0:00
Prawa autorskie: Alexis HAULOTAlexis HAULOT
24 czerwca 2021

PE polskim biskupom się nie kłania. Przyjął odważną rezolucję w sprawie zdrowia i praw kobiet

"Jestem dumny, że większość naszej izby uznaje, że w XXI wieku nie możemy traktować kobiet jako obywateli drugiej kategorii, ale szanować ich uczucia i swobody obywatelskie. A także zapewnić, by wszystkie kobiety w Europie miały dostęp do opieki zdrowotnej, na jaką zasługują" - cieszył się Fred Matić, autor rezolucji

Wydrukuj

Dla osób walczących o prawa kobiet w Parlamencie Europejskim to historyczny moment i zwieńczenie wielu lat pracy. W 2013 roku propozycja rezolucji w sprawie zdrowia reprodukcyjnego i seksualnego autorstwa portugalskiej europosłanki Edite Estreli przepadła zaledwie kilkoma głosami.

W czwartek 24 czerwca 2021 PE poparł rezolucję przygotowaną na podstawie raportu eurodeputowanego z Chorwacji, socjalisty Freda Matića (na zdjęciu). To obszerny dokument, w którym Parlament wzywa państwa członkowskie UE do zapewnienia obywatelkom i obywatelom pełni praw reprodukcyjnych i seksualnych oraz poszanowania praw kobiet. W tym m.in. dostępu do:

  • bezpiecznych i ekologicznych produktów higieny menstruacyjnej;
  • nowoczesnej i skutecznej antykoncepcji;
  • kompleksowej edukacji seksualnej;
  • bezpiecznej i legalnej opieki aborcyjnej;
  • metod leczenia niepłodności, w tym in vitro;
  • opieki położniczej i okołoporodowej.

Raport i rezolucję w maju poparła Komisja Praw Kobiet PE (FEMM). Od tego czasu protestowali przeciwko niej katoliccy duchowni w Polsce i Skandynawii, a także ultrakonserwatywne organizacje pokroju polskiego Ordo Iuris. Bez skutku. Rezolucja została przyjęta przez Parlament większością 378 do 255 głosów. 42 eurodeputowanych wstrzymało się od głosu.

Wcześniej tego samego dnia europosłowie i europosłanki odrzucili alternatywne rezolucje zgłoszone przez grupy Europejskiej Partii Ludowej oraz Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (frakcji PiS). EPL chciała nieco "złagodzić" wymowę dokumentu, EKR natomiast postulowała skreślenie większości tekstu. A zamiast niego stwierdzenie, że UE nie może ingerować w politykę ochrony zdrowia państw członkowskich.

Autorzy projektu podkreślają jednak, że rezolucja nie jest prawnie wiążąca, nie może być więc mowy o "ingerowaniu". Chodziło o wyraźny sygnał, że PE jest po stronie kobiet.

"Jestem dumny, że większość naszej izby uznaje, że w XXI wieku nie możemy traktować kobiet jako obywateli drugiej kategorii, ale szanować ich uczucia i swobody obywatelskie. A także zapewnić, by wszystkie kobiety w Europie miały dostęp do opieki zdrowotnej, na jaką zasługują" - cieszył się Fred Matić.

Konserwatyści protestują

Parlament dawno nie był jednak tak podzielony.

Zgodnie z przewidywaniami podczas debaty plenarnej w środę 23 czerwca wieczorem najostrzej protestowali eurodeputowani ugrupowań konserwatywnych i skrajnie prawicowych. Jeszcze w środę EKR poddała pod głosowanie usunięcie rezolucji i debaty nad nią z porządku obrad. Przegrała.

"Żyjemy, bo nasze matki podjęły decyzję, by dać nam szansę. Wy dziś uważacie, że aborcja jest sposobem na życie? Czy widziałyście zdjęcia z 6, 7, 8-miesiecznego USG a może nawet wcześniejsze? Bijące serce pragnące życia? Płaczę, kiedy was słucham, wstydzę się za was. Aborcja nie jest metodą antykoncepcyjną, jest dramatem dla matki i zabójstwem dziecka" - mówiła Jadwiga Wiśniewska z PiS (EKR). Pogratulowała siedzącej na sali komisarz ds. równości Helenie Dalli zostania babcią.

"Mamy 340 tys. podpisów od obywateli, którzy mówią NIE raportowi Matića, ja jestem po ich stronie. To nie do pomyślenia, żeby ideologia gender trafiła do wszystkich szkół w Europie. Jako lekarka i polityczka uważam, że to absurd. Włoska konstytucja chroni prawo do sprzeciwu sumienia. Powinniśmy dyskutować nad tym, jak zatrzymać aborcję" - stwierdziła włoszka Simona Baldassarre z Tożsamości i Demokracji (ID).

Także część konserwatywnych chadeków z EPL odmówiła poparcia dokumentu, który jednoznacznie wspiera powszechny dostęp do legalnej aborcji. Europosłanki EPL mówiły, że tekst godzi w ich przekonania. Część z nich przypominała, że UE nie powinno ingerować w politykę zdrowotną.

"Aborcja nie jest prawem człowieka. Może być prawnie dozwolona tak jak w niektórych państwach członkowskich. Ale prawa człowieka to te wypisane w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ z 1948 roku. Prawem człowieka jest prawo sprzeciwu sumienia, zawarte w tej deklaracji. Niektórzy nie myślą tak samo jak wy, nie możecie im narzucać tego, ideologizować praw człowieka" - protestowała Rosa Estaràs Ferragut z Hiszpanii (EPL).

"Kobiety, bądźmy dumne z możliwości zostania matkami, to nasz przywilej. Aborcja nie jest prawem człowieka. Każdy człowiek ma prawo się urodzić" - wtórowała jej Michaela Šojdrová z Czech.

Więcej niż tylko aborcja

Ale i w EPL znalazły się osoby, które dostrzegły zalety raportu Matića.

"Wiemy, że tematy, które dziś poruszamy, są w kompetencji państw członkowskich. Ale możemy poruszać te kwestie, dając sygnał kobietom, że widzimy ich problemy, rozumiemy je, wspieramy. [...] To sprawozdanie jest nie tylko o aborcji. Odnoszę wrażenie, że niektórzy państwo nie przeczytaliście jego treści. [...] Nie życzę sobie, żeby pani Wiśniewska się za mnie wstydziła, bo to ja wstydzę się za jej partię i za to, co robi Polsce i polskim kobietom" - mówiła Elżbieta Łukacijewska z PO (EPL).

"Za" sprawozdaniem i rezolucją głosowała także m.in. zasiadająca w EPL Janina Ochojska, skądinąd znana ze swojej religijności. W sumie "za" zagłosowało 36 ze 177 eurodeputowanych EPL. W tym większość delegacji PO i PSL, w tym m.in. Magdalena Adamowicz, Bartosz Arłukowicz czy Radosław Sikorski.

Autor raportu Fred Matić podczas debaty w Strasburgu podkreślał, że głównym tematem rezolucji jest zdrowie i prawa człowieka. Opowiadał o próbach zastraszenia go przez środowiska anti-choice.

"Dostaliśmy setki maili, wiadomości i listów. Wysyłali mi jakieś dziwne lalki, nazywali Hitlerem. To te same osoby, które wiele mówią o dobroci, pokoju i miłości i miłosierdziu. Jestem weteranem wojennym, spędziłem 9 miesięcy w trzech obozach koncentracyjnych. Kochani, nie robicie na mnie wrażenia. Nie zastraszycie mnie. Wręcz przeciwnie" - zapewnił Matić.

"Podejmiecie decyzję w sprawie zdrowia i podstawowych praw waszych sióstr, matek, żon. Nie bądźcie hipokrytami, którzy jak nasz do niedawna kolega rano pisał restrykcyjne prawo, a potem wieczorem sam je łamał" - mówił, wspominając Józsefa Szájera, europosła węgierskiego Fideszu, który został przyłapany na homoseksualnej orgii w Brukseli.

"Sprowadziliście tę rezolucję wyłącznie do kwestii aborcji. Nie będę marnował czasu na dyskusję z tymi, którzy za nic mają naukę, manipulują faktami. Za zdrowie odpowiadają państwa członkowskie. Nikt nie promuje aborcji, zwłaszcza jako metody antykoncepcyjnej. Liczba aborcji w krajach, gdzie jest ona zakazana, jest taka sama jak tam, gdzie jest legalna. Ale tam, gdzie jest zakazana, zagraża zdrowiu kobiet" - podkreślił Matić.

W debacie wzięła udział także komisarz ds. równości Helena Dalli. Podkreśliła, że "legalizacja aborcji należy do państw członkowskich", które muszą jednak szanować prawa podstawowe zapisane w ich konstytucjach i prawie międzynarodowym.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej w Brukseli, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne