0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.plFot. Dominik Gajda /...

Zarówno poprzednie rządy, jak i obecny rząd Koalicji 15 Października wypracowały programy socjalne, wspomagające na różne sposoby młode matki w opiece nad dziećmi. Jaka jest ich skuteczność? Jak pomóc w aktywizowaniu zawodowym kobiet? Jak sprawić, aby nie ponosiły do późnej starości konsekwencji nieodpłatnej pracy w domu? O problemach z pracą kobiet i tak zwaną luką opiekuńczą pisze dla OKO.press Katarzyna Lipowska – ekspertka i naukowczyni z Instytutu Badań Strukturalnych, zajmująca się równowagą między życiem osobistym i zawodowym, dobrostanem psychicznym oraz elastycznymi formami pracy.

Badacze są zgodni, że słabsze wyniki kobiet na rynku pracy wynikają z nieproporcjonalnego obciążenia matek pracą w gospodarstwie domowym i opieką nad dziećmi. Z jednej strony wiąże się to z mniejszą liczbą godzin przepracowanych odpłatnie przez kobiety, a z drugiej z przerwami w aktywności zawodowej związanymi z macierzyństwem. Kobiety poświęcają dużo czasu na nieodpłatną pracę w domu.

To m.in. takie zadania jak sprzątanie, gotowanie, robienie zakupów, naprawy i opieka nad dziećmi. Czyli wszystkie czynności, które zapewniają sprawne funkcjonowanie gospodarstwa domowego. Kobiety w Polsce spędzają w ten sposób średnio o dwie godziny dziennie więcej niż mężczyźni. Mężczyźni natomiast przepracowują większą liczbę godzin odpłatnie.

Przerwy w pracy kobiet

Kobiety we wszystkich krajach Unii Europejskiej częściej niż mężczyźni przerywają pracę zawodową z powodu opieki nad dzieckiem. W Polsce jest to szczególnie widoczne. W 2018 roku 97 proc. osób deklarujących przerwę w pracy trwającą przynajmniej miesiąc w związku z opieką nad dziećmi to kobiety. W roku przeprowadzenia badania rodzice mogli podzielić się ostatnią częścią urlopu macierzyńskiego i urlopem rodzicielskim, ale nie było to popularne rozwiązanie.

Na ogół to mężczyźni zarabiają więcej, więc nie opłaca się rezygnować z większej części budżetu domowego. To rozumowanie ma oczywisty sens w przypadku urlopu rodzicielskiego, za który można było otrzymać 80 proc. podstawy wymiaru zasiłku. Ale za urlop macierzyński otrzymuje się 100 proc. podstawy. Tylko jaki ojciec odbierze matce swojego dziecka urlop macierzyński? Nazwy świadczeń są ważne, bo sugerują ich przeznaczenie.

Dotyczy to również, a może przede wszystkim, nazw potocznych. Takie wątpliwości budzi nazwa „babciowe” na określenie rządowego programu świadczenia, pomagającego matkom w powrocie do pracy zawodowej – zamiast oficjalnej nazwy „Aktywny rodzic”. Głównym celem staje się wynagrodzenie babć w miejsce aktywizacji zawodowej rodziców.

Kiedy w końcu uznamy, że nie tylko matki i babcie zajmują się dziećmi?

Obecne regulacje nieco bardziej zachęcają ojców do brania urlopów na dzieci. Długość urlopu rodzicielskiego zwiększyła się z 32 do 41 tygodni, z czego po 9 tygodni przysługuje niezbywalnie każdemu z rodziców. O ile jednak przy odpowiednio wczesnej deklaracji można otrzymać zasiłek w wysokości ok. 80 proc. podstawy, to ojciec za niezbywalną część urlopu zawsze otrzyma 70 proc. Krok do przodu, ale dość ostrożny – nieprzekraczający minimalnego wymiaru wymaganego przez dyrektywę „work-life balance” z 2019 roku.

Luka opiekuńcza po urlopie rodzicielskim

Czas po zakończeniu urlopu rodzicielskiego, a przed osiągnięciem przez dziecko wieku gwarantowanej wczesnej edukacji i opieki nazywamy luką opiekuńczą. W Polsce urlop wychowawczy wlicza się do luki opiekuńczej, ponieważ jest bezpłatny. Dzieci nabywają prawo do opieki w wieku 3 lat, a zatem luka opiekuńcza trwa dwa lata.

W Europie najwcześniej prawo do opieki dzieci nabywają w Danii – po ukończeniu 6 miesięcy. W Niemczech i Szwecji po ukończeniu pierwszego roku życia. W wielu krajach dzieci nabywają prawo do opieki w wieku ok. trzech lat, ale w sporej grupie krajów prawo do opieki obejmuje dopiero pięciolatki. Natomiast w Irlandii i Włoszech dzieci w ogóle nie nabywają prawa do opieki, od razu obejmuje je obowiązek szkolny.

W Irlandii i Włoszech luka opiekuńcza trwa ok. 6 lat, na Litwie 5 lat, a w pozostałych krajach od dwóch do czterech lat. Dodajmy, że wczesne nabycie prawa do opieki nie oznacza, że luka opiekuńcza nie występuje. Tak jest np. na Łotwie: dziecko ma prawo do opieki już po ukończeniu 1,5 roku, ale płatny urlop macierzyński trwa 3 miesiące. Oznacza to ponad roczną lukę opiekuńczą. We Francji podobnie skonstruowana luka trwa ponad 2,5 roku. Luka opiekuńcza nie występuje w krajach północy Europy, Niemczech i Słowenii.

Wiek nabycia prawa do opieki przez dzieci w krajach Unii Europejskiej. Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Eurydice 2023.

Emerytki skazane na biedę

W przypadku luki opiekuńczej główny problem leży w rezygnacji z pracy osób np. pozbawionych nieformalnej sieci wsparcia, która zajmie się dzieckiem na czas pracy. Najczęściej pomagają, rzecz jasna, babcie, czasem dziadkowie. Jeżeli mają ochotę zajmować się swoimi wnukami codziennie przez kilka lat, to fantastycznie. Ale niektóre/niektórzy z nich wciąż pracują albo realizują swoje marzenia, dotychczas odłożone na półkę. Wychowywanie dzieci daje ogromną satysfakcję, ale niewątpliwie wymaga poświęceń. Nie bardzo można więc oczekiwać, że babcie i dziadkowie będą łatali lukę opiekuńczą.

To kolejny zarzut do sposobu komunikowania „Aktywnego rodzica”. W narracji o „babciowym” zachęcamy mamę do szybkiego powrotu do pracy, ale ciężar opieki wciąż spoczywa na kobietach – tyle że starszych.

Zwiększenie dostępności żłobków i innych rodzajów instytucjonalnej opieki nad dziećmi jest kluczowe dla uczestnictwa kobiet w rynku pracy. Głównie to one rezygnują z zatrudnienia, żeby zapewnić opiekę dzieciom. Powtarza się tu logika stosowana przy urlopach macierzyńskich i rodzicielskich. Skoro ona zarabia mniej, to rodzina mniej straci, jeśli to matka dziecka zrezygnuje z pracy. Zwłaszcza jeśli w związku z jej aktywnością zawodową trzeba ponieść koszty prywatnego żłobka czy opiekunki, które bywają bardzo wysokie. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji praca nie jest atrakcyjnym wyborem.

Nie zawsze jest to jednak kwestia wyboru. Małe dzieci często chorują, to normalny proces nabywania odporności. Dla rodziców to nie tylko zmartwienie, ale często też konieczność zostania z dzieckiem w domu. Pracodawcy doskonale o tym wiedzą i nie są zbyt skłonni do zatrudniania młodych matek. Wiąże się to bowiem z ryzykiem licznych nieobecności w pracy, bo częściej z chorym dzieckiem zostaje matka niż ojciec. Zdarzają się przypadki nieprzedłużania umowy o pracę, która wygasła w trakcie trwania urlopu. W szczególnie trudnej sytuacji są zwłaszcza kobiety, które nie powracają do pracy po urlopie, ale dopiero poszukują zatrudnienia.

Nie pracując, tracimy nie tylko obecne zarobki. Konsekwencje są długofalowe. Od naszych zarobków płacimy składki na ubezpieczenie emerytalne. Podstawa wysokości emerytury zależy m.in. od kwoty składek, zapisanych na osobistym subkoncie ZUS. A zatem im mniej składek odprowadzimy do ZUS, im mniejszą kwotę zgromadzimy, tym niższą emeryturę otrzymamy. Dodatkowo samą wysokość emerytury oblicza się dzieląc podstawę obliczenia emerytury przez średnie dalsze trwanie życia.

Liczba lat średniego dalszego trwania życia to publikowana przez GUS prognoza, jak długo będą żyły osoby w danym wieku. Dla ZUS jest to informacja, jak długo będziemy pobierać emeryturę. Kobiety przechodzą na emeryturę wcześniej niż mężczyźni. To oznacza niższą emeryturę. Statystycznie dłuższe życie kobiet nie ma tu znaczenia, bo prognozy GUS są wspólne dla obu płci. Ale krótszy okres składkowy w połączeniu z niższymi zarobkami i częstszymi przerwami w karierze zawodowej w porównaniu do mężczyzn zbyt często oznacza biedę w jesieni życia kobiet.

Tym bardziej warto walczyć o likwidację luki opiekuńczej.

Cele barcelońskie…

W 2002 roku Rada Europejska przyjęła tzw. cele barcelońskie, które dotyczą wczesnej edukacji i opieki nad dziećmi. Cele te ujęto m.in. w strategii „Europa 2020” i europejskim pakcie na rzecz równości płci z 2011. W założeniu instytucjonalną opieką miało zostać objętych 33 proc. dzieci w wieku poniżej 3 lat i 90 proc. dzieci w wieku przedszkolnym.

Do instytucjonalnej opieki należą żłobki i kluby dziecięce. Opiekę nad kilkorgiem dzieci mogą też sprawować dzienni opiekunowie, pracujący indywidualnie na własny rachunek na rzecz kilku rodzin lub zatrudnieni przez żłobek czy klub dziecięcy. Wykaz dziennych opiekunów jest publikowany na stronie Ministerstwa Rodziny.

Jeśli chodzi o średnią unijną, udało się. Niemniej jednak, między krajami Unii Europejskiej wciąż występuje duże zróżnicowanie. Zgodnie z raportem Eurydice (Sieci Informacji o Edukacji w Europie pod egidą Komisji Europejskiej) z 2019 roku popyt na usługi opieki nad najmłodszymi dziećmi przewyższa podaż w większości krajów europejskich. Wyjątek stanowią państwa skandynawskie i Holandia. Zgodnie z danymi OECD najwyższe współczynniki uczestnictwa w opiece żłobkowej w 2020 roku odnotowano w Belgii, Francji i Holandii, gdzie wyniosły od 57 proc. do 67 proc. Najniższe wartości odnajdujemy dla Czech i Polski – poniżej 20 proc.

W 2022 Rada UE wydała zalecenie odnośnie celów barcelońskich na 2030 rok. Przyjęto, że we wczesnej edukacji i opiece nad dzieckiem będzie uczestniczyło przynajmniej 45 proc. dzieci poniżej 3 lat. Co więcej, usługi wczesnej edukacji powinny być dostępne przez co najmniej 25 godzin tygodniowo. Kraje nieosiągające wskaźnika 33 proc. mają osiągnąć nieco niższe wskaźniki. Polska powinna do 2030 roku zwiększyć współczynnik korzystania ze żłobków o 90 proc., co oznacza, że w przybliżeniu ma wynieść on ok. 25-30 proc. (dokładna wartość będzie wyliczana na podstawie średnich wartości z lat 2017-21).

… ale do Barcelony nam daleko

Według GUS w Polsce na koniec grudnia 2022 roku ze żłobków korzystało ok. 163 tys. dzieci. Ponad połowę uczęszczających do żłobków stanowiły dwulatki. Opieką było objętych 18 proc. dzieci w wieku poniżej 3 lat. W mieście do żłobka czy klubu dziecięcego uczęszczał prawie czterokrotnie większy odsetek dzieci niż na wsi. Blisko 3 na 4 placówki należały do sektora prywatnego. Około 2/3 żłobków zapewniało opiekę przez 5-10 godzin dziennie. Dzieci w Polsce korzystały ze żłobków przeciętnie 34 godziny tygodniowo, a zatem niecałe 7 godzin dziennie.

Miejsc w żłobkach przybywa. Największy wzrost rok do roku odnotowano tuż po wejściu w życie ustawy z 4 lutego 2011 roku o opiece nad dziećmi do lat 3, ale i tak do pandemii ten wskaźnik utrzymywał się na dwucyfrowym poziomie. W ostatnim czasie miejsc przybywało trochę wolniej. W 2022 roku miejsc w żłobkach przybyło o prawie 8 proc. w porównaniu do 2021 roku.

Starania na tym polu realizowane są np. za pomocą programu Maluch (lata 2012-2016) i Maluch+ (od 2017 roku). To programy skierowane przede wszystkim do gmin zainteresowanych rozwojem instytucji opieki dla dzieci do lat trzech. Niemniej jednak wnioski mogą składać wszystkie podmioty uprawnione do tworzenia i prowadzenia miejsc opieki nad dziećmi. Miesięczna opłata za pobyt dziecka jest limitowana przez ministerstwo. W ramach edycji na lata 2022-2029 ma powstać 102 577 miejsc, które mają zostać utrzymane przez przynajmniej 3 lata.

Koszty, koszty, koszty

Eurydice niski wskaźnik korzystania ze żłobków przypisuje z jednej strony niewystarczającej ofercie, a z drugiej wysokim kosztom. Wysokie opłaty za żłobek wynikają między innymi z tego, że blisko trzy czwarte żłobków i klubów dziecięcych należy do sektora prywatnego. W jednostkach należących do samorządu terytorialnego opłaty na ogół nie są zaporowe. Gminy nie są jednak w stanie pokryć zapotrzebowania na żłobki. A na rynku usługi o ograniczonej podaży kosztują więcej.

Koszty ponoszone przez rodziców próbuje się na różne sposoby obniżać. Przykładem może tu być „Rodzinny kapitał opiekuńczy”. Jest to świadczenie w wysokości 12 tys. zł na drugie i kolejne dziecko w wieku 12-35 miesięcy. Otrzymuje się je w postaci comiesięcznej wypłaty. Dla pierwszych dzieci w rodzinie (w tym jedynaków) do lat 3 przewidziano dofinansowanie pobytu w żłobku, klubie dziecięcym lub u dziennego opiekuna, które wynosi maksymalnie 400 zł miesięcznie. Te rozwiązania weszły w życie w 2022 r., trudno je więc na ten moment jednoznacznie ocenić.

Istnienie tego rodzaju dopłat może jednak skutkować windowaniem cen. Podobne obawy budzi „Aktywny rodzic”. Ze strony programu „Maluch+” mamy kontrolę maksymalnej wysokości ceny usługi. Zapewnia to pewne bezpieczeństwo rodzicom. Niemniej jednak „Maluch+” obejmuje żłobki, kluby dziecięce i opiekunów dziennych, ale nie nianie. Nianie mają zaś znaczną przewagę nad żłobkami: mogą opiekować się chorym dzieckiem. Z punktu widzenia relacji pracownik-pracodawca to idealne rozwiązanie, zwłaszcza jeżeli dopiero pracy poszukujemy. A jeżeli na nianię nas nie stać, pozostaje próba zaangażowania w opiekę babci.

Oprócz bezpośrednich kosztów opieki nad dziećmi należy również wziąć pod uwagę koszt alternatywny podjęcia zatrudnienia względem opieki nad dziećmi. Jest to odsetek utraconego wynagrodzenia z powodu wyższych składek i podatków po podjęciu pracy, utraty części świadczeń, a także konieczności ponoszenia opłat za opiekę nad dziećmi. Zgodnie z danymi OECD opublikowanymi w 2023 roku, w Polsce koszty alternatywne podjęcia zatrudnienia wynosiły 42 proc. w przypadku zatrudnienia za płacę minimalną i 36 proc. dla przeciętnego wynagrodzenia.

Na tle Europy wcale nie wypadamy najgorzej. W przypadku pracy minimalnej wspomniany koszt był najwyższy w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Czechach (ponad 70 proc.). Podobnie dla przeciętnego wynagrodzenia najwyższe wartości odnotowano dla Wielkiej Brytanii i Irlandii – ok. 60 proc. Zawsze jednak może być lepiej. Najlepiej pod względem tych wskaźników wypadły Hiszpania i Portugalia, gdzie koszty alternatywne nie przekraczały 30 proc.

Warto inwestować we wczesną edukację i opiekę

Prawa kobiet to również prawo do uczestnictwa w rynku pracy na równych zasadach. A to jest niemożliwe przy tak nierównym obciążeniu nieodpłatną pracą opiekuńczą. Państwo ze swej strony powinno zapewniać szeroki wachlarz realnych możliwości, by każdy i każda mogli dokonać wyboru zgodnego z ich realnymi preferencjami, a nie podyktowanego istnieniem luki płacowej i opiekuńczej. Zyska na tym również samo państwo.

  • Po pierwsze, jest to krok w stronę rozwiązania kryzysu demograficznego. Od kilku lat mamy ujemny przyrost naturalny. Im więcej kobiety tracą na macierzyństwie, tym trudniej im zdecydować się na dziecko. Oczywiście żłobki to nie panaceum i nie spowodują, że natychmiast odwrócą się tendencje demograficzne. Ale z pewnością stanowią ważny element pakietu możliwych rozwiązań.
  • Po drugie, wczesna edukacja przyczynia się do wzrostu kapitału ludzkiego społeczeństwa. Badania pokazują, że inwestycje w rozwój poznawczy i kompetencje emocjonalne są na tym etapie bardzo skuteczne. Wiąże się to oczywiście z koniecznością zapewnienia opieki odpowiedniej jakości. Do tego potrzeba wykształconych opiekunek i opiekunów. A żeby przyciągnąć odpowiednie osoby, konieczne jest godne wynagrodzenie.
  • Po trzecie, jest to cegiełka do zapobiegania ubóstwu emerytek. Po rewaloryzacji w marcu 2023 świadczenia niższe niż 3000 zł pobierało blisko 67 proc. emerytek i nieco ponad 26 proc. emerytów. Z kolei w przypadku świadczenia w wysokości ponad 5000 zł tendencje się odwracały. Otrzymywało je niecałe 8 proc. emerytek i 27 proc. emerytów. Różnice są więc niebagatelne. Aby otrzymywać emerytury w wysokości zbliżonej do wysokości otrzymywanej przez mężczyzn, kobiety powinny uzbierać większy kapitał początkowy w ZUS. Jest to konieczne w świetle wcześniejszego ustawowego wieku przejścia na emeryturę. A panie zbierają mniej, bo płacą niższe składki przez krótszy czas.

Zatrudnienie młodej matki nie powinno być obarczone większym ryzykiem niż zatrudnienie młodego ojca. Kluczem jest równy podział obowiązków opiekuńczych. Nie jest to jednak prosty problem do rozwiązania. Członkowie gospodarstwa domowego (rodzice) będą tak rozporządzać swoim czasem i dzielić zadania, aby osiągnąć w sumie jak największy dochód. W świetle niższych zarobków kobiet niż mężczyzn oznacza to segregację kobiet i zmuszenie ich do nieodpłatnej pracy opiekuńczej.

Takiej segregacji sprzyja również niższe wynagrodzenie ojców za niezbywalną część urlopu rodzicielskiego – 70 proc. zamiast 80 proc. Wprawdzie coraz więcej ojców decyduje się na urlopy związane z opieką nad dzieckiem, jednak wciąż jest ich znacznie mniej niż matek. Jeśli chcemy zachęcić mężczyzn do korzystania z tych uprawnień, to powinni otrzymywać wynagrodzenie przynajmniej w tej samej wysokości podstawy co partnerki. Może nawet wyższej, by uniknąć stawiania gospodarstw domowych w sytuacji znacznej redukcji dochodu w związku z urlopem rodzicielskim ojca dziecka.

Ważne jest nie tylko zwiększanie liczby miejsc w żłobkach, gdzie zapewniona będzie opieka i wczesna edukacja wysokiej jakości. Równie istotna jest dbałość o ich dostępność cenową. Obejmuje to z jednej strony zwiększanie dostępności usług publicznych, a z drugiej redukowanie alternatywnych kosztów zatrudnienia związanych z opieką nad dziećmi.

Jedno jest pewne: koszty związane z opieką nad dzieckiem nie powinny powstrzymywać matek przed uczestnictwem w rynku pracy, zwłaszcza w kontekście długofalowych konsekwencji takiej decyzji.

Na zdjęciu: Otwarcie pierwszego publicznego żłobka „Serduszko” w Radlinie (woj. śląskie), 20 września 2022

;

Udostępnij:

Katarzyna Lipowska

Absolwentka kierunku Metody ilościowe i systemy informacyjne w ekonomii na SGH oraz psychologii na UW. Ukończyła studia doktoranckie na Wydziale Psychologii UW. W Instytucie Badań Strukturalnych zajmuje się problematyką związaną z równowagą między życiem osobistym i zawodowym, dobrostanem psychicznym oraz elastycznymi formami pracy.

Komentarze