Odwołana w poniedziałek prezes Sądu Okręgowego w Krakowie pozwie Ministerstwo Sprawiedliwości za „szkalujący ją komunikat”. Według niej zarzuty resortu pod adresem prezesów to tylko pretekst do "przejęcia wpływu" na sądy.
Czystkom sprzeciwiają się też sędziowie na Śląsku. A w innych regionach rodzi się cichy opór przeciw decyzjom resortu Zbigniewa Ziobry

Sędzia Beata Morawiec, odwołana w ostatni poniedziałek (27 listopada 2017) prezes Sądu Okręgowego w Krakowie zapowiada kroki prawne przeciwko Ministerstwu Sprawiedliwości. Będzie domagać się od resortu Ziobry przeprosin za komunikat prasowy. Według Morawiec podane w nim uzasadnienie odwołania jej z funkcji, narusza jej dobra osobiste i zawiera nieprawdę.

Ministerstwo napisało w komunikacie, że powodem odwołania prezes Morawiec był brak nadzoru nad zatrzymanym w poniedziałek, na zlecenie prokuratury, dyrektorem Sądu Okręgowego w Krakowie. Resort wskazywał też na niską efektywność pracy tego sądu oraz dwóch podlegających mu krakowskich sądów rejonowych – Nowa Huta i Podgórze.

Beata Morawiec wskazane przez resort powody uważa za nieprawdziwe. Podkreśla, że krakowski sąd jest jednym z największych w Polsce sądów okręgowych i pod względem liczby załatwionych spraw plasuje się w środku stawki. Przypomina, że krakowski sąd ma od dawna braki kadrowe, bo resort sprawiedliwości przez wiele miesięcy nie uruchamiał procedury obsady wolnych etatów sędziowskich (jest ich kilkaset w całej Polsce; z problemami kadrowymi boryka się więc wiele sądów).

„Obciążanie konsekwencjami za sugerowane złe wyniki jest więc tylko pretekstem do dokonywania zmian mających na celu przejęcie wpływu przez władzę wykonawczą na sądy powszechne” – napisała w oświadczeniu Morawiec.

Była prezes wytyka też ministerstwu, że jej odwołanie powiązano z zatrzymaniami dyrektorów apelacji krakowskiej co jest „skrajnie nieuczciwe” i narusza jej dobra osobiste. Przypomina, że faktyczny nadzór nad dyrektorami – którzy zajmują się sprawami administracyjnymi – miało Ministerstwo Sprawiedliwości. Wynikało to z przepisów, które uchwalono jeszcze za rządów PO.



Prezes odwołana – wyrok mógłby być „skażony presją”

Swoje oświadczenie Beata Morawiec wygłosiła w piątek (1 grudnia 2017) w obecności swoich dotychczasowych zastępców i prezesów krakowskich sądów rejonowych Nowa Huta i Podgórze, którzy również zostali odwołani przez ministerstwo. Gdy wychodziła z sali dostała gromkie brawa od kilkudziesięciu sędziów, którzy przysłuchiwali się konferencji.

Ministerstwo jeszcze w piątek oświadczyło, że komunikatu dotyczącego Morawiec nie usunie, bo zawiera on prawdę, a wyrażone w nim opinie są w „pełni uprawnione”.

 

Wcześniej komentatorzy sugerowali, że odwołanie prezes Morawiec może być presją na krakowski sąd, który w czwartek miał rozpoznać apelację od wyroku uniewinniającego lekarzy ojca ministra Zbigniewa Ziobry. Rodzina Ziobrów oskarża ich o nieumyślne spowodowanie jego śmierci.

Krakowski sąd nie rozpatrzył jednak sprawy – wystąpił do Sądu Najwyższego o przekazanie jej do innego sądu.

W uzasadnieniu napisał, że decyzja związana jest z odwołaniem prezes Morawiec, bo gdyby rozpatrzył sprawę i wydał wyrok, mogłyby pojawić się zarzuty, że jest on „skażony presją”.

Jeśli prezes Morawiec pozwie resort sprawiedliwości, to będzie to drugi taki proces z ministerstwem Ziobry. Wcześniej pozwała je warszawska sędzia Justyna Koska-Janusz. Ona również chce przeprosin za komunikat, w którym, jej zdaniem, podano nieprawdziwe powody odwołania jej z delegacji do sądu okręgowego.



Sędziowie z  Katowic protestują przeciwko czystkom

Odwołanie prezes krakowskiego sądu to element czystki, którą Ministerstwo Sprawiedliwości prowadzi od dwóch miesięcy wśród prezesów sądów w całej Polsce.

Początkowo „swoich” prezesów powoływało tylko na stanowiska zwolnione w wyniku upływu kadencji poprzedników. Teraz przerywa kadencje urzędującym prezesom i ich zastępcom.

Roszady uzasadnia najczęściej niską efektywnością pracy sądów. Wymieniono już m.in. prezesów w Warszawie, Gdańsku, na Podlasiu. Do największej czystki doszło jednak w województwie śląskim. Tam, na dzień przed Świętem Niepodległości, faksem zwolniono kilkunastu prezesów sądów okręgowych i rejonowych.

W piątek sędziowie ze Śląska wyrazili „stanowczy sprzeciw” wobec hurtowej, nieuzasadnionej czystki.

„Zebranie Sędziów Sądu Apelacyjnego w Katowicach wyraża stanowczy sprzeciw wobec arbitralnego, sprzecznego z konstytucyjną zasadą trójpodziału władzy, odwoływania przez ministra sprawiedliwości prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych i powoływania w ich miejsce równie arbitralnie wyznaczonych przez siebie osób, nie zawsze cieszących się uznaniem środowiska sędziowskiego” – napisali w uchwale sędziowie.

Podkreślili też, że „odwołanie prezesa i wiceprezesów Sądu Apelacyjnego w Katowicach nie miało żadnego merytorycznego uzasadnienia, a forma, w jakiej zostało ono dokonane (przesłanie faksem), urągała elementarnym zasadom kultury”.

Wprawdzie ministerstwo również w tym przypadku tłumaczyło odwołania niską efektywnością pracy sądu, ale Zgromadzenie Sędziów Sądu Apelacyjnego w Krakowie przypomniało, że podobnie jak w innych miastach, w Katowicach są nieobsadzone stanowiska sędziowskie, bo ministerstwo wstrzymuje nabór i że przekłada się to na wyniki pracy sądu. A apelacja katowicka jest jedną z największych w Polsce.

Sędziowie zaapelowali również do prezydenta, by nie podpisał zmienianych obecnie w parlamencie przez PiS prezydenckich projektów ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym. Ich zdaniem, podobnie jak większości prawników, są one sprzeczne z Konstytucją.



Opór rodzi się także w innych miastach

Na wymianę prezesów Ministerstwo Sprawiedliwości ma czas do lutego 2018 roku. Zgodnie ze zmienioną przez PiS ustawą o sądach powszechnych, minister Zbigniew Ziobro może ich odwołać bez konsultacji ze środowiskiem sędziowskim i bez jakiegokolwiek uzasadnienia.

O nieprzyjmowanie stanowisk po prezesach, którym resort przerwał kadencję apelowało stowarzyszenie sędziów Iustitia.

I choć są sędziowie, którzy przyjmują takie fotele, są sygnały, że nie wszędzie ministerstwu udaje się zaprowadzić swoje porządki.

W ostatnich dniach ze stanowiska zrezygnowała powołana zaledwie miesiąc temu prezes Sądu Rejonowego w Sopocie. Jako oficjalny powód podała niemożliwość wdrożenia jej pomysłów.

Szybko też, bo zaledwie po kilku dniach, zrezygnował nowy prezes Sądu Rejonowego w Żorach. Cezary Podsiadlik rezygnację tłumaczył „dobrem wymiaru sprawiedliwości” i sytuacją osobistą. W oświadczeniu wyjaśniał, że zależy mu na reformie wymiaru sprawiedliwości. Ale też dodał: „Będąc sędzią jestem obowiązany zachować bezstronność i apolityczność, próby przypisywania mi odmiennych intencji nie są więc uprawnione”. Wcześniej pojawiły się w mediach spekulacje, że nie chciał być twarzą „czystki”.

Z kolei w Lublinie, jak pisał „Dziennik Wschodni”, ministerstwo ma mieć problem ze znalezieniem nowego prezesa sądu okręgowego. Tu też jest opór przeciwko wprowadzeniu prezesa wskazanego przez resort. Gdy wcześniej (10 listopada 2017) odwołano faksem wiceprezesa Sądu Apelacyjnego w Lublinie, sędziowie z apelacji podjęli uchwałę, w której protestowali przeciwko odwoływaniu bez powodu i próbie narzucenia nowego wiceprezesa.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Zajmuje się prawem, sądami i prokuraturą.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym