"Kuria warszawska zobowiązała się do »bezwzględnego i skutecznego nadzoru«, ale nie zapewniła go. Ponosi więc winę za niedopilnowanie księdza" – mówi OKO.press prof. Ewa Łętowska o wykorzystującym seksualnie dzieci Piotrze D., księdzu-recydywiście, którego sprawę opisaliśmy. Kuria nie ma sobie nic do zarzucenia

20 lutego 2019 Fundacja „Nie lękajcie się” przekazała na ręce papieża Franciszka 27-stronicowy raport opisujący „najbardziej skandaliczne” przypadki chronienia księży pedofilów przez biskupów. Autorzy raportu (posłanka Teraz! Joanna Scheuring-Wielgus, warszawska radna i dziennikarka Agata Diduszko-Zyglewska i prawniczka Anna Frankowska) wyliczyli, że 24 polskich biskupów ukrywało lub przenosiło z miejsca na miejsce 20 księży molestujących seksualnie nieletnich.

Dokument można przeczytać na stronie Fundacji.

Kuria obiecała pilnować księdza

Raport w kilku przypadkach opiera się na ustaleniach dziennikarzy OKO.press. Między innymi w części poświęconej kardynałowi Kazimierzowi Nyczowi, metropolicie warszawskiemu. Autorzy raportu zarzucili Nyczowi, że „ukrywał lub przenosił” dwóch księży-sprawców: Jerzego U. oraz Piotra D. Sprawa Jerzego U. miała miejsce w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, której ordynariuszem w latach 2004-2007 był Nycz.

Sprawę ks. Piotra D. opisaliśmy na początku lutego tego roku.

Czyste ręce kardynała

Cztery dni po publikacji raportu, odniosła się do niego archidiecezja warszawska. W stanowisku opublikowanym na stronie internetowej kuria odpiera zarzuty Fundacji i próbuje wykazać, że w obydwu przypadkach kardynał Nycz miał czyste ręce.

Kuria, odnosząc się do sprawy ks. Piotra D., polemizuje w wielu miejscach z ustaleniami śledztwa OKO.press. Niektóre niewygodne fakty przemilcza, inne pudruje. Przynajmniej w jednym przypadku przeczy informacjom zawartym w aktach sprawy, do których dotarliśmy.

Przypomnijmy: Piotr D. był proboszczem we wsi W., w jednej z najmniejszych i najbiedniejszych parafii archidiecezji warszawskiej. W 2007 roku ksiądz został skazany za to, że przez cztery lata molestował chłopca, którego w szkole podstawowej przygotowywał do pierwszej komunii. W 2008 roku, w apelacji, sąd zmienia mu karę więzienia na wyrok w zawieszeniu.

Sąd zaufał kurii warszawskiej, która zobowiązała się do „bezwzględnego i skutecznego nadzoru” nad księdzem. Na czele kurii stał już wtedy arcybiskup Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Umieścił duchownego w Pilaszkowie pod Warszawą, w ośrodku podlegającym archidiecezji.

Tam, mimo zapewnień o nadzorze, ks. Piotr D. przez kolejne dwa lata molestował małoletnich chłopców i obcował z nimi płciowo. Wszystko uwieczniał na zdjęciach i filmach. Kiedy sprawa wyszła na jaw, w 2011 roku został skazany na karę trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.

Poniżej odpowiadamy na trzy manipulacje kurii:

1. Wbrew jej sugestiom ksiądz Piotr D. nie był skutecznie nadzorowany, mógł swobodnie spotykać się z dziećmi na terenie ośrodka kurii.
2. Był kapelanem ośrodka, choć kuria zapewnia, że zakazano mu m.in. odprawiania mszy.
3. Wbrew zapewnieniom kurii, najprawdopodobniej dopuściła się ona naruszenia prawa cywilnego i kanonicznego. Według prof. Ewy Łętowskiej kuria jest „winna niedopilnowania księdza D.”. Kard. Nycz może być z tego powodu usunięty z urzędu.

Czego nie mówi kuria

Pierwsza wątpliwość dotyczy przeniesienia ks. Piotra D. przez kard. Nycza do Domu Opiekuńczo-Leczniczego im. Opatrzności Bożej w Pilaszkowie pod Warszawą.


W tym czasie ksiądz D. miał zakaz sprawowania jakichkolwiek funkcji duszpasterskich.

Kazimierz Nycz, Stanowisko archidiecezji warszawskiej - 25/02/2019

Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta


zbity zegar. To sprzeczne z informacjami zawartymi w aktach sadowych sprawy Piotra D. Napisane jest w nich wprost, że ksiądz był "zatrudniony w Pilaszkowie jako kapelan na pół etatu".


Jeśli Piotr D. był kapelanem, to musiał wykonywać funkcje duszpasterskie. Jak czytamy na stronie ośrodka, „dom opieki zapewnia opiekę duszpasterską – możliwy stały kontakt z przebywającym na miejscu kapelanem”. W ośrodku mieści się kaplica, w której kapelan odprawia nabożeństwa dla podopiecznych ośrodka i chętnych spoza domu opieki.

O wyjaśnienie tej sprzeczności poprosiliśmy rzecznika archidiecezji. Czekamy na odpowiedź.


Pomimo nałożonych ograniczeń i środków rygoru, ks. Piotr D. nie dostosował się do nich: za pośrednictwem internetu nawiązał kontakt z nieletnimi i dopuścił się tzw. “recydywy”

Kazimierz Nycz, Komunikat archidiecezji warszawskiej - 25/02/2019

Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta


zbity zegar. Kuria nie udzieliła nam informacji jakim "ograniczeniom i rygorom" podlegał Piotr D. Z naszego śledztwa wynika, że nadzór nad księdzem był fikcją


W styczniu 2019 roku zapytaliśmy kurię, jakim rygorom i ograniczeniom podlegał w Pilaszkowie Piotr D. Dowiedzieliśmy się jedynie, że ksiądz mógł opuszczać ośrodek „tylko za wiedzą i zgodą dyrektora Domu”. Dyrektorem był wtedy ks. Edward Sobieraj, przez wiele lat sekretarz pomocniczy Konferencji Episkopatu Polski, ważna persona warszawskiego duchowieństwa. Zmarł w 2014 roku.

Na pytania o szczegółowe warunki rygoru i ograniczenia nałożone na Piotra D. kuria już nie odpowiedziała.

Trudno jednak uznać, że kuria przyłożyła się do skutecznego nadzoru nad księdzem.

Już w 2008 roku, niedługo po wyroku Sądu Okręgowego w Radomiu, Piotr D. zaczął kontaktować się z dwoma małoletnimi chłopcami i namawiać ich na spotkania.

Przez kolejne dwa lata zabierał chłopców samochodem do lasu lub zapraszał do siebie do domu opieki w Pilaszkowie. Wielokrotnie ich molestował i obcował z nimi płciowo. Wszystko uwieczniał na zdjęciach i filmach.

Gdzie się podziewał ks. Piotr?

Kuria w swoim stanowisku pisze, że Kongregacja Nauki Wiary, która w 2016 roku wydała wyrok w sprawie Piotra D., „oprócz kary zasadniczej (czyli suspensy i dożywotniego zakazu wykonywania wszelkich zawodów związanych z kontaktem z małoletnimi) nałożyła karę dodatkową, polegającą na nakazie zamieszkania w odosobnionym miejscu (…). Dziś ksiądz D. przebywa w Domu Księży Emerytów”.

Kuria przemilcza jednak dwa lata z życia Piotra D. – od chwili wyjścia z więzienia w 2014 roku do czasu umieszczenia go w Domu Księży Emerytów w 2016 roku. Gdzie D. przebywał w tym czasie? Ksiądz Piotr Odziemczyk, delegat biskupi ds. ochrony dzieci i młodzieży arch. warszawskiej powiedział nam jedynie, że Piotr D. po wyjściu z więzienia „został skierowany do innego ośrodka diecezjalnego, gdzie oczekiwał na dalsze wytyczne Kongregacji. Podczas tego pobytu opiekę sprawował nad nim dyrektor ośrodka”. Co to za ośrodek? W jaki sposób nadzorowano w nim D.? Tego już kuria nie zdradziła.

Kuria winna niedopilnowania księdza

W swoim stanowisku kuria odpiera także zarzut postawiony w tytule raportu wszystkim wymienionym w nim biskupom, czyli “naruszenie prawa świeckiego lub kanonicznego”, tzn. kościelnego. W opisie sprawy ks. Piotra D. raport nie wskazuje, w jaki konkretnie sposób kard. Nycz miał dopuścić się naruszenia prawa. Poza tym kuria zgodnie z prawdą zauważa, że zgłosiła sprawę Kongregacji Nauki Wiary niedługo po postawieniu pierwszych zarzutów wobec księdza D., czyli pod tym względem nie dopuściła się zaniedbania.


Postępowanie władz obu diecezji pod kierunkiem kard. Kazimierza Nycza nie było “naruszeniem norm prawa cywilnego i kanonicznego” jak stwierdzają autorzy “Raportu”.

Przemysław Śliwiński, Stanowisko archidiecezji warszawskiej - 25/02/2019

Fot. Maciek Jazwiecki / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Raczej fałsz. Za brak nadzoru nad ks. Piotrem D. kuria może odpowiadać finansowo, a kard. Nycz dyscyplinarnie.


Ewidentnym zaniedbaniem kurii był jednak brak realnego nadzoru nad księdzem Piotrem D., do którego zobowiązała się w piśmie do sądu. To zaniedbanie może zostać uznane za naruszenie zarówno prawa świeckiego, jak i kanonicznego.

Kuria ani kard. Nycz raczej nie mogą być pociągnięci do odpowiedzialności karnej.

Chłopcy (obecnie mężczyźni) krzywdzeni przez Piotra D. podczas jego pobytu w Pilaszkowie, mogą jednak domagać się od kurii przeprosin i odszkodowania w procesie cywilnym.

Nie zrobili tego do tej pory, ale ich roszczenia nie są jeszcze przedawnione. Według prawników, z którymi rozmawiało OKO.press, mieliby duże szanse na wygraną.

Prof. Łętowska: kuria może odpowiadać finansowo

O to, na jakiej podstawie mogliby dochodzić sprawiedliwości, zapytaliśmy prof. Ewę Łętowską, sędzię Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, pierwszą Rzecznik Praw Obywatelskich i członkinię Rady Archiwum Osiatyńskiego:

“Pismo kurii oznacza, że zobowiązała się przedsięwziąć takie środki – podkreślam: »skuteczne« – które by uniemożliwiły naruszenie zasad probacji. Złożenie takiego zobowiązania przed sądem zaciążyło na jego decyzji o zawieszeniu kary. Bez niego ksiądz znalazłby się w więzieniu. Bez wątpienia to pismo ma więc znaczenie prawne” — mówi OKO.press prof. Łętowska. Oto jej uzasadnienie:

„Strona kościelna uporczywie twierdzi, że nie może być odpowiedzialna za duchownych w znaczeniu karnym oraz cywilnym, tłumacząc, że nie po to ich wyświęcano, żeby gwałcili dzieci.

To rozumowanie jest nic niewarte. W tym przypadku kuria warszawska zobowiązała się do »bezwzględnego i skutecznego nadzoru«, ale nie zapewniła go. Ponosi więc winę za niedopilnowanie księdza, a ta wina uzasadnia odpowiedzialność majątkową. Wynika to z art. 415 kodeksu cywilnego (odpowiedzialność za czyn własny), według którego »kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia«.

Rzecz jasna, że gdyby kościelna osoba prawna pokryła szkodę, w grę wejdzie jeszcze odszkodowanie regresowe, czyli w tym przypadku od bezpośredniego sprawcy. Jednakże w tej sytuacji nie co do całości szkody, bo jednak szkoda miała swą przyczynę w czynie własnym pełniącego niewłaściwie nadzór. Sąd orzekający o odszkodowaniu regresowym musiałby w takim wypadku wskazać procentowy udział każdego z odpowiedzialnych. odpowiedzialnych”.

Papież może usunąć kard. Nycza

Z analizy prof. Łętowskiej wynika, że nawet jeśli kard. Kazimierz Nycz nic nie wiedział o molestowaniu chłopców w podległym mu ośrodku w Pilaszkowie, sąd może przypisać kurii winę za dopuszczenie do tego i pociągnąć ją do odpowiedzialności finansowej.

Także na gruncie prawa kanonicznego biskup wcale nie musi świadomie przyzwalać na popełnianie przestępstw przez podległego mu księdza, żeby ponieść za nie odpowiedzialność. W 2016 roku papież Franciszek wydał list apostolski (motu proprio) “Jak kochająca matka”. Według jego przepisów w przypadku nadużyć wobec nieletnich biskupa można usunąć ze stanowiska, gdy „w poważnym stopniu uchybił sumienności, której wymaga od niego jego urząd duszpasterski, nawet jeśli nie było w tym jego poważnej winy moralnej” i jeśli „wyrządził poważne krzywdy innym, czy to osobom fizycznym, czy całej wspólnocie”.

  • Zobacz przepisy pozwalające usuwać biskupów

    Artykuł 1
    § 1. Biskup diecezjalny, eparcha lub ten, na kim — choćby tymczasowo — spoczywa odpowiedzialność za Kościół partykularny albo za inną wspólnotę wiernych zrównaną z nim w myśl kan. 368 KPK i kan. 313 KKKW, może być w sposób prawny usunięty ze swego urzędu, jeśli wskutek zaniedbania dokonał lub zaniechał czynów, które wyrządziły poważne krzywdy innym, czy to osobom fizycznym, czy całej wspólnocie. Może to być krzywda fizyczna, moralna, duchowa lub majątkowa.

    § 2. Biskup diecezjalny lub eparcha może zostać usunięty tylko wtedy, gdy obiektywnie w bardzo poważnym stopniu uchybił sumienności, której wymaga od niego jego urząd duszpasterski, nawet jeśli nie było w tym jego poważnej winy moralnej.

    § 3. W przypadku nadużyć wobec nieletnich lub bezbronnych dorosłych wystarczy, że był to poważny brak sumienności.

    § 4. Z biskupem diecezjalnym i eparchą są zrównani wyżsi przełożeni instytutów zakonnych i stowarzyszeń życia apostolskiego na prawie papieskim.

Po otrzymaniu raportu Fundacji “Nie lękajcie się” papież Franciszek i jego administracja nie mogą udawać, że nie wiedzą o “uchybieniu sumienności” przez Kazimierza Nycza. List Franciszka z 2016 roku nakazuje odpowiedniej kongregacji wszczęcie dochodzenie “we wszystkich przypadkach, w których pojawiają się poważne poszlaki”. Mamy więc prawo domagać się, by Watykan osądził polskiego kardynała.

Pilnujemy rozdziału Państwa od Kościoła.
Daj na tacę OKO.press.

Dziennikarz. Wcześniej pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o nieprawidłowościach w Funduszu Sprawiedliwości.

Daniel Flis
Daniel Flis

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press