Spot wypuszczony przez PiS przed wyborami samorządowymi 2018 nawet prawica okrzyknęła „cyniczną propagandą karmiącą najgorsze stereotypy". Straszył uchodźcami, szafując drastycznymi obrazami i manipulując bez opamiętania. Prokuratura wszczęła postępowanie, dopiero kiedy zmusił ją sąd i tylko po to, żeby je umorzyć. RPO walczy dalej i składa zażalenie

17 października 2018, tuż przed wyborami samorządowymi, Prawo i Sprawiedliwość opublikowało spot wymierzony w Platformę Obywatelską oraz imigrantów i uchodźców. „Czy tak będzie wyglądała Polska w 2020 roku?” – sugerująco pytał pasek, który imitował ten z „Wiadomości” TVP.

Pełen przekłamań i manipulacji klip miał przekonać oglądających o wiszącym nad Polską zagrożeniu napływem uchodźców i migrantów z państw muzułmańskich. Jak demonstrowały szybko zmieniające się obrazy, uchodźcy i migranci niosą ze sobą wojnę, przemoc, terroryzm i chaos. Puenta filmu: „Czy będziemy czuli się bezpieczniej, jeśli PO to zrealizuje? Wybierz bezpieczny samorząd”. I logo PiS.

Trudno o bardziej perfidne napędzanie ksenofobii i nienawiści wobec imigrantów dla celów wyborczych. Prokuratura jednak zignorowała nawet żądanie wszczęcia śledztwa, które wystosował Rzecznik Praw Obywatelskich.

Decyzją sądu w końcu zmuszono organy ściągania do zajęcia się sprawą, ale prokuratura niedawno postępowanie umorzyła, nie dopatrując się znamion przestępstwa.

Rozpaczliwy spot PiS

Fikcyjny materiał pokazywał Polskę przyszłości, po tym, jak PO dochodzi do władzy i likwiduje urzędy wojewódzkie. Miałoby to doprowadzić do niekontrolowanego napływu uchodźców do Polski.

Ten dość prymitywny i ksenofobiczny w przekazie zlepek krótkich i niepokojących obrazów jasno sugerował, że obecność uchodźców to prosta droga to zamieszek na tle narodowościowym i ataków terrorystycznych. Imigrantów przedstawiono tak, żeby wywoływali przerażenie, a politycy PO, czasem zabarwieni na fioletowo, byli czarnymi charakterami tej historii.

Obrazy szybko się zmieniają, ale przyjrzeliśmy im się i okazało się, że w ksenofobicznym klipie wyborczym PiS nic się nie zgadza – jest pełen absurdalnych przekłamań i manipulacji. Omawialiśmy je w tekście: Rozpaczliwy klip wyborczy PiS. Nie islamski uchodźca, lecz Bułgar. Nie PO lecz Unia Metropolii. I nie te wybory.

Spot był tak prymitywny i jawnie nienawistny, że PiS-owi oberwało się ze wszystkich stron, nawet najmniej spodziewanych. Narodowcy pisali o „cynicznej, podłej propagandzie”, szef Ordo Iuris stwierdził, że spot „karmi najgorsze stereotypy”.

Zgodnie z misją swojego urzędu, Rzecznik Praw Obywatelskich interweniował, zgłaszając sprawę do prokuratury.

Rzecznik zgłasza, prokuratura udaje, że nic nie musi

23 października 2018 Rzecznik Praw Obywatelskich wystąpił do prokuratury o wszczęcie postępowania z urzędu w sprawie przestępstwa z art. 256 kodeksu karnego, czyli nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych i wyznaniowych.

Rzecznik powołał się przy tym na orzeczenie Sądu Najwyższego z 5 lutego 2007 roku, w którym uznał, że przestępstwem nawoływania do nienawiści, zgodnie z art. 256 § 1 Kodeksu karnego, „są również wypowiedzi słowne lub pisemne, które wzbudzają uczucia silnej niechęci, złości, braku akceptacji, wręcz wrogości do poszczególnych osób lub całych grup społecznych czy wyznaniowych, a także te, które z uwagi na formę wypowiedzi podtrzymują i nasilają takie negatywne nastawienia”.

Zgodnie z art. 14 ustawy o Rzeczniku Praw Obywatelskich, RPO może „żądać wszczęcia postępowania w sprawach cywilnych”. Mimo to prokuratura odmówiła, uznając, że „brak znamion czynu zabronionego”. Zdaniem prokuratury spot nie miał na celu wzbudzenia nienawiści ani nakłaniania do negatywnych uczuć, a był jedynie wyrazem poglądu autorów na kwestie migracji.

„Żadna zaprezentowana w spocie forma przekazu nie podżega, nie wzywa, ani nie apeluje o żadne akty niechęci czy wrogości. Nawet z punktu widzenia gramatycznego” – enigmatycznie wycofała się prokuratura, która uważa też, że przekaz mieści się w granicach wolności do wyrażania poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji gwarantowanej przez Konstytucję.

„Kiedyś takie odmowy wszczęcia postępowania zdarzały się bardzo rzadko, ale od dwóch, trzech lat ten trend się nasila” – tłumaczyła OKO.press Anna Błaszczak-Banasiak, dyrektorka Zespołu ds. Równego Traktowania w Biurze RPO.

O tym, że to nie przypadek, a PiS prowadzi dość otwartą wojnę z niepokornym Rzecznikiem, świadczy chociażby posiedzenie Sejmu 10 września 2019.

RPO nie poddaje się blokadzie prokuratury. „Odwołujemy się od takich postanowień do sądu i za każdym razem wygrywamy”.

Tak było i tym razem. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa uwzględnił zażalenie RPO i w lutym 2019 roku zadecydował, że prokuratura ma obowiązek zajęcia się sprawą. Sąd nie tylko przypomniał, że prokuratura nie może ignorować Rzecznika, ale przyznał też RPO, że ważny jest kontekst spotu – kampania wyborcza, której istotą jest nakłanianie ludzi do podzielenia poglądów jej autorów.

Zdaniem sądu prokuratura powinna klip rzetelnie zbadać, także z pomocą biegłych językoznawców i specjalistów w dziedzinie nauk społecznych i politycznych.

Prokuratura i tak umarza

Prokuratura zmuszona do działania trzyma się swojego. Postanowieniem z 27 sierpnia 2019 roku prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie umorzył postępowanie, upierając się, że nic tu nie nosi znamion czynu zabronionego.

Rzecznik nie daje za wygraną. „Spot wyborczy, którego dotyczyło zawiadomienie, bez wątpienia zawiera treści, które budzą dostatecznie uzasadnione podejrzenie popełnienia przez jego twórców przestępstwa z art. 256 § 1 k.k.” – argumentuje.

„Przedstawia bowiem imigrantów, a zwłaszcza uchodźców pochodzących z krajów muzułmańskich, jako potencjalne źródło zagrożenia zamieszkami, napadem, gwałtem lub mordem i bez wątpienia dąży do wzbudzenia u znacznej części odbiorców uczucia niechęci i wrogości”.

„Spot bez wątpienia miał charakter polityczny i perswazyjny, a tym samym nie może być uznany wyłącznie za wyrażenie opinii czy poglądu przez jego twórców. Ponieważ nawołuje do nienawiści nie zasługuje na ochronę, jaką wypowiedziom i opiniom, także nieprzychylnym czy kontrowersyjnym, gwarantuje art. 54 ust. 1 Konstytucji RP czy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności” – przypomina prokuraturze RPO.

ONZ próbuje powstrzymać kolejną kampanię nienawiści

Pod koniec sierpnia po rozpatrzeniu okresowego sprawozdania Polski z realizacji postanowień Międzynarodowej Konwencji z 1966 roku w sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji rasowej, Komitet ds. Likwidacji Dyskryminacji Rasowej ONZ (CERD) sporządził  uwagi końcowe.

Komitet domagał się między innymi:

  • większego finansowania oraz respektowania kompetencji Rzecznika Praw Obywatelskich;
  • przywrócenia usuniętej w 2016 roku Rady ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji Rasowej, Ksenofobii i związanej z nimi Nietolerancji;
  • zagwarantowania niezależności sądownictwa i prokuratury;
  • walki z rasistowską mową nienawiści i nawoływaniem do przemocy, szczególnie poprzez publiczne potępianie mowy nienawiści przez osoby publiczne i media, organizowanie kampanii, promowanie tolerancji, zrozumienia i zwalczanie uprzedzeń wobec mniejszości, migrantów oraz uchodźców;
  • całkowitej delegalizacji grup, które promują dyskryminację na tle rasowym bądź narodowościowym;
  • wysłania mediom silnego przekazu o braku przyzwolenia na mowę nienawiści.

Komitet zalecił także przygotowanie w ciągu najbliższego roku dodatkowego sprawozdania dotyczącego tego, jak zostały wprowadzone poszczególne zalecenia, co zdaniem Błaszczak-Banasiak, jest środkiem wykorzystywanym w wyjątkowych przypadkach i świadczy o tym, że uznał sytuację za szczególnie niepokojącą.

„Wiemy z rozmów naszych przedstawicielek w Genewie, że Komitet brał bardzo mocno pod uwagę trwający w Polsce ciąg kampanii wyborczych i zdaje sobie sprawę, że mają istotny wpływ na to, w jaki sposób mówi się o migrantach i uchodźcach. Znalazło to wyraz w rekomendacjach” – mówi Błaszczak-Banasiak.

„Dodatkowe sprawozdanie dotyczy też właśnie tych kwestii, na które kampania wyborcza może mieć szczególnie negatywny wpływ”.

Nowy cel: osoby LGBT

Na razie nic nie wskazuje na to, żeby PiS zamierzał uderzyć się w pierś i nauczać szacunku do innych, a jedyny silny przekaz, jaki wysyła mediom, to: „wszystkie chwyty dozwolone”.

Zapowiada się, że czeka nas kolejna kampania nienawiści, ale na celowniku nie są już uchodźcy i muzułmanie, tylko osoby LGBT.

W zeszłym tygodniu pisaliśmy o wyjątkowo nieudolnej próbie prowokacji w siedzibie Kampanii Przeciwko Homofobii. Szpiegowskie okulary, niedyskretne pytania i całkowity brak profesjonalizmu nie świadczą jeszcze jednoznacznie o tym, że za udającą wolontariuszkę Kasią stoi telewizja publiczna, ale cel misji na pewno byłby jej bliski.

Chociaż prowokacja raczej się nie udała, to autorzy wyraźnie szykują się do wypuszczenia materiału, więc niedługo będziemy się mogli przekonać czy media usłyszały nieme wołanie rządu o zerwanie z mową nienawiści.

OKO walczy z ksenofobią.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Komentarze

Masz cynk?