Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja GazetaAdam Stepien / Agenc...
23 lutego 2020

PGG da 270 mln zł na podwyżki dla górników, byle uniknąć demonstracji w trakcie kampanii wyborczej

Nie będzie zapowiadanej na 28 lutego górniczej manifestacji w Warszawie, bo w największej firmie z branży, Polskiej Grupie Górniczej, podpisane zostało porozumienie płacowe. Kolejna podwyżka płac dla górników, to prosta droga do zamykania następnych kopalń, zapaść sektora się pogłębia. Analizujemy skutki decyzji rządu

W branży węglowej mamy wielki problem i nie ma się co dziwić, że górnicze związki zawodowe postanowiły go nagłośnić w prezydenckiej kampanii wyborczej. Czy kupienie spokoju społecznego na Śląsku pomoże? Okaże się w maju.

Jedno jest pewne, porozumienie rząd - związki górnicze w PGG nie rozwiązało problemów górnictwa, podobnie jak stworzenie w Ostrowie Wielkopolskim centralnego magazynu węgla, który ma rozładować przykopalniane zwały, na których surowiec już się po prostu nie mieści.

„Nadprodukcja, problemy ze zbytem, 2019 rok zamknięty ze stratą: problemy PGG się nawarstwiają, kryzys się pogłębia" - mówi nam Justyna Piszczatowska, redaktor naczelna portalu green-news.pl.

"To wielki paradoks, że spółka jednocześnie redukuje inwestycje, a podnosi wynagrodzenia. Gdyby była zarządzana na zasadach rynkowych, powinno być odwrotnie. PGG, jeśli ma przetrwać, musi zacząć na siebie zarabiać. Wymaga gruntownej restrukturyzacji, o czym związkowcy dobrze wiedzą. Niedługo konieczne będzie zamknięcie kolejnych kopalń i paradoksalnie tegoroczna podwyżka płac tylko ten etap przyspiesza” - podkreśla.

Podobnego zdania jest Bartłomiej Derski z portalu Wysokienapiecie.pl: „Podpisane porozumienie płacowe w PGG oznacza, że trzeba będzie szybciej zamknąć kolejną z nierentownych kopalń PGG i zmniejszyć zatrudnienie w spółce. Śląskie górnictwo, przy zawstydzająco niskim poziomie efektywności i rosnących od lat płacach, skończy tak samo jak górnictwo we Francji, Belgii, Holandii, Norwegii, Wielkiej Brytanii czy Niemczech – zostanie zlikwidowane nie ze względu na wyczerpanie zasobów węgla, ale nieopłacalność jego wydobycia" – mówi nam Derski.

„Wypłacenie przez PGG ponad 1 mld zł więcej na wynagrodzenia, niż planowano w biznesplanie spółki, przy mniejszym wydobyciu, niż zakładano, przyśpieszy jej upadek. Przypuszczam, że związki zawodowe w PGG są tego świadome, a ich działania odczytuję jako pogodzenie się ze scenariuszem powolnej likwidacji ich firmy. Jak bowiem inaczej odczytywać działania, w której pod naciskiem związkowców firma wydaje pieniądze na podwyższanie pensji zamiast na niezbędne inwestycje, które mogłyby poprawić jej efektywność i przedłużyć życie zakładu pracy, który daje im zatrudnienie?" - zastanawia się.

O przyspieszonym zamknięciu której z kopalń mowa? Chodzi oczywiście o "Pokój", będący częścią kopalni "Ruda" należącej do PGG. Już w 2016 roku kopalnia ta znalazła się na liście kopalń do zamknięcia, jaką polski rząd przedstawił Komisji Europejskiej, by zyskać zgodę na miliardy złotych z budżetu na likwidację kopalń. Kopalnia "Pokój" miała być zamknięta ok. 2022 roku, nastąpi to najprawdopodobniej dwa lata wcześniej, jeszcze w tym roku. Przeciwko czemu oczywiście protestują związki zawodowe – te same, które walczyły o podwyżki.

Płace i kreatywna księgowość

Górnicy z zatrudniającej ok. 42 tys. osób Polskiej Grupy Górniczej - dającej pracę połowie ludzi w branży węgla kamiennego - żądali 12 proc. podwyżki płac na ten rok. Spółka już od sierpnia ubiegłego roku mówiła, że wydanie ponad 0,5 mld zł na ten cel jest po prostu niemożliwe. Poinformowała również, że na wynagrodzenia w latach 2016-2019 wydała o ponad miliard (!) złotych więcej, niż zakładał jej plan w momencie powstania w 2016 roku, przy czym 14 lutego wypłaciła załodze rekordową „czternastkę”, która pochłonęła ponad 300 mln zł.

Polska Grupa Górnicza istnieje od czterech lat. Jej największym udziałowcem jest PGNiG Termika, ciepłownicza spółka-córka gazowo-naftowego koncernu (ponad 20 proc. akcji), drugim co do wielkości państwowy Węglokoks (ponad 18 proc.). Po ponad 15 proc. akcji mają Energa, PGE i TF Silesia, z kolei po niemal 8 proc. Energa i FIPP FIZAN. Skarb Państwa ma w PGG dokładnie JEDEN, symboliczny udział.

Od momentu utworzenia PGG na zgliszczach Kompanii Węglowej państwowe firmy, głównie energetyczne, dokapitalizowały ją kwotą ok. 4,5 mld zł.

Do spłacenia ma też 2 mld zł obligacji bankowych, które już zaczęła spłacać. O ile jeszcze podwyżki płac na rok 2019 udawało się uzasadnić niemal półmiliardowym zyskiem za rok 2018, to tego argumentu w tym roku nie było.

Nieoficjalnie mówiło się, że PGG będzie miała w 2019 roku zysk na poziomie 160 mln zł, to może być on jednak iluzją, jeśli zobaczymy, co zrobili najważniejsi udziałowcy tej firmy.

Jak pisała autorka tych słów w portalu Biznesalert.pl, udziałowcy Polskiej Grupy Górniczej zadeklarowali już w komunikatach giełdowych odpisy z tytułu utraty wartości posiadanych przez nie akcji PGG. Energa odpisała 65 mln zł, PGE 79 mln zł i Enea - 53 mln zł.

Biorąc pod uwagę posiadaną przez nich wielkość pakietów akcji PGG łączny minus to niemal pół miliarda złotych. Odpisy wykonane przez spółki giełdowe są ich obowiązkiem, gdy akcje, których są posiadaczami, potaniały. A PGG ze swoimi problemami straciła na wartości, stąd decyzje akcjonariuszy, które przełożą się bezpośrednio na ich wynik netto.

A czy stratę zobaczymy w wyniku PGG? Na razie nie wiadomo. Warto jednak przypomnieć, że Najwyższa Izba Kontroli niedawno w swoim raporcie zarzuciła PGG – delikatnie mówiąc – kreatywną księgowość przy wycenie jej aktywów.

Znikający zysk

W styczniu „Rzeczpospolita” podała, że cały sektor górnictwa węgla kamiennego od stycznia do listopada 2019 zanotował stratę netto wynoszącą ponad 460 mln zł. Rok wcześniej branża ta miała 980 mln zł zysku.

Ministerstwo Aktywów Państwowych w odpowiedzi na publikację dziennika podało zysk łączny na poziomie 1 mld zł. Tyle tylko, że giełdowe spółki węglowe, czyli Bogdanka, Jastrzębska Spółka Węglowa czy Tauron Wydobycie, będący częścią giełdowej grupy Tauron, nie publikowały jeszcze wyników finansowych za ubiegły rok, a to znaczy, że oficjalnych danych po prostu jeszcze nie ma. Spółki giełdowe mają czas do 30 kwietnia, by opublikować raporty za rok ubiegły. Dlatego teraz cały czas możemy mówić o danych szacunkowych.

Wojna o węgiel

Związki zawodowe PGG żądając 12 proc. podwyżek płac domagały się jednocześnie zatrzymania importu węgla do Polski, zwłaszcza z Rosji, bo stanowi niemal 70 proc. zagranicznych zakupów surowca.

Związkowcy blokowali najpierw tory prowadzące do elektrowni Taurona, później zaś szeroki tor ze Wschodu do Euroterminalu w Sławkowie. Tyle tylko, że organizatorzy akcji z Sierpnia'80 w Tauronie zablokowali pociąg z krajowym węglem do siłowni, a w Sławkowie zamiast zablokowania pociągu z węglem z Rosji, wg LHS zablokowali wywóz naszego węgla na Ukrainę, która przez wojnę na Donbasie boryka się z brakami rodzimego surowca.

Blokada torów w Sławkowie

Na razie górnicy od rządu uzyskali obietnicę, że ten poprosi państwowe spółki, by surowca nie importowały. Zakazu bowiem wprowadzić się nie da (ewentualne embargo na węgiel z Rosji musiałoby być wspólną decyzją wszystkich krajów UE).

350 zł netto miesięcznie

Po negocjacjach z udziałem wicepremiera i ministra aktywów państwowych Jacka Sasina oraz jego zastępcy odpowiedzialnego za górnictwo Adama Gawędy, przed weekendem udało się wypracować porozumienie płacowe w PGG. PGG bowiem podlega nadzorowi właścicielskiemu resortu aktywów państwowych.

Podwyżki na ten rok wyniosą 6 proc., co oznacza średnio 350 zł netto na osobę (w zależności od zajmowanego stanowiska). W PGG średnia miesięczna brutto ze wszystkimi dodatkami (m.in. Barbórka, czternastka, deputat węglowy itp.) przekroczy więc 7500 zł.

Dla porównania w ubiegłym roku w Jastrzębskiej Spółce Węglowej było to 8900 zł. Wydajność tych spółek na poziomie nieco ponad 700 ton węgla na jednego zatrudnionego jest nieporównywalna do Bogdanki, gdzie sięga niemal 2000 ton, a średnia miesięczna to ok. 8000 zł.

Z najnowszych informacji GUS wynika, że średnie miesięczne wynagrodzenie w grudniu 2019 roku wynosiło 5 604,25 zł brutto.

Dla PGG wzrost płac o 6 proc. oznacza wzrost kosztów stałych aż o 270 mln zł. Co ciekawe, prezes PGG Tomasz Rogala mówił, że 12 proc. podwyżki oznaczałyby zaprojektowanie straty na 2020 roku, na co firma nie może sobie pozwolić. A czy 6 proc. udźwignie? Najwidoczniej tak, bo z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że na ten poziom podwyżki w trakcie negocjacji miał się zgodzić sam premier Mateusz Morawiecki.

Kto za to zapłaci

Pytanie tylko skąd wziąć pieniądze nawet na 6 proc. wzrostu płac w PGG, bo to przecież nie jest jedyna węglowa firma w nadzorze resortu aktywów państwowych.

Można się spodziewać żądań płacowych w Tauronie Wydobycie, gdzie płace w 2018 i 2019 roku były zamrożone (pod ziemią netto ok. 5200 zł), jednak kondycja tej spółki jest najgorsza ze wszystkich i trudno tu będzie o kompromis. Spółka w trzech kopalniach zatrudnia nieco ponad 6000 ludzi, a więc 7 razy mniej niż PGG, a problemy ma znacznie poważniejsze (m.in. geologiczne).

Mająca najwyższe średnie płace Jastrzębska Spółka Węglowa na razie milczy, ale to właśnie tam w ubiegłym roku przywrócono zawieszone na czas kryzysu w firmie dodatki.

Górnicy z Bogdanki wchodzącej w skład grupy Enea już pod koniec ubiegłego roku zażądali aż 15 proc. podwyżki. Negocjacje trwają. W piątkowym wywiadzie dla „Parkietu” prezes lubelskiej kopalni Artur Wasil powiedział, że „obecnie trwają dyskusje o wysokości i sposobie rozdziału pieniędzy”.

Być może więc będzie to podwyżka, być może jednorazowa nagroda z zysku, bo Bogdanka akurat z jego wypracowaniem nie ma większych problemów. Tyle tylko, że Bogdanka właśnie ogłosiła ścięcie dobowej produkcji o 25 proc. do końca lutego. Sytuacja ma nie wpłynąć na roczny plan wydobycia, prezes zapewnia, że nie ma to związku z sytuacją na Śląsku, ale notowania kopalni na GPW spadły po komunikacie natychmiast o ponad 15 proc.

Góra węgla

Sytuacja z jaką mamy obecnie do czynienia w górnictwie węgla kamiennego wynika z tego, że zwały węgla przy kopalniach są ogromne i wynoszą ponad 5 mln ton, zapasy elektrowni są jeszcze większe, co daje z kopalniami jakieś 14 mln ton (za Wysokienapiecie.pl), z kolei import w 2019 roku w porównaniu z rekordowym 2018 rokiem spadł zaledwie o – to wstępne szacunki – ok. 2,8 mln ton do poziomu ok. 17 mln ton jak wynika z danych Eurostatu.

Tylko w styczniu elektrownie na węgiel w Polsce wyprodukowały o 14 proc. prądu mniej niż rok wcześniej. Jest cieplej, import spadł nie aż tak bardzo jak można było oczekiwać, bo ceny węgla na świecie spadły i są średnio o ponad 100 zł za tonę niższe od cen polskiego surowca (w zależności od sortymentu węgla).

Dodatkowo w 2019 roku padł rekord importu do Polski energii elektrycznej – wyniósł ponad 10,5 TWh (jego wartość to ok. 2 mld zł), co musiało przełożyć się na mniejszą rodzimą produkcję energii opartej na węglu.

Sytuacja w branży zaczyna przypominać tę, z którą mieliśmy do czynienia u schyłku Kompanii Węglowej. W 2014 roku zapadła decyzja o tym, że Jastrzębska Spółka Węglowa kupi od Kompanii za gigantyczne pieniądze, bo 1,5 mld zł, kopalnię Knurów-Szczygłowice.

Żeby było jasne – z punktu widzenia biznesowej logiki nie był to wcale zły pomysł, ponieważ JSW jest największym w UE producentem węgla koksowego, bazy do produkcji stali, a takie złoża ma rzeczona kopalnia.

Co ciekawe w dzisiejszych realiach Knurów-Szczygłowice w przypadku pozytywnych decyzji „na szczycie” dałaby JSW dojście do złóż węgla koksowego nieczynnej kopalni Dębieńsko, której koncesja jest w posiadaniu australijskiej spółki Prairie Mining (a rozmowy albo ich brak między Prairie a JSW bada obecnie KNF, bo Polsce w przypadku braku porozumienia między tymi podmiotami grozi międzynarodowy arbitraż z kilkoma miliardami złotych odszkodowania w tle).

Mimo wszystko cena 1,5 mld zł sześć lat temu za istniejącą kopalnię była kosmiczna – mniej więcej tyle kosztuje wybudowanie nowego zakładu wydobywczego od podstaw!

JSW kupi drożej niż sprzedała?

Tzw. wiewiórki donosiły, że jest pomysł na sfinansowanie podwyżek w PGG. Znowu przy pomocy JSW. Jastrzębska miałaby w tym scenariuszu odkupić za 0,5-1 mld zł wałbrzyską koksownię Victoria od TFI Silesia, którą w kryzysie sprzedała za nieco ponad 0,3 mld zł.

TFI Silesia mogłaby pieniądze wsadzić do PGG, której jest udziałowcem. Tym sposobem ominięta zostałaby niedozwolona pomoc publiczna dla górnictwa. Zdaje się jednak, że scenariusz był zbyt ryzykowny. PGG, JSW, TFI Silesia oraz Ministerstwo Aktywów Państwowych jednogłośnie zapewniły, że taka opcja nie wchodzi w grę.

Udostępnij:

Karolina Baca-Pogorzelska

Karolina Baca-Pogorzelska (ur. 1983) – absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW, dziennikarka i autorka książek, inżynier górniczy drugiego stopnia. Współpracowała z „Rzeczpospolitą” i „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Jest współautorką książek (wraz z fotografem Tomaszem Jodłowskim) "Drugie życie kopalń", "Babska szychta" i "Ratownicy. Pasja zwycięstwa". Od 2017 roku z Michałem Potockim badała sprawę importu antracytu z okupowanego Donbasu. Za ten cykl reportaży otrzymali Grand Press 2018 w kategorii „dziennikarstwo specjalistyczne” i Nagrodę im. Dariusza Fikusa, wyróżnienia w Ogólnopolskim Konkursie Dziennikarskim im. Krystyny Bochenek i w konkursie o Nagrodę Watergate Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a także nominacje do MediaTorów i Nagrody Radia Zet im. Andrzeja Woyciechowskiego. Książka "Czarne złoto" (napisana z Michałem Potockim) została nominowana do nagrody Grand Press dla Książki Reporterskiej Roku 2020. Obecnie dziennikarka "Wprost"

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne