0:00
11 maja 2020

Nowy projekt PiS: wybory w ekspresowym tempie, ale bez Sasina i w lokalach wyborczych

PiS przedstawił w poniedziałek wieczorem nowy projekt dotyczący wyborów prezydenckich. Mają się odbyć w lokalach, ale z możliwością głosowania korespondencyjnego. Projekt przywraca też kluczową rolę Państwowej Komisji Wyborczej. Wyparował za to z niego całkowicie minister Sasin. OKO.press analizuje ustępstwa obozu władzy, ale wskazuje też możliwe pułapki

Wydrukuj

Założenia projektu przedstawił podczas konferencji prasowej 11 maja po godzinie 19:00 poseł Przemysław Czarnek. Kilka minut po 20:00 dokument znalazł się na stronie Sejmu.

Projekt oczywiście wprowadzono klasyczną metodą PiS-u, czyli jako projekt poselski. Wątpliwe jest również, by zachowano 14-dniowy termin na umożliwienie posłom na zapoznanie się z propozycjami zmian kodeksowych.

Co znajduje się w środku?

Głosowanie odbędzie się hybrydowo: w lokalach oraz korespondencyjnie w przypadku wyrażenia takiej chęci przez wyborcę. Pakiety korespondencyjne mają być zatem ewidencjonowane i dostarczane tylko chętnym, z odpowiednim wyprzedzeniem. W całym procesie przywrócono kluczową pozycję Państwowej Komisji Wyborczej. Z rzeczy bardziej wątpliwych: przewidziano koncepcję "praw nabytych" zwalniającą "starych kandydatów" z ponownego zbierania podpisów, znacznie skrócono terminy dla Sądu Najwyższego na orzeczenie o ważności wyborów. Wyłączono również dotychczasowe terminy na zgłaszanie i rejestrację kandydatów, co wskazuje na chęć wyznaczenia szybszego terminu wyborów, niż wynikałoby to kodeksowej arytmetyki, a do tego stwarza pole do nadużyć.

OKO.press analizuje pomysły krytycznie, ale podzielając opinie polityków mówiące o tym, że jest to przejaw ustępstw ze strony obozu rządzącego.

Wybory kopertowe dla chętnych

Głosowanie korespondencyjne jest opcjonalne. Ustawa przewiduje, że zamiar zagłosowania w formie korespondencyjnej wyborca musi zgłosić komisarzowi wyborczemu za pośrednictwem urzędu gminy do 12 dnia przed dniem głosowania. Wyborcy poddani kwarantannie i izolacji muszą to zrobić na 5 dni przed terminem wyborów. Tu pierwszy zgrzyt, bo potencjalnie wyklucza to osoby, wobec których orzeczono zastosowanie kwarantanny na przykład trzy dni przed wyborami. Zgłoszenie takie może być dokonane ustnie, pisemnie, lub elektronicznie.

Osoby przebywające za granicą również mogą zgłaszać się do konsula do 12 dni przed terminem wyborów.

W zgłoszeniu podajemy imię, nazwisko, PESEL oraz wskazujemy adres, pod który pakiet powinien zostać wysłany. Pakiet będzie można też odebrać osobiście.

Wyborca otrzymuje pakiet nie później niż 5 dni przed terminem wyborów. Operatorem wyznaczonym jest Poczta Polska. Pakiety dostarczane są do skrzynek nadawczych wyborców bez pokwitowania.

Urzędy gminy prowadzą wykaz nadania pakietów wyborczych, lub ich odbioru osobistego. By oddać głos wyborca może:

  • wrzucić wypełniony pakiet wyborczy najpóźniej na 2 dni przed terminem wyborów do skrzynki nadawczej na terenie gminy
  • albo osobiście lub przez pośrednika zanieść ją do urzędu gminy na dzień przed dniem wyborów;
  • osobiście lub przez pośrednika dostarczyć kopertę do obwodowej komisji wyborczej w godzinach głosowania.

Podstawową wątpliwością w tak opisanym procesie jest jednak fakt, że ktoś, kto zna nasz PESEL będzie mógł się pod nas podszyć i bez naszej wiedzy zamówić pakiet wyborczy dostarczany pocztą. Pozbawi to nas wtedy możliwości oddania głosu w naszej obwodowej komisji, ponieważ projekt ustawy wyklucza głosowanie osobiste w lokalu wyborczym, jeśli wysłano do nas pakiet lub jeśli odebraliśmy go osobiście.

Karty Sasina nie pójdą do zmielenia?

W koszu ma wylądować ustawa kopertowa z 6 kwietnia oraz przepisy z tzw. ustawy antycovidowej z 16 kwietnia, przede wszystkim te, które odbierały PKW kompetencje do określenia wzoru kart wyborczych.

Kompetencja PKW do tego wyrażona jest w nowej ustawie wprost.

Ustawa stanowi jednak również w art. 20, że elementy pakietów wydrukowanych na wybory 10 maja mogą być ponownie wykorzystane w kolejnym głosowaniu. Politycy PiS prezentując projekt dawali do zrozumienia, że "byłoby miło", gdyby PKW zdecydowała się zaakceptować wydrukowane karty wyborcze.

Jeśli wykorzystanie kart wyborczych nie będzie możliwe ze względu na zgłoszenie się nowych kandydatów, to PKW w drodze uchwały może rozstrzygnąć, czy wykorzystać jakieś elementy pakietu, które nadają się do ponownego użycia. Chodzi np. o oświadczenia o tajnym głosowaniu, koperty i instrukcje. Nie jest jednak jasne, czy ręczne rozpakowywanie pakietów rzeczywiście byłoby opłacalne.

Ale kwestia wzorów kart to nie jedyna próba restytucji roli PKW w procesie wyborczym. Ustawa kopertowa przyznawała ministrowi właściwemu do spraw aktywów państwowych wyłączne kompetencje do ustalania w rozporządzeniach kwestie nieuregulowane jeszcze ustawowo. Jacek Sasin miał ostatecznie orzec o tym, jak będą wyglądały dostarczenie pakietów do osób w kwarantannie, co miało się dziać z pakietami, których nie dostarczono i o szeregu innych rzeczy. Teraz te technikalia przerzucone są m.in. na ministra właściwego do spraw administracji publicznej, ministra właściwego do spraw łączności, ale po zasięgnięciu opinii PKW albo na samą PKW (przede wszystkim sposób postępowania z kopertami zwrotnymi pakietów, czy ze źle wypełnionymi pakietami).

Z projektu ustawy minister właściwy do spraw aktywów państwowych całkowicie wyparował.

"Prawa nabyte" nadal w grze

W projekcie ustawy znajduje się rozwiązanie, które w ostatnich dniach zapowiadali politycy PiS, potocznie zwane "prawami nabytymi". Art. 13 punkt 4 przewiduje, że kandydat zarejestrowany przez PKW na wybory 10 maja, uznaje się za zarejestrowanego również w kolejnych wyborach, jeśli zostanie zgłoszony ponownie jako kandydat przez pełnomocnika komitetu wyborczego.

Prawnicy nie pozostawiają na koncepcji "praw nabytych" suchej nitki. W rozmowie z OKO.press jednoznacznie potępiła ją prof. Anna Rakowska-Trela:

"Nie ma mowy o żadnych “prawach nabytych”. Nie wiem, skąd się ta koncepcja wzięła. Jest całkowicie sprzeczna z prawem. Jeśli wybory są zakończone, to nie ma czegoś takiego jak przejście tamtych praw do nowej procedury. Przecież ogłaszamy nowe wybory, musimy przeprowadzić wszystkie czynności wyborcze. Nie ma czegoś takiego jak prawa nabyte w kontekście wyborczym. To wprowadzałoby nierówność między starymi, a nowymi kandydatami, którzy musieliby zbierać te podpisy w czasie pandemii".

Ale zwolennicy tego wybiegu wskazują na walor praktyczny. Jego zwolennikiem zdaje się być sam Sylwester Marciniak, szef PKW: „Biorąc pod uwagę ogromny wysiłek komitetów i zebranie 100 tys. podpisów, które my weryfikowaliśmy, uznałbym, że to jest rozwiązanie sprawiedliwe” - stwierdził w wywiadzie dla PAP.

Również i to nie przekonuje ekspertów. Do tego rodzaju argumentacji odniósł w wywiadzie dla OKO.press dr Mikołaj Małecki: "Ma rządzić prawo czy polityczna wygoda? Mówimy jednak o wyborach prezydenckich. Powinniśmy stać obiema nogami na gruncie prawa, a nie dostosowywać sobie rozwiązania prawne do sytuacji, ignorując naruszenia i nadużycia. To nie są argumenty prawne i władza publiczna tak postępować nie może".

Ciepłe słowa Sylwestra Marciniaka o prawach nabytych wskazują również na to, że PKW chętnie zaakceptuje sasinowy wzór kart, jeśli tylko nie zgłoszą się nowi kandydaci.

Nowe terminy kodeksowe

Jak pisaliśmy w OKO.press, marszałek Witek ma 14 dni zarządzenie wyborów od publikacji uchwały PKW. Wybory muszą się odbyć nie później niż 60 dni od zarządzenia, czyli 5, 12 lub 19 lipca, w zależności od tego, kiedy Witek ogłosi ich termin. Ale w kodeksie obowiązywały również terminy, które nakazywały:

  • komitety wyborcze muszą rejestrować kandydatów najpóźniej na 55 dni przed dniem głosowania;
  • pełnomocnicy wyborczy muszą zgłaszać kandydatów najpóźniej w 45 dniu wyborów.

Te terminy wyłączają możliwość przeprowadzenia wyborów 28 czerwca, a to o tej dacie najczęściej wspominają politycy prawicy. Oznaczałoby to bowiem, że przepadł termin na rejestrację komitetów, a 100 tysięcy podpisów zebrać trzeba do piątku 17 maja.

Projekt PiS w art. 14 wprowadza zatem wyłączenie tych ograniczeń. Zgodnie z nim marszałek Sejmu, po zasięgnięciu opinii PKW, określa nowe terminy na wykonanie czynności wyborczych przewidzianych w kodeksie wyborczym i w ustawie, "mając na względzie termin wyborów".

Co więcej, może te terminy również zmienić ze względu na sytuację epidemiczną na wniosek Ministra Zdrowia i po zasięgnięciu opinii PKW. Co jest oczywiście niezwykle wątpliwe z punktu widzenia pewności prawa i stwarza okazję do nadużyć. Marszałek może w każdej chwili bowiem skrócić jakiś termin tak, by komuś ułatwić lub uniemożliwić zebranie podpisów.

SN ma się wypowiedzieć błyskawicznie

W punkcie drugim i trzecim artykułu 14 znacznie skrócono również terminy procedur w SN prowadzących do orzeczenia o ważności wyborów:

  • tylko 3 dni od ogłoszenia wyników wyborów mają obywatele na wniesienie protestów wyborczych (dotychczas było to dni 14);
  • Sąd Najwyższy podejmuje uchwałę o ważności wyborów w ciągu 14 dni od podania i wyniku (dotychczas było to 30 dni).

Skąd ten pośpiech? Obóz PiS będzie prawdopodobnie argumentował, że cała procedura wyborcza, w tym stwierdzanie o ważności, powinna zakończyć się przed upływem kadencji Andrzeja Dudy, który to przypada na 6 sierpnia. Ale jeśli rzeczywiście dążą do przeprowadzenia wyborów 28 czerwca, lub 5 lipca, to dotychczasowy 30-dniowy termin mógłby pozostać nietknięty. Poza tym po 6 sierpnia marszałek Sejmu mogłaby przez jakiś czas być pełniącą obowiązki prezydenta (choć tu pojawiłyby się wątpliwości, bo przepis wprowadzający taką możliwość zakłada jednocześnie rozpisanie nowych wyborów).

Jedno jest pewne - tak drastyczne skrócenie tego terminu jest znacznym ograniczeniem praw obywatelskich. Trzy dni to mało czasu na zorganizowanie ogólnopolskiej akcji wysyłania protestów wyborczych w razie gdyby procedura obarczona była poważnymi wadami. A trzeba pamiętać, że masowe protesty były często powracającym postulatem w debacie nad wyborami kopertowymi. Trzy dni mogą też być zbyt krótkim terminem na to, by na jaw wyszły wszystkie nieprawidłowości wokół procedury wyborczej.

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne