Ceny pelletu rosną, a właściciele kotłów na to paliwo zmagają się z niedoborami w składach opału i marketach budowlanych. Mróz to tylko jedna z przyczyn problemów. Rząd miał świadomość, że kryzys może wystąpić – wskazuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Ceny pelletu skokowo wzrosły, a niektórzy właściciele pieców na to paliwo czują się oszukani. Kotły na pellet są najpopularniejszym źródłem ogrzewania wybieranym przez beneficjentów programu „Czyste Powietrze”. Według obietnic urządzenia te miały zapewniać tanie i czystsze niż w przypadku węgla ciepło. Drobne granulki wytwarzane są głównie z odpadów powstałych przy produkcji mebli. Biomasa, w tym pellet, uznawana jest też przez Unię Europejską za źródło odnawialne przy odpowiednim zadbaniu o zalesianie – choć według wielu organizacji społecznych taka klasyfikacja budzi kontrowersje.
Miało być więc ekologicznie i przystępnie. Podczas fali ostrego mrozu do składów opału zaczęły jednak ustawiać się kolejki, a w wielu miejscach pelletu zaczęło brakować.
„Kupię pellet, chociażby 10 worków, ma ktoś poratować?” – pisze jedna z mieszkanek Siemianowic na facebookowej grupie skupiających użytkowników pieców pelletowych.
„Zbiornik tonowy przy temperaturze minus dwa starczał na pięć tygodni, teraz spalanie wzrosło dwukrotnie” – opisywał sytuację w Radiu Zachód Antoni Piechota, właściciel składu opału na Opolszczyźnie.
„Staram się dzielić pellet po kilka worków, od 10 do 20, żeby w tym trudnym okresie wystarczyło dla każdego. Za tydzień przyjedzie kolejna dostawa” – mówił TVP Kielce Ryszard Sikora właściciel składu opału w Bielinach.
Po fali mrozów zapasy w domowych kotłowniach się kończą, a cieszą się ci, którzy jesienią przypuszczali, że mogli przesadzić ze zbyt dużym zamówieniem. Cena tony w składach często przekracza 2500 złotych. To tyle, ile wynosił koszt zakupu węgla w momencie jego niedoboru, zaraz po pełnoskalowym ataku Rosji na Ukrainę. Na serwisach aukcyjnych można spotkać się z ofertami wycenionymi na 3 tys. złotych za tonę. To skokowy wzrost. W 2024 roku tonę pelletu można było dostać za około 1300-1400 złotych. Dla porównania cena węgla w lutym 2026 wynosi od 1200 do 1600 złotych za tonę.
Cena i niedobory rzecz jasna wiążą się z rosnącym popytem. A tego by nie było, gdyby nie dopłaty z „Czystego Powietrza”. To flagowy program antysmogowy państwa, polegający na wymianie „kopciuchów” na inne źródła ogrzewania. Działa od 2018 roku, a od 2025 roku dotacjami nie można finansować zakupu kotła gazowego. Dotacje w „Czystym Powietrzu” idą więc albo na piece pelletowe, albo na pompy ciepła. Przewaga tych pierwszych jest bardzo wyraźna. Z około 50 tys. urządzeń grzewczych sfinansowanych z „Czystego Powietrza” w 2025 roku około trzech czwartych to kotły pelletowe.
To jednak jedynie część problemu. Producenci pelletu wytwarzają go głównie z odpadów z zakładów meblarskich. A te mają spore problemy, mimo że Polska wciąż jest drugim co do wielkości eksporterem mebli w Unii Europejskiej. Na kryzys wpływa sytuacja gospodarek, które są głównymi odbiorcami polskiej produkcji. Kłopotliwy jest przede wszystkim zastój na rynku mieszkaniowym, wyczuwalny między innymi w Niemczech – bo im więcej nowych mieszkań, tym więcej sprzedanych mebli. Ostatnie lata przyniosły więc popandemiczne odbicie, a potem marazm i spadek zysków.
„W 2024 r. wartość produkcji drzewnej w sektorze meblarskim spadła o 16% względem 2022 r. Średnia zyskowność netto branży drzewnej była najniższa od 2013 r., a meblarskiej – od 2018 r. Aż 35% firm drzewnych i 30% meblarskich zakończyło 2024 r. stratą” – wyliczała zajmująca się produkcją kotłów firma Power Flame. Końcówka zeszłego roku przyniosła ożywienie, ale nie wpłynęło to jeszcze na obniżenie cen pelletu.
Paliwa na rynku jest mniej również przez prawo zabraniające spalania „pełnowartościowego drewna” w energetyce.
„Zamiast tego będzie ono wykorzystywane tam, gdzie przynosi większe korzyści: w produkcji mebli, stolarce czy innych wyrobach przemysłowych. Do spalania w energetyce zawodowej będą trafiać tylko mniejsze odpady drzewne” – wyjaśniało ministerstwo klimatu. Według resortu zmiany są korzystne dla środowiska i branży drzewnej, do której trafi więcej pełnowartościowego surowca, dotychczas spalanego w elektrowniach i elektrociepłowniach. Intencje były dobre. Okazało się jednak, że zakłady energetyczne zostały zmuszone do poszukiwania drobnego drewna z tych samych źródeł, z których korzystają producenci pelletu. Biomasa klasyfikowana przez UE jako OZE i nie wlicza się do bilansu emisji dwutlenku węgla. Dzięki temu zakłady energetyczne mogą uniknąć wydawania pieniędzy na unijne certyfikaty pozwalające na wypuszczanie go do atmosfery (EU ETS).
Efekt: cena trocin w ciągu roku wzrosła niemal dwukrotnie.
Rządzący sugerowali, że sprawa może mieć drugie dno, a na rynku mogła wystąpić zmowa cenowa. Sytuacji przyjrzeli się kontrolerzy Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji. Nie dopatrzyli się nieprawidłowości. Szef Urzędu Tomasz Chróstny zawnioskował jednak do ministerstwa energii o interwencję w rynek i pomoc w zakupie paliwa gospodarstwom o niskich dochodach. Wcześniej minister Miłosz Motyka nie wykluczał interwencji, ale jedynie, jeśli kontrola UOKiK wykazałaby nieprawidłowości. O możliwości ich wystąpienia mówiła również ministra klimatu, Paulina Hennig-Kloska.
„Przedstawiciele branży mówili, że pellet jest dostępny, choć chwilę trzeba na niego poczekać. Jest problem z dostępnością pelletu krajowego, a import wymaga czasu” – uspokajała polityczka Polski 2050. – „Widać też, że zaburzenie relacji popytu i podaży zostało przez rynek wykorzystane do podbicia cen. Warto, aby UOKiK się temu przyjrzał” – mówiła Hennig-Kloska.
Przedstawiciele UOKiK wykazali jednak, że rząd miał świadomość możliwości wystąpienia kryzysu. Kontrolerzy Urzędu wskazują na raport resortu klimatu z lipca 2025, w którym ministerstwo wspomina, że „niepożądaną konsekwencją dalszego zwiększania zużycia biomasy drzewnej w energetyce, ciepłownictwie i ogrzewnictwie byłaby nasilana konkurencja o zasoby, wzrost cen i uzależnienie się od importu na dużą skalę”.
„Ponadto, co szczególnie istotne, podkreślono, że: dalszy wzrost zużycia biomasy drzewnej, w tym pelletu, w zakładach energetycznych prowadziłby do wzrostu popytu, a tym samym cen tego paliwa dla odbiorców indywidualnych” – czytamy w komunikacie UOKiK.
Sytuację może uspokoić import: między innymi z Ukrainy, choć według obserwatorów rynku do Polski zaczął spływać również pellet z zachodu Europy. Właściciele kotłów na to paliwo mogą też zacząć szukać alternatyw pelletu. Według rolników może być nią... zboże, zalegające w magazynach i osiągające cenę 700-750 złotych za tonę.
„Rolnicy od dawna wiedzą, że zboże i kukurydza mają wysoką wartość opałową, porównywalną z pelletem. Dziś, przy obecnej sytuacji rynkowej, są znacznie tańsze, łatwiej dostępne i lokalne. Bez importu, bez spekulacji, bez pustych magazynów” – przekonywali działacze Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze