób RAŻĄCY od listy sporządzonej przez zespół kierowany przez prof. Nycza. Zdecydowana większość naszych rekomendacji została pominięta (dotyczy to zwłaszcza czasopism dopisanych z listy ERIH Plus oraz laureatów programu „Wsparcie dla czasopism”), a liczne propozycje podniesienia punktacji o dwa poziomy zostały przez KEN zmodyfikowane (co oznacza zmianę punktacji z proponowanych 70 pkt. na 40 pkt. w wersji ostatecznej). Ostateczny kształt listy jest dla mnie (podobnie odbierają to także inni członkowie zespołu) niezrozumiały i skrajnie arbitralny.

    Łączę wyrazy szacunku

Lista zarzutów wobec listy

Jakie są więc główne zarzuty wobec listy czasopism punktowanych? Podsumujmy:

  • liczne błędy merytoryczne — obecność czasopism pseudonaukowych, złe przypisanie czasopism do dyscyplin;
  • ignorowanie opinii ekspertów, których ministerstwo samo powołało;
  • zmiany na liście dokonywane w niejasnych okolicznościach, nie wiadomo przez kogo i na podstawie jakich kryteriów;
  • konieczność przypisywania czasopism do poszczególnych dyscyplin uderza w pisma interdyscyplinarne. Przykład: jeżeli czasopismo A miało 70 punktów w dyscyplinie „nauki socjologiczne” oraz 20 punktów w dyscyplinie „historia”, dostawało 40 punktów ogółem — przez co faktycznie zaniżano mu ocenę;
  • kierowanie się przede wszystkim danymi o cytowaniach z komercyjnych baz danych Web of Science i Scopus prowadzonych przez koncern Elsevier (kosztem opinii ekspertów);
  • ogromny pośpiech — lista licząca blisko 30 tys. tytułów powstała w niecałe pół roku, z czego eksperci na pracę mieli ok. 3 miesięcy.

Przypomnijmy, że ministerstwo wystosowało do członków zespołów eksperckich list, w którym żądało „utylizacji materiałów” z prac — co utrudniłoby porównanie rekomendacji ekspertów z ostatecznym kształtem listy.

Na zadane przed tygodniem w tej sprawie przez OKO.press pytania nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

  1. Janusz Błaszczyk

    Szanowni Państwo, to co zrobiono z listą czasopism jest kolejnym przykładem sabotażu polskiej nauki. Nie tak dawno wybrano z członków skompromitowanej "Centralnej Komisji ds." Radę Doskonałości Naukowej, bo KTOŚ zapomniał zastrzec by urzędujący członkowie CK nie mieli prawa kandydować do RDN. Teraz większość naszych "ulubieńców" jest tu i tu. Oznacza to, że biorą podwójne gaże i mają naukowe rozdwojenie jaźni. To jest polska schizofrenia naukowa.
    Co się tyczy listy czasopism, to blamaż jest jeszcze większy. Na liście czasopism nauk o kulturze fizycznej królują podrzędne czasopisma krajowe, podczas gdy czasopisma o światowej renomie są w ogonie listy. Jeszcze bardziej zaskakujący jest fakt, że obecnie biorąc udział w jednej z kilkuset konferencji pseudonaukowych można zgarnąć więcej punktów niż za najlepszą publikację! Wkrótce rozkwitnie nam "turystyka naukowa".
    Należy się zastanowić, o co tu chodzi? Głupota czy prowokacja?????
    Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli nie wiadomo o co chodzi to z pewnością chodzi o pieniądze!!! Jestem tego samego zdania. Może to, że wszystkie granty NCN i NCBR są rozliczane na podstawie tych pseudo publikacji naukowych jest przyczyną tego przekrętu. Jeśli dodamy do tego wzmożoną produkcję stopni i tytułów naukowych, to wszystko staje się jasne! Problem w tym, że to nazywa się "zorganizowaną przestępczością naukową" która drenuje nasze instytuty i uniwersytety! A miało być tak dobrze!!!!
    Janusz W. Błaszczyk
    (przepraszam, ale doszło do tego, że wstydzę się używać swoich stopni i tytułów naukowych)

    • Roman Jaskulski

      Dlaczego twierdzi Pan, że za udział w konferencji pseudonaukowej można otrzymać punkty? O ile wiem, tylko informatycy mogą uzyskać punkty za publikacje konferencyjne, bo ponoć taka jest specyfika prezentowania ich dorobku naukowego.

  2. Roman Jaskulski

    Małe sprostowanie. Tylko baza Scopus jest własnością Elseviera. Bazę Web of Science prowadzi firma Clarivate Analytics. Poza tym ta pierwsza, przynajmniej w naukach technicznych, jest uznawana w wielu krajach europejskich za podstawę oceny jakości publikacji.

Masz cynk?