0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Brendan SMIALOWSKI / AFPfot. Brendan SMIALOW...

„To będzie jeden z najważniejszych dni w historii naszego kraju” – oświadczył w środę 2 kwietnia 2025 Donald Trump.

I faktycznie: coś takiego w historii handlu międzynarodowego jeszcze się nie zdarzyło. Tuż po zamknięciu amerykańskiej giełdy prezydent Trump ogłosił tak zwane cła wzajemne, których konsekwencje odczuje cały świat. Według niego to „dzień wyzwolenia Ameryki”.

„Wywrócił do góry nogami dotychczasowy porządek geopolityczny” – stwierdziła chwilę po przemówieniu Trumpa szefowa Europejskiego Banku Centralnego, Christine Lagarde.

W czwartek rano działania Trumpa skomentowała Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej: „Wiemy, że wielu z was czuje się zawiedzionych przez naszego najstarszego sojusznika. (...) Finalizujemy pierwszy pakiet środków zaradczych w odpowiedzi na cła na stal. Jako Europejczycy zawsze będziemy promowali i chronili nasze interesy i wartości, i zawsze będziemy bronili Europy”. Podkreśliła jednak, że nie jest za późno, by prowadzić negocjacje.

Donald Tusk napisał na portalu X: „Przyjaźń oznacza partnerstwo. Partnerstwo oznacza rzeczywiste i prawdziwe wzajemne cła. Potrzebne są adekwatne decyzje”.

A 10-procentowe podstawowe cła to i tak mniej niż w najczarniejszych scenariuszach przewidywali analitycy.

Co musisz wiedzieć

  • USA wprowadzą uniwersalne cło w wysokości 10 procent na wszystkich partnerów handlowych.
  • Jednak cła nałożone na niektórych z nich będą wyższe. To kraje, z którymi USA ma według administracji Trumpa największy deficyt handlowy. Cła na Chiny wyniosą 34 proc., a na kraje Unii Europejskiej20 proc.
  • Również najbiedniejsze kraje zostaną dotknięte przez amerykańskie cła: Kambodża będzie musiała płacić 49 procent, Wietnam – 46 procent, Sri Lanka – 44 procent, a Mjanma 40 procent.
  • Najniższe cła obejmą m.in.: Australię, Wielką Brytanię, Brazylię i Argentynę.
  • Kuba, Białoruś, Korea Północna i Rosja zostały zwolnione z ceł wzajemnych. „Już teraz borykają się z ekstremalnie wysokimi cłami, a nasze wcześniej nałożone sankcje uniemożliwiają jakikolwiek znaczący handel z tymi krajami” – poinformował w rozmowie z „New York Times” anonimowy urzędnik Białego Domu.
  • Prezydent Trump twierdzi, że wysokość amerykańskich ceł to połowa tych, które dany kraj nakłada na USA. Jednak eksperci zachodzą w głowę, w jaki sposób Biały Dom to wyliczył.
  • Niektóre produkty mają być zwolnione z tych tak zwanych ceł wzajemnych. Chodzi o: energię i minerały niedostępne w USA, złoto oraz niektóre towary, na które Trump wcześniej nałożył inne cła: stal i aluminium. Oddzielny zestaw ceł ma dotyczyć miedzi, farmaceutyków, półprzewodników i tarcicy.
  • Cła 10-procentowe wejdą w życie 5 kwietnia o północy czasu lokalnego w Waszyngtonie. A wyższe – 7 kwietnia. Zaś zapowiadane już wcześniej 25-procentowe cła na importowane samochody – 3 kwietnia.
  • Trumpowi towarzyszył związkowiec, były pracownik branży motoryzacyjnej z Detroit, który dziękował mu za cła, które odbudują amerykański przemysł.
  • Rynki finansowe już zareagowały. Mimo że amerykańska giełda była zamknięta, gdy Trump wygłaszał przemówienie. W handlu po godzinach spadły akcje Amazona (minus 7 proc.) oraz firm Apple i Walmart (po 6 proc.). Spadły też tzw. kontrakty futures na akcje. Kontrakty futures na indeks 500 największych amerykańskich firm S&P 500 zjechały o 3,4 proc., zaś kontrakty na indeks Nasdaq-100 straciły 4,2 proc. W dół poleciały też kryptowaluty.

Szczegóły dotyczące nowych stawek celnych możesz przeczytać na stronie Białego Domu.

Przeczytaj także:

„Ameryka znów będzie bogata!”. Co powiedział Trump

„Make America Wealthy Again”, czyli „Uczyńmy Amerykę znów bogatą”. Ta parafraza kampanijnego hasła Trumpa (Make America Great Again) to zarazem cel i uzasadnienie ogłoszonej przez Trumpa długiej listy ceł. Długiej, bo dotkną one 180 krajów.

„Byliśmy oszukiwani przez ponad 50 lat” – mówił Trump w Ogrodzie Różanym Białego Domu. Jak wielokrotnie wcześniej, przedstawił Stany Zjednoczone jako ekonomiczną ofiarę oszustów z całego świata. Cały świat, jak się okazuje, robił Amerykę w konia.

„Przez dekady nasz kraj był plądrowany, grabiony i gwałcony”. Teraz Ameryka ma się odegrać i stać się samowystarczalna.

Obecna administracja USA twierdzi, że deficyt handlowy USA wynosi 1,2 biliona dolarów i zamierza go wyrównać. Te obliczenia podważają jednak niektórzy ekonomiści, wskazując np., że Trump i jego doradcy biorą pod uwagę jedynie wymianę towarów, a nie uwzględniają usług.

Wymieniając kolejne kraje, które w rewanżu za lata gospodarczego wampiryzmu przygniecie cłami, Trump jednocześnie rozpływał się w zachwytach dla ich mieszkańców i przywódców. „Wspaniali ludzie, myślę, że są bardzo mądrzy” – mówił na przykład o Japonii. „Mam wielki szacunek dla prezydentury Chin i wielki szacunek dla Chin. Ale oni czerpali z nas ogromne korzyści”. Chiny mają zostać szczególnie pokarane. Ogłoszone właśnie cła zostaną doliczone do tych, które już obowiązują, czyli efektywna stopa ceł dla Chin wyniesie 54 proc.

Te pochlebstwa mogą sugerować świadomość Trumpa, że wkrótce siądzie z tymi ludźmi do stołu, by renegocjować zasady handlu. Nie byłoby to zaskakujące, bo Trump już wprowadzał i cofał cła na produkty z Kanady i Meksyku.

Wszystkie te ruchy mają służyć odbudowie amerykańskiej gospodarki, która przez niemądre rządy i sprytnych partnerów handlowych została ograbiona z własnych zakładów pracy i produktów. Nowa, suwerenistyczna polityka celna ma zniechęcić do importu tanich produktów z zagranicy i zmusić firmy do powrotu z produkcją do USA. A w rezultacie doprowadzić do stworzenia nowych miejsc pracy.

„Będziemy produkować samochody i statki, samoloty, minerały i leki, których potrzebujemy właśnie tutaj, w Ameryce. Firmy informatyczne powrócą, powrócą. Wszystkie wrócą dla nas” – obiecywał Trump.

„Będziemy budować naszą przyszłość amerykańskimi rękami, amerykańskimi sercami, amerykańskim duchem i będziemy budować ją z amerykańskim zapałem, tak jak kiedyś”.

„»Made in America« to nie tylko hasło reklamowe – to priorytet gospodarczy i bezpieczeństwa narodowego tej administracji” – napisano w oświadczeniu Białego Domu opublikowanym po wystąpieniu Trumpa.

Dla uwiarygodnienia tych założeń podczas zapowiedzi handlowego trzęsienia ziemi w Ogrodzie Różanym towarzyszyli Trumpowi „amerykańscy pracownicy stalowni, pracownicy przemysłu motoryzacyjnego, farmerzy i wykwalifikowani rzemieślnicy”. „Naprawdę bardzo cierpieli, dotkliwie. Patrzyli z bólem, jak zagraniczni przywódcy kradli nasze miejsca pracy, zagraniczni oszuści plądrowali nasze fabryki, a zagraniczni padlinożercy rozdarli na strzępy nasz niegdyś piękny amerykański sen. Mieliśmy amerykański sen, o którym nie słyszy się już tak często”.

Powrócą amerykańskie fabryki? Związkowiec z Detroit dziękuje Trumpowi

Pracownicy przemysłu motoryzacyjnego zajmują szczególne miejsce w opowieści Trumpa o upadku Ameryki i jej lepszej przyszłości. Nic dziwnego, że oprócz Trumpa głos zabrał też emerytowany pracownik branży motoryzacyjnej z hrabstwa Macomb.

„Przez całe życie obserwowałem, jak zamykano fabrykę za fabryką w Detroit. Są zakłady, które stoją bezczynnie, są zakłady, które są niewykorzystane. Polityka Donalda Trumpa przywróci do nich produkcję” – mówił Brian Pannebecker.

Pannebecker z nadzieją mówił o tym, co cła przyniosą jego miastu: „Będą nowe inwestycje, powstaną nowe zakłady pracy”.

Słynne z produkcji samochodów i znane jako „Motor City” Detroit stało się symbolem upadku amerykańskiego przemysłu i deklasacji pracowników tamtejszych fabryk. Miasto, na którego przedmieściach na początku XX wieku powstała firma Henry'ego Forda, sto lat później – w 2014 roku – ogłosiło bankructwo.

Hasła zerwania z wyprowadzaniem produkcji do Chin i przywrócenia przemysłu do takich miast jak Detroit wziął na sztandar Trump. To głosy mieszkańców takich poturbowanych przez globalizację terenów przeważyły w 2016 roku i dały Trumpowi prezydenturę. W stanie Michigan wygrał 10 tysiącami głosów jako pierwszy republikański kandydat od trzech dekad. W 2020 roku Trump przegrał tam z Joe Bidenem, ale w 2024 ponownie zwyciężył.

W ogrodach Białego Domu Pannebeckerowi towarzyszyło 20 innych członków Związku Pracowników Przemysłu Samochodowego, Lotniczego i Maszyn Rolniczych (UWA). „Popieramy politykę Donalda Trumpa w zakresie ceł w 100 procentach. Nie możemy panu wystarczająco podziękować, a za sześć miesięcy lub rok zaczniemy dostrzegać korzyści. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, co będzie się działo za trzy lub cztery lata. Dziękuję, panie prezydencie” – mówił związkowiec.

Przed ogłoszeniem pakietu ceł Regionalna Izba Detroit (do której należą General Motors, Ford, Hyundai, Stellantis i Toyota) opublikowała list, w którym zwraca uwagę, że jedno na pięć miejsc pracy w Michigan wciąż jest związane z motoryzacją. A konsekwencje ceł głęboko dotkną obywateli z klasy robotniczej. Wzrost cen spowodowany cłami „bezpośrednio wpłynie na ciężko pracujących Amerykanów, którzy montują kultowe pojazdy”.

;
Na zdjęciu Agata Szczęśniak
Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Komentarze