28 marca 2020

Pielęgniarki do premiera: Domagamy się wyższych wynagrodzeń na czas epidemii!

„Wszystko się zmieniło. Jesteśmy codziennie narażone na zakażenie, nie mamy niezbędnych środków ochrony osobistej. I niektóre z nas zarabiają płacę minimalną” - mówi OKO.press przewodnicząca OZZPiP. Związek Pielęgniarek i Położnych wystąpił do premiera o czasowy wzrost wynagrodzenia na czas walki z epidemią koronawirusa

"Wnosimy o pilną interwencję i decyzję dotyczącą ustalenia zasad czasowego wzrostu wynagradzania pielęgniarek i położnych świadczących pracę przy zwalczaniu zagrożenia epidemicznego spowodowanego działaniem koronawirusa SARS-Cov-2", pisze w liście do premiera Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych.

"Aktualna sytuacja jest niespotykana na skalę światową. Przepływ informacji, jaki zapewniają media elektroniczne działa paraliżująco na obywateli. Obawa narasta także wśród naszej grupy zawodowej, która z jednej strony jest świadoma swoich obowiązków związanych z ratowaniem życia i zdrowia pacjentów, ale z drugiej strony widzi braki w przygotowaniu technicznym do walki z koronawirusem SARS-Cov-2.

Pielęgniarki i położne pracować teraz będą w trudnym czasie, będzie to praca ponad siły i w ciągłym stresie, związana z ewentualną koniecznością odizolowania po kontakcie z osobą zakażoną".

Premier do tej pory nie odpowiedział na pismo. Pielęgniarki dowiedziały się jedynie, że mają czekać na odpowiedź.

Ile zarabiają pielęgniarki

"Wszystko sie zmieniło. Zawsze ta praca była bardzo trudna. Ale teraz jesteśmy dodatkowo narażone na zakażenie, niezależnie od tego, w jakiej placówce pracujemy, wirusem który powoduje na świecie wysoką śmiertelność.

Jest coraz gorzej z podstawowymi środkami ochrony osobistej.W tej trudnej sytuacji pielęgniarki będą nadal zarabiały tyle ile dotychczas - przypomnę że niektóre z nas zarabiają 2600 brutto, bo tyle wynosi minimalna pensja. Wiele państw zdecydowało się na takie ekstra ordynaryjne wynagrodzenia z budżetu państwa. Dlatego apelujemy o czasowe - na czas epidemii - podniesienie wynagrodzeń wszystkich pracowników medycznych zaangażowanych w walkę z koronawirusem”, mówi OKO.press Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP.

Z danych Ministerstwa Zdrowia z lutego 2019 roku wynika, że przeciętne wynagrodzenie zasadnicze pielęgniarek z najwyższymi kwalifikacjami (tytuł magistra + specjalizacja) w sektorze publicznym wynosi 4 585 zł brutto. Za to wypłata pielęgniarki bez wyższego wykształcenia i specjalizacji to średnio 3 506 zł brutto. Zarobki różnią się też w zależności od ośrodka (jednostka naukowa, specjalistyczna czy zwykła), miejsca zatrudnienia (duże, małe miasto), a także systemu pracy (jedno- lub dwuzmianowy).

Pisaliśmy o tym tutaj:

Od 1 stycznia 2020 pensja pielęgniarki nie może być niższa niż 2600 zł brutto.

Problemem, który poruszają pielęgniarki w piśmie do premiera, jest więc także dysproporcja w zarobkach osób pracujących w tej samej placówce:

„Mamy już sygnały z kraju, że może dojść do przedziwnej dysproporcji w wynagrodzeniach, bowiem osoby skierowane do zwalczania epidemii na podstawie decyzji wojewodów podejmowanych na podstawie art. 47 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi otrzymają wyższe uposażenie niż osoby zatrudnione w danym podmiocie".

„Z badań, które robiliśmy w 2019 roku wynika, że różnice w zarobkach w zależności od placówki są duże - na niekorzyść pielęgniarek pracujących w szpitalach powiatowych. Teraz w okresie epidemii pielęgniarki mogą być kierowane przez wojewodów do szpitali zakaźnych często są to szpitale powiatowe. Ich wynagrodzenie w nowym miejscu nie może być niższe niż 100 proc. wynagrodzenia z poprzedniego miesiąca. A to oznacza, że może być nawet dwukrotnie wyższe niż pielęgniarek, które wcześniej pracowały w tej placówce powiatowej. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych wnioskuje aby takie ekstraordynaryjne rozwiązania jak za granicą dotyczące wynagradzania medyków przyjąć również w Polsce”, mówi Ptok.

Brak środków ochrony osobistej

O dramatycznej sytuacji osób pracujących w ochronie zdrowia podczas epidemii koronawirusa pisaliśmy już wielokrotnie m.in. tutaj:

Pielęgniarki z całej Polski alarmują m.in. o braku środków ochrony osobistej i braku jasnych instrukcji postępowania. Informacje od pielęgniarek i położnych zamieszcza portal pielegniarki.info:

„Wszystkie oddziały pracują, jak gdyby nic się nie działo - wstrzymane są jedynie odwiedziny. Nie mamy kombinezonów, masek. Maseczki chirurgiczne można policzyć na palcach jednej ręki. Wykonywane są wszystkie planowe zabiegi - liczy się sztuka.

Brakuje środków do dezynfekcji - istnieje nakaz odgórny, aby chować z sal pacjentów środki do dezynfekcji. W 80% obsada to pielęgniarki zlecone pracujące w innych placówkach - w tym w szpitalu zakaźnym, na SOR-ach czy w PR. Wszyscy milczą, dyrekcja zniknęła i "nabrała wody w usta". Nikt nie myśli o problemie potencjalnego zarażenia. Te same osoby nocny dyżur mają na SOR, a dzienny na ZOL", pisze jedna z pielęgniarek.

„Toaleta dla nas znajduje się w składziku odpadów wszelakich, jak również brudnej pościeli. W mojej opinii jest to niedopuszczalne nawet poza zagrożeniem epidemii wirusa. Nie posiadamy wydzielonej przestrzeni do zjedzenia posiłku i wykorzystujemy do tego przestrzeń przeznaczoną do prowadzenia dokumentacji. Nie dysponujemy prysznicami dla położnych i pielęgniarek (lekarze takowe mają!), a szatnie pracownicze nie spełniają jakichkolwiek standardów, jak choćby możliwość odseparowania odzieży zewnętrznej od tej szpitalnej".

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne