Obchody 75-lecia NSZ pokazały, że dziś wzorem patriotyzmu dla rządzącej prawicy nie jest już Armia Krajowa - tylko skrajnie nacjonalistyczne Narodowe Siły Zbrojne. Analizujemy wypowiedzi senatora PiS prof. Jana Żaryna, oraz historyka dr. Mariusza Bechty z IPN

Po raz pierwszy w historii RP obchody 75-lecia powołania Narodowych Sił Zbrojnych stały się w tym roku uroczystością wysokiej państwowej rangi. Objął nad nią patronat prezydent Andrzej Duda, a Sejm jednogłośnie – z udziałem liberalnej opozycji – uczcił NSZ specjalną uchwałą, wspominając przy tej okazji z szacunkiem kolaborującą z Niemcami Brygadę Świętokrzyską. Sam Duda napisał list, w którym chwalił NSZ za „mężną walkę”. O manipulacjach i przekłamaniach w uchwale oraz w trakcie uroczystości pisaliśmy w tekście „PiS i opozycja wreszcie zgodne. Chwalą NSZ. Czyli antysemityzm, kolaborację, bratobójstwo”.

NSZ – antysemicka prawica

Przypomnijmy: NSZ w znaczącej części nie podporządkowały się rządowi polskiego państwa podziemnego w Londynie, przez co nie były uznawane przez niego za część polskiej armii podziemnej. Zwalczały nie tylko i nie przede wszystkim Niemców, ale ugrupowania związane z komunistami. Mordowały także niekiedy żołnierzy Armii Krajowej (np. oficerów NSZ, którzy przeszli do AK). Zajmowały również wrogą postawę wobec związanych z podziemnym Stronnictwem Ludowym (partią chłopską, niekomunistyczną) Batalionów Chłopskich.
NSZ zostały założone przez działaczy przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego – skrajnej, antysemickiej prawicy.

Antysemityzm był obecny w ich propagandzie także w czasie okupacji, chociaż działacze NSZ doskonale zdawali sobie sprawę z dziejącej się na ich oczach Zagłady.

O tym wszystkim nie tylko nie sposób było dowiedzieć się w czasie rocznicowych obchodów.
Więcej: tuż po obchodach opinia publiczna mogła usłyszeć – z ust senatora PiS i historyka prof. Jana Żaryna oraz historyka z IPN dr. Mariusza Bechty – że NSZ były ostoją czystego polskiego patriotyzmu, w odróżnieniu od Armii Krajowej, której postawa jest dwuznaczna.

Żaryn: „wartości i czyny NSZ są bliskie dzisiejszemu państwu”

W wywiadzie dla PAP udzielonym 20 września 2017 prof. Żaryn powiedział: „Postulat, który w dużej mierze był powodem niemożności zmieszczenia się w strukturze Armii Krajowej to ewidentne uznanie, że nie mamy jednego wroga tylko dwóch, i to dwóch, z których żaden nie jest numerem drugim, tylko obaj są numerem jeden, to jest Niemcy – Trzecia Rzesza i Związek Sowiecki, czyli sojusznik naszych sojuszników.

Polskie państwo podziemne i rząd polski na uchodźstwie jako jednoznacznie zadeklarowany sojusznik Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych pod dyktando tychże anglosaskich mocarstw był bez wątpienia stroną uznającą Związek Sowiecki jako przede wszystkim partnera sojuszników Polski, a nie wroga. (…)

Narodowe Siły Zbrojne bardzo mocno włączyły się w walkę z poszczególnymi niemieckimi formacjami, ale jednocześnie także włączyły się w walkę z tym drugim okupantem, to znaczy z oddziałami Gwardii Ludowej i sowiecko-komunistycznych, działających na terenie polskim”.

W tej wypowiedzi trzeba zwrócić uwagę na jasno wyrażoną krytykę Armii Krajowej– podziemnej armii polskiej, podporządkowanej rządowi RP w Londynie. Politycy wydający rozkazy AK nie dążyli do wojny z ZSRR nie dlatego, że uważali Stalina za sojusznika. Przeciwnie. Wiedzieli jednak, że starcie z ZSRR jest skazane na klęskę i nawet konfrontacyjna postawa wobec Stalina spotka się z natychmiastową reakcją ze strony zachodnich sojuszników. Wybrali bardziej racjonalną strategię – część polityków w Londynie liczyła na to, że dzięki naciskowi ze strony Zachodu w Polsce uda się przeprowadzić wolne wybory i utrzymać przynajmniej częściową niezależność kraju. Te kalkulacje się nie sprawdziły, ale przynajmniej nie doprowadziły do dalszego wyniszczenia kraju.

Duża część NSZ nie podporządkowała się rozkazom, podobnie jak stojąca po drugiej stronie ideologicznego spektrum – partyzantka komunistyczna. Jest fałszem twierdzenie, że NSZ „bardzo mocno włączyły się w walkę z poszczególnymi formacjami niemieckimi”. Przeciwnie, Brygada Świętokrzyska wycofała się wraz z Niemcami do Czech, utrzymywała niemieckich oficerów łącznikowych o pobierała od Niemców racje żywnościowe. Co więcej,

NSZ dopuszczało się także skrytobójczych mordów na działaczach podziemia niezwiązanych z komunizmem.

Wielokrotnie AK donosiło o tym w raportach do Londynu. Jedno ze źródeł przytoczył na Facebooku historyk prof. Piotr Osęka:

Rząd RP w Londynie o "mordach bratobójczych", jakich dopuszczają się oddziały NSZ, 31 lipca 1944Armia Krajowa w dokumentach, t. VI, s. 406

Opublikowany przez Piotr Osęka na 20 września 2017

Polityk PiS konkludował: „Dziś możemy sobie powiedzieć, w 75. rocznicę NSZ, że państwo polskie, państwo niepodległe, jest tym bardziej niepodległe, o ile honoruje tych, którzy o tę niepodległość walczyli. Bardzo długo czekaliśmy w Polsce, żeby państwo polskie w należyty sposób uhonorowało NSZ. (…)

Dzisiejsze państwo polskie także dało wyraźny sygnał, że ten świat wartości i te czyny, które towarzyszyły żołnierzom, oficerom, a także politykom związanym z NSZ, są bliskie dzisiejszemu państwu (…)”.

Jest to wstrząsająca teza: antysemityzm, nieposłuszeństwo wobec rozkazów polskich władz i kolaboracja z niemieckim okupantem są w porządku, o ile służą walce z komunizmem. AK staje się w tej optyce wojskiem co prawda polskim, ale gorszym, bo uzależnionym od aliantów i biernym wobec Stalina.

Bechta: „AK była tarczą i mieczem dla liberalno-demokratycznych kręgów”

W wywiadzie dla portalu wPolityce.pl, opublikowanym 19 września, historyk z IPN dr Mariusz Bechta mówił:

„Na naszych oczach runął z hukiem paradygmat postpeeerelowski o «antysemickich» i «faszystowskich» żołnierzach NSZ. (…) Wykluczonych przez liberalny salon patriotów z NSZ powinniśmy traktować jako pełnoprawnych uczestników debaty o przeszłości kraju”.

Dr Bechta nie czytał zapewne prasy wydawanej przez NSZ w czasie okupacji. Przeczytał ją za to dokładnie prof. Szymon Rudnicki, znakomity specjalista od dziejów obozu narodowego, którego obszerny esej opublikowała „Więź” 20 września 2017. Pisze prof. Rudnicki o wizerunku Żydów w prasie NSZ w czasie wojny:

„W zależności od kontekstu Żydzi stanowili zasadniczą bazę komunizmu, kapitalizmu czy też elity intelektualnej. Nadal traktowano ich jako bezosobową masę; zawsze występowali jako zbiorowość, czasami obejmująca nie tylko polskich Żydów, ale ich ogół – «światowe żydostwo». Żydzi to byli «złodzieje krwi polskiej». Należało ich izolować, a w każdym razie do tego dążyć. Jak pisano w «Barykadzie», «przed wojną 1939 r. nikogo rozsądnego nie trzeba było przekonywać o szkodliwości Żydów». W tym samym czasie inne pismo stwierdzało, że nie mają racji Niemcy, iż to budowa fizyczna odróżnia «ten naród cherlaczy, nienawistny, gangrenowy”, istotna różnica dzieląca Żydów od innych narodów świata leży bowiem w psychice żydowskiej. «U Żydów straszliwie i nieuleczalnie chora dusza musiała i ciało zarazić. Poprzez krew idą zatrute właściwości rasy żydowskiej z pokolenia w pokolenie. Krew to tak silna, że w mieszanych małżeństwach nieraz w trzecim czy czwartym pokoleniu wyłazi z mieszańca Żyd, równie groźny jak ten czystej krwi»”.

Jeżeli tego wszystkiego dr Bechta nie uważa za kliniczny przykład antysemityzmu, to nie wiemy, co nim jest – te fragmenty brzmią równie dosadnie, jak cytaty z nazistowskiego „der Sturmera”. Co ciekawe, historyk z IPN w znacznie bardziej bezpośrednich słowach niż prof. Żaryn krytykuje także Armię Krajową: „Armia Krajowa (wcześniej SZP-ZWZ) – siła zbrojna Rządu RP na Uchodźstwie w Paryżu, potem w Londynie, w podbitym kraju była przez cały okres II wojny światowej tarczą i mieczem dla liberalno-demokratycznych kręgów politycznych, które po brutalnym odebraniu władzy politycznej na zaleszczyckiej drodze: marszałkowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu, szefowi MSZ płk Józefowi Beckowi i ich akolitom, dalej zwalczały myśl SN i ONR inspirowaną uniwersalizmem katolickim”.

W tej wypowiedzi znalazły się dwa jawnie fałszywe stwierdzenia. Armia Krajowa, podobnie jak rząd w Londynie, walczyła o demokratyczną RP po wojnie. Natomiast jej bazą były cztery główne stronnictwa polityczne – główne partie polski przedwrześniowej: Stronnictwo Ludowe, Polska Partia Socjalistyczna-Wolność, Równość, Niepodległość (PPS-WRN), Stronnictwo Pracy i Stronnictwo Narodowe.

Dr Becha jest tak daleko na prawo, że nawet Stronnictwo Narodowe uważa za należące do „liberalno-demokratycznych kręgów politycznych”!

Drugą nieprawdą jest to, że „myśl ONR” była inspirowana uniwersalizmem katolickim.

Ani antysemityzm, ani wizja zbudowania autorytarnej „Wielkiej Polski Katolickiej”, a o taką Polskę walczył NSZ, nie ma nic wspólnego z żadnym uniwersalizmem, w tym z katolickim (mimo nazwy, którą nacjonaliści nadawali swojemu wymarzonemu państwu polskiemu).

Antysemityzm był, przypomnijmy, wielokrotnie potępiany przez Kościół, w tym przez papieża Polaka św. Jana Pawła II. Jak się okazuje, nasza prawica traktuje autorytet Kościoła bardzo wybiórczo – akceptuje go tam, gdzie on jej odpowiada, np. z wyłączeniem wezwań do litości dla uchodźców i potępieniami antysemityzmu.

Obie te wypowiedzi osób związanych z aktualną władzą – prof. Żaryn jest senatorem PiS, a dr Bechta jako pracownik IPN ma status urzędnika państwowego – świadczą o radykalnym przesuwaniu się części obozu rządzącego na prawo. Już nie Armia Krajowa jest głównym wzorem patriotyzmu: jej miejsce zajmują kolaboranckie i antysemickie Narodowe Siły Zbrojne.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym