Wprowadzą czy nie wprowadzą sędziów do TK? Odbierze przyrzeczenie czy nie? Trwa nawalanka polityków, w której bronią są mniej lub bardziej wybiórczo cytowane argumenty prawników. I wygląda na to, że nie tyle o sędziów i Trybunał tu chodzi, ile o tę nawalankę
Czyli chodzi o polaryzację, na której zależy obu politycznym stronom, bo mobilizuje elektoraty. Prawnicy zaś nie mają wyjścia: muszą rzecz traktować poważnie, bo w końcu idzie tu o jeden z najważniejszych organów państwa.
No więc argumentują, nabijając tymi argumentami armaty polityków. Przede wszystkim w sprawie przewidywanego bojkotu Karola Nawrockiego odebrania przyrzeczenia od wybranych właśnie przez Sejm sześciorga sędziów. Czy prezydent ma prawo odmówić (unikać) odebrania od wybranych sędziów przyrzeczenia i czym można by to przyrzeczenie w obecności prezydenta zastąpić.
Podkreśla się, że odbieranie przyrzeczenia przez prezydenta zapisano w ustawie, konstytucja zaś o tym milczy. Że to jedynie „czynność ceremonialna”, a nie czynność „powoływania sędziów”, jak to jest w przypadku sędziów pozostałych sądów, gdzie „powołanie” jest aktem urzędowym prezydenta, przewidzianym w konstytucji.
Wszystko to prowadzi do stwierdzenia, że wybrane do TK osoby są już sędziami, bo powołuje je Sejm w głosowaniu. I prezydent nie ma prawa ich wyboru kontestować.
To rozumowanie zdają się zresztą podzielać posłowie PiS, którzy zaskarżyli do TK tryb wyboru sędziów TK zawarty w swojej własnej ustawie. W tym wniosku do TK stwierdzają, że według obowiązującego prawa prezydent nie może odmówić odebrania przyrzeczenia od sędziów i że to sytuacja sprzeczna z konstytucją, bo prezydent powinien mieć prawo odmowy odebrania tego przyrzeczenia od sędziego wybranego z naruszeniem prawa.
Ale prezydent i tak postąpi według swojego politycznego interesu. A prezes TK Bogdan Święczkowski nie dopuści sędziów wybranych przez koalicję do orzekania, żeby nie wiem jak wyrafinowany zastępczy sposób złożenia przyrzeczenia przeprowadzić.
Rozprawa przed TK z wniosku PiS odbyła się 17 marca i została bezterminowo odroczona. Wiele wskazuje na to, że nawet sędziowie tkwiący w dymiących zgliszczach będących niegdyś Trybunałem Konstytucyjnym mają już dość polityki i odmówili uczestnictwa w kolejnej farsie tylko po to, by zadośćuczynić patronom, którzy niegdyś dali im tę dobrze płatną fuchę. Świadczy o tym choćby to, że nie wydali zabezpieczenia, o które wnosił PiS, a które miało zakazać Sejmowi wyboru sędziów do czasu osądzenia przepisów o ich wyborze przez TK.
Co się przez politykę rozpadło, politycznie jakoś nie daje rady skleić, bo efekt będzie ułomny.
A polityka wkroczyła do Trybunału Konstytucyjnego 8 października 2015 roku – wraz z wyborem przez wówczas rządzącą koalicję PO-PSL trzech sędziów, których powinien był wybrać nowy parlament po wyborach 25 października 2015 roku. Potem PiS uczynił polityką już nie tylko wybory do TK i wybory prezesa TK, ale samo orzecznictwo trybunału.
Po wyborach w 2023 roku rządząca większość powróciła do tradycji robienia polityki w TK. Zaczęło się od niepublikowania wszystkich, także tych wydanych w prawidłowym składzie (bez dublerów), wyroków, co było powtórzeniem działania premier Beaty Szydło, a potem premiera Mateusza Morawieckiego. Z tym że oni jednak nie publikowali tylko wyroków sprzed prezesury Julii Przyłębskiej. Premier Donald Tusk nigdy nie wyjaśnił, dlaczego nie publikuje wyroków, jaka jest do tego podstawa prawna i jak długo zamierza to robić. Owszem, Sejm przyjął dwie uchwały, uznając działania TK z dublerami i nieprawidłowo wybrana prezeską Przyłębską za bezprawne, ale uchwały nie są źródłem prawa, a jedynie polityczną deklaracją.
Rządząca koalicja deklarowała działanie w celu uzdrowienia TK. Ustawa uzdrawiająca została zawetowana przez Andrzeja Dudę. Nowy prezydent nie daje żadnych złudzeń, że chciałby we współpracy z rządzącymi Trybunał uzdrawiać, więc ustawy naprawczej nie będzie.
Ale są wakaty w Trybunale, które można sukcesywnie, w miarę zwalniania się miejsc, obsadzać. Do końca kadencji tego Sejmu zwolni się w sumie 9 z 15 miejsc. Jednak – znowu bez podania powodu – rządząca większość nie wysuwała swoich kandydatów. Mimo że ustawa daje konkretne terminy do zgłaszania kandydatów tak, by odchodzący sędzia w tym samym momencie zastępowany był przez następcę.
Przez 27 miesięcy zwlekano z przedstawieniem Sejmowi kandydatów na trzy zwolnione w grudniu 2024 roku miejsca. A po drodze zwalniały się kolejne, aż doszło do sześciu wakatów. Podczas dzisiejszej rozprawy w TK posłowie PiS domagali się uznania za niekonstytucyjne zaniechania ustawodawczego, które nie zabezpiecza przed takim chomikowaniem miejsc w TK, co powoduje, że wbrew intencji konstytucji jedna opcja polityczna może sobie zapewnić na długo przewagę w Trybunale.
Gdyby dopuszczono jednak prawo i koalicja obsadzała sukcesywnie zwalniające się w TK miejsca, opozycja nie mogłaby wysuwać wiarygodnych zarzutów. A tak najprawdopodobniej nie wprowadzi skutecznie do Trybunału nikogo. Żarłoczność nie popłaciła.
Tym bardziej że tuż przed wyborem sześciu sędziów na wniosek posłów rządzącej koalicji, Sejm przyjął uchwałę, w której stwierdza m.in.: „powołanie Bogdana Święczkowskiego na stanowisko Prezesa Trybunału Konstytucyjnego obarczone jest tymi samymi wadami prawnymi, co wybór Julii Przyłębskiej, w szczególności udziałem w Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów Trybunału Konstytucyjnego sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego na skutek rażącego naruszenia podstawowych norm dotyczących powoływania sędziów Trybunału Konstytucyjnego na miejsca już uprzednio obsadzone.
W rezultacie czego Trybunałem Konstytucyjnym kieruje faktycznie osoba nieuprawniona, a podejmowane przez nią czynności w zakresie wyznaczania składów orzekających były i są nadal dokonywane z naruszeniem prawa, przez co Trybunał Konstytucyjny nie spełnia wymogów sądu ustanowionego na mocy prawa, niezawisłego i bezstronnego”.
A więc
sześcioro sędziów TK wybrano do organu, którego działalność i tak będzie sprzeczna z prawem, a jego orzeczeń premier nie będzie publikował.
Tekst pochodzi z Bloga Konserwatywnego Ewy Siedleckiej.
Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa (2011), zajmuje się głównie zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego, prawami człowieka, osób niepełnosprawnych i prawami zwierząt.
Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa (2011), zajmuje się głównie zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego, prawami człowieka, osób niepełnosprawnych i prawami zwierząt.
Komentarze