0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: FOT. FRANCISZEK MAZUR / Agencja Wyborcza.plFOT. FRANCISZEK MAZU...

Z dostępnych informacji wynika, że dokument ten powstał w roku 2011 i zawiera opis jednego z wariantów samodzielnej operacji obronnej, a więc obrony prowadzonej własnymi siłami do czasu nadejścia pomocy sojuszniczej.

Najprawdopodobniej wariantów powstało więcej, przy czym mając na uwadze ujawniony fragment innego dokumentu, zawierającego ocenę sił zbrojnych dokonaną w roku 2012, można podejrzewać, że drugim wariantem jest obrona w ugrupowaniu sojuszniczym.

Ponadto ujawnione fragmenty wskazują, że dokument Warta – 00101 dotyczył operacji obronnej w razie pełnoskalowej agresji, a więc ataku, którego częścią byłaby inwazja lądowa.

Nie wiadomo, czy istnieją plany działania w razie zaistnienia innych wariantów, na przykład agresji prowadzonej wyłącznie z wykorzystaniem lotnictwa i broni rakietowej, można jednak zakładać, że takie również mogły być tworzone. Nie wiadomo także, jak oceniono prawdopodobieństwo wystąpienia scenariusza samodzielnej operacji obronnej oraz kontekst polityczny i strategiczny. Jest to ważne dla rzetelnej oceny tego dokumentu.

Wojny nie wybuchają z dnia na dzień

Wojny nie wybuchają bowiem z dnia na dzień i poprzedza je długi okres narastania napięcia oraz konfliktu politycznego. W sytuacji zagrożenia wojną Polska mogłaby poprosić o konsultacje NATO w trybie artykułu czwartego Traktatu Północnoatlantyckiego.

Skoro zakładano, że siły sojusznicze pojawią się w Polsce już po wybuchu wojny, a nie wcześniej – to można podejrzewać, że w tej wersji zakładano (co potwierdza w wywiadzie dla GW gen. Stanisław Koziej), iż mechanizmy sojusznicze mogą nie zadziałać tak, jak można by oczekiwać i NATO nie rozmieści w Polsce swoich sił, choćby nielicznych. Być może już wówczas prognozowano również to, co obecnie nazywamy wojną hybrydową.

Trzeba także pamiętać, że stała obecność sił sojuszniczych w Polsce to okres późniejszy – po aneksji Krymu i szczycie NATO w Warszawie w roku 2016.

Etapy obrony

Ujawniony fragment planu zakładał więc prowadzenie operacji obronnej w kilku etapach. Nie wiadomo, na czym polegałby etap pierwszy. Wiadomo jednak, że drugim etapem działań obronnych miały być działania prowadzone w pasie przesłaniania siłami pięciu brygad, w tym jednej aeromobilnej (co oznacza 6 Brygadę Powietrznodesantową), trwające przez dwa dni.

Następnie – w etapie trzecim, również trwającym dwa dni, obronę miały prowadzić cztery brygady rozmieszczone w „taktycznej strefie obrony”.

W czwartym etapie – także dwudniowym, brygady wycofane z pasa przesłaniania oraz jedna z „głównych sił obrony”, walczące w operacyjnej strefie obrony miały prowadzić obronę manewrową w strefie operacyjnej.

Wreszcie w etapie piątym zatrzymanie agresora miało nastąpić na strategicznej rubieży obrony (rzece Wiśle) i obronie przyczółków w dwóch obszarach: południowym na linii Otwock – Garwolin – Ryki oraz północnym – w rejonie od Grudziądza przez Bydgoszcz do Torunia.

Te sformułowania, wyrwane z kontekstu, mogą sugerować, że zamierzano pozwolić przeciwnikowi zająć znaczną część Polski.

Rząd Tuska w razie wojny był gotowy oddać połowę Polski

X (dawny Twitter),17 września 2023

Sprawdziliśmy

To tylko jeden z wariantów planu użycia sił zbrojnych – w którym musimy się bronić przed przeważającymi siłami Rosji początkowo bez pomocy NATO. Słuszny w tej sytuacji był wybór obrony manewrowej i wycofanie w głąb kraju w oczekiwaniu na sojuszników

Zacznijmy od początku.

Plan użycia sił zbrojnych jest dokumentem podrzędnym wobec strategii bezpieczeństwa narodowego i innych wydawanych na jego podstawie dokumentów. W tym przypadku: wobec wydanej w 2007 roku Strategii Bezpieczeństwa Narodowego (SBN), dwa lata późniejszej sektorowej Strategia Obronności – które są dokumentami jawnymi, oraz Polityczno-Strategicznej Dyrektywy Obronnej.

Ta ostatnia jest dokumentem niejawnym, ale jawne są postanowienia Prezydenta RP o jej wydaniu – w roku 2011 obowiązywało postanowienie Prezydenta [Lecha Kaczyńskiego – red.] z dnia 16 lipca 2009 roku.

SBN z 2007 roku wskazywała jako nadrzędny cel działań w obszarze bezpieczeństwa militarnego gotowość do obrony terytorium i niepodległości Polski oraz sojuszników.

Strategia Obronności z kolei wskazywała, że siły zbrojne mają mieć zdolności, które w razie wybuchu konfliktu zbrojnego zapewnią „utrzymanie strategicznie ważnych obszarów państwa, przyjęcie na terytorium państwa Sojuszniczych Sił Wzmocnienia i udział w strategicznej sojuszniczej operacji obronnej w celu stworzenia warunków do politycznego rozwiązania konfliktu zgodnie z polską racją stanu”.

To jedno zdanie określa zadanie sił zbrojnych w razie agresji na dużą skalę – obronę państwa i doprowadzenie do zwycięstwa.

Racją stanu jest utrzymanie niepodległości i integralności terytorialnej państwa.

Jednak cel działania nie określa wprost metod jego osiągnięcia. Używając porównania z życiem codziennym: celem może być przedostanie się z Wrocławia do Suwałk, ale można ten zamiar zrealizować na radykalnie różne sposoby – od wynajęcia śmigłowca, poprzez podróż pociągiem, samochodem aż po pokonanie tej trasy rowerem lub wręcz pieszo, w zależności od posiadanych środków, osobistych preferencji, presji czasu, warunków atmosferycznych.

Na planowanie działań wojskowych wpływ mają także inne czynniki: przede wszystkim przeciwnik, będące do dyspozycji siły własne, warunki terenowe, uwarunkowania czasowe oraz sprawy związane z ludnością cywilną.

Przeczytaj także:

Rosja: więcej żołnierzy, lepszy sprzęt

Przeciwnikiem w tym planie była Rosja, być może Rosja działająca wspólnie z Białorusią. W tamtym czasie było to państwo posiadające liczne siły zbrojne.

Według The Military Balance z 2011 roku liczyły one milion żołnierzy w czynnej służbie, a liczbę rezerwistów szacowano na 20 milionów. Samych czołgów w jednostkach bojowych było co najmniej 2800, a w magazynach i bazach sprzętu znajdować się miało ich 18 000 – oczywiście różnych typów, w tym przestarzałych i w bardzo różnym stanie.

Bojowych wozów piechoty i transporterów opancerzonych miało być około 17 000 sztuk w linii i 14 000 w rezerwie. Artyleria rosyjska posiadała około 1800 samobieżnych haubic kalibru 122, 152 i 203mm w linii, oraz około 4000 w rezerwie, wieloprowadnicowych wyrzutni rakietowych (kalibru 122, 220 i 300 mm) było około 1100 w linii (i 2900 w rezerwie). Wojska lądowe posiadały także pociski balistyczne typu Toczka i nowo wprowadzane Iskandery.

Siły powietrzne posiadały 1604 samoloty (i 276 w lotnictwie morskim). Oczywiście w razie wojny niecały ten potencjał zostałby użyty podczas agresji na Polskę – jednak tylko w zachodnim okręgu wojskowym stacjonowały wówczas dwie brygady pancerne, pięć zmechanizowanych (oraz trzy brygady w rezerwie), dwie brygady rakietowe (w tym jedna z pociskami Iskander) trzy dywizje powietrznodesantowe i brygada piechoty morskiej oraz 357 samolotów bojowych.

Pełnoskalowa wojna w Ukrainie ujawniła wiele deficytów w rosyjskich siłach zbrojnych – zwłaszcza w zakresie jakości systemu dowodzenia, poziomu wyszkolenia, sprawności logistyki. Jednak wówczas te deficyty nie były w pełni widoczne – ponadto w armii rosyjskiej trwały reformy, które mogły znacząco zwiększyć jej potencjał, zwłaszcza w zakresie jakości kadr. Dopiero w 2022 roku okazało się, że te reformy nie przyniosły oczekiwanych rezultatów.

Polska – 100 tysięcy żołnierzy zawodowych

Dla porównania, Siły Zbrojne RP liczyły wówczas 100 000 żołnierzy zawodowych. Wojska lądowe w czasie pokoju w roku 2011 posiadały trzy dywizje – w których znajdowało się łącznie dziesięć brygad pancernych i zmechanizowanych oraz trzy samodzielne brygady, w tym dwie aeromobilne i jedna górska.

Ich wyposażeniem było 711 czołgów, 1131 bojowych wozów piechoty BWP-1 (na zdjęciu), na ukończeniu były dostawy 359 transporterów Rosomak w wersji bojowej. Artyleria posiadała 453 samobieżne armatohaubice (kalibru 122 i 152 mm) oraz 209 wyrzutni rakiet kalibru 122 milimetry. Siły powietrzne posiadały 126 samolotów bojowych.

Na znaczne zwiększenie liczebności armii pozwoliłaby mobilizacja – wykorzystująca osoby, które w przeszłości odbyły służbę wojskową – oraz pojawienie się wojsk obrony terytorialnej, w roku 2011 nieistniejących jako siły czasu pokoju. Problemem mogłoby jednak być wyposażenie rezerwistów w sprzęt, zwłaszcza wozy bojowe czy artylerię.

Zgodnie z zasadami sztuki wojennej atakujący powinien mieć przewagę nad broniącym się – wyjściowo trzykrotną. Rosyjski potencjał mierzony w ludziach i sprzęcie pozwoliłby na uzyskanie przewagi liczebnej, przy czym z uwagi na ówczesną różnicę zasobów – zarówno ludzkich, zapasów sprzętu już posiadanego oraz potencjału przemysłowego, nie bylibyśmy w stanie go zrównoważyć.

Oprócz samych liczb należy pamiętać także o parametrach sprzętu. W polskich wojskach lądowych poza Leopardami, których było 128, wszystkie czołgi należały do rodziny T-72 – czy to konstrukcji radzieckiej, czy polskiej modernizacji PT-91.

Bojowe wozy piechoty BWP-1 były już sprzętem przestarzałym. Posiadają na przykład wyrzutnie przeciwpancernych pocisków kierowanych – tylko że są to pociski typu 9M14 Malutka, które weszły do służby w latach sześćdziesiątych – ich skuteczność na polu walki była w XXI wieku iluzoryczna.

Jedyną efektywną bronią zdolną zwalczać rosyjskie czołgi byłyby nieliczne wówczas nowoczesne pociski Spike, wycofywane poradzieckie rakiety typu Fagot – oba typy odpalane z przenośnych wyrzutni – oraz same czołgi. W sprzyjających warunkach straty mogliby też zadawać – zwłaszcza starszym typom pojazdów – żołnierze piechoty z granatnikami przeciwpancernymi.

Podobnie rzecz się przedstawia w przypadku artylerii. Oprócz przewagi ilościowej Rosja posiadała działa i rakiety o większym zasięgu, mogące więc ostrzeliwać polskie oddziały i unikać ognia naszej artylerii pozostając poza jej zasięgiem.

A obrona przeciwlotnicza?

Poza lekkimi wyrzutniami Grom, dostarczanymi przez polski przemysł, w wojskach lądowych liczebnie dominowały albo małokalibrowe armaty kalibru 23 mm oraz systemy rakietowe kupowane podczas Zimnej Wojny w ZSRR, takie jak Osa i Kub. Kuby miały zasięg 30 km, ale wyrzutnie i radar na osobnych pojazdach – zniszczenie radaru de facto eliminował z walki cały pododdział.

Osy miały wyrzutnie i radar na jednym podwoziu, ale za to zasięg o połowę mniejszy. Tymczasem Rosjanie posiadali duże ilości nowocześniejszych zestawów takich jak Tunguska, Tor czy Buk.

W najlepszej sytuacji jakościowej było lotnictwo.

W 2011 roku zakończyła się dostawa wszystkich samolotów F-16, przewyższających możliwościami radaru i rakiet większość samolotów rosyjskich. Jednocześnie w eksploatacji pozostawały starsze samoloty – MiG-29 i Su-22, o mniejszych możliwościach. Eskadry wyposażone w te dwa typy samolotów mogłyby odnosić sukcesy i zadawać straty przeciwnikowi, ale tylko w korzystnej dla nich sytuacji. Podobnie należy ocenić szanse działania śmigłowców bojowych, które musiałyby wykonywać zadania przeciwko silnej obronie przeciwlotniczej – o czym jeszcze będzie mowa.

Skąd nastąpi agresja

Trzecim ważnym czynnikiem jest teren. Agresja mogłaby nastąpić z dwóch kierunków – z Białorusi oraz Obwodu Kaliningradzkiego. Ponadto przeciwnik mógłby próbować wysadzać desanty z powietrza i morza oraz wcześniej zająć terytorium Litwy i stamtąd także prowadzić natarcie. Tylko obszar wybrzeża byłby względnie łatwy do obrony, gdyż wysadzenie desantu z morza jest możliwe tylko w niektórych miejscach, a niezbędne do tego celu zgrupowanie okrętów desantowych można było wykryć z wyprzedzeniem.

Na kierunkach lądowych wyprowadzenie ataku przez granicę jest znacznie łatwiejsze. Oczywiście można wskazać miejsca trudniejsze – na przykład kompleksy leśne, Bug na niektórych odcinkach – ale są to tylko ograniczenia taktyczne, wpływające na to, w którym miejscu dana brygada czy batalion przekroczy granicę.

Podobnie sytuacja wygląda na Mazurach czy Podlasiu. Występują tam przeszkody, jak choćby bagna biebrzańskie, jeziora mazurskie czy obszary leśne – ale także one mają znaczenie taktyczne.

Pierwszą dużą i trudną do sforsowania przeszkodą wodną jest dopiero Wisła.

W tym momencie daje o sobie znak czynnik czasu. Ponieważ celem operacji obronnej według planu Warta – 00101 jest obrona państwa do chwili przybycia sił sojuszników i stworzenie warunków do kontrataku – to należy wytrzymać do chwili, gdy te siły znajdą się w Polsce i będą gotowe, by wraz z polskimi oddziałami przeprowadzić wspomniane kontruderzenie.

To oznacza, że w sytuacji dużej przewagi przeciwnika niezbędne jest po pierwsze: zrównoważenie jego przewagi innymi środkami oraz opóźnienie jego działań.

Obrona manewrowa z szansą na kontratak

Obronę można prowadzić na dwa zasadnicze sposoby. Może być to obrona stacjonarna – polegająca na uporczywym utrzymywaniu bronionego obszaru lub obrona manewrowa, gdy broniący się przemieszcza stopniowo swoje siły w głąb bronionego obszaru.

Ten pierwszy sposób obrony jest szczególnie atrakcyjny do zastosowania wówczas, gdy to obrońca ma przewagę, jaką zapewnia zarówno korzystne do obrony ukształtowanie terenu oraz własne zasoby – uzbrojenie i fortyfikacje. Wadą takiego rozwiązania jest to, że atakujący może po prostu ponawiać ataki, zadając broniącym się coraz poważniejsze straty i przełamać ich obronę.

Może także broniących się po prostu ominąć, atakując w innym, bardziej dogodnym miejscu, zwłaszcza jeśli zyskał przewagę na innym polu. Tak stało się podczas bitwy pod Termopilami, gdzie Persowie zdołali uzyskać przewagę informacyjną: dowiedzieli się o ścieżce pozwalającej ominąć broniony przesmyk.

W przypadku Polski koncentracja większości sił na granicy i próba statycznej, uporczywej obrony granic byłaby działaniem nieefektywnym.

Przeciwnik mógłby, wykorzystując własną przewagę – zwłaszcza artyleryjską – zadawać im straty prowadząc ostrzał jeszcze przed uderzeniem lądowym, następnie wybrać te kierunki uderzenia, które uzna za najkorzystniejsze z punktu widzenia swoich celów i na nich skoncentrować swój wysiłek, zapewniając sobie przewagę nie trzykrotną, ale na przykład pięcio- lub sześciokrotną.

Doprowadziłoby to do krwawej bitwy na wyczerpanie i rozbicia polskich sił w pierwszych dwóch, trzech dniach wojny. Wówczas siły przeciwnika mogłyby rozpocząć natarcie w kierunku Wisły z zamiarem zajęcia lub otoczenia miast i uchwycenia przyczółków – i to stworzyłoby skrajnie niekorzystną sytuację.

Obrona pozostałej części Polski, a zwłaszcza wejście do działania sił sojuszniczych byłoby bardzo trudne. Pozostałe po takiej bitwie nieliczne siły musiałyby i tak cofać się na kolejne pozycje, być może będąc już wyprzedzane przez przemieszczające się szybko rosyjskie siły pancerne.

Alternatywą może być próba obrony manewrowej, urzutowanej w głąb. Pozwala to na stopniowanie wysiłku. Pierwszym obszarem, poprzedzającym właściwą obronę jest pas przesłaniania. Nie ma tam dużych sił własnych – działają głównie pododdziały rozpoznawcze i wydzielone oddziały.

W miarę możliwości teren jest przygotowany inżynieryjnie, a więc na przykład zbudowano zapory i przygotowano mosty do wysadzenia. W tym pasie prowadzone jest rozpoznanie i nękanie sił przeciwnika, po to, aby rozpoznać jego zamiary – zwłaszcza główne kierunki natarcia – oraz go opóźnić i osłabić.

Kolejne strefy obrony

Kolejne strefy obrony wyznacza się w obszarze korzystnym do prowadzenia obrony, ale nie z myślą o utrzymaniu określonego terenu, tylko zadaniu przeciwnikowi strat, zmuszeniu go do zatrzymania się, nękaniu go lokalnymi kontratakami. Tymczasem broniący się powinni po osiągnięciu pożądanego efektu wyjść z walki, cofając się na kolejne pozycje i unikając strat własnych.

Sądząc po ujawnionych fragmentach dokumentów, przyjęto właśnie taki zamysł obrony. Wobec ewidentnej przewagi przeciwnika wybrano stopniowe opóźnianie i zadawanie strat agresorowi, zakładając, że jeśli nie uda się powstrzymać agresji, obrona będzie prowadzona w kolejnych etapach, dążąc do opóźnienia działań.

Warta – 00101 w żadnym wypadku nie zakłada zamiaru obrony tylko na linii Wisły i Wieprza.

Przeciwnie. Zgodnie z zasadami sztuki wojennej niezbędne jest podjęcie przygotowań obronnych na szeroką skalę. Pas przesłaniania, jaki najprawdopodobniej miał znajdować się w północnej i wschodniej Polsce, niedaleko granic, byłby już obszarem, gdzie prowadzono by walkę. W kolejnych fazach siły przeciwnika napotykałyby kolejne jednostki, stawiające opór na dogodnych do tego pozycjach. Na przykład tam, gdzie jeziora czy lasy kanalizowałyby ruch – wówczas tworzą się warunki, aby ustawić zapory minowe, przygotować zasadzkę, zatrzymać atakujących na tyle, by mogła ich ostrzelać artyleria i by móc się wycofać na kolejną pozycję.

Wobec przewagi przeciwnika znaczącym czynnikiem byłaby na tym etapie zdolność do szybkiego podejmowania decyzji taktycznych, a zwłaszcza wykazywania się inicjatywą i pomysłowością przez osoby na wszystkich szczeblach dowodzenia. Prawdopodobne jest, że walczące brygady poniosłyby poważne straty, a część pododdziałów, lub żołnierzy z rozbitych jednostek przeszłaby do działań nieregularnych (partyzanckich).

Wisła ostatnią rubieżą

Ostatnią rubieżą miała być Wisła – co ważne, nierozumiana dosłownie jako linia rzeki. Ujawnione informacje wskazują, że zakładano obronę na dwóch dużych przyczółkach, czyli we wspomnianych już obszarach od Otwocka do Ryk na południu i od Torunia do Grudziądza na północy.

Rzut oka na mapę pokazuje zamysł nie tylko obrony, ale i kontrataku, prawdopodobnie wyprowadzonego na skrzydła sił przeciwnika przez wojska polskie wspierane już przez siły sojusznicze.

Znów – nie wiadomo, jaki zakładano harmonogram przybycia tych sił – ale można podejrzewać, że szybciej nadeszłoby wsparcie lotnictwa państw zachodnich niż na przykład dywizji zmechanizowanych. Pewne byłoby także wsparcie rozpoznawcze.

Paradoksalnie, ten najczarniejszy scenariusz – a więc obrony przyczółków na Wiśle – byłby z czysto wojskowego punktu widzenia korzystny dla polskiego i sojuszniczego kontrataku.

Wojska rosyjskie miałyby za sobą kilkaset kilometrów natarcia, podczas którego ponosiłyby straty. Wydłużyłyby się linie zaopatrzeniowe – a dla wojsk pancernych i zmechanizowanych zaopatrzenie w paliwo i amunicję jest dosłownie sprawą życia i śmierci.

Kontratak sił zachodnich, które w 2011 roku miały znaczną przewagę jakościową nad wojskiem rosyjskim, byłby w stanie wywalczyć przewagę w powietrzu, a to znacząco ułatwiłoby działania wojsk lądowych – czyli wyzwolenie zajętych przez przeciwnika terenów.

Jednym z zarzutów wobec takiego planu obrony jest teza o rozmyślnym oddaniu ludności cywilnej na pastwę Rosjan. Faktem jest, że mogłoby dojść do czasowej okupacji części terytorium Polski. Możliwe jest także, że w takim scenariuszu wojny Rosjanie próbowaliby przywieźć na czołgach jakiś marionetkowy rząd i poszukiwaliby chętnych do wejścia w struktury kolaboracyjnych władz.

Byłby to jednak wysiłek po pierwsze krótkotrwały, po drugie jego skuteczność byłaby ograniczona. Państwo polskie bowiem dalej by istniało, zaś wejście do walki sił sojuszniczych miałoby oprócz stricte wojskowego poważne znaczenie psychologiczne dla mieszkańców Polski. Można także podejrzewać, że występowałyby różne formy oporu, w tym zbrojnego.

Reasumując, ujawnione fragmenty planu nie wskazują, aby istniał zamiar oddania wschodniej Polski bez walki – tym bardziej że jest to prawdopodobnie tylko jeden z przygotowanych wariantów obrony państwa.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

;

Udostępnij:

Michał Piekarski

Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego

Komentarze