Trudno nazwać to, co czeka ochronę zdrowia, nagłym zawałem, to raczej efekt nieleczonej choroby przewlekłej. Średnia wieku pielęgniarek od kilku lat systematycznie wzrasta, co czwarty lekarz jest dziś w wieku emerytalnym. Młodzi wyjeżdżają albo zmieniają zawód. Tych, którzy walczą o zmiany, czeka mobbing w miejscu pracy i lekceważenie ministerstwa
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyW przyszłym roku 103 tys. pracujących pielęgniarek osiągnie wiek emerytalny. To 44 proc. obecnie zatrudnionych. Dziś już blisko 31 proc. ma skończone 60 lat. Niewiele lepiej wygląda sytuacja kadr lekarskich - co czwarty lekarz jest w wieku emerytalnym.
Cała Unia Europejska boryka się z problemem braku kadry medycznej. Przewidując zwiększone zapotrzebowanie na lekarzy i pielęgniarki w związku ze starzeniem się społeczeństw część państw już dziś stara się przyciągać kadry z zagranicy - także Polaków.
Polska ze swojej strony oferuje młodym katorżniczą pracę za niewielkie pieniądze i zapełnianie nadgodzinami dziur kadrowych niewydolnego systemu. Polska ma jeden z najniższych odsetków PKB wydawanych na opiekę zdrowotną.
Jesienią pacjenci będą mieli jeszcze bardziej utrudniony dostęp do specjalistów i opieki medycznej, jeśli lekarze zaczną w proteście masowo rezygnować z nadgodzin.
To przedsmak tego, co się stanie, kiedy lekarze i pielęgniarki przejdą na zasłużone emerytury - zapaść. Trudno nazwać to, co czeka służbę zdrowia zawałem, to raczej efekt nieleczonej choroby przewlekłej.
Jak wynika z danych OECD opublikowanych w raporcie „Health at a Glance 2018”, sytuacja polskiej ochrony zdrowia już dziś jest beznadziejna. W Polsce na 1000 pacjentów przypada średnio 5,2 pielęgniarek. Średnia Unii europejskiej to 8,4. Gorzej od nas wypada tylko Łotwa, Bułgaria i Grecja.
Raport Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych przewiduje, że rok 2020 będzie krytyczny pod względem spadku zatrudnienia pielęgniarek i położnych. Szacuje się, że w Europie ich liczba spadnie o milion, a w Polsce o 60 tys. 44 proc. pielęgniarek będzie w wieku emerytalnym. Średnia wieku od kilku lat stale rośnie.
Weteranek ochrony zdrowia nie ma kto zastąpić. Z danych NIPiP wynika, że pielęgniarki (przede wszystkim te z najmłodszej grupy wiekowej) nie tylko rezygnują z pracy w Polsce, ale też odchodzą z zawodu. Powodów jest wiele:
Jeszcze gorzej wyglądamy pod względem liczby lekarzy - w Unii Europejskiej zajmujemy ostatnie miejsce ze współczynnikiem 2,4 lekarza na 1000 mieszkańców. Co ciekawe, liczba konsultacji lekarskich na osobę w Polsce utrzymuje się na dość wysokim unijnym poziomie – średnio 7,5 konsultacji w ciągu dnia. To około 3100 konsultacji na lekarza rocznie, 1000 więcej niż średnia państw UE.
Efekt? Taśmowe podejście do pacjentów (na pytania o to, czy lekarz poświęcił wystarczającą ilość czasu na konsultację i czy włączył pacjenta w proces leczenia, polscy pacjenci odpowiadają najkrytyczniej) i najdłuższe kolejki w Europie na wybrane operacje.
Dane statystyczne Naczelnej Izby Lekarskiej pokazują, że co czwarty lekarz pracujący w zawodzie jest dziś w wieku emerytalnym. 11 proc. ma powyżej 71 lat.
Polskiej ochrony zdrowia nie ratuje także fakt, że rząd wydaje na nią bardzo mało - jesteśmy na szarym końcu państw UE pod względem PKB na zdrowie. W kontekście postępującego starzenia się społeczeństwa nie wróży to nic dobrego. Szczególnie że nie tylko nam potrzeba lekarzy i pielęgniarek.
Raport OECD z 2018 roku zwraca uwagę na wzrastające zapotrzebowanie na pielęgniarki w Europie w związku ze starzeniem się społeczeństwa i przechodzeniem na emeryturę pokolenia powojennego wyżu demograficznego. Kraje Unii Europejskiej od lat niepokoi też problem niedoboru lekarzy.
Wiele państw przewidując zbliżający się kryzys i zwiększone zapotrzebowanie podejmuje kroki, żeby zapewnić odpowiednią ilość nowych pracowników medycznych, którzy zastąpią tych odchodzących na emerytury.
Zgodnie z informacjami "Dziennika Gazety Prawnej", Wielka Brytania chce wydać 100 mln funtów, by przyciągnąć lekarzy z innych krajów (oferuje wysokie pensje, opłacenie biletów i czynszu za pierwsze miesiące, a nawet pomoc w znalezieniu szkoły dla dzieci). Według danych brytyjskiej Naczelnej Rady Lekarskiej w zeszłym roku cudzoziemcy stanowili 53 proc. nowych zarejestrowanych lekarzy. Część komentatorów uważa za niemoralne ściąganie lekarzy z krajów gdzie i tak brakuje lekarzy.
„Od dziesięcioleci kradniemy lekarzy zza granicy” - mówił podczas konferencji w Londynie profesor J. Meirion Thomas. „Pochodzą z krajów, w których zdobyli wykształcenie za publiczne pieniądze i gdzie są rozpaczliwie potrzebni".
Lekarze i pielęgniarki równie rozpaczliwie potrzebują normalnych warunków pracy, których Polska im nie zapewnia.
W Polsce nie tylko nie przemyślano problemu odchodzących na emeryturę pracowników medycznych i starzejącego się społeczeństwa, ale zmuszono przedstawicieli zawodów medycznych do ciężkiej walki o normalne warunki pracy. Głodowały pielęgniarki, rezydenci, fizjoterapeuci...
Ministerstwo zdrowia części z nich dało podwyżki, innym nie - gdzie może wymiguje się od odpowiedzialności i stosuje triki, żeby ograniczyć wydatki. Nawet wyższe pensje nie rozwiążą jednak problemu katorżniczej pracy, która wykańcza kadry medyczne i zmusza do wyjazdu z Polski albo przechodzenia do prywatnej opieki zdrowotnej (Polacy już dziś 1/4 wydatków na zdrowie pokrywają z własnej kieszeni).
„Dopóki w szpitalach nie będzie realnych płac, nic się nie zmieni" - tłumaczyła OKO.press ginekolożka z Warszawy komentując oszustwa ginekologów wobec kobiet chcących założyć wkładkę domaciczną na NFZ.
„Ale oczywiście realnych płac nie będzie, bo co by się stało, gdyby lekarze zamiast wyrabiać nadgodziny i dorabiać prywatnie, mieli normalne płace w szpitalu? System by się załamał z powodu braku lekarzy. Tak jest dzisiaj w każdej dziedzinie medycyny.
„Gdybym miała normalnie zapłacone w szpitalu, to ja bym nie kończyła o tej porze pracy (21:00), nie pracowałabym prywatnie, każdy chce mieć przecież normalne życie. Więc może te pensje są specjalnie trzymane na niskim poziomie, żeby pacjenci mieli jakikolwiek dostęp do lekarzy, choćby prywatnie?”.
Z danych NFZ udostępnionych przez "Dziennik Gazetę Prawną" wynika, że ponad połowa lekarzy pracuje w dwóch lub więcej miejscach pracy. Zdarzają się też tacy, którzy pracują w ponad 10 miejscach jednocześnie.
„Pielęgniarki odliczają u nas czas do odejścia” - mówiła OKO.press Alicja Miszkiewicz, szefowa związku zawodowego pielęgniarek i położnych w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. „Nowych nie ma. Szpital rozpisuje konkursy, a chętnych brak”.
Kiedy 10 proc. z nich wzięło zwolnienia lekarskie, dyrektor Maciej Banach zgłosił sprawę do prokuratury, chociaż absencja podobno nie przekraczała normy.
„Funkcjonowanie placówki opiera się na założeniu, że nikt nie zachodzi w ciążę, nie choruje, nie bierze urlopu. A przecież pielęgniarki same sobie tych zwolnień nie wypisały - przestały po prostu chodzić do pracy chore” - tłumaczyła Miszkiewicz.
„Dotychczas same podłączały się w pracy do kroplówek, przychodziły nawet z zapaleniem mięśnia sercowego, z katarami, zarażały się. Lekarz operował z grypą. To kryminogenne, że pracownik służby zdrowia jest dopuszczony chory do pracy! Ale musi przyjść, żeby się to wszystko jakoś kręciło”.
W Instytucie Matki Polki wystarczyło 120 nieobecnych pracowników, żeby zatrzymać pracę szpitala. W przyszłym roku, kiedy na emeryturę odejdzie 70 pielęgniarek, wystarczy już tylko 50.
Według raportu Manpower Life Science, w 72 proc. szpitali brakuje pielęgniarek wszystkich specjalizacji, w 68 proc., brakuje lekarzy. Według danych Naczelnej Izby Pielęgniarskiej co roku dyplom dostaje 5 tys. pielęgniarek. Żeby wypełnić miejsce odchodzących na emeryturę, powinno ich być drugie tyle.
Jak wygląda sytuacja młodych lekarzy i pielęgniarek, na których spada obowiązek utrzymania kruchego systemu ochrony zdrowia? Pracują ponad siły, łatając braki kadrowe, a kiedy się sprzeciwiają, padają ofiarą mobbingu ze strony pracodawców oraz starszych pracowników.
Ci, którzy nie wyjechali, ale podjęli się nierównej i heroicznej walki o poprawę publicznej ochrony zdrowia, zostali przez rząd oszukani. Zamiast obiecanego wzrostu proc. PKB wydatków na ochronę zdrowia, w wyniku triku MZ nie zwiększyło wydatków.
Pracownicy ochrony zdrowia jeszcze się nie poddali. Jesienią planują kolejną akcję protestacyjną. Nie odejdą od łózek, nie pójdą na zwolnienia - będą po prostu pracować tyle, ile wymaga tego Kodeks pracy. Tyle wystarczy, żeby zapadł się cały system, a to tylko przedsmak tego, co czeka nas za kilka lat.
„Jeżeli nie zreformujemy teraz ochrony zdrowia, to za 5 lat może już nie być czego reformować” - mówił OKO.press dr Bartosz Fiałek, przewodniczący Regionu Kujawsko-Pomorskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.
„Najnowsza ankieta przeprowadzona wśród studentów medycyny wskazuje, że 21 proc. z nich chce bezpośrednio po studiach wyjechać z kraju. Wśród lekarzy rezydentów takie zamiary ma tylko 6 proc. Dodajmy, że blisko jedna czwarta naszych lekarzy jest w wieku emerytalnym. Masakra” - mówi Bartek Fiałek.
Potwierdzamy, masakra.
Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).
Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).
Komentarze