0:00
20 czerwca 2018

Obrońca hodowców norek, uboju rytualnego i żołnierzy wyklętych, amatorski badacz Holokaustu. Nowy minister rolnictwa

Obrońca uboju rytualnego. Entuzjasta Lex Szyszko, o którym mówił, że to realizacja zasady "mój dom to moja twierdza". Przeciwnik przyjaznych zwierzętom zmian w ustawie o ochronie zwierząt. A do tego badacz-hobbysta Holokaustu

Wydrukuj

Z PiS związany od 2001 roku, w poprzednim rządzie PiS-LPR-Samoobrona był wiceministrem rolnictwa, potem od 2007 roku był doradcą doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego ds. wsi i rolnictwa.

Ma 57 lat. Pochodzi z Czernikowa pod Toruniem, skończył studia rolnicze, prowadzi własne gospodarstwo rolne. Przez cztery lata był prezesem Krajowej Rady Izb Rolniczych. Jest współautorem programu rolnego PiS. Dziś ma wziąć udział w posiedzeniu Rady Ministrów jako nowy minister rolnictwa. Ma przedstawić rządowi informację o stanie suszy, która dotknęła już połowy gruntów ornych.

Dymisji jego poprzednika - Krzysztofa Jurgiela - spodziewano się od dłuższego czasu. Nic nie zrobił w sprawie suszy, która właśnie niszczy plony rolnikom. Zawalił walkę z ASF. Dopuścił do wadliwych zmian w prawie łowieckim, dotyczących szacowania szkód rolniczych. Zaniedbał organizację wypłat unijnych dla rolników. Jeśli wierzyć sejmowym plotkom, trwał na stanowisko tylko dzięki temu, że należy do "zakonu PC", dawnego Porozumienia Centrum - partii, z której wyłoniło się PiS.

"Najpierw norki, potem kury"

Zdaniem nowego ministra likwidacja przemysłu futrzarskiego, przewidziana w projekcie nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt - to tylko wstęp do dalszych zmian. "Następnym postulatem będzie zakaz chowu klatkowego drobiu" - straszył Ardanowski 8 grudnia 2017 zebranych pod Sejmem rolników, hodowców oraz przedsiębiorców mięsnych i rybnych, którzy protestowali przeciwko zakazowi chowu i hodowli zwierząt futerkowych oraz znaczącemu ograniczeniu uboju rytualnego.

Nowemu ministrowi nie zależy na dobrostanie zwierząt hodowlanych. "Hodowla zwierząt, z których pozyskuje się futra, mieści się w rolnictwie i nie różni się niczym od wykorzystania ich w celach kulinarnych" - bronił ferm w rozmowie z Wirtualną Polską w październiku 2017.

Polska jest rzeczywiście potentatem hodowli zwierząt futerkowych w Europie, ale to branża coraz bardziej schyłkowa. Potężny ruch przeciwników noszenia futer ze zwierząt zmusił już do wycofania ze sprzedaży takich futer sieci największych producentów odzieży. Od sezonu letnio-wiosennego 2018 z naturalnych futer w swoich kolekcjach rezygnuje prestiżowy dom mody Gucci. A wcześniej taką decyzję podjęli projektanci Giorgio Armani, HUGO BOSS i Stella McCartney. A także dwie popularne odzieżowe "sieciówki": H&M i Zara.

Ekspert futrzarskich lobbystów

W 2016 roku tygodnik "Newsweek" ujawnił, że Ardanowski - obok innych polityków PiS, w tym Jurgiela - jest ekspertem Fundacji Wsparcia Rolnika Polska Ziemia. Jej szefem jest Szczepan Wójcik, hodowca norek i lobbysta pro-futrzarski. Ardanowski bronił się, że nie otrzymuje od tej Fundacji żadnych pieniędzy.

"Nawet nie znam tej fundacji. Nie wiem do kogo należy i jakie ma cele. Poproszono mnie, tak jak innych posłów, bym od czasu do czasu komentował dla nich sprawy rolne" - tłumaczył się w rozmowie z Wirtualną Polską.

Dziś Ardanowski może być zadowolony. Nieoficjalne źródła mówią, że Jarosław Kaczyński dał sobie na wstrzymanie z zakazem hodowli zwierząt futerkowych, który jest częścią dużej nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt (mała nowelizacja już weszła w życie - zawiera zaostrzenie kar za znęcanie się nad zwierzętami).

Zresztą ustawa ma zostać okrojona z innych rewolucyjnych zmian, w tym z zakazu używania zwierząt w cyrkach. A także zakazu eksportu mięsa zwierząt z uboju rytualnego. Ardanowski broni uboju rytualnego, z którego mięso jest eksportowane do krajów arabskich.

Kaczyński liczy głosy przed wyborami. Widocznie uznał, że rewolucja w prawach zwierząt może mu teraz zaszkodzić.

"Lex Szyszko", czyli "my home is my castle"

"Poczucie bardzo mocno zakorzenione w polskim społeczeństwie »my home is my castle« jest wystawiane na ciężką próbę w związku z tym, iż nie można dysponować w określonych granicach swoją własnością" - mówił Ardanowski o niesławnym "Lex Szyszko" jako poseł-sprawozdawca przed Senatem w grudniu 2016. Ta zmiana w ustawie o ochronie przyrody umożliwiła usuwanie drzew i krzewów na terenach prywatnych bez konieczności zgłaszania tego jakiejkolwiek instytucji. I spowodowała prawdziwą masakrę - masowe wycinki drzew w całej Polsce.

W pierwszej połowie 2017 roku trzeba było nowe prawo naprędce łatać, bo było bublem umożliwiającym nawet wycinki drzew pod budowane przez inwestorów domy czy osiedla.

Projekt był prezentowany jako poselski - jego współautorem miał być m.in. Ardanowski - ale najprawdopodobniej powstał w Ministerstwie Środowiska, pod egidą Jana Szyszki. A przynajmniej był z nim uzgadniany.

Dzięki ścieżce poselskiej nowelizacji nie trzeba było jej konsultować społecznie i pytać o zdanie ekspertów.

Kiedy "Rzeczpospolita" zapytała o to Ardanowskiego w lutym 2017 roku, polityk powiedział tylko, że nowelizacja "była konsultowana z Ministerstwem Środowiska, ale posłowie mają prawo składać własne projekty ustaw i z tego prawa skorzystaliśmy".

Ziemia dla Kościoła

Ardanowski jest blisko związany z Kościołem. W grudniu był jednym z gości zaproszonych na uroczyste obchody urodzin Radia Maryja.

W marcu 2016 zgłosił poprawkę do przepisów w ograniczeniach dotyczących prywatnego obrotu gruntami rolnymi, która umożliwiła kościołom i związkom wyznaniowym kupować grunty rolne.

Było to o tyle zaskakujące, że PiS odmówił takiej możliwości m.in. spółdzielniom zrzeszającym rolników indywidualnych. Zdaniem rządzącej partii prawo do zakupu gruntów rolnych powinni mieć tylko rolnicy indywidualni, którzy osobiście prowadzą swoje gospodarstwa. I mieszkają w nich co najmniej do pięciu lat.

Ardanowski powiedział, że wytykanie Kościołowi katolickiemu faktu posiadania ziemi byłoby "wielką niesprawiedliwością". Bo przecież w czasach PRL został z niej ograbiony.

Wytłumaczył też, o co tak naprawdę chodzi w tej zmianie: by rolnicy mogli dawać ziemię Kościołowi, np. klasztorom.

Historyk po godzinach

Pasją Ardanowskiego jest historia. A konkretnie dzieje podobozu KL Stutthof o nazwie Baukommando Weichsel. Niemcy więzili tam Żydówki, które zmuszali do budowy umocnień wojskowych. Był współautorem książki poświęconej tym więźniarkom pt. "Z głębokości wołam do Ciebie" (2014). Napisał w niej, że podczas II wojny światowej Żydów ratowało między 1 mln a 2,5 mln Polaków. Grubo przesadził.

Ale dla jego partii była to zapewne dobra rekomendacja, by w marcu 2018 roku, gdy zaczął się kryzys związany z nowelizacją o IPN, postawić go na czele polsko-izraelskiej grupy parlamentarnej. Poglądy ma słuszne - nawet jeśli nieprawdziwe.

Jest obrońcą powojennego podziemia antykomunistycznego. W marcu na swoim profilu na FB zaatakował nauczycieli. "Niestety, część nauczycieli, czy to z powodu niechęci do »Pisiorów« zachęcających do promocji patriotyzmu, czy z dziwnej postawy niechęci do Polaków, swoich współplemieńców, i realizowania »pedagogiki wstydu«, czy z powodów historii własnej rodziny, gdzie może wcześniej byli »utrwalacze władzy ludowej«, czy z innych powodów osobistych, nie chce angażować się w taką działalność, jak upamiętnianie bohaterów, jakimi byli Żołnierze Niezłomni". (Podajemy za Onet.Wiadomości)

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne