Klimatyczną rezolucję PE europoseł Janusz Lewandowski (KO) nazwał „wojenną” i „rozhisteryzowaną”. Choć uważa, że trzeba dążyć do zeroemisyjności do 2050 roku, to nie zgadza się na używanie słów „kryzys” ani „stan wyjątkowy”. OKO.press w rezolucji nie znalazło niczego nieadekwatnego do skali wyzwań. Bo nauka mówi jasno: to jest kryzys

Podczas posiedzenia 28 listopada 2019 Parlament Europejski (PE) głosował nad rezolucją w sprawie ogłoszenia kryzysu klimatycznego. Przeciw byli wszyscy europosłowie PiS, a sześciu eurodeputowanych wybranych z listy Platformy Obywatelskiej wstrzymała się od głosu.

Wstrzymał się też  Janusz Lewandowski, który swoją decyzję tłumaczył w TOK FM. „Planeta zasługuje na ratunek. Jest wspólną odpowiedzialnością nas wszystkich i cieszy mnie ta rosnąca wrażliwość na kwestie klimatyczne, zwłaszcza w młodym pokoleniu” – mówił w rozmowie z Dominiką Wielowieyską. Mimo takiej deklaracji, Lewandowski nie uznaje ogłaszania kryzysu klimatycznego za konieczność.

„W tej chwili jest w modzie rysowanie takich planów klimatycznych, które brzmią dobrze i prawdopodobnie są potrzebne, ale które są niezwykle trudne do zrealizowania w kraju, który ciągle buduje bloki węglowe” – tłumaczył.

Na pytanie, czy wstrzymał się od głosu, bo uważa, że to zbyt duże wyzwania dla Polski, europoseł odpowiedział:


[Rezolucja] była rozhisteryzowana jednowymiarowa, miała język wojny, a nie dbania o klimat

Janusz Lewandowski, TOK FM - 02/12/2019

Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Rezolucja miała podkreślić, jak istotne jest działanie przeciwko kryzysowi klimatycznemu, a jej (bardzo ogólne) postanowienia odnoszą się do wcześniejszych porozumień międzynarodowych


Przyjrzyjmy się w takim razie „wojennej” i „rozhisteryzowanej” rezolucji.

Zanim będzie za późno

Jakie są postanowienia rezolucji? Parlament Europejski zakłada, że potrzebne są ambitne cele i zdecydowanie działania, które zatrzymają globalne ocieplenie na poziomie 1,5°C w porównaniu do epoki przedprzemysłowej i pozwolą „uniknąć utraty bioróżnorodności na masową skalę”.

Według PE działania muszą być poparte wiedzą naukową i łączyć wszystkie sektory, a przede wszystkim ekonomię i przemysł. Zmiana powinna przebiegać w zrównoważony sposób, wspierając konkurencyjność gospodarek i tworząc nowe miejsca pracy. Zaznaczono również, że żaden stan wyjątkowy nie powinien zagrażać demokracji.

„Deklarujemy kryzys klimatyczny i środowiskowy. Wzywamy do tego również Komisję Europejską, państwa członkowskie i wszystkich międzynarodowych graczy. Deklarujemy także jak najszybsze podjęcie konkretnych akcji, żeby móc walczyć z zagrożeniem i je powstrzymać, zanim będzie za późno” – czytamy w rezolucji.

PE obiecuje ograniczyć swój ślad węglowy – między innymi przez inwestowanie w nieemisyjne środki transportu i ustalenie jednej siedziby Parlamentu, co zmniejszyłoby liczbę podróży między Strasburgiem a Brukselą. Według rezolucji Komisja Europejska powinna oceniać wszystkie swoje decyzje (przede wszystkim budżetowe) także pod kątem środowiska i klimatu. PE apeluje także o ujednolicenie polityki klimatycznej państw członkowskich.

Czy nazywanie kryzysu kryzysem jest histerią?

Mówiła o tym wielokrotnie Greta Thunberg. Nastoletnia aktywistka ze Szwecji na swoim Twitterze napisała: „Mamy 2019 rok. Czy możemy wreszcie przestać mówić »zmiany klimatu«, a zacząć to nazywać klimatycznym i ekologicznym załamaniem, kryzysem, stanem wyjątkowym?”.

Jej zdanie popiera prawie 1200 jednostek władz lokalnych i narodowych na całym świecie. Klimatyczny stan wyjątkowy ogłosiły już m.in. rządy Szkocji, Wielkiej Brytanii, Francji, Portugalii i Argentyny. W Polsce zrobiły to trzy miasta (Kraków, Warszawa i Łódź), jedna dzielnica (Warszewo w Szczecinie) i jeden sejmik – Dolnośląski. Tą deklaracją władze lokalne wzywają rządy oraz inne kraje do działania na rzecz walki z kryzysem. W sumie na terenach, na których ogłoszono stan wyjątkowy, mieszka ponad 454 miliony ludzi.

Deklaracje to jednak za mało. Nieprzekonanych może przekonać fakt, że kryzys klimatyczny potwierdzają naukowcy. Dla przykładu: w maju tego roku 145 naukowców na zlecenie ONZ przygotowało raport, w którym wyliczono, że wyginięciem jest zagrożone aż milion gatunków.

Za tę sytuację, przynajmniej częściowo, specjaliści oskarżają zmiany klimatu. Podkreślają również, że od 1980 roku emisje gazów cieplarnianych – bezpośrednio wpływające na ocieplanie się klimatu – wzrosły o 100 procent. Zwiększył się też ślad węglowy związany z rozwojem turystyki – aż o 40 procent.

Z kolei w raporcie Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatu (IPCC) z września tego roku wynika, że jeśli cały świat nie zacznie działać, czeka nas wzrost poziomów morza nawet o 15 mm rocznie (dziś jest to 3,66 mm). Taka sytuacja zmusiłaby mieszkańców krajów wyspiarskich oraz półwyspów do emigracji w głąb lądu.

Specjaliści przewidują także, że przyspieszy topnienie lodowców i wiecznej zmarzliny, co może spowodować uwolnienie do atmosfery znaczących ilości CO2 i metanu. Co więcej, intensywne fale gorące na morzach i ocenach zagrażają rafom koralowym i rybom. To znaczy, że z kilkadziesiąt lat w naszych morzach nie będzie już życia.

„Oświadczamy wyraźnie i jednoznacznie, że planeta Ziemia stoi w obliczu zagrożenia klimatycznego” – napisało w listopadzie 11 tys. naukowców ze 153 krajów. Ostrzegają oni ludzkość przed „cierpieniem nie do opisania”.

PiS przeciw, KO się wstrzymuje

Co więc histerycznego i wojennego było w rezolucji PE? Tej myśli europoseł Janusz Lewandowski nie rozwinął. Dodał tylko, że przy drugiej rezolucji, dotyczącej rozpoczynającego się właśnie szczytu klimatycznego COP25 w Madrycie, zagłosował „za”. Według jej zapisów Unia Europejska powinna przedstawić w stolicy Hiszpanii strategię osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku.

Rezolucję dotyczącą ogłoszenia kryzysu poparło łącznie 429 europosłów, przeciw było 225, a 19 wstrzymało się od głosu.

Przeciwko głosowali wszyscy przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, ale też dwóch reprezentantów lewicy (Marek Balt i Marek Belka – tłumaczyli potem, że przycisnęli zły guzik i wnieśli o zmianę swoich głosów) i europoseł KO Jan Olbrycht. Za przyjęciem opowiedzieli się: Magdalena Adamowicz, Bartosz Arłukowicz, Ewa Kopacz, Włodzimierz Cimoszewicz, Róża Thun i Danuta Hübner (wszyscy wybrani z list PO), Robert Biedroń i Łukasz Kohut z Wiosny oraz niezrzeszona Sylwia Spurek.

Wstrzymali się – oprócz Lewandowskiego –  Jerzy Buzek, Radosław Sikorski, Andrzej Halicki, Jarosław Duda i Elżbieta Łukacijewska (wszyscy z PO), a także Adam Jarubas i Krzysztof Hetman z Polskiego Stronnictwa Ludowego.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Komentarze

  1. Adam Potoczek

    __ Refleksje Adwokata Diabła na temat walki z kryzysem klimatycznym:
    _ Jako sposób na walkę z ociepleniem klimatu wymyślono HANDEL EMISJAMI CO2 czyli uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla. Zakup uprawnień do emisji CO2 obowiązuje firmy przemysłu energetycznego i innego emitującego duże ilości gazów cieplarnianych (np. produkcja stali, szkła) i ma być dokonywany na giełdzie.
    _ Na zdrowy rozum biorąc, trudno o bardziej KOMICZNE rozwiązanie problemu. Przecież to jest mniej więcej tak jak „LICENCJA NA ZABIJANIE” dla agenta 007. Szanowna firmo trująca lub przegrzewająca miliony ludzi, możesz tych ludzi truć i gotować, tylko zapłać demokratycznej władzy odpowiednią kwotę, którą oczywiście pobierz najpierw w cenie np. energii elektrycznej od tych ludzi, których zabijesz. Śmieszne, prawda?
    _ Oczywiście ludzie są truci i przegrzewani, ale sami w demokratycznych wyborach wybrali swoją władzę sprzedającą zezwolenia. Obywatele mogą teraz oczekiwać, że pieniądze, które zapłacą za droższy prąd (bo ceny za zezwolenia na emisje rosną) wrócą do nich – poprzez budżet – w szpitalach i pigułkach ratujących zdrowie i życie. To się nazywa „ograniczanie społecznych kosztów zanieczyszczeń”. Znowu można się uśmiać.
    _ Pieniądze rodzą pieniądze, więc nic dziwnego, że pojawiły się grupy przestępcze dokonujące oszustw podatkowych w miliardach euro, na bazie handlu emisjami.
    _Reasumując: każde nieszczęście można zamienić na DOCHODOWY BIZNES 🙂
    .
    _ W kolejce czekają:
    * zalane wyspy i przybrzeżne miasta po stopieniu lodowców!
    * temperatury średnie 50-60 stopni Celsjusza w rejonach zwrotnikowych!
    * brak tlenu na planecie po wycięciu lasów deszczowych!
    * brak wody pitnej po suszach i powodziach!
    – – – – – – – No, normalnie niewyobrażalna góra forsy do zarobienia!
    .

    • Mirosław Paprotny

      Niestety, masz rację, na wszystkim da się (i chce się) zarobić. W Oświęcimiu też się zarabiało – taka jest ludzka natura.
      System handlu nie jest doskonały z samego założenia, na dodatek prowokuje oszustwa. Ale co zamiast tego, masz pomysły? W każdym razie obecny Szczyt (i następny) mają poprawić ten system, zobaczymy, czy się uda.

      Drobna uwaga merytoryczna: po wycięciu lasów deszczowych nie zabraknie tlenu. Lasy deszczowe produkują najwyżej kilka procent tlenu, poza tym na miejscu wycinek z reguły rośnie inna roślinność. To jest mit, że Amazonia jest płucami Ziemi. Tlen wydzielają przed wszystkim organizmy morskie, oceaniczne. Poza tym w atmosferze jest taki zapas tlenu, że nawet wycięcie wszystkich lasów nie zagrozi nam uduszeniem się przez wiele wieków. Wartość lasów deszczowych polega na czymś innym.

      • Adam Potoczek

        _Wiem, wiem. Trochę podkoloryzowałem z lasami deszczowymi, ale nadal nie jestem optymistą. Lasy deszczowe rozmieszczone są w strefie równikowej i zwrotnikowych, czyli tam gdzie będzie najgoręcej. Czy na pewno nowa roślinność „na pustyni” odtworzy tlen? Znamy wynikowy bilans?
        _ Oceany z ich organizmami i fotosyntezą zostaną podgrzane i w międzyczasie zanieczyszczone nową chemią, plastikiem i śmieciami z zalanych wysp i miast. To co nie zginie w podwyższonej temperaturze, czyli każdą większą rybkę i mięczaka będą chciały zjeść następne miliardy rozmnażających się ludzi. Znamy wynikowy bilans?
        _ Pomysły co z tym zrobić? Raczej, KTO może to zrobić? Na razie tylko ci decydenci, którzy w takim pośpiechu, na globalną skalę wyciskają z Ziemi i jej mieszkańców każdy miliard dolarów. Czy zechcą zauważyć, że też na tym stracą? Mam złe przeczucia 🙁

    • Adam Patrzyk

      Wymyślili to mądrzy ludzie na całym świecie, a ty jeden jesteś od nich wszystkich mądrzejszy? Nie jestem pewien, czy rozumiesz jak to działa? Żeby jeden mógł truć więcej, inny musi truć mniej i mieć nadwyżkę do sprzedania. Globalnie więc teoretycznie nie przybywa trucicieli. Inwestującym w redukcję się to "opłaca", bo mogą sprzedać nadwyżkę i nieco zmniejszyć koszty redukcji. Koszty rosną najbardziej u tych, którzy nie inwestują w redukcję. To może ich skłonić do inwestowania. Dostępna pula jest stale ograniczana, więc globalnie zanieczyszczeń teoretycznie ubywa. Jak na razie najmądrzejsze co dotąd wymyślono.

      • Adam Potoczek

        _Dla większej jasności: ten wytwór mądrych ludzi na całym świecie (bez przesady), polega na tym, że wszystkie koszty ponoszą miliardy ludzi, którzy są podtruwani, bo niby skąd są brane pieniądze na wykup uprawnień? Handel emisjami odbywa się nad ich głowami. Ten model biznesowy nazywa się w skrócie: „prywatyzacja zysków i uspołecznienie strat”.
        _Może za jakiś czas zanieczyszczenia lub CO2 rzeczywiście się zmniejszą, ale wypracowane zyski nie wrócą do ofiar.

  2. Malgorzata Seredynska

    Jak możemy wygrać z PiSem czy prawicą, jeśli ciągle ktoś się wyłamujei głosuje z nimi? Nawet nie znamy motywacji tych europosłów. Należałoby zmusić ich do tłumaczenia się jeśli głosują pi stronie naszych wrogów.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!