Projekt budowy nowego bloku węglowego Ostrołęka C ostatecznie upadł. Jedyni inwestorzy, Energa i Enea, ogłosili właśnie, że zawieszają finansowanie budowy. Jednym z powodów jest wprowadzenie przez UE Zielonego Ładu, który zakłada odchodzenie od spalania węgla

„Od samego początku było jasne, że Ostrołęka C niesie ze sobą ryzyko finansowe dla inwestorów i akcjonariuszy” – mówi dr Marcin Stoczkiewicz, prezes Fundacji ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, która od początku krytykowała projekt.

6 miliardów na inwestycję

Zespół elektrowni w Ostrołęce (woj.mazowieckie) działa już od lat 70. Do tej pory funkcjonowały tam Elektrociepłownia Ostrołęka A i Elektrownia Ostrołęka B z trzema blokami – jeden z nich ma moc osiągalną 221 MW, a dwa pozostałe po 230 MW.

Ostrołęka C miała być potężną elektrownią o mocy 1000 MW, a koszty jej budowy szacowano na 6 miliardów złotych. Otwarcie planowano na 2024 rok.

„Budowa dużego, stabilnego źródła wytwórczego w północno-wschodniej Polsce ma istotne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego oraz rozwoju gospodarczego zarówno dla tego regionu, jak i dla całego państwa. We wschodniej Polsce to pierwsze od 30 lat tak duże przedsięwzięcie” – wychwalał w 2018 roku ówczesny minister energii Krzysztof Tchórzewski.

Polska po raz pierwszy usłyszała o Ostrołęce C w 2009 roku, kiedy została powołana specjalna spółka Energi, mająca zająć się przygotowaniem projektu. W 2012 roku jej akcjonariusze zrezygnowali z inwestowania w nowy blok, uznając go za nierentowny.

Pomysł wrócił trzy lata później, kiedy PiS doszedł do władzy, a ministrem energii został Tchórzewski. Do projektu włączył się drugi wielki koncern energetyczny Enea. Prowadzone były także rozmowy z Polską Grupą Energetyczną, zarządzającą m.in. Elektrownią Bełchatów, ale spółka odmówiła dołączenia do pozostałych inwestorów.

„Zarząd PGE Polskiej Grupy Energetycznej S.A., deklaruje, że działania strategiczne Grupy PGE w obszarze wytwarzania energii elektrycznej w najbliższych latach koncentrować się będą na realizacji własnych projektów inwestycyjnych i programów strategicznych” – tłumaczyła w oficjalnym komunikacie.

Odstąpienie PGE od negocjacji było wyraźnym sygnałem, że projekt może się nie udać.

Podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy Energi w czerwcu 2019 roku, spółka przyznała, że „skala inwestycji stanowi znaczne wyzwanie dla zamknięcia jego finansowania” i dodała, że „trwają prace prowadzące do pozyskania finansowania zewnętrznego”. Już wtedy było wiadomo, że otwarcie elektrowni, jeśli w ogóle się odbędzie, będzie opóźnione. A to z kolei oznaczałoby kary finansowe.

Ostatnia taka elektrownia

Projekt budowy elektrowni węglowej, która byłaby ostatnią zbudowaną w Europie, od początku krytykowały organizacje ekologiczne. Powołano nawet Koalicję Stop Elektrowni Ostrołęka C, a w protesty przeciwko inwestycji włączał się także ruch Extinction Rebellion.

Aktywiści zorganizowali m.in. akcję „masowego wymierania” pod siedzibą mBanku, który współpracował z Eneą. 28 organizacji – w tym WWF Polska, Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot i Frank Bold – podpisało się pod petycją do rządu.

„Ponawiamy apel do Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego oraz Ministra Energii o rezygnację z budowy elektrowni Ostrołęka C oraz o wsparcie ambitnych celów redukcji emisji gazów cieplarnianych, rozwoju efektywności energetycznej oraz czystej, bezpiecznej energetyki opartej na źródłach odnawialnych zgodnie z rekomendacjami raportu IPCC” – czytamy w niej.

W zeszłym roku Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, będąca akcjonariuszem Enei, wygrała dwie sprawy przeciwko spółce. W sierpniu sąd stwierdził nieważność uchwały walnego zebrania akcjonariuszy zezwalającej na budowę bloku Ostrołęka C. To była pierwsza taka sprawa w historii Polski.

W listopadzie sąd nakazał Enei ujawnienie Fundacji ClientEarth wszystkich dokumentów dowodzących opłacalności inwestycji. Spółka złożyła apelację od tej decyzji.

„Polscy eksperci rynku energii i akcjonariusze od dawna kwestionowali opłacalność przedsięwzięcia i brak finansowania. (…) Elektrownia jest również obciążona ryzykiem z innych powodów: między innymi ze względu na coraz niższe koszty energii odnawialnej i rosnące ceny emisji CO2. Od października 2016 r., kiedy wznowiono plany budowy elektrowni, wzrosły one z 6 do ponad 28 euro za tonę” – napisali w swoim oświadczeniu członkowie ClientEarth.

„Kłopotliwy” projekt

Na początku lutego głos w sprawie zabrał wicepremier Jacek Sasin, który w nowym rządzie PiS został ministrem aktywów państwowych i przejął zarządzanie spółkami skarbu państwa. W wywiadzie dla „Dziennika. Gazety Prawnej” nazwał inwestycję „kłopotliwą”.

„Dlatego trzeba poważnie przeanalizować sens takiego projektu. Pojawiła się także nowa okoliczność, czyli zaangażowanie w przedsięwzięcie Orlenu. Czy kupi on Energę, która uczestniczy w projekcie elektrowni węglowej? To może mieć w tym momencie kluczowe znaczenie” – powiedział.

W czwartek, 13 lutego 2020, Energa i Enea wydały oświadczenie, w którym oficjalnie wycofują się z finansowania Ostrołęki C.

„Istotnymi okolicznościami znacząco wpływającymi na decyzję o zawieszeniu finansowania projektu są planowane zmiany polityki Unii Europejskiej w odniesieniu do sektora energii elektrycznej, w tym wprowadzenie tzw. Zielonego Ładu, nowa polityka kredytowa Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) wobec sektora elektroenergetycznego oraz publiczne wezwanie PKN Orlen na sprzedaż 100% akcji Energi” – piszą przedstawiciele spółek.

Prezes Orlenu Daniel Obajtek ocenił tę decyzję jako słuszną. Dodał, że inwestycja w Ostrołęce będzie realizowana, ale najprawdopodobniej w innym kształcie. Nieoficjalnie mówi się, że powstanie tam mniejszy, gazowy blok.

„Zawieszenie finansowania Ostrołęki C to symboliczna decyzja. Dla Polski oznacza początek nowej epoki, w której nie powstają już elektrownie węglowe. To również dobra decyzja dla klimatu – do atmosfery nie zostaną wyemitowane kolejne tony CO2 ze spalania węgla” – mówi mecenas Janusz Buszkowski z ClientEarth.

Dodaje: „To korzystna decyzja dla spółek, które straciły na wartości, od kiedy minister Tchórzewski ogłosił powrót do inwestycji w Ostrołęce. Skorzystają na niej także obywatele i obywatelki, którzy musieliby ponosić koszty nietrafionej, przynoszącej straty inwestycji i więcej płacić za energię z węgla”.

OKO pisze o polskiej gospodarce.
Wesprzesz nasze finanse?

Katarzyna Kojzar - dziennikarka i redaktorka. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. Pisze przede wszystkim o środowisku i klimacie, a czasami - dla odmiany - o kulturze. Publikuje także w SmogLabie i Onecie.


Komentarze

  1. Mariusz Was

    Obajtek, popiera koniec inwestowania w blok węglowy, a kiedy był prezesem Energii, zrywał kontrakty na elektrownie wiatrowe. Teraz "wójt – omnibus" topi nasze pieniądze w promowaniu Kubicy (bo wiadomo jak ekologiczny to sport).

  2. Roman Mus

    Interesuje mnie ile już poszło pieniędzy na ten obiekt i oczywiście, kto za to zapłacił. Nie jesteśmy w Chinach, gdzie od prac projektowych do uruchomienia mija rok, no, niech będzie cztery lata. Zamiana węgla na gaz, to też nie pstryknięcie palcami i jutro przecinamy wstęgę.

  3. Marek Jarczewski

    Zabobony i dogmaty neoreligii CO2 mają się dobrze i żyją swoim życiem.
    Ci sami ludzie raz chcą ochrony lasów a w następnej chwili krzycza że trzeba ograniczyć CO2 który jest tym lasom niezbędny do rozwoju!!!
    W epoce carbonu był największy rozkwit życia na ziemi, cała planetę pokrywała gęsta dżungla między innymi z powodu wysokiej zawartości CO2 w atmosferze!!! Rośliny wyczerpały CO2 i nastąpiło wymieranie.
    Tak samo jak z ociepleniem (którego praktycznie niema), czemu się zakłada ze jest niekorzystne?

    • Jan Kowalski

      Zapomniałeś dodać, jeszcze, że wszystkie te produkty uboczne spalania działają na organizm człowieka jak witaminy i zabraniając spalania zabraniamy ludziom dostępu do czystych substancji odżywczych. A w epoce karbonu każda roślina i zwierze miało samochód i piec na węgiel dlatego było tak super.

Masz cynk?