Prawa autorskie: Patryk Ogorzalek / Agencja Wyborcza.plPatryk Ogorzalek / A...
04 listopada 2022

Ordo Iuris ma problemy finansowe. Od marca. "Zastanawiająca koincydencja"

Ordo Iuris twierdzi, że jego 8-milionowy roczny budżet tworzą drobne datki od licznych darczyńców. Dlaczego więc nagle w marcu i kwietniu odnotowało deficyt? "To jest dokładnie ten okres, gdy na Rosję nakładano sankcje. Przypadek?" - zastanawia się Anna Mierzyńska

"Prezes Ordo Iuris pierwszy raz pisał o problemach finansowych w lipcowym newsletterze. Nawet przedstawił tabelkę, według której w marcu deficyt organizacji wyniósł 74 tys. złotych, a w kwietniu 62 tys." - cytuje Anna Mierzyńska, współpracowniczka OKO.press w podcaście "Powiększenie". "Ta koincydencja jest bardzo widoczna, bo marzec i kwiecień to jest dokładnie ten okres, gdy były wprowadzane sankcje unijne i gdy gospodarka w Rosji przeżywała nagły wstrząs, a rosyjscy oligarchowie stracili dostęp do swoich majątków na Zachodzie, do swoich kont bankowych".

"A potem, w kolejnych tygodniach sytuacja gospodarcza Rosji w nowym układzie zaczęła się stabilizować. Nie mówię, że wróciła do tego, co było przed wojną, ale oligarchowie zaczęli się odnajdywać w nowej sytuacji. A z tabelki, którą Ordo Iuris nadesłało 6 lipca, wynika, że maj i czerwiec to są te miesiące, kiedy i im się sytuacja stabilizowała. Czy to tylko koincydencja czasowa? To jest coś, nad czym możemy się zastanawiać" - mówi Mierzyńska w rozmowie z Agatą Kowalską.

Ordo Iuris twierdzi, że swój całoroczny budżet (niemal 8 milionów złotych w 2021) opiera na licznych, drobnych wpłatach od Polek i Polaków. "Gdybyśmy założyli, że to nie jest kwestia Rosji, tylko ograniczenie darowizn w Polsce, to trzeba by się zastanawiać, dlaczego nagle w marcu ludzie przestali wpłacać pieniądze na Ordo Iuris?" - zastanawia się Anna Mierzyńska. "To nie był jeszcze okres tak intensywnej inflacji, to nie był jeszcze czas, kiedy baliśmy się nadchodzącej zimy. Tymczasem właśnie w marcu Ordo Iuris przeżyło pierwszy wstrząs".

A czy zwykłą koincydencją są jednoczesne problemy innego radykalnego stowarzyszenia, "Stop NOP", które straciło dostęp do konta w banku, poczty elektronicznej i ma ostry konflikt z własną prezeską, wobec której toczy się prokuratorskie śledztwo? O tym posłuchasz lub poczytasz w podcaście "Powiększenie".

„Powiększenie” to podcast Agaty Kowalskiej, dziennikarki OKO.press. Dwa razy w tygodniu autorka zadaje doskonale przygotowane, precyzyjne pytania politykom, ekspertkom, a czasem uczestnikom wydarzeń. Postanowiliśmy publikować także zapis tekstowy podcastów, żeby podkreślić ich wartość, bo informują, objaśniają i skłaniają do myślenia. Liczymy także na to, że osoby, które wolą czytać niż słuchać, zachęcimy do zmiany tego nastawienia i sięgną po podcasty Kowalskiej. Czyta się je dobrze, ale słucha jeszcze lepiej.

Agata Kowalska: Kiedyś mówiło się na to „biuletyn”. Ale teraz modne jest słowo „newsletter”. I właśnie w takim newsletterze Jerzy Kwaśniewski, prezes Ordo Iuris gorzko się żali: „Od początku roku przeżywamy bardzo poważny kryzys finansowy” - pisze mecenas Kwaśniewski. „Marzec i kwiecień kończyliśmy z deficytem na poziomie kilkudziesięciu tysięcy”. Tu nawet brakuje słowa „złotych”, pewnie pisał w rozterce. „Byliśmy zmuszeni ograniczyć liczbę podejmowanych przez nas projektów, odstąpić od wielu ambitnych planów”. I dalej Kwaśniewski pisze, że podjęto wiele działań, przeprowadzono głęboką restrukturyzację, ale "oszczędności mają swoją granicę, poniżej której zejść nie możemy”. I dlatego Kwaśniewski prosi o pieniądze. Prosi z „ogromnym zaufaniem i śmiałością”.

Ten biuletyn Ordo Iuris pojawił się w internecie dzięki Kubie Gawronowi, działaczowi „Atlasu Nienawiści”, który śledzi nie tylko działania Ordo Iuris, ale nawet jego newslettery.

I oczywiście, natychmiast zaczęto się zastanawiać, dlaczego Ordo Iuris, wydawałoby się silna sprawna bogata organizacja, od marca tego roku ma kłopoty finansowe. Zbieżność dat nikomu nie wydała się przypadkowa i pojawiło się mnóstwo mniej lub bardziej złośliwych komentarzy, że to Putin zakręcił kurek z pieniędzmi dla organizacji takich jak Ordo Iuris. Bo sam ma kłopoty finansowe w związku z wojną w Ukrainie, w związku z inwazją Rosji na ten kraj. Pytanie, czy rzeczywiście Ordo Iuris jest finansowane przez Kreml - a teraz już nie finansowane - i stąd jego problemy? Dzisiaj w „Powiększeniu” przyjrzymy się tej sprawie i spróbujemy przy okazji zrozumieć nieco więcej na temat funkcjonowania takich fundamentalistycznych organizacji jak Ordo Iuris.

Moim gościem jest Anna Mierzyńska, która pisze w OKO.press o mrocznej stronie internetu i o mrocznej stronie świata, czyli o fundamentalistach. Dzień dobry.

Anna Mierzyńska: Dzień dobry, witam wszystkich.

Tak jak mówiłam, Ordo Iuris przyznaje, że ma kłopoty finansowe. Mnie to zastanawia, dlatego że ono zawsze wydawało się bardzo sprawną organizacją. Widzieliśmy ich wszędzie: w Sejmie, w sądach, w Trybunale Konstytucyjnym, w mediach. Jedyny kryzys, który zresztą śledziliśmy z zapartym tchem, to był kryzys obyczajowy, romanse, zdrady, przemoc wewnątrz samego Ordo Iuris. Ale nie dotyczyło to struktury organizacji i jej budżetu. Czy ta siła i sprawność, o której mówię, to była tylko fasada?

Ordo Iuris przed tym rokiem - mówię to także na podstawie ich własnych sprawozdań finansowych, które publikują na swojej stronie - to była organizacja nie tylko dobrze zorganizowana, ale też taka, która osiągała całkiem ciekawe przychody. W 2021 r. miała te przychody na poziomie 7,8 mln. złotych, więc całkiem spore.

A teraz Jerzy Kwaśniewski pisze, że od marca Ordo Iuris ma problemy finansowe, i że musi zwrócić się o wsparcie. Jak to możliwe?

Pierwsza informacja prezesa Kwaśniewskiego pojawiła się w lipcu. Znalazłam ten lipcowy newsletter i on tam wtedy pierwszy raz pisał o problemach finansowych, które pojawiły się od marca. Nawet przedstawił tabelkę, że

w marcu ten deficyt wyniósł 74 tys. złotych, w kwietniu 62 tys.

Potem w maju, czerwcu już mniej, ale ta strata cały czas była generowana. I Kwaśniewski stwierdził coś takiego, tu cytuję: „dopiero radykalna restrukturyzacja oraz ograniczenie liczby projektów pozwoliły nam w czerwcu tego roku niemal zbilansować budżet, po trzech miesiącach poważnego deficytu”. A jednocześnie sprawdziłam stronę internetową Ordo Iuris i tam i w maju, i w lipcu, i w sierpniu pojawiały się oferty zatrudnienia.

Czyli mamy informację o radykalnej restrukturyzacji, a np. 25 maja opublikowano taką ofertę, że oto Ordo Iuris prowadzi stałą rekrutację, przede wszystkim prawników i naukowców, copyrighterów i osób do administracji projektami. Stąd moje wątpliwości, bo to się nie spina. Albo robimy radykalną restrukturyzację, albo zatrudniamy ludzi.

Wiesz, jak się mawia: jak zwalniają, to będą zatrudniać. No, może za mniejsze pieniądze.

Tak, tylko że tutaj dość szybko i zwalniają, i zatrudniają.

W takim razie czy twoim zdaniem to oświadczenie o problemach finansowych Ordo Iuris może być fałszywe?

Nie, nie twierdzę, że ono jest fałszywe, tylko mówię o tym, że dziwnie się tutaj nie spinają pewne rzeczy, jeżeli chodzi o sytuację finansową. I to prowadzi też do wniosków związanych z koincydencją czasową, czyli do tego, co się cały czas czai w naszej rozmowie. Czy wojna w Ukrainie miała wpływ na ograniczenie wpływów Ordo Iuris, bo na przykład ktoś, kto ich do tej pory sponsorował, przestał ich sponsorować? I tu w tle pojawia się kwestia Rosji i Kremla. Powiedzmy teraz jasno, że

nie ma bezpośrednich dowodów, że Ordo Iuris finansuje Rosja.

Zresztą Ordo Iuris, publikując swoje zestawienie przychodów z działalności, podaje, jakiego rodzaju to są przychody. I z tego zestawienia wynika, że przede wszystkim dostają darowizny od osób fizycznych w Polsce. To jest taka pośrednia odpowiedź na zarzuty, że ich finansuje Kreml. Ordo Iuris mówi nie, wcale nie Kreml, wpłaty płyną od ludzi z kraju.

Ale zawsze można się zastanawiać, skąd pochodzą te pieniądze wpłacane przez darczyńców. Nie bądźmy naiwne, to nie jest problem, ujmę to bardzo wprost, zamienić ruble na złote. Czy mamy jakieś pośrednie przesłanki, by myśleć, że Ordo Iuris jest finansowane przez Kreml?

Pośrednie mamy, oczywiście. Dzięki hakerowi i wykradzionej przez niego korespondencji pojawiły się dokumenty dotyczące organizacji CitizenGo.

CitizenGo to hiszpańska organizacja, której współzałożycielami i sponsorami byli Rosjanie, a dokładnie rosyjski oligarcha Konstantin Małofiejew.

Opublikowano korespondencję między hiszpańskimi założycielami CitizenGo a przedstawicielem Małofiejewa Aleksiejem Komowem i potem z samym oligarchą o finansowaniu tej organizacji. Wśród tych wycieków były także materiały dotyczące informacji o kontach bankowych CitizenGo, o transakcjach bankowych przez nich wykonywanych. I okazało się, że na przykład w 2016 r., kiedy Ordo Iuris organizowało w Warszawie szczyt World Congress of Families, czyli szczyt takiej ultrakatolickiej międzynarodówki, to dostawało bezpośrednie przelewy właśnie z CitizenGo.

Ordo Iuris tłumaczyło, że te przelewy miały związek wyłącznie z organizacją tego szczytu i ze wsparciem CitizenGo dla tej imprezy, z goszczeniem ich ludzi na szczycie, ale to są dowody wprost pokazujące, że takie pieniądze były przelewane. Oczywiście, w tym wycieku nie ma wszystkich danych, nie ma transakcji bankowych CitizenGo za wszystkie lata, więc możemy bazować tylko na tych częściowych, które się pojawiły. Ale z tych częściowych transakcji widać, że takie powiązania, także finansowe, istniały.

A czy możemy zakładać, że Rosja finansuje tego typu organizacje, a następnie przerywa wpłaty ze względu na wojnę w Ukrainie i własne problemy finansowe wynikające choćby z sankcji? Czy to jednak zbyt grubą kreską rysowana rzeczywistość?

Na pewno są problemy finansowe po stronie Rosji, choć niekoniecznie polegające na tym, że oligarchowie rosyjscy nie mają teraz pieniędzy. Ale mają ograniczony dostęp do swoich majątków na Zachodzie i problemy z transakcjami bankowymi ze względu na wprowadzane sankcje unijne. I to są fakty.

Ta koincydencja jest bardzo widoczna, bo marzec i kwiecień to jest dokładnie okres, gdy były wprowadzane sankcje,

gdy gospodarka w Rosji przeżywała nagły wstrząs tuż po wprowadzeniu sankcji. Trzeba było wtedy dostosować cały system do nowej sytuacji. I potem, w kolejnych tygodniach sytuacja gospodarcza Rosji w nowym układzie jakoś się zaczęła stabilizować. Nie mówię, że wróciła do tego, co było przed wojną., ale oligarchowie zaczęli się odnajdywać w nowej sytuacji. A z tabelki, którą Ordo Iuris nadesłało 6 lipca, wynika, że maj i czerwiec to są te miesiące, kiedy im się sytuacja stabilizowała.

Czy to tylko koincydencja czasowa? Czy też wynik tego, że oligarchowie rosyjscy ograniczyli finansowanie międzynarodowych, ultrakatolickich organizacji, które to organizacje przekazywały te pieniądze dalej, m.in. do Polski? To jest coś, nad czym możemy się zastanawiać, możemy przypuszczać, nie mamy twardych dowodów. To jest związek, który przychodzi do głowy natychmiast, gdy słychać o problemach finansowych Ordo Iuris.

Ale pojawia się drugi list mecenasa Kwaśniewskiego do darczyńców z prośbą o wpłaty i ten list jest z 31 października.

Tak. Gdybyśmy założyli, że to nie jest kwestia Rosji, tylko ograniczenie darowizn w Polsce, to trzeba by się zastanawiać, dlaczego ludzie przestali wpłacać pieniądze na Ordo Iuris? Ordo Iuris twierdzi, że pozyskuje środki dzięki bardzo dużej liczbie małych wpłat. Czyli na przykład emeryci decydują się na to, by wpłacać niewielkie sumy, za to dość regularnie.

Czy to oznacza, że już w marcu Polacy przestali chcieć płacić na Ordo Iuris?

To nie był jeszcze czas tak intensywnej inflacji, to nie był jeszcze czas, kiedy baliśmy się nadchodzącej zimy. Tymczasem właśnie w marcu Ordo Iuris przeżyło pierwszy wstrząs. Z tego newslettera z 31 października wiemy, że obecnie przeżywa kolejny wstrząs, do tego stopnia, że prezes zastanawia się, czy Ordo Iuris będzie mogło kontynuować swoją działalność.

Przed marcem był luty i styczeń, a to właśnie wtedy wybuchła słynna afera obyczajowa, o której mówiłam we wstępie, czyli zdrady, romanse, bicie się po twarzach w Ordo Iuris. I może to należy wiązać z odpływem zwolenników tej formacji? A druga rzecz to niewypał, jakim okazała się uczelnia Ordo Iuris. Dlaczego nie ma chętnych do studiowania?

Wprawdzie Jerzy Kwaśniewski twierdzi, że studentów jest w sam raz, ale nie potwierdzają tego dane z Ministerstwa Edukacji i Nauki, o które wystąpił wspomniany już Kuba Gawron. W tym roku jest czworo nowych studentów, rok wcześniej 15 osób zaczęło studia, ale tylko 10 kontynuowało. Jak to rozumieć? Dlaczego ta uczelnia, wabiąca nowoczesnością i zagranicznymi wykładowcami, nie odniosła sukcesu?

Tak, według oświadczenia Ordo Iuris w tym roku na stacjonarne studia prawnicze (to jedyny kierunek stacjonarny, który ta uczelnia prowadzi) było 16 kandydatów, a przyjęto czterech. W ubiegłym roku studia rozpoczęło 15, czyli w sumie mamy 19 osób. To są studia płatne. No i oprócz tego mają, jak piszą sami, 117 osób, które studiują podyplomowo. A nawet w tym roku już więcej, zdaje się 159. Ale jeżeli popatrzymy na szeroką kadrę zgromadzoną przez Ordo Iuris, w tym sporo osób z zagranicy, to okaże się, że te koszty uczelniane mogą być naprawdę wysokie.

Trudno powiedzieć, dlaczego mało kto chce tam studiować. Może to nie jest dostatecznie rozreklamowana uczelnia, może marka wcale nie kojarzy się dziś najlepiej? Ordo Iuris jest organizacją, która wzbudza kontrowersje, jest oceniana bardzo różnie, niekoniecznie zawsze i przez wszystkich dobrze. Na dodatek są to studia płatne i tutaj istnieje duża konkurencja rynkowa, bo płatnych studiów prawniczych jest w Polsce sporo, można wybierać i niekoniecznie decydować się akurat na tę uczelnię. Być może po prostu Ordo Iuris przestrzeliło rynkowo. Być może liczyło też na jakieś źródła finansowania, o których nie wiemy i tych środków nie otrzymało.

Na pewno liczyło na pieniądze z Ministerstwa Edukacji i Nauki. Na swoich stronach Ordo Iuris chwali się i zachęca do studiowania, twierdząc, że uczelnia oferuje stypendia dla najlepszych studentów fundowane przez MEiN. Tyle tylko, że jest tam taka mała gwiazdka: „o ile resort zleci nam prowadzenie tego kierunku studiów”. Najwyraźniej to się na razie nie dzieje.

Jeszcze na chwilę wróćmy do komentarzy, które się pojawiły od poniedziałku (31 października). Między innymi Ewa Siedlecka, dziennikarka „Polityki” wyzłośliwiała się na Twitterze i pisała tak: „A gdzie jest minister Ziobro ze swoim Funduszem Sprawiedliwości? Oczywiście wtedy do Ordo Iuris mógłby wejść NIK na kontrolę wydatkowania publicznych pieniędzy”. Tu Ewa Siedlecka nie wspomina o tym, że Ordo Iuris twierdzi, że nie przyjmuje grantów i dotacji, bo chce pozostać...hm, niezależne. Ale ta jej złośliwość mnie prowadzi do pytania, jakie są w tym momencie stosunki między PiS a Ordo Iuris? Czy to jest przyjaźń, sojusz z rozsądku, czy raczej zimna wojna, bez agresji?

Po pierwsze, rzeczywiście Ordo Iuris nie przyjmuje dotacji publicznych, podobnie jak CitizenGo, hiszpańska organizacja, o której wspominałam wcześniej. Natomiast wokół Ordo Iuris funkcjonują różne fundacje i stowarzyszenia, w których władzach można znaleźć te same osoby, które zasiadają w zarządzie Ordo Iuris. I te organizacje już przyjmują dotacje publiczne, nie mają z tym problemu. Więc choć samo Ordo Iuris bezpośrednio nie korzysta z publicznych pieniędzy, to osoby z nim związane tak.

Tak jest. Publikowaliśmy całe listy tych organizacji, ludzi i krążących pieniędzy w OKO.press. To jest ponura lektura, ale każdy może sprawdzić o jakich fundacjach, ludziach i pieniądzach mowa.

A co z tym stosunkiem PiS do Ordo Iuris?

Nie widać jakichś specjalnych oznak tego, żeby stosunek PiS czy całej Zjednoczonej Prawicy do Ordo Iuris się wyraźnie zmienił. Wydaje mi się, że są środowiska w Zjednoczonej Prawicy, które stale i blisko z Ordo Iuris współpracują, tutaj wskazałbym głównie Solidarną Polskę. Natomiast być może jest tak, że pewien dystans się pojawił i to z wielu różnych powodów. Jednym z nich może być wojna w Ukrainie, ponieważ – tak jak mówiłyśmy wcześniej – istnieją sugestie, podejrzenia i pewne powiązania wskazujące, że Ordo Iuris jest w tej sieci ultrakatolickich organizacji w Europie, które mają związki z Kremlem. To jest jeden element.

Drugi element jest taki, że Ordo Iuris intensywnie współpracuje z organizacjami w wielu krajach europejskich, np. w Bułgarii i na Węgrzech. Na Węgrzech Ordo Iuris ma swoich partnerów, którzy są powiązani lub wspierani przez Viktora Orbana. A polski rząd po wybuchu wojny w Ukrainie ograniczył swoje kontakty i swoją przyjaźń z Węgrami i z Viktorem Orbanem. Ordo Iuris tego nie zrobiło. I to też może mieć znaczenie dla tego, jak Ordo Iuris jest dziś traktowane. Ale nie słychać o jakiejś utracie stanowisk przez ludzi związanych z Ordo Iuris w różnych radach konsultacyjnych, doradczych i innych ciała tego typu funkcjonujących wokół rządu. Nie sądzę, żebyśmy mogli mówić o jakimkolwiek rozstaniu, czy poważnym dystansie, co najwyżej jest to zachowywanie pewnej ostrożności.

Jest jeszcze jeden wątek. Jeszcze nie skończyły się komentarze i złośliwości pod adresem Ordo Iuris, a już pojawił się kolejny temat ze światka fundamentalistycznych organizacji. Tym razem chodzi o stowarzyszenie „Stop NOP”, które walczy ze szczepionkami. O jego problemach wiemy nie od kogo innego, tylko od Stowarzyszenia „Stop NOP”, które opublikowało pismo i ogłosiło, że przechodzi kryzys związany z dotychczasową prezeską, panią Justyną Sochą. Ta nie rozliczyła się ponoć ze zbiórek stowarzyszenia, nie wykazała, na co były wydatkowane pieniądze. Pani Justyna Socha opuściła walne zgromadzenie, została odwołana z funkcji prezeski, a samo stowarzyszenie zawieszone przez zarząd.

Czy można łączyć te dwie historie, czy też to jest zupełny przypadek, że te dwie radykalne organizacje mają kłopoty?

Ja bym ich nie łączyła. To przypadek, że obie organizacje mają w tym samym czasie problemy. Nie mamy informacji dotyczących związków „Stop NOP” z Kremlem. Natomiast ten konflikt wewnątrz stowarzyszenia jest pod pewnym względem zaskakujący. O problemach finansowych, o nierozliczaniu się ze zbiórek rzeczywiście była mowa, prokuratura sama wszczęła śledztwo w tej sprawie.

Tyle, że to śledztwo zostało wszczęte w lutym. Dziwi więc, że zarząd nagle teraz poczuł się bardzo poruszony tą kwestią finansowania.

I to do tego stopnia, że doszło do podziału i zawiadomienia prokuratury. Od lutego do końca października minęło jednak sporo czasu i można się było tym zająć wcześniej, zwłaszcza wtedy, gdy prokuratura wszczęła swoje postępowanie. W tym postępowaniu chodzi o podejrzenie przywłaszczenia co najmniej 470 tys. złotych pozyskanych ze zbiórek publicznych. I wskazywano na Justynę Sochę, jako na osobę, która może być podejrzana, a doniesienie złożył Zbigniew Nowak, były poseł Samoobrony.

W tym piśmie zarządu „Stop Nop” jest mowa m.in. o tym, że zarząd nie ma i nigdy nie miał dostępu do kont bankowych stowarzyszenia, nie został mu przekazany dostęp do profili w mediach społecznościowych ani do skrzynki pocztowej. Więc może ta historia, choć wielu łączy ją z kłopotami Ordo Iuris, tak naprawdę jest opowieścią o prezesce, która trzymała na wszystkim rękę i w momencie, gdy ktoś powiedział „sprawdzam” i doszło do konfliktu, to wyszła zabierając ze sobą klucze i gasząc światło.

Tak, to możliwe. Tam jest jeszcze taki ciekawy wątek personalny, ponieważ tą organizacją zarządzała Justyna Socha oraz Piotr Jawornik, który był już wcześniej wiceprezesem zarządu. On jest w tej chwili podpisany pod tym oświadczeniem stowarzyszenia „Stop NOP”. Swoje oświadczenie wydała też Justyna Socha, która oczywiście widzi to wszystko zupełnie inaczej, ale co ciekawe, pisze w swoim piśmie o działaniu w innej fundacji, o nazwie „Stop NOP - wolność i zdrowie”, której też jest prezeską. I której wiceprezesem jest Piotr Jawornik. Więc nie bardzo wiemy, co się teraz stanie, czy to rozstanie jest obustronne, bo oni są w obu tych organizacjach. Warto też zauważyć, że oboje są też asystentami społecznymi posła Grzegorza Brauna z Konfederacji i oboje bardzo blisko z nim współpracują.

To jest trudne do oceny, co tam się tak naprawdę stało. Mnie się wydaje, że to może być jakiś konflikt personalny, który z jednej strony dostał tło finansowe, z drugiej wygląda to na jakąś rzeczywistą kłótnię i podziały. No, zobaczymy, jak to się skończy.

Natomiast ruchy antysystemowe rzeczywiście się rozwijają i myślę, że przynajmniej do wyborów będą się intensywnie rozwijać. Sytuacja zewnętrzna i sytuacja polityczna im sprzyjają. Wśród ludzi, którzy się buntują przeciwko sytuacji w Polsce, są tacy, którzy poszukują zupełnie innej drogi, także politycznej, którzy chcą mieć na kogo głosować, chcą mieć większy wpływ, sami chcą bardziej uczestniczyć i szukają rozwiązań wśród liderów antysystemowych. Tych liderów jest kilkudziesięciu, a różnych inicjatyw obywatelskich też przynajmniej kilkadziesiąt.

To jest bardzo intensywnie funkcjonujące środowisko, spotykające się, organizujące demonstracje, marsze, spotkania i rozmaite inne rzeczy. Część z nich przynajmniej ma dzisiaj taki cel, żeby wystartować w wyborach parlamentarnych albo samorządowych. Znając wymagania startu w wyborach, to wydaje się, że znacząca część z tych inicjatyw nie wypali, tzn. nie zbiorą podpisów, nie będą w stanie się zorganizować i spełnić warunków formalnych. I być może wtedy te inicjatywy się wypalą, ale dopiero wtedy.

Ale zanim się wypalą, to mogą naszkodzić. A właśnie — jeśli nie szczepionki, to co twoim zdaniem będzie takim nośnym tematem dla ruchów antysystemowych?

Kryzys gospodarczy. Chociaż warto wspomnieć, że szczepionki są cały czas dla nich bardzo ważnym tematem. Oni wynajdują każdą nową informację na temat wpływu szczepionek na człowieka, odszukują wyniki badań, często odczytując je w sposób wybiórczy, niewłaściwy, a przez to zafałszowany. Śledzą, co robi Światowa Organizacja Zdrowia, angażują się w protesty przeciwko decyzjom WHO. Także to jest wciąż żywy temat. A poza tym kryzys gospodarczy, czyli to, jak nam się żyje, podwyżki, inflacja, wszystko to bardzo ich pobudza do działania, na fali złości wobec tego, co widzą.

A o tym będziemy na pewno rozmawiać bliżej wyborów. Zobaczymy, jakie tematy się będą niosły i kto które będzie podnosił. A ja dziękuję naszemu gościowi: Anna Mierzyńska, pisząca w OKO.press o ruchach fundamentalistycznych, autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie”. Dziękuję za rozmowę.

Udostępnij:

Agata Kowalska

Autorka podcastów „Powiększenie”. W OKO.press od 2021 roku. Wcześniej przez 14 lat dziennikarka Radia TOK FM. Wielbicielka mikrofonu, czyli spotkań z ludźmi, sporów i dyskusji. W 2016 roku za swoją pracę uhonorowana nagrodą Amnesty International „Pióro Nadziei”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne