Prawa autorskie: Michal Ryniak / Agencja GazetaMichal Ryniak / Agen...
04 grudnia 2019

PE ogłasza kryzys klimatyczny. Zdaniem Janusza Lewandowskiego to „histeria”. Wie, co mówi nauka?

Klimatyczną rezolucję PE europoseł Janusz Lewandowski (KO) nazwał „wojenną” i „rozhisteryzowaną”. Choć uważa, że trzeba dążyć do zeroemisyjności do 2050 roku, to nie zgadza się na używanie słów „kryzys” ani „stan wyjątkowy”. OKO.press w rezolucji nie znalazło niczego nieadekwatnego do skali wyzwań. Bo nauka mówi jasno: to jest kryzys

Podczas posiedzenia 28 listopada 2019 Parlament Europejski (PE) głosował nad rezolucją w sprawie ogłoszenia kryzysu klimatycznego. Przeciw byli wszyscy europosłowie PiS, a sześciu eurodeputowanych wybranych z listy Platformy Obywatelskiej wstrzymała się od głosu.

Wstrzymał się też Janusz Lewandowski, który swoją decyzję tłumaczył w TOK FM. „Planeta zasługuje na ratunek. Jest wspólną odpowiedzialnością nas wszystkich i cieszy mnie ta rosnąca wrażliwość na kwestie klimatyczne, zwłaszcza w młodym pokoleniu” – mówił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. Mimo takiej deklaracji, Lewandowski nie uznaje ogłaszania kryzysu klimatycznego za konieczność.

„W tej chwili jest w modzie rysowanie takich planów klimatycznych, które brzmią dobrze i prawdopodobnie są potrzebne, ale które są niezwykle trudne do zrealizowania w kraju, który ciągle buduje bloki węglowe” – tłumaczył.

Na pytanie, czy wstrzymał się od głosu, bo uważa, że to zbyt duże wyzwania dla Polski, europoseł odpowiedział:

[Rezolucja] była rozhisteryzowana jednowymiarowa, miała język wojny, a nie dbania o klimat
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
TOK FM,02 grudnia 2019

Przyjrzyjmy się w takim razie „wojennej” i „rozhisteryzowanej” rezolucji.

Zanim będzie za późno

Jakie są postanowienia rezolucji? Parlament Europejski zakłada, że potrzebne są ambitne cele i zdecydowanie działania, które zatrzymają globalne ocieplenie na poziomie 1,5°C w porównaniu do epoki przedprzemysłowej i pozwolą „uniknąć utraty bioróżnorodności na masową skalę”.

Według PE działania muszą być poparte wiedzą naukową i łączyć wszystkie sektory, a przede wszystkim ekonomię i przemysł. Zmiana powinna przebiegać w zrównoważony sposób, wspierając konkurencyjność gospodarek i tworząc nowe miejsca pracy. Zaznaczono również, że żaden stan wyjątkowy nie powinien zagrażać demokracji.

„Deklarujemy kryzys klimatyczny i środowiskowy. Wzywamy do tego również Komisję Europejską, państwa członkowskie i wszystkich międzynarodowych graczy. Deklarujemy także jak najszybsze podjęcie konkretnych akcji, żeby móc walczyć z zagrożeniem i je powstrzymać, zanim będzie za późno” – czytamy w rezolucji.

PE obiecuje ograniczyć swój ślad węglowy – między innymi przez inwestowanie w nieemisyjne środki transportu i ustalenie jednej siedziby Parlamentu, co zmniejszyłoby liczbę podróży między Strasburgiem a Brukselą. Według rezolucji Komisja Europejska powinna oceniać wszystkie swoje decyzje (przede wszystkim budżetowe) także pod kątem środowiska i klimatu. PE apeluje także o ujednolicenie polityki klimatycznej państw członkowskich.

Czy nazywanie kryzysu kryzysem jest histerią?

Mówiła o tym wielokrotnie Greta Thunberg. Nastoletnia aktywistka ze Szwecji na swoim Twitterze napisała: „Mamy 2019 rok. Czy możemy wreszcie przestać mówić »zmiany klimatu«, a zacząć to nazywać klimatycznym i ekologicznym załamaniem, kryzysem, stanem wyjątkowym?”.

Jej zdanie popiera prawie 1200 jednostek władz lokalnych i narodowych na całym świecie. Klimatyczny stan wyjątkowy ogłosiły już m.in. rządy Szkocji, Wielkiej Brytanii, Francji, Portugalii i Argentyny. W Polsce zrobiły to trzy miasta (Kraków, Warszawa i Łódź), jedna dzielnica (Warszewo w Szczecinie) i jeden sejmik – Dolnośląski. Tą deklaracją władze lokalne wzywają rządy oraz inne kraje do działania na rzecz walki z kryzysem. W sumie na terenach, na których ogłoszono stan wyjątkowy, mieszka ponad 454 miliony ludzi.

Deklaracje to jednak za mało. Nieprzekonanych może przekonać fakt, że kryzys klimatyczny potwierdzają naukowcy. Dla przykładu: w maju tego roku 145 naukowców na zlecenie ONZ przygotowało raport, w którym wyliczono, że wyginięciem jest zagrożone aż milion gatunków.

Za tę sytuację, przynajmniej częściowo, specjaliści oskarżają zmiany klimatu. Podkreślają również, że od 1980 roku emisje gazów cieplarnianych – bezpośrednio wpływające na ocieplanie się klimatu – wzrosły o 100 procent. Zwiększył się też ślad węglowy związany z rozwojem turystyki – aż o 40 procent.

Z kolei w raporcie Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) z września tego roku wynika, że jeśli cały świat nie zacznie działać, czeka nas wzrost poziomów morza nawet o 15 mm rocznie (dziś jest to 3,66 mm). Taka sytuacja zmusiłaby mieszkańców krajów wyspiarskich oraz półwyspów do emigracji w głąb lądu.

Specjaliści przewidują także, że przyspieszy topnienie lodowców i wiecznej zmarzliny, co może spowodować uwolnienie do atmosfery znaczących ilości CO2 i metanu. Co więcej, intensywne fale gorące na morzach i ocenach zagrażają rafom koralowym i rybom. To znaczy, że z kilkadziesiąt lat w naszych morzach nie będzie już życia.

„Oświadczamy wyraźnie i jednoznacznie, że planeta Ziemia stoi w obliczu zagrożenia klimatycznego” – napisało w listopadzie 11 tys. naukowców ze 153 krajów. Ostrzegają oni ludzkość przed "cierpieniem nie do opisania".

PiS przeciw, KO się wstrzymuje

Co więc histerycznego i wojennego było w rezolucji PE? Tej myśli europoseł Janusz Lewandowski nie rozwinął. Dodał tylko, że przy drugiej rezolucji, dotyczącej rozpoczynającego się właśnie szczytu klimatycznego COP25 w Madrycie, zagłosował „za”. Według jej zapisów Unia Europejska powinna przedstawić w stolicy Hiszpanii strategię osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Rezolucję dotyczącą ogłoszenia kryzysu poparło łącznie 429 europosłów, przeciw było 225, a 19 wstrzymało się od głosu.

Przeciwko głosowali wszyscy przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, ale też dwóch reprezentantów lewicy (Marek Balt i Marek Belka – tłumaczyli potem, że przycisnęli zły guzik i wnieśli o zmianę swoich głosów) i europoseł KO Jan Olbrycht. Za przyjęciem opowiedzieli się: Magdalena Adamowicz, Bartosz Arłukowicz, Ewa Kopacz, Włodzimierz Cimoszewicz, Róża Thun i Danuta Hübner (wszyscy wybrani z list PO), Robert Biedroń i Łukasz Kohut z Wiosny oraz niezrzeszona Sylwia Spurek.

Wstrzymali się - oprócz Lewandowskiego - Jerzy Buzek, Radosław Sikorski, Andrzej Halicki, Jarosław Duda i Elżbieta Łukacijewska (wszyscy z PO), a także Adam Jarubas i Krzysztof Hetman z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne