Prawa autorskie: Albert Zawada / Agencja GazetaAlbert Zawada / Agencja Gazeta
30 sierpnia 2021

PILNE: Jest szansa na ratunek dla afgańskich dzieci, które zatruły się grzybami w ośrodku dla cudzoziemców

Znaleziono dawcę do przeszczepu dla dzieci* Mohammada, które leżą w szpitalu w bardzo złym stanie po tym, jak zatruły się grzybami - dowiedziało się OKO.press. Na nasze pytania odpowiedział także Urząd ds. Cudzoziemców

AKTUALIZACJA: Krótko po napisaniu tego tekstu dostaliśmy informację, że Ali, młodszy z chłopców, zmarł.

Dwoje dzieci Mohammada, Afgańczyka ewakuowanego z Kabulu, ciągle przebywa w Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu po tym, jak zatruły się grzybami zebranymi na terenie ośrodka dla cudzoziemców w Dębaku-Podkowie Leśnej.

Z naszych informacji wynika, że siostra Mohammada przeszła dziś rano dodatkowe badania i może być dawczynią fragmentów wątroby dla dzieci.

Według relacji ojca dzieci miały zebrać trujące grzyby, bo wyżywienie w ośrodku było niewystarczające.

Urząd ds. Cudzoziemców odpowiedział dziś na pytania OKO.press. Rzecznik urzędu Jakub Dudziak poinformował nas, że

"W związku z tym nieszczęśliwym wypadkiem, pracownicy ośrodków dla cudzoziemców uczulą obywateli Afganistanu, aby nie spożywali produktów niewiadomego pochodzenia".

Rzecznik przekonuje też, że "po zakwaterowaniu w ośrodkach dla cudzoziemców [ewakuowani z Afganistanu] mają oni zapewnione trzy posiłki dziennie, składające się z urozmaiconych składników o odpowiedniej kaloryczności, m.in. nabiału, mięsa, warzyw, owoców i napojów".

Jest szansa na przeszczep

OKO.press jako pierwsze opisało wstrząsającą historię rodziny Mohammada (nazwisko do wiedzy redakcji). Mężczyzna przez kilka lat pracował w Afganistanie dla brytyjskiego wojska. Jak mówił OKO.press, jest z zawodu dyplomowanym księgowym. Kiedy talibowie opanowali Kabul, Brytyjczycy poprosili Polskę, by pomogła w ewakuacji rodziny Mohammada: żony i pięciu synów, dwóch sióstr, dwóch braci i kuzyna. W sumie 12 osób. Po trzygodzinnym sprawdzaniu grupa z rodziną Mohammada została przetransportowana do ośrodka dla cudzoziemców w Dębaku koło Podkowy Leśnej pod Warszawą.

Według Pauliny Olszanki, 36-letniej Australijki polskiego pochodzenia, dziennikarki freelancerki, a także wykładowczyni dziennikarstwa w warszawskim Collegium Civitas, która pomagała Mohammadowi i jego rodzinie, uchodźcy dostawali tylko dwa posiłki dziennie i byli po prostu głodni.

Rodzina próbowała się dożywić grzybami. Zebrali je w lasku, w którym znajduje się ośrodek. Nikt ich nie uprzedził, że grzyby mogą być trujące. Po zjedzeniu zupy kilkoro z nich poczuło się źle. Ośrodek wezwał pogotowie, które zabrało do szpitala w Grodzisku Mazowieckim dwóch synów Mohammada: Alego (6 i pół roku) i Mustafę (8 lat) oraz jego siostrę Sofię (17 lat).

Ich stan był jednak na tyle poważny, że przewieziono ich do Centrum Zdrowia Dziecka w Międzylesiu. Sofia czuje się lepiej, ale stan dwóch chłopców jest krytyczny.

Rozpoczęło się dramatyczne szukanie dawcy fragmentów wątroby dla dzieci. Po wstępnych badaniach lekarze stwierdzili, że nie może to być nikt z rodziny Mohammada, jednak

jak dowiedziało się OKO.press, jedna z sióstr mężczyzny – Sima – przeszła dziś dodatkowe testy i została zakwalifikowana jako dawca.

W poniedziałek 30 sierpnia w południe do dziennikarzy wyszedł prof. Jarosław Kierkuś z Centrum Zdrowia Dziecka. Jak powiedział, "stan chłopców jest bardzo ciężki z bezpośrednim zagrożeniem życia", obydwaj są na oddziale intensywnej terapii.

Stan siostry Mohammada jest stabilny, dziewczyna przebywa na oddziale gastroenterologii.

Sima, siostra, która została zakwalifikowana jako dawczyni, została skierowana do szpitala na Banacha na ostateczne badania. Jeśli potwierdzi się, że nie ma przeciwskazań do przeszczepu, w szpitalu na Banacha zostanie jej pobrany kawałek wątroby, który zostanie przetransportowany do Centrum Zdrowia Dziecka.

Ośrodki uczulą Afgańczyków

Rodziną Mohammada zajęła się Olszanka, która wraz z grupą znajomych dostała informacje o zatruciu od znajomego Afgańczyka z innego ośrodka.

To Olszanka i jej znajomi m.in. wynajęli mężczyźnie hotel przy Centrum Zdrowia Dziecka, a także pomagali zagubionemu i roztrzęsiony mężczyźnie w szpitalu.

Próbowaliśmy skontaktować się dyrektorką ośrodka w Dębaku, ale od rana nie odpowiada na nasze telefony i wiadomości. Wysłaliśmy więc pytania do Urzędu ds. Cudzoziemców, który nadzoruje ośrodki, do których trafili ewakuowani Afgańczycy.

"W placówce w Dębaku, pięciu obywateli Afganistanu zgłosiło się do lekarza z problemami żołądkowymi. Nie poinformowali o zjedzeniu grzybów. W oparciu o zgłoszone dolegliwości lekarz rozpoczął leczenie objawów. Następnego dnia, w związku z pogorszeniem ich stanu zdrowia do ośrodka wezwano karetki pogotowia. Osoby, których stan zdrowia tego wymagał, objęte zostały specjalistyczną opieką medyczną w szpitalu" – napisał nam rzecznik urzędu Jakub Dudziak.

Rzecznika zapytaliśmy także o warunki związane z wyżywieniem.

"Ewakuowani obywatele Afganistanu po przybyciu do Polski otrzymali obiad składający się z dwóch dań oraz suchy prowiant. Po zakwaterowaniu w ośrodkach dla cudzoziemców mają oni zapewnione trzy posiłki dziennie, składające się z urozmaiconych składników o odpowiedniej kaloryczności m.in. nabiału, mięsa, warzyw, owoców i napojów. Wyżywienie jest także zgodne z normami kulturowymi i religijnymi"

– przekonuje Dudziak.

Dodaje, że cudzoziemcom zapewniono także środki higieny osobistej, pomoc medyczną, psychologiczną oraz rzeczową (ubrania, zabawki dla dzieci itp.).

"W związku z tym nieszczęśliwym wypadkiem, pracownicy ośrodków dla cudzoziemców uczulą obywateli Afganistanu, aby nie spożywali produktów niewiadomego pochodzenia" – powiedział rzecznik.

Afgańczycy szybciej dostaną ochronę międzynarodową

Osoby, które pomagały w ewakuacji z Afganistanu i mają kontakt z osobami umieszczonymi w ośrodkach przedstawiają mniej pozytywny obraz niż rzecznik urzędu

"Od ewakuowanych z Afganistanu mamy informacje, że w co najmniej dwóch ośrodkach są jakieś problemy z jedzeniem – że jest złej jakości lub są to tylko dwa posiłki dziennie. To też jest problem tego, że nie zajmują się nimi ludzie, który mają background. Dla mnie jest oczywiste, że jak przyjeżdża Afgańczyk i ma dookoła las, czego prawdopodobnie nigdy wcześniej w życiu nie widział, to trzeba go ostrzec, poinformować o zagrożeniach" – mówi nam jedna z osób, które pomagały przy ewakuacji, a wcześniej wiele lat pracowały w Afganistanie.

"To jest ciągle mój apel do rządzących, żeby do ewakuowanych dopuścić ludzi, którzy ich znają, znają ich sytuację, kulturę. W przeciwnym razie będzie dochodziło do innych tego typu wypadków" – dodaje.

Ciągle jest także pytanie, co stanie się z ewakuowanymi teraz. Jak poinformował nas rzecznik Urzędu ds. Cudzoziemców,

"średni czas rozpatrywania wniosków o udzielenie ochrony międzynarodowej wynosi 5-6 miesięcy. W przypadku ewakuowanych obywateli Afganistanu będzie to z pewnością krótszy okres".

Udostępnij:

Robert Kowalski

Dziennikarz radiowy i telewizyjny, producent, reżyser filmów dokumentalnych. Pracował w m.in Polskim Radiu, „Panoramie” TVP2. Był redaktorem naczelnym programu „Pegaz” i szefem publicystyki kulturalnej w TVP1. Współpracuje z Krytyką Polityczną, gdzie przeniósł zdjęty przez „dobrą zmianę” program „Sterniczki” z Radiowej Jedynki. Tworzy cykl „Kamera OKO.press”.

Sebastian Klauziński

Dziennikarz zespołu śledczego. Pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Od 2018 roku w OKO.press. Finalista Nagrody Radia ZET oraz Nagrody im. Dariusza Fikusa za cykl tekstów o “Układzie wrocławskim”. Trzykrotnie nominowany do nagrody Grand Press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne