Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych podał Viktorowi Orbánowi pomocną dłoń tuż przed wyborami do węgierskiego parlamentu. Porównywalne wsparcie będący czarną owcą Europy węgierski premier otrzymywał dotąd jedynie od dyktatora Rosji Władimira Putina
Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance wygłosił w Budapeszcie istne peany na cześć premiera Węgier Viktora Orbána. Vance najpierw wystąpił z Orbánem na długiej wspólnej konferencji prasowej, a następnie stanął u jego boku na „wiecu przyjaźni węgiersko-amerykańskiej”, będącym de facto niczym innym, niż wiecem wyborczym rządzącego Węgrami od 16 lat prawicowo-populistycznego Fideszu.
Były to wystąpienia zupełnie zdumiewające, głównie za sprawą skali politycznego bezwstydu zaprezentowanego przez wiceprezydenta USA.
Vance publicznie wychwalał szefa węgierskiego rządu za destrukcyjną rolę, jaką odgrywa on od lat w Unii Europejskiej, oskarżał Ukrainę o ingerowanie w ukraińskie wybory, a także domagał się od Europy, by wzorem Węgier powróciła do kupowania gazu i ropy od objętej sankcjami Rosji. Co więcej – Vance oskarżył Europę, że to ona doprowadziła do wybuchu wojny w Ukrainie, próbując dążyć do niezależności energetycznej i odchodząc od gospodarki opartej na energetycznych surowcach kopalnych.
Vance pojechał na Węgry, by wesprzeć premiera tego kraju Viktora Orbána i jego partię Fidesz na ostatniej prostej kampanii przed wyznaczonymi na niedzielę 12 kwietnia wyborami parlamentarnymi. W tych wyborach po raz pierwszy od 2010 Orbán i Fidesz walczą o życie: sondaże dają bowiem kilku – kilkunastoprocentową przewagę opozycyjnej partii TISZA.
Vance’owi trzeba przyznać, że zrobił naprawdę wiele, by pomóc Orbánowi w tej ciężkiej sytuacji. Niemal na samym początku swego wystąpienia wiceprezydent Stanów Zjednoczonych poparł dezinformacyjną narrację Orbána i Fideszu, według której węgierski proces wyborczy ma być zakłócany przez wrogą ingerencję Ukrainy.
„USA zdają sobie sprawę, że w ukraińskich służbach wywiadowczych są osoby, które próbują wywierać wpływ na wynik wyborów w USA i na Węgrzech, i właśnie to robią” – mówił w Budapeszcie Vance.
Było to całkowicie zgodne z wyborczą opowieścią Orbána – według której Ukraina miała stać się głównym wrogiem Węgier i najpierw podstępnie odciąć kraj od rosyjskiej ropy i gazu (w rzeczywistości rurociąg Przyjaźń, którym surowce były dostarczane na Węgry został uszkodzony w trakcie rosyjskiego ataku dronowo-rakietowego), a następnie dopuścić się sabotażu na rurociągu łączącym Węgry i Serbię (ta sprawa pozostaje niezbadana i części obserwatorów wydaje się klasyczną rosyjską operacją służb specjalnych pod fałszywą flagą).
Te wypowiedzi Vance’a natychmiast podchwyciła rosyjska propaganda. Nie tylko zresztą te. Bo Vance o próbę ingerencji w węgierski proces wyborczy oskarżył również wprost Brukselę i Unię Europejską.
„Jednym z powodów, dla których tu jesteśmy, i jednym z powodów, dla których prezydent, Stany Zjednoczone, mnie tu wysłały, jest to, że uważamy, iż skala ingerencji ze strony brukselskiej biurokracji jest naprawdę skandaliczna. Nie będę mówił Węgrom, jak głosować. Zachęcałbym biurokratów w Brukseli, żeby zrobili dokładnie to samo” – mówił Vance.
„Podziwiam to, o co walczycie. Walczycie o swoją wolność, o swoją suwerenność, a ja jestem tu, ponieważ prezydent Trump i ja życzymy wam sukcesu i walczymy tu z wami. Chcemy, abyście podjęli decyzję o swojej przyszłości bez żadnych zewnętrznych nacisków ani poleceń. Nie mówię wam dokładnie, na kogo głosować, ale mówię wam, że biurokraci w Brukseli, ci ludzie, nie powinni być słuchani. Słuchajcie swoich serc, słuchajcie swoich dusz i słuchajcie suwerenności narodu węgierskiego” – mówił Vance.
Wiceprezydent USA wychwalał węgierski konserwatyzm i specyfikę węgierskiego społeczeństwa, która pozwoliła na 16-letnie rządy autokratycznych populistów spod znaku Fideszu.
„Pod przywództwem Viktora Orbána udało się zachować dobra cywilizacyjne, dzięki którym kraj w ogóle jest wart życia. Suwerenność, dobrobyt, historia, poczucie wspólnoty narodowej, odkupieńcza natura sprowadzania na świat nowego życia i nowych rodzin. To niesamowita i trudna odpowiedzialność, ponieważ w dużej części Zachodu narasta niepewność, czy te sprawy mają znaczenie i czy warto o nie walczyć. Ale nie tutaj” – zachwycał się Vance.
W oczach wiceprezydenta USA Orbánowskie Węgry były najwyraźniej spełnionym snem o Europie spod znaku MAGA. Dlatego bez żadnych ogródek agitował na rzecz głosowania na Fidesz.
„Zastanawiam się, czy zrobisz to jeszcze raz? Czy sprzeciwisz się biurokratom w Brukseli? Czy staniesz w obronie suwerenności i demokracji? Czy staniesz w obronie zachodniej cywilizacji? Czy staniesz w obronie wolności, prawdy i Boga naszych ojców? Moi przyjaciele, pójdźcie na wybory i w weekend stańcie po stronie Viktora Orbána, bo on was reprezentuje i reprezentuje wszystkie te rzeczy” – wołał Vance.
A dlaczego? Bo zdaniem Vance’a Orbán i Fidesz uosabiają wszystko, przed czym bronią się Europa i Unia Europejska. I wszystko, czego „nienawidzą”.
„Widzę, że ci, którzy najbardziej nienawidzą Europy, którzy nienawidzą jej granic, jej niezależności energetycznej, ludzie, którzy nienawidzą jej chrześcijańskiego dziedzictwa, nienawidzą jednego człowieka ponad wszystkich, a jego imię to Viktor Orbán” – mówił Vance.
Na tym nie koniec. Bo Vance oskarżył Europę również o to, że przyczyniła się do pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.
„Nasiona tego konfliktu zostały zasiane na długo przed rozpoczęciem walk, a stało się to wtedy, gdy europejscy przywódcy podjęli decyzję o tak głębokim zaangażowaniu się w określoną gospodarkę energetyczną, że odetną się od ropy naftowej i gazu ziemnego, które pochodziły ze Wschodu. To był ogromny błąd wtedy i oczywiste jest, że jest to ogromny błąd teraz” – taką oto egzegezę przyczyn wojny w Ukrainie wygłosił w Budapeszcie Vance.
O ile Europa i Bruksela odpowiadają zdaniem Vance’a za wybuch wojny w Ukrainie, o tyle Orbán jest w jego oczach politykiem, który świetnie wie, jak ją zakończyć. Dlatego Vance’owi bardzo podoba się idea szczytu w Budapeszcie, na którym mieliby się spotkać przedstawiciele Rosji i Ukrainy, by przy węgiersko-amerykańskiej mediacji przeprowadzić negocjacje pokojowe.
„Viktor odegrał w tym procesie ważną rolę, dlatego prezydent zapytał go o szczyt w Budapeszcie. Uważam, że jeśli kiedykolwiek będziemy mieli spotkać się z tymi przywódcami, to będzie to idealne miejsce, miejsce prawdziwej polityki, miejsce, które wykazało się chęcią bycia pozytywną siłą na rzecz pokoju” – mówił Vance.
To również bardzo się spodobało rosyjskiej propagandzie. „Wiceprezydent USA J.D. Vance stwierdził, że Węgry należą do nielicznych krajów, które przyjęły rozsądne i mądre stanowisko w sprawie konfliktu między Rosją a Ukrainą” – ogłosiła RIA Nowosti.
Przyjazd Vance’a oznaczał pierwszą tej rangi wizytę przedstawiciela Stanów Zjednoczonych na Węgrzech od 20 lat, czyli od wizyty George’a W. Busha z 2006 roku. Przez cały 16-letni okres rządów Fideszu jedynie Orbán (łącznie 4 razy) jeździł do Waszyngtonu. Prezydenci ani wiceprezydenci USA Budapesztu nie odwiedzali.
Tym razem jest inaczej. Wizyta Vance’a i jego udział w węgierskiej kampanii wyborczej mówią światu, że Stany Zjednoczone są drugim ważnym krajem, który postanowił publicznie i otwarcie okazywać swe wsparcie dla Orbána i jego partii.
Pierwszym z tych ważnych krajów jest natomiast Rosja.
Spośród polityków europejskich, by jednoznacznie poprzeć Orbána przed wyborami, pofatygowali się dotąd jedynie Marine Le Pen, szefowa skrajnie prawicowego francuskiego Zjednoczenia Narodowego i wicepremier Włoch Matteo Salvini, szef analogicznie skonfigurowanej politycznie Ligi.
Na tym gesty poparcia wobec Orbána dotąd się kończyły. Nawet prawicowy prezydent Polski Karol Nawrocki – choć odwiedził Budapeszt tego samego dnia, co Le Pen i Salvini odwiedził – wymigał się od udziału w zaplanowanym tego dnia wiecu wyborczym Orbána.
Żaden europejski przywódca nie poparł Orbána w choćby porównywalnym stopniu do tego, w jakim uczynił to J.D Vance. Na taką sympatię Orban mógł dotąd liczyć jedynie ze strony dyktatora Rosji.
Wiceprezydent USA wylądował we wtorek w Budapeszcie mniej więcej godzinę po tym, jak Bloomberg opublikował transkrypcję rozmowy, która odbyła się w październiku zeszłego roku między Viktorem Orbánem i dyktatorem Rosji Władimirem Putinem.
„Jestem do dyspozycji w każdej sprawie, w której mógłbym okazać się pomocny” – w ten sposób Orbán płaszczył się w trakcie tej konwersacji przed Putinem, przytaczając bajkę Ezopa o myszy, która w zamian za darowanie życia potrafiła pięknie odwdzięczyć się lwu. Interpretacja tej metafory wydaje się równie subtelna, jak działania Orbana i Putina na co dzień – mysz to oczywiście Węgry, a lew to Rosja.
Wcześniej zachodnie media i węgierscy dziennikarze donosili o serwilistycznej postawie prezentowanej przez węgierskiego ministra spraw zagranicznych Petera Szijjarto wobec szefa MSZ Rosji Siergieja Ławrowa. Szijjarto miał dzwonić do Ławrowa nawet w trakcie spotkań europejskich przywódców w Brukseli, by referować mu ich przebieg i przyjmować dyspozycje dotyczące negocjacji.
Na scenie w trakcie „wiecu przyjaźni węgiersko amerykańskiej” Vance połączył się przez telefon ze swym szefem, by ten za pośrednictwem głośnika również poparł Orbána. Tak też się stało. Trump poświęcił węgierskiej sprawie minutę, ogłosił, że Orbana bardzo ceni zwłaszcza za to, że „nie pozwolił tym ludziom [migrantom – przyp. red) szturmować swojego kraju i najeżdżać go, jak to zrobili ci ludzie”.
Nie trwało to jednak długo, być może dlatego, że wielki sojusznik Orbana zza oceanu był we wtorek 7 kwietnia zajęty głównie wygrażaniem, że „zniszczy całą cywilizację” tuż przed nadchodzącym upływem terminu ultimatum, jakie postawił Iranowi w kwestii odblokowania cieśniny Ormuz.
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Komentarze