Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 24.05.2005 WROCŁAW UL SWOBODNA WMUROWANIE KAMIEŃ WĘGIELNY POD BUDOWĘ NOWEGO CENTRUM ROZRYWKOWO HANDLOWE CZARNECKIEGO N/Z KARDYNAŁ HENRYK GULBINOWICZ FOT. PAWEŁ KOZIOŁ / Agencja Wyborcza.pl24.05.2005 WROCŁAW U...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Dotarłam do jednej ofiar Gulbinowicza – wilnianki Aliny Obolewicz.

W czasach ZSRR przyjęcie Pierwszej Komunii w stolicy było niebezpieczne ze względu na donosicieli. Proboszcz jednego z kościołów wileńskich polecił więc rodzicom Aliny, by wraz z bratem wywieźli ją na wieś i tam przygotowali do sakramentu. Jedenastoletnia Alina i jej młodszy brat lato spędzili na wsi u babci, chodząc kilka kilometrów do pobliskiej wsi na zajęcia z religii, prowadzone przez „starą pannę” – później się okazało, że to bezhabitowa, wtedy tajnie działająca siostra zakonna.

Alina wspomina, że zajęcia przebiegały w atmosferze konspiracji, pierwsza lekcja dotyczyła kwestii bezpieczeństwa, a osoby siedzące przy oknach musiały czatować, czy nie nadjeżdża samochód przewodniczącego kołchozu. Zwieńczeniem kilku miesięcy nauki była tradycyjna pierwsza spowiedź – to w jej czasie Alinę spotkał koszmar.

„Tak się złożyło, że akurat te tereny, gdzie miałam przyjąć pierwszą komunię, były ziemią ojczystą kardynała Gulbinowicza, który czasem przyjeżdżał do swojej ojcowizny. Ktoś zaprosił go akurat na naszą pierwszą spowiedź – powiedziano nam, że spotkał nas wielki zaszczyt, bo z Polski przyjechał niemalże święty arcybiskup, który zgodził się wysłuchać naszych grzechów.

Wszystkie dzieci były bardzo przerażone, już wtedy byliśmy mocno zestresowani, pamiętam, że na widok Gulbinowicza przestraszyliśmy się jeszcze bardziej, bo sam kardynał nie wyglądał najprzyjemniej z twarzy. Byłam jedną z pierwszych osób w konfesjonale.

Przeczytaj także:

Zaczęłam uczciwie wymieniać dziecięce grzechy, a on wcale nie chciał mnie wysłuchać.

Sprawiał wrażenie zdenerwowanego, głośno oddychał i stękał – byłam przekonana, że jest zdenerwowany moimi grzechami.

Przerwał mi nagle i zaczął mnie wypytywać, czy całowałam już chłopaków. Byłam ogromnie zdziwiona, wytłumaczyłam, że jestem zbyt młoda na to i ewentualnie się z nimi lekko biję. Ponownie mi przerwał i zapytał:

„Czy dotykałaś chłopaków między nogami? Opisz te miejsca dokładnie".

Powiedziałam, że widziałam, co mój młodszy braciszek ma między nogami z czasów, gdy kąpano nas jeszcze w wannie, ale nie interesuję się tymi tematami. Próbowałam wrócić do tematu i wymieniania swoich grzechów, które przygotowywałam przez całą noc. Ponownie, zniecierpliwiony i wzdychający, zwrócił się do mnie zdenerwowany:

„Nie opowiadaj mi tych głupot. Opowiedz mi, gdzie dotykałaś chłopaków".

Byłam bardzo zdziwiona i przekonana, że to grzechy dorosłych, a nie dzieci w moim wieku. Powiedziałam, że nigdy takie rzeczy nie miały miejsca. Wtedy zaczął jeszcze głośniej oddychać i dotykać się pod sutanną – byłam niska, więc zerknęłam przez kratki w konfesjonale, zauważyłam wtedy, że intensywnie porusza ręką – teraz już wiem, że się masturbował, a słuchając moich grzechów i pytając o moje relacje z chłopakami, doszedł”.

Alina nie wiedziała, jak zareagować, bo przecież bez rozgrzeszenia nie mogłaby przystąpić do wyczekiwanego sakramentu. Gdy usłyszała wyczekiwane pukanie w ściankę konfesjonału, odetchnęła z ulgą.

Komunii udzielał jej miejscowy ksiądz. Kardynał Gulbinowicz na Pierwszą Komunię pojechał do innej miejscowości.

Nasz święty nie mógł tego zrobić

Alina opowiedziała o wszystkim mamie, ale nie otrzymała wsparcia: „Odpowiedziała, że to moje fantazje, że to niemożliwe. Gulbinowicz na wsi był traktowany jak święty. Babci nie opowiedziałam, bo była szczęśliwa, że księża dawali się całować po rękach. Z ojcem tym bardziej o tym nie rozmawiałam, bo się wstydziłam”.

Wspomina, że jeszcze przez kilka lat obarczała siebie winą za to wydarzenie, a do Kościoła i mężczyzn czuła obrzydzenie i nieufność. Po kilku latach wyparła wszystko z pamięci i zajęła się działalnością społeczną.

„Do wspomnień wróciłam dopiero wtedy, gdy rozpoczął się proces i dyskusja o tym we Wrocławiu, gdy wyszła na jaw historia mężczyzny, który ujawnił, że Gulbinowicz go molestował. W artykułach zobaczyłam jego zdjęcie i przypomniałam sobie koszmar z dzieciństwa – wtedy połączyłam kropki i wszystko sobie przypomniałam.

Gdy usłyszałam, że Watykan wydał swoje rozporządzenie w tej kwestii i go ukarał, odetchnęłam z ulgą. Na Litwie niestety nadal było o tym cicho. Dopiero po powstaniu petycji na rzecz pozbawienia go honorowego obywatelstwa i kilku obszernych artykułach w mediach ten temat wszedł do głównego obiegu. Zakładam, że tych ofiar z Wileńszczyzny jest o wiele więcej. Trzeba przestać zamiatać takie kwestie pod dywan – to najgorsze przestępstwo przeciwko dzieciom, które zostaje z nimi na całe życie”.

Od sacrum do profanum

Henryk Gulbinowicz, urodzony w 1923 roku w małej wsi w rejonie wileńskim, był przykładem tego, jak wiele można w życiu osiągnąć. Uwielbiała go zarówno Polska, jak i Wileńszczyzna, która szczyciła się tym, że to właśnie z tych terenów wywodzi się – niemalże święty, bo tak wśród polskiej mniejszości na Litwie o nim myślano – duchowny, który stał się aż kardynałem.

W 2019 roku bracia Sekielscy kręcą film o przemocy seksualnej w kościele pt. „Tylko nie mów nikomu”. Pada tam nazwisko kardynała Henryka Gulbinowicza, który miał tuszować przypadki molestowania seksualnego nieletnich. Wkrótce potem w mediach zabiera głos mężczyzna, który twierdzi, że kardynał go molestował jako nastolatka. Legenda ze świętego obrazka runęła ostatecznie w 2020 roku, gdy Watykan na gruncie prawa kanonicznego ogłosił, że Gulbinowicz rzeczywiście dopuszczał się niestosownych czynów. Wśród zarzutów „L'Osservatore Romano, oficjalny organ Watykanu, wymieniał molestowanie nieletnich, stosunki homoseksualne i współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa.

Jak poinformowała Konferencja Episkopatu Polski 10 dni przed śmiercią sędziwego już duchownego, Stolica Apostolska zakazała mu uczestniczenia w jakiejkolwiek celebracji lub spotkaniu publicznym, używania insygniów biskupich, pozbawiła prawa do nabożeństwa pogrzebowego i pochówku w katedrze oraz nakazała wpłacenie odpowiedniej sumy pieniędzy jako darowizny na działalność Fundacji św. Józefa, powołanej przez KEP w celu wspierania działań Kościoła na rzecz ofiar nadużyć seksualnych, pomocy psychologicznej oraz prewencji i kształcenia osób odpowiedzialnych za ochronę nieletnich.

W reakcji na to oświadczenie Wrocław odebrał kardynałowi status honorowego obywatela miasta.

Na Litwie natomiast sprawa nie wpłynęła na reakcje władzy – na Wileńszczyźnie aż trzy ulice są nazwane jego imieniem, a on sam ma nadal status Honorowego Obywatela Rejonu Wileńskiego. Spotyka się to co prawda ze sprzeciwem społeczeństwa, natomiast władze lokalne, w których większość stanowią politycy ze skrajnie prawicowej Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związku Chrześcijańskich Rodzin – są przeciwne symbolicznemu ukaraniu duchownego i usunięciu pamięci o nim.

Legenda kardynała nadal żywa

Na Wileńszczyźnie Kościół pełni funkcję nie tylko miejsca kultu katolickiego, ale jest też jednym z miejsc, które jednoczy społeczność polską na Litwie – nie chodzi tu tylko i wyłącznie o kwestię wiary, ale też języka – w większości miejscowości są nabożeństwa po polsku. Jakakolwiek krytyka wobec tej instytucji wiąże się z nieprzychylną reakcją. Znaczna część polskiej społeczności, a co za tym idzie – radnych partii, która od lat apeluje m.in. o to, by uchronić dzieci przed „ideologią gender” i domaga się zachowania tradycyjnych rodzinnych wartości, nie jest gotowa na potępienie przestępstwa.

W 2015 roku samorząd Rejonu Wileńskiego nadał Gulbinowiczowi status Honorowego Obywatela, argumentując decyzję tym, że „życie ofiarował Bogu i ludziom. W czasach sowieckich walczył o przetrwanie Kościoła Katolickiego. Wspierał parafie Wileńszczyzny, przyczynił się do remontów kościołów, organizował wycieczki uczniów z Wileńszczyzny do Polski”.

Pierwsze próby zmian nazw ulic i pozbawienia kardynała zaszczytnego tytułu zostały podjęte jeszcze kilka lat temu przez frakcję socjaldemokratów, jednak bez skutku. Kwestia powracała przez kilka lat, ostatnio Litewskie Towarzystwo Sceptyków utworzyło petycję, w której można przeczytać:

„Niestety, na Litwie sytuacja do tej pory się nie zmieniła. Pomimo oficjalnych sankcji Watykanu oraz publicznego oburzenia H. Gulbinowicz wciąż jest honorowym obywatelem rejonu wileńskiego, a trzy ulice w rejonie wileńskim (w Niemenczynie, Punżoniach i Pakalniach) nadal noszą jego imię. Rodzi to poważne pytania natury etycznej, moralnej i wizerunkowej dotyczące decyzji naszego samorządu oraz odpowiedzialności za upamiętnianie osób związanych z przestępstwami pedofilskimi.

Tytuł honorowego obywatela jest najwyższym wyrazem wdzięczności wspólnoty wobec osoby, której dokonania są nieskazitelne i mogą stanowić wzór dla młodego pokolenia. Kontynuując upamiętnianie H. Gulbinowicza w przestrzeni publicznej, wysyłamy błędny sygnał, że osoby związane z systemowym wykorzystywaniem nieletnich i ukrywaniem przestępstw są darzone szacunkiem, a ich pamięć jest chroniona”.

Rada odrzuca wniosek za wnioskiem

Z wnioskiem do samorządu Rejonu Wileńskiego o pozbawienie Gulbinowicza tytułu Honorowego Obywatela, Daniel Ilkiewicz, jeden z radnych i wiceprzewodniczący Partii Wolności, zwrócił się już we wrześniu 2025 – wniosek odrzucono.

Teraz w lutym 2026 Ilkiewicz ponownie zwrócił się do administracji o zmianę nazw ulic wraz z wnioskiem o nadanie im nazw Rzeczpospolitej Obojga Narodów i Bohaterów Ukrainy. (Na Litwie kwestia zmian nazw ulic to prerogatywa samorządu rejonowego, to on postanawia, jaką nazwę nadać albo w jaki sposób zmienić tę istniejącą).

Radny tłumaczy OKO.press: „Samorząd ma obowiązek reagować, gdy pojawiają się poważne wątpliwości natury moralnej i historycznej dotyczące osób upamiętnionych w przestrzeni publicznej. To nie jest działanie przeciwko żadnej wspólnocie czy wierze, ale na rzecz odpowiedzialnej polityki pamięci i szacunku wobec ofiar.

Samorząd powinien dbać o to, aby osoby upamiętniane w przestrzeni publicznej nie budziły poważnych kontrowersji związanych z naruszeniami praw człowieka lub nadużyciami”.

Ilkiewicz zaznacza, że temat wywołuje zainteresowanie organizacji społecznych, środowisk obywatelskich i mieszkańców. To, że jest ważny społecznie, a nie tylko politycznie, podkreślają też protesty, mające miejsce nawet na lutowym posiedzeniu samorządu, petycje i debata publiczna.

13 lutego 2026 roku Rada Rejonu Wileńskiego odrzuciła wniosek Ilkiewicza. Zygmunt Żdanowicz, reprezentant AWPL- ZChR, który wraz ze swoją frakcją zagłosował przeciwko, powiedział OKO.press:

„Uważam, że każda osoba oskarżona i podejrzana ma prawo do obrony – kardynał nie miał takiej możliwości, bo był już na łożu śmierci. Te zarzuty są jednostronne. Świadków, jak zwykle, nie było, a ci, którzy optowali za zmianą ulicy, nazwali go pedofilem, a to nieprawda”.

Dopytuję polityka o to, jakie jest jego stanowisko wobec decyzji Watykanu i relacji ofiary z Wilna:

„Dziwnie, że o ofierze z Wileńszczyzny jest głośno dopiero teraz, mam podejrzenie, niczym niepoparte, że jest zrobione na zamówienie. Rzekomo się spowiadała i rzekomo kardynał się miał wtedy masturbować (śmiech) – nie wiem, chyba nie ona jedna przystępowała do tej spowiedzi, a poza tym: jaką krzywdę kardynał jej wyrządził? I kto to może potwierdzić?”

Na pytanie o szanse na to, że nazwy ulic zostaną kiedyś zmienione, odpowiada, że mogłoby to mieć miejsce ewentualnie w trybie nakazowym, gdyby rząd podjął taką decyzję lub gdyby samorząd został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej. „Uważam, że każda wina powinna być udowodniona, a kardynał nie mógł się obronić – poznałem go osobiście, widziałem się z nim i w Polsce, i na Litwie. To osoba, która przyczyniła się do remontu kościoła w Powiewiórce – to kościół zabytkowy ze względu na walory architektoniczne i historyczne – tam został ochrzczony Piłsudski”.

Na pytanie o dalsze kroki Daniel Ilkiewicz odpowiada: „Będę szukał innych możliwości, np. prawnych, zorganizuję też grupę roboczą w samorządzie, która będzie zajmowała się rozwiązaniem kwestii upamiętnienia. Faktów nie brakuje, ale trwa debata, jak te fakty interpretować i jakie powinny mieć konsekwencje dla polityki pamięci.

Nie chodzi o krytykę Kościoła jako instytucji ani wiary. Chodzi o odpowiedzialność wobec konkretnych postaci historycznych i faktów. Warto też zauważyć, że w podobnych sprawach sam Kościół stosuje bardzo poważne i ostrożne procedury. Stolica Apostolska rozpoczyna postępowania dyscyplinarne tylko wtedy, gdy istnieją ku temu poważne podstawy – nigdy »na wszelki wypadek«".

;
Na zdjęciu Emilia Kuncewicz
Emilia Kuncewicz

Dziennikarka i felietonistka pochodząca z Wilna. Jej teksty opublikowały między innymi „TVP Wilno” czy „Kultura Liberalna”. Współprowadzi podcast „Hasztagi Tygodnia”. Mieszka w Warszawie. Studentka III roku sztuki pisania oraz II roku polityki społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Laureatka 53. Olimpiady Literatury i Języka Polskiego. Zaangażowana w działania społeczne i wolontariat. Biegle włada pięcioma językami. Miłośniczka literatury, polityki i muzyki klasycznej. Opiekunka psa o imieniu Chopin.

Komentarze