Polska wpuściła ją dopiero za 11. razem. Wcześniej była odsyłana nawet bez szans na złożenie wniosku. Ma 28 lat, jest w ósmym miesiącu ciąży. „Nie mam już nic i nikogo. Zmarła mi babcia – opiekowałyśmy się sobą nawzajem, chroniła mnie przed zemstą kuzynów. Chcę jechać do Europy, bo mamy z dzieckiem prawo do życia” - mówi nam Elen

Elen jest winna jednej z największych zbrodni, jaką można popełnić w Armenii – zakochała się w chłopaku z Azerbejdżanu. I zaszła w ciążę. Jej krewni zażądali, żeby zrobiła aborcję. Krewni jej męża porwali go i zamknęli w areszcie domowym w Azerbejdżanie. Od tego czasu Elen nie miała od niego żadnych wiadomości.

[AKTUALIZACJA]: Losem ciężarnej Elen zainteresował się minister Brudziński. Cieszy nas wiadomość od ministra Brudzińskiego, że Ormiance po 10 próbach udało się wjechać do Polski. Mamy jednak nadzieję, że odruch serca i praworządność polskich władz nie ograniczą się do uchodźczyni z Armenii i ochrony „życia nienarodzonego”. Dlatego apelujemy do MSWiA o to, by zgodnie z prawem międzynarodowym wpuścił też innych uchodźców i – to kluczowe! – dopuścił do procedury niezależnych obserwatorów. Wyślijmy wszyscy maile do ministra Brudzińskiego! [LINK DO AKCJI NA FACEBOOKU]


Na przejściu granicznym Brześć-Terespol prawo nie obowiązuje. Straż graniczna nie wpuszcza uchodźców do Polski i odsyła ich na Białoruś. Wracają coraz bardziej zrozpaczeni, by spróbować ponownie, dopóki starczy im pieniędzy. Pojechałyśmy tam z fotografką OKO.press Agatą Kubis, żeby zobaczyć to wszystko na własne oczy. Opisałyśmy to w reportażu:

Teraz czas na bliższe spotkania z kilkorgiem uchodźców, którzy bezskutecznie dobijają się do Polski. Jako pierwszego przedstawiliśmy Ruslana z Czeczenii, który był prześladowany za to, że jego brat pojechał walczyć w ISIS do Syrii.

Teraz zupełnie inna historia Elen z Armenii.


Jest w ósmym miesiącu ciąży, przyjechała sama

Obiad je bardzo spokojnie, powoli. Z Agatą jest nam głupio – rzuciłyśmy się na jedzenie, bo nie jadłyśmy od ósmej rano, a ona przecież od kilku tygodni żywi się właściwie tylko bułkami i herbatą. Ma 28 lat, jest w ósmym miesiącu ciąży, do Brześcia przyjechała sama.

Elen nie chce pokazać twarzy. Boi się, że zemsta rodzinna dosięgnie ją na Białorusi.

Murad znalazł Elen śpiącą na dworcu i pomaga jej opłacić hostel. Pochodzi z Azerbejdżanu – tak, jak jej mąż.

Rosyjska ruletka polskich strażników

Elen przedstawił nam Murad, 40-letni Azer, z którym rozmawiałyśmy wcześniej. „Jest tutaj taka dziewczyna, której historię musicie poznać. Spotkałem ją na dworcu, miała pieniądze tylko na jedną popytkę, więc później zamieszkała na dworcu”. Murad przyprowadził ją do hostelu: pierwsze cztery dni przepłakała.

Popytka [ros. próba] to nieformalna rozmowa z polskim strażnikiem. Z pociągu uchodźcy wprowadzani są do specjalnych pomieszczeń. W każdym z nich są trzy stanowiska – na raz przesłuchiwane są trzy osoby lub rodziny.

„Popytka” to niezapisana nigdzie w prawie procedura. To właśnie wtedy strażnicy graniczni podejmują arbitralną decyzję, czy dana osoba może przekroczyć polską granicę i ubiegać się o status uchodźcy.

Zgodnie z prawem, każdy z „bieżeńców” – uchodźców, który deklaruje chęć złożenia wniosku o azyl, powinien zostać przetransportowany do najbliższego ośrodka dla cudzoziemców – w Białej Podlaskiej i tam oczekiwać na decyzję Urzędu ds. Cudzoziemców. W praktyce polscy pogranicznicy nie pozwalają na to prawie nikomu.

Nikt, nawet organizacje pozarządowe, które próbują pomagać uchodźcom w Brześciu, nie wie na jakiej podstawie pogranicznicy decydują, kogo wpuścić do Polski. Zapewne decyduje przypadek. Dostają ustalony odgórnie limit osób do przepuszczenia i kluczowe zadanie: zniechęcić pozostałych.

„To jest jak rosyjska ruletka. Nigdy nie wiesz, komu i dlaczego Polaki dadzą szansę na normalne życie. Ale czasem powiedzą: wróć jutro, może się uda” – mówi Ruslan z Czeczenii, który uciekł przed służbami specjalnymi Kadyrowa.

Elen kończą się pieniądze

Elen jest winna jednej z największych zbrodni, jaką można popełnić w Armenii – zakochała się w Azerze. Dwa lata temu odwiedziła siostrę, która mieszkała w Gruzji (wyszła za mąż za Gruzina). Tam poznała męża i zakochała się. Wrócili razem do Erewania, ale Elen zaszła w ciążę. To rozwścieczyło rodzinę: jej krewni zażądali, żeby zrobiła aborcję. Krewni jej męża przyjechali po niego do Erewania i zabrali z powrotem do Azerbejdżanu. Od tego czasu Elen nie miała od niego żadnych wiadomości. Wie tylko, że rodzina zamknęła go w areszcie domowym.

Kończą jej się pieniądze, więc od kilku tygodni żywi się bułkami i herbatą. „Nie mam już nic i nikogo. Zmarła mi babcia – opiekowałyśmy się sobą nawzajem, chroniła mnie przed zemstą kuzynów. Chcę jechać do Europy, bo mamy z dzieckiem prawo do życia” – mówi Elen. Dziecku nada imię po mężu.

Ciąża, która w tym momencie jest dla Elen takim obciążeniem, może okazać się prawdziwym stanem błogosławionym. Czeczenka, która dzień przed naszą rozmową zaczęła rodzić przy samym biurku pogranicznika, została wpuszczona do Polski. Straż graniczna wezwała karetkę, która przewiozła ją z dwójką dzieci do szpitala na terenie Polski, a następnie do ośrodka dla cudzoziemców w Białej Podlaskiej. Wcześniej 15 razy próbowała wjechać do Polski.

Za Elen już 10 popytek. Pieniędzy zostało jej już tylko tyle, że wystarczy na jedną próbę wjazdu do Polski. Co dalej? Elen nie wie. Ale jest zdeterminowana, żeby znaleźć miejsce, gdzie jej dziecko będzie bezpiecznie.


Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym