0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Robert Kuszyński / OKO.pressFot. Robert Kuszyńsk...

Odpolitycznienie mediów publicznych i powstrzymanie sączącej się w nich propagandy i mowy nienawiści było obietnicą wszystkich partii Paktu senackiego. Koalicja Obywatelska obiecywała w 100 konkretach ich „uspołecznienie”, Lewica zapowiedziała profesjonalizację, stworzenie transparentnego systemu rekomendacji i wyboru osób pełniących funkcje nadzorcze, Polska 2050 opracowała głęboką reformę strukturalną, w tym utworzenie jednej spółki multimedialnej Media Polskie. Wszystkie partie łączy także jeden postulat – zlikwidowanie Rady Mediów Narodowych.

Powołał ją do życia PiS w 2016 roku, by móc decydować o obsadzie stanowisk kierowniczych w mediach publicznych z pominięciem konstytucyjnej roli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. O tym, że było to bezprawne obejście przepisów orzekł w tym samym roku Trybunał Konstytucyjny, którego wyroku nigdy nie wykonano. W RMN trzech z pięciu członków powołuje większość sejmowa, dwóch pozostałych prezydent na wniosek opozycji. Ich kadencje trwają sześć lat. W przeciwieństwie do członków KRRiT, członkowie RMN mogą być czynnymi politykami i parlamentarzystami. Obecny skład RMN to Krzysztof Czabański, Joanna Lichocka i Piotr (PiS) oraz Robert Kwiatkowski i Marek Rutka (Lewica).

To właśnie RMN stoi na drodze do szybkiej wymiany władz TVP, Polskiego Radia i PAP-u.

A na drodze do szybkiej likwidacji RMN poprzez zmianę ustawy stanąć może prezydent Andrzej Duda i jego prawo weta. Żeby je odrzucić, potrzeba w Sejmie 276 głosów. Przyszła koalicja ma ich w Sejmie 248. Nawet zakładając, że poprzeć taką ustawę mógłby klub Konfederacji, daje to 266 głosów. Cały proces legislacyjny to oczywiście czas. Tymczasem reforma mediów publicznych to paląca kwestia, choćby ze względu podsycane przez polityków oczekiwania wyborców.

„Nie będziemy potrzebowali ustawy, zgody prezydenta Dudy, mamy mechanizmy prawne, które z dnia na dzień przywrócą kontrolę społeczną telewizji publicznej” – mówił we wrześniu Donald Tusk, kandydat na premiera partii paktu senackiego.

Metoda „na uchwałę”

Jednym z pojawiających się w przestrzeni publicznej scenariuszy jest podjęcie przez Sejm X kadencji uchwały stwierdzającej nieważność wyboru trójki lub wszystkich członków Rady Mediów Narodowych. Pretekstem miałaby tu być ustawa o RMN uchwalona w 2016 roku przez PiS. Zgodnie z jej przepisami „w skład Rady wchodzi pięciu członków, z których trzech członków wybiera Sejm, a dwóch członków powołuje Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej”. Osoby powołane przez prezydenta zgłaszane są jednak nie przez rządzącą większość, ale przez opozycję. Ustawa posługuje się wprost określeniami „klubów parlamentarnych lub poselskich tworzonych przez ugrupowania, których przedstawiciele nie wchodzą w skład Rady Ministrów” oraz „klubów opozycyjnych”.

Na posiedzeniu Rady 27 października Robert Kwiatkowski (zgłoszony przez Lewicę, powołany przez prezydenta) zaproponował przyjęcie uchwały o treści: „RMN zwraca się z prośbą do Prezydenta RP oraz liderów zwycięskiej koalicji, by niezwłocznie (...) dostosowały skład personalny Rady Mediów Narodowych do zapisów ustawy – to znaczy, by partie opozycji parlamentarnej miały w Radzie dwóch przedstawicieli, a partie koalicji rządowej trzech, to jest większość”.

Nowi członkowie Rady wybraliby nowe władze mediów publicznych, do czasu wdrożenia pełnych reform. Takie posunięcie byłoby oczywiście prawnie wysoce wątpliwe, bo ustawa mówi zarazem o sześcioletniej kadencji członków RMN. Tyle tylko, że status samej Rady jest, delikatnie mówiąc, wątpliwy, skoro sam Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że została powołana do życia tylko po to, żeby obejść konstytucyjnie umocowaną Krajową Radę Radiofonii i Telewizji.

Metoda „na ministra kultury”

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 23 marca 2020 roku prawa z akcji do TVP, Polskiego Radia oraz PAP wykonuje jednoosobowo minister kultury i dziedzictwa narodowego. Minister, występując jako walne zgromadzenie, podjąłby zgodnie z kodeksem handlowym uchwałę o postawieniu spółki TVP S.A. w stan likwidacji i ustanowił zarząd komisaryczny, którego RMN nie mogłaby odwołać – taką potencjalną wersję wydarzeń opisał portal Wirtualne Media. Stan likwidacji miałby być utrzymywany aż do wypracowania reform na drodze legislacyjnej.

Metoda na ministra ma także wersję alternatywną, którą z kolei opisał Press.pl, powołując się na analizę byłego członka KRRiT. Minister-walne zgromadzenie ma także uprawnienia do zawieszania w obowiązkach członków zarządu. Ponieważ zarząd TVP jest obecnie jednoosobowy, a do tego spółka nie ma prokurenta, takie zawieszenie prezesa TVP Mateusza Matyszkowicza otworzyłoby ministrowi drogę do ustanowienia zarządu komisarycznego.

„Wszystkie te scenariusze są możliwe do zrealizowania, ale nie da się ukryć, że to falandyzacja prawa” – mówi OKO.press polityk opozycji. ”Szybko nie da się tego zrobić w białych rękawiczkach, w pewnym momencie trzeba będzie założyć rękawiczki robocze". Polityk zaznacza jednak, że wśród partii rozważane są także inne warianty, o których nie chcą mówić publicznie, żeby nie dać odchodzącej władzy szansy na kroki uprzedzające.

W mediach narodowych zalągł się strach

Deklaracje polityków przyszłej koalicji oraz mnożące się scenariusze zasiały w ostatnich dniach duży niepokój po stronie PiS oraz związanych z odchodzącą władzą mediów. W czwartek 26 października prorządowy portal Wpolityce.pl opublikował list stający „w obronie wolności słowa” i przeciwko „skandalicznym zapowiedziom politycznych czystek w mediach publicznych i prywatnych”. Podpisało się pod nim kilkudziesięciu pracowników mediów publicznych i prywatnych mediów prorządowych hojnie finansowanych przez władzę.

W piątek 27 października Rada Mediów Narodowych zwołała pilne posiedzenie, podczas którego delegaci PiS większością głosów przyjęli oświadczenie. Ostrzegają w nim, że jakiekolwiek obejście trybu ustawowego przy okazji zmian w składzie Rady lub rekonstrukcji mediów będzie złamaniem prawa. Dodali też, że

„już sama zapowiedź postawienia w stan likwidacji mediów publicznych jest działaniem na szkodę polskiej kultury i racji stanu”.

"Rada Mediów Narodowych przestrzega liderów opozycji przed wprowadzeniem bezprawia w Polsce. Będziemy bronić mediów publicznych i ich pracowników przed zapowiadanymi przez opozycję działaniami, łamiącymi prawo. Winni łamania prawa prędzej czy później poniosą surowe konsekwencje swoich czynów” – czytamy w dokumencie.

Przeczytaj także:

Likwidacja do zatrzymania

Podczas piątkowego posiedzenia RMN głos zabrali także prawnicy, którzy sporządzili analizy prawne pojawiających się w mediach pomysłów. Zarówno metodę „na uchwałę”, jak i metodę „na ministra-likwidatora” oceniono jako niezgodną z prawem. O ile jednak uchwała Sejmu mogłaby budzić kontrowersje i oburzać, nie ma de facto skutecznej ścieżki na zatrzymanie takiej decyzji większości parlamentarnej. Wypróbował to w końcu sam PiS w przypadku wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Sprawa z likwidacją przez ministra wygląda jednak inaczej. Tu realną przeszkodą jest artykuł 26 ust. 1 i 2 ustawy o radiofonii i telewizji, który mówi o tym, że „Telewizję publiczną tworzy spółka ”Telewizja Polska – Spółka Akcyjna". Członkowie zarządu lub rady nadzorczej TVP mogliby złożyć do sądu powództwo o uchylenie lub stwierdzenie o nieważności uchwały o likwidacji spółki, powołując się właśnie na naruszenie przepisów tej ustawy. A z powództwem skierować od razu wniosek o zabezpieczenie, które polegałoby na wstrzymaniu wykonalności uchwały.

W takim wypadku decyzja co do losów TVP pozostawałaby w rękach sądu.

Kolejne posiedzenie Rady Mediów Narodowych zaplanowane jest na 3 listopada. Omawianymi tematami ponownie mają być „ataki na dziennikarzy mediów publicznych oraz zagrożenia dla wolności słowa”.

Na zdjęciu: Akcja Lotnej Brygady Opozycji pod siedzibą TVP na Placu Powstańców. Warszawa, 14 listopada 2020.

;

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze