0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by SAUL LOEB / AFPPhoto by SAUL LOEB /...

„Zobaczycie największe odrodzenie produkcji przemysłowej w Ameryce, 4 biliony dolarów stworzą najwspanialsze miejsca pracy. […] Najfajniejsze miejsca pracy, najlepiej płatne stanowiska wracają do Ameryki, i to Donald Trump je przywraca. Mamy dosyć tego, że te miejsca są tworzone w Tajwanie, w Korei, czas, by te stanowiska były tworzone w Ameryce” – mówił w wywiadzie po ogłoszeniu nowych ceł przez prezydenta Trumpa w wywiadzie dla Fox News amerykański sekretarz handlu Howard Lutnick. Tuż po ich ogłoszeniu pisała o nich w OKO.press Agata Szczęśniak.

W tej wypowiedzi widać pomysł, z jakim nowa ekipa rządząca w USA idzie na największą od dekad wojnę handlową z całym światem. Ekspert, z którym rozmawiamy, ma na ten temat zupełnie inne zdanie. By jednak lepiej zrozumieć podejście ekipy Trumpa do ceł, warto spojrzeć też na inny cytat z tego samego wywiadu sekretarza handlu:

„Unia Europejska nie chce naszego kurczaka. Nie chcą naszych homarów. Nienawidzą naszej wołowiny, bo nasza wołowina jest piękna, a ich słaba” – mówił też Lutnick.

Jeśli cła Trumpa rzeczywiście wejdą w życie, a UE zgodnie z zapowiedzią odpowie swoimi cłami, zjedzenie pięknej amerykańskiej wołowiny w Europie będzie jeszcze trudniejsze.

Cła, które nie są cłami

Aby jednak dobrze zrozumieć, co dokładnie ogłosił Donald Trump 2 kwietnia 2025 po południu, warto spojrzeć na metodę, której użyto do wyliczenia wartości ceł na poszczególne kraje.

View post on Twitter

Jak na tak skomplikowany system naczyń połączonych, jakim jest globalny handel, metoda jest bardzo prosta. Na prezentacji Donald Trump pokazał, że wartość ceł, jakie USA nakłada na dany kraj, to podzielona przez dwa wartość ceł, jakie dany kraj nakłada na USA. Amerykanie są tutaj łaskawi i dają nam wszystkim 50 proc. promocję.

Tyle że to nieprawda.

(x-y)/x

Liczba, która pojawiła się w tabelach przekazanych dziennikarzom, a później opublikowanych na oficjalnych kanałach Białego Domu, to coś innego. Otrzymano ją w prosty sposób. Podzielono mianowicie wartość deficytu handlowego z danym krajem przez wartość towarów wyeksportowanych przed dany kraj do USA. Otrzymana w ten sposób wartość procentowa nazwana została „cłami nałożonymi na USA”.

Przykładowo: deficyt handlowy USA z Unią Europejską w 2024 roku wyniósł 235,6 mld dolarów. Wartość eksportu z USA do UE to w tym samym roku 605,8 mld dolarów. Pierwsza liczba stanowi 39 proc. drugiej.

Dokładnie ta wartość widnieje w tabelce Trumpa jako wartość ceł nałożonych przez UE na USA. I w przypadku każdego kraju objętego nowymi cłami identyczne działanie daje dokładnie wynik z tabelki.

Płaskoziemstwo

W rozmowie z OKO.press dr Łukasz Rachel, adiunkt ekonomii w University College London, takie podejście nazywa „ekonomicznym płaskoziemstwem”.

„Ta kalkulacja zakłada, że dwustronny deficyt handlowy między USA i innym krajem jest zły i wynika z manipulacji ze strony tego innego kraju. A nie na przykład z tego, że dany kraj produkuje coś, co amerykańscy konsumenci chętnie kupują, czego nie USA produkują same” – tłumaczy ekonomista. I podaje przykład:

„Madagaskar, który sprzedaje do USA m.in. kawę, i ma roczny dochód na mieszkańca 500 dolarów na osobę, ma nałożone 47 proc. cła, bo »ogrywa Amerykę«".

Dr Rachel, nie przebierając w słowach, nazywa to podejście „idiotycznym i okrutnym”.

„Miałoby to sens, gdyby wziąć jeden kraj, z którym w wypadku wolnego handlu mielibyśmy zerowy deficyt handlowy. Ale dany kraj nakłada na USA cła, więc deficyt rośnie. Wówczas nałożenie ceł na ten kraj ma sens jako narzędzie, by ten deficyt zredukować. Problem w tym, że to teoretyczny przykład z podręcznika, który nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości”.

„Wszystko zniszczył”

W swoim blogu ekonomicznym noblista i sprawny felietonista Paul Krugman pisze:

„Ameryka stworzyła nowoczesny światowy system handlowy. Zasady regulujące cła oraz proces negocjacyjny, który z czasem te cła obniżył, wywodzą się z Ustawy o Wzajemnych Umowach Handlowych, opracowanej przez Franklina Delano Roosevelta w 1934 roku. Wzrost międzynarodowego handlu w ramach tego systemu miał pewne negatywne aspekty, ale ogólnie rzecz biorąc, był bardzo korzystny dla Ameryki i świata. Był to w rzeczywistości jeden z naszych największych sukcesów politycznych. Wczoraj Donald Trump to wszystko zniszczył”.

Żeby zrozumieć, do jak wielkiej zmiany doprowadził Trump, wystarczy dodać, że średni ważony poziom ceł po najnowszej zmianie wyniesie 29 proc. Od lat 70. niezmiennie utrzymywał się poniżej 5 proc.

Deficyt = zło

Warto pochylić się nad kilkoma krajami, na które USA zamierza nałożyć wysokie cła. Dr Rachel mówi kluczową rzecz dla zrozumienia tego, co ogłosili wczoraj Amerykanie. Z wszystkich komunikatów na temat ceł od Trumpa i jego urzędników wynika, że traktują oni deficyt handlowy jako coś inherentnie negatywnego. Jako dowód, że Ameryka jest przez te kraje okradana i oszukiwana. Tymczasem biedny Madagaskar nie jest tutaj wyjątkiem, jego przykład jest zgodny z regułą rządzącą cłami Trumpa.

USA nakłada na wiele bardzo ubogich krajów bardzo wysokie cła.

Małe Lesotho, duże cła

Rekordzistą jest Lesotho i nałożone na niego cła w wysokości 50 proc. To 10 razy mniejszy kraj od Polski, enklawa wewnątrz Republiki Południowej Afryki. Według PKB na osobę jest 169. na świecie. W 2023 roku eksport z Lesotho do USA był wart 228 mln dolarów. To 0,006 proc. całego amerykańskiego importu w tym roku. Ale rzeczywiście mamy tutaj ze strony Amerykanów spory deficyt. Wartość handlu w drugą stronę to jedynie 7,3 mln dolarów.

Na podstawie tych liczb jasno widać, że handel z Lesotho to mało istotna część amerykańskiego importu, a jakiekolwiek korekty w polityce handlowej w żaden sposób nie wpłyną na ogólny obraz.

Eksport z Lesotho do USA jest dosyć jednorodny. W 2023 roku 25 proc. stanowiły diamenty, 75 proc. – różnego rodzaju tekstylia. Od poniedziałku 7 kwietnia importer w USA będzie musiał zapłacić za nie 50 proc. więcej.

Azja południowo-wschodnia

Lesotho jest jednak niewielkim, dwumilionowym krajem. Metoda wyliczenia ceł silnie uderza też jednak także w duże kraje. Choćby w stumilionowy Wietnam. Tutaj ekipa Trumpa wyliczyła cła w wysokości 46 proc.

Nominalnie wietnamska gospodarka jest 32. na świecie. Ale to wciąż duży kraj na dorobku, z PKB na osobę jest już tylko 118. na świecie. Sporą część swojego rozwoju z ostatnich dekad Wietnam zawdzięczał modelowi eksportowemu. W kraju produkuje się np. sporo elektroniki, a jej produkcja jest tańsza niż w krajach rozwiniętych.

W 2023 roku USA były pierwszym odbiorcą wietnamskiego eksportu (28 proc.), przed sąsiadującymi z Wietnamem Chinami (20 proc.). Teraz wyprodukowana w Wietnamie elektronika czy bawełna będą rzadziej trafiać do USA, bo będzie to znacznie mniej opłacalne. Wszystkie sąsiednie kraje – Mjanma, Laos, Kambodża, Tajlandia – mają podobną relację handlową z USA. I wszystkie teraz przy eksporcie do USA wysokie cła (między 36 a 49 proc.). Jasne jest, że USA i ich handel to nie organizacja charytatywna. Ale ekipa Trumpa, próbując odbudować produkcję przemysłową w USA, wylewa dziecko z kąpielą. Psuje wieloletnie relacje polityczne i handlowe. I rzuca się na rozwiązanie, które nie musi się udać.

Syria, Libia

Absurdalnie wyglądają też cła wobec niektórych bardzo ubogich krajów. 41 proc. Syria, 31 proc. – Libia. Oba kraje są wyniszczone wieloletnimi wojnami domowymi, a ich handel z USA jest na bardzo niskim poziomie.

Wartość eksportu z Syrii do USA w 2023 roku to zaledwie 11,3 mln dolarów. To jeszcze czasy rządów Baszszara al-Asada. USA nakłada jednak duże cła, bo eksport w drugą stronę był jeszcze mniejszy, w 2023 roku – 1,3 mln dolarów.

Dziś mamy jednak inną sytuację, Syria zmieniła władzę i chce się odbudowywać. Ale jak budować nowe relacje, skoro rozpoczynają się one od bardzo wysokich, jednostronnych ceł?

Pingwiny

Są też sytuacje zupełnie absurdalne. Na liście z najniższą możliwą, 10-procentową stawką znajdują się na przykład Wyspy Heard i McDonalda. To należące do Australii terytorium na Oceanie Indyjskim o powierzchni Gdyni. Wyspy mają jednak idealnie zbalansowaną relację handlową z USA. Wartość importu i eksportu wynosi bowiem dokładnie zero dolarów. Na wyspie nie mieszka żaden człowiek. Znajdziemy tam natomiast cztery gatunki pingwinów. Najpewniej nie planują one w najbliższym czasie żadnego eksportu do odległych Stanów Zjednoczonych.

Taryfa ulgowa dla Rosji

Na liście mamy 185 państw i terytoriów. Jest niespójna – na równi traktuje pełnoprawne państwa, Unię Europejską, Tajwan czy terytoria zależne jak wymienione wyspy Heard i McDonalda, czy norweski Svalbard lub francuskie Reunion.

Równie ciekawe są kraje, których na liście nie ma.

To na przykład Rosja, Białoruś, Korea Północna.

W przypadku Rosji i Białorusi decyzję uzasadniał amerykański sekretarz skarbu Scott Bessent w rozmowie z Fox News. Dziennikarzom stacji przekazał, że krajów nie ma na liście, bo oba są objęte sankcjami i nie prowadzą handlu z USA. To nieprawda. W 2024 roku Rosja wyeksportowała do USA dobra warte 3,5 mld dolarów. To znacznie mniej niż czołowi partnerzy handlowi USA. Ale dużo więcej niż wiele krajów, na które Amerykanie nałożyli cła.

Handel w drugą stronę wart był 526 mln dolarów. Mając te dwie liczby, można łatwo wyliczyć, ile wynosiłyby cła nałożone na Rosję – byłoby to 42 proc. Mimo tego USA nie nałożyły na Rosję żadnych ceł, a na Ukrainę tak – minimalną stawkę 10 proc. I to pomimo tego, że w 2024 roku Amerykanie mieli w handlu z Ukrainą nadwyżkę handlową. Czyli według logiki polityki handlowej Trumpa to Ukraina powinna nakładać cła na USA, bo jest w tej relacji wykorzystywana.

Izolacja

Dr Rachel uważa, że polityka handlowa Trumpa to „czyste szaleństwo”.

„Na izolacji Trump nie zbuduje potęgi Ameryki – wręcz przeciwnie. Wydaje się zdeterminowany, by zniszczyć wszystko to, w czym Ameryka jest dobra, i co czyniło ją największym mocarstwem na świecie. Trudno w to uwierzyć, ale taka będzie konsekwencja tych ceł. Wystarczy spojrzeć na reakcje rynków – tryliony dolarów strat mówią same za siebie. Rynek akcji wycenia to, co wydarzy się za chwilę. Nie widać tutaj śladu przyszłej amerykańskiej wielkości”.

Zdaniem dr Rachela polityka handlowa Trumpa w najbliższym czasie silnie uderzy w Amerykanów – zarówno w konsumentów, jak i eksporterów.

„Amerykańskie firmy mogą być konkurencyjne na rynkach światowych m.in. dlatego że korzystają z importowanej stali, części samochodowych itd. Co więcej, import tych dóbr pozwala rozwijać branże o wyższej wydajności i wyższych płacach – w tym na eksportowe, takie jak przemysł lotniczy czy projektowanie oprogramowania”.

Recesja?

Ekspert uważa, że cła bezpośrednio nie wpłyną na deficyt handlowy, a polityka celna Trumpa obniży ogólny poziom handlu z USA. „Deficyt sam w sobie nie jest niczym złym. Bo jeśli tak, to o swoich zakupach w osiedlowym sklepiku również musiałbym myśleć, jak o deficycie (zostawiam kasę, kupuję warzywa, mam mniej pieniędzy). Jeśli stracę pracę, to będę kupował mniej. Tylko czy to jest MAGA?”

Co w najbliższych miesiącach może czekać światową gospodarkę?

Dr Rachel: „Myślę, że zobaczymy spory szok popytowy, możliwe jest spowolnienie lub recesja. Wskaźniki niepewności wystrzeliły w górę bardziej niż podczas pierwszej fali Covidu!”.

Ekspert uważa też, że równie dotkliwe, jak konsekwencje gospodarcze, mogą być następstwa w polityce międzynarodowej. Na przykładzie ceł bardzo dobrze widać, jak nowa administracja USA traktuje dziś swoich najbliższych sojuszników. Przed konferencją Trumpa Izrael w całości zdjął cła na wszelki import ze Stanów Zjednoczonych. Mimo tego USA ogłosiły 17-procentowe cła na import z Izraela. Rząd Netanjahu był tym ruchem zszokowany.

„Izolacjonizm Ameryki to bezpośredni impuls do polityczno-gospodarczego przegrupowania w stronę Chin” – przewiduje dr Rachel. – „Niestety, pęknięcie w zachodnim bloku znacznie też wzmocni Rosję. Nie można teraz wykluczyć polityk, które dotychczas rozważaliśmy w kategorii science fiction, na przykład ograniczenie przepływu kapitału, ograniczenie lub zamknięcie Rezerwy Federalnej itd. Skutki dla USA i dla świata mogą być katastrofalne”.

;
Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku. Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze