Minister sprawiedliwości chce rozszerzyć granice obrony koniecznej. Obrona przed napastnikiem we własnym mieszkaniu, domu, ogródku ma nie być już karana. Prawnicy: zmiana jest niepotrzebna, bo jest już przepis, który pozwala na odstąpienie od karania osoby, która się broniła. Politycy: Ziobro chce odwrócić uwagę od ataku na niezależność sądów

To nie będzie duża zmiana. Zbigniew Ziobro planuje uszczegółowić zapisy obecnego artykułu 25 kodeksu karnego, który mówi o obronie koniecznej. Projekt zmian minister sprawiedliwości zapowiedział 27 kwietnia 2017 roku.

Zgodnie z paragrafem 1 artykułu 25 KK

„nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem”.

Paragraf 2 tego przepisu odnosi się do sytuacji, kiedy osoba broniąca się przed napaścią przekroczyła granice obrony koniecznej, broniąc się w sposób „niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu”. W takiej sytuacji „sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia”.

Jest jeszcze paragraf 3, który wprowadziła PO w 2010 roku. Zgodnie z nim

„Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej pod wpływem strachu lub wzburzenia usprawiedliwionych okolicznościami zamachu”.

Mój dom, moja twierdza

Dzięki temu ostatniemu przepisowi prokurator może odstąpić od ścigania osób, które broniąc się, mocno poturbowały napastnika, uszkodziły jego ciało czy nawet zabiły. W każdej sprawie prokurator analizuje czy ofiara przekroczyła granice obrony koniecznej. Jeśli uzna, że tak – kieruje akt oskarżenia do sądu i to sąd ocenia, czy broniąc się przed napastnikiem ofiara zastosowała współmierne do tego środki.

Resort Ziobry chce by artykuł 25 nadal obowiązywał, ale poza sytuacjami gdy ofiara broniła się przed zamachem związanym z wdarciem się do mieszkania, lokalu, domu lub przylegającego do nich ogrodu.

W tych sytuacjach broniący się będzie bezkarny nawet jeśli przekroczy granice obrony koniecznej. Odpowiedzialność karną poniesie jedynie, gdy przekroczenie będzie „rażące”. Za każdym razem będzie to oceniał prokurator.

Dzięki takiej zmianie nie trzeba będzie już oceniać czy ofiara broniąc się działała pod wpływem strachu lub wzburzenia. Według ministerstwa kryteria emocjonalne są trudne do zweryfikowania. A korzyść będzie taka, że wyłączenie karalności we własnym lokum da poczucie bezpieczeństwa obywatelom.

Ma także działać odstraszająco na sprawców. „Prawo ma chronić uczciwych ludzi, którzy bronią się przed napastnikiem .

Każdy obywatel powinien czuć się bezpiecznie w swoim domu. Stajemy po stronie ofiar, nie sprawców. Mój dom, moja twierdza” – tłumaczył pomysł Ziobro.

Zmiany mają wejść w życie jeszcze w tym roku.



PO: to zagrywka populistyczna

Na pomysł Ziobry szybko zareagowali politycy PO. Mówili, że zmiana nie jest potrzeba, bo wprowadzony za rządów PO paragraf 3 już dziś pozwala prokuratorowi na odstąpienie od ścigania broniącej się ofiary.

„Uchwalony przez nas przepis pozwala też odpierać atak w celu ochrony domu.

Nasz przepis jest szerszy, bo Ziobro chce skonkretyzować sytuacje, w których obrona ma być bezkarna. A co będzie jeśli do ataku dojdzie w samochodzie lub w hotelu”

– mówi OKO.press Borys Budka, poseł PO, były minister sprawiedliwości.

Resort Ziobry zapewnia, że takie sytuacje nadal będzie regulować obowiązujący paragraf 3.

Poseł Budka uważa pomysł Ziobry za populizm. Zamiast nowelizacji kodeksu karnego proponuje by Ziobro, który jest też Prokuratorem Generalnym, wydał śledczym wytyczne jak mają zachowywać się w takich sprawach. Minister dopiero zapowiada ich wydanie.

Podobnie uważa prof. Zbigniew Ćwiąkalski z UJ, też były minister sprawiedliwości w rządzie PO. Podkreśla, że obecne regulacje są wyważone i chronią społeczeństwo przed samosądami oraz przed nadużywaniem przemocy w rozwiązywaniu sporów sąsiedzkich, czy rodzinnych.

„Jeśli pójdzie jasny sygnał do społeczeństwa, że obrona mieszkania, ogrodu będzie bezkarna, to ośmieli to ludzi i przekroczeń granic obrony koniecznej będzie więcej” – mówi OKO.press prof. Ćwiąkalski.

Dodaje, że przypadków przekroczenia obrony nie jest tak wiele, by zmieniać ten przepis. W jego ocenie lepiej jest też gdy w sytuacjach wątpliwych takie sprawy ocenia sąd. Resort sprawiedliwości zapewnia jednak, że nadal prokurator będzie oceniał każdą sprawę indywidualnie.



Spór o granice obrony koniecznej

Spór o granice obrony koniecznej to nic nowego. Dyskutuje się o tym od lat 90., gdy media nagłośniły pierwsze sprawy, w których ofiara w ramach obrony wyrządziła „krzywdę” napastnikowi i potem miała za to proces. Minister Zbigniew Ziobro zasadę „mój dom, moja twierdza” chciał wpisać do kodeksu karnego już w latach 2005-07, gdy był szefem resortu sprawiedliwości w pierwszym rządzie PiS. Ale Sejm nie zdążył uchwalić dużej nowelizacji prawa karnego przed upadkiem jego rządu, a potem nowelizację wycofał minister Ćwiąkalski.

Problem granic obrony koniecznej nadal jednak istnieje i wciąż wywołuje gorące emocje, choć nie jest to duży problem społeczny.

Media od czasu do czasu opisują historie ofiar, które są skazywane przez sądy.

  • Dwa lata temu sąd apelacyjny w Białymstoku uznał, że kobieta, która broniła się przed agresywnym konkubentem i raniła go nożem (mężczyzna zmarł) przekroczyła granice obrony koniecznej. Usłyszała wyrok dwóch i pół lat więzienia.
  • Z kolei mężczyzna, który w miejscowości Równe bronił się na swojej posesji przed napastnikiem musiał zapłacić mu 500 zł, bo broniąc się uderzył go w głowę sztachetą.

Poseł Budka przekonuje, że takich spraw byłoby mniej, gdyby „mądry prokurator” wiedział jak stosować obecne przepisy. Tyle, że

prokuratorzy dla świętego spokoju ocenę takich spraw cedują na sądy, wysyłając akt oskarżenia. A proces naraża ofiary na długoletni dodatkowy stres i poczucie upokorzenia, bo stają się oskarżonymi, a napastnicy ofiarą.

To odbiera im poczucie sprawiedliwości. I tu minister Ziobro ma rację.

Orzecznictwo sądów w zakresie obrony koniecznej zbadał Instytut Wymiaru Sprawiedliwości. Wyniki opublikowano w 2003 roku. Potwierdzały, że prokuratorzy nie radzili sobie z właściwą oceną zachowań osób broniących się przed atakiem. I wysyłali akty oskarżenia. Sądy wiele ofiar uniewinniły przyznając im prawo do obrony koniecznej.

Czy przepis uchwalony przez PO to zmienił? Resort sprawiedliwości dopiero planuje analizę takich spraw. Ale w mediach nadal są opisywane historie ofiar, które stają się oskarżonymi.

Nawet Sąd Najwyższy w wyroku z 2015 roku musiał przypomnieć prokuraturze, że obrona konieczna „aby miała sens, musi być skuteczna”.

SN podtrzymał wtedy wyrok uniewinniający mężczyznę od zarzutu zabicia brata. Pijany brat najpierw zaatakował matkę. Gdy ta uciekła, rzucił się z nożem na brata. Ten broniąc się wyrwał mu nóż i zranił go nim. Napastnik już wcześniej miał znęcać się nad bliskimi. Kasację na niekorzyść ofiary wniósł do SN prokurator.

Pomysłowi Ziobry nie można więc ad hoc odbierać racji. Nawet poseł Borys Budka (PO) w rozmowie z OKO.press przyznaje, że choć w jego ocenie to nic nie zmieni, nie stanie się też nic złego jeśli zmiana zostanie uchwalona.

Obywatele mogą się bronić, ale sądy przed Ziobro już nie

W praktyce nowy przepis zawęzi jednak prokuratorom i sądom pole do interpretacji prawnej. I o to pewnie ministrowi Ziobro chodzi, żeby takie sprawy w ogóle nie trafiały do sądów, a jeśli trafią – by ofiara nie była skazywana. Bo sędzia będzie miał przepis mówiący wprost kiedy wyłączona jest odpowiedzialność karna broniącego się.

Dlaczego jednak teraz nagle Ziobro ogłosił swój pomysł, choć sam przyznaje, że trwają prace nad dużą nowelizacją kodeksu karnego, w której taką zmianę można zapisać?

– To pomysł pod publiczkę, zasłona dymna mająca przysłonić zmiany w sądach i Krajowej Rady Sądownictwa – uważa Borys Budka.

Rząd PiS konsekwentnie likwiduje od początku swojego funkcjonowania niezależność władzy sądowniczej od Trybunału Konstytucyjnego przez Sąd Najwyższy, Krajową Radę Sądownictwa i sądy powszechne. Wszystkie mają być obsadzane z klucza politycznego, który trzyma w ręku PiS.



Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym