Ministerstwo Zdrowia wymienia konsultanta krajowego w dziedzinie genetyki klinicznej. Ze stanowiska odchodzi prof. Maria Sąsiadek, na jej miejsce przychodzi zagorzały przeciwnik in vitro i badań prenatalnych, ekspert Episkopatu ds. bioetycznych, prof. Andrzej Kochański. "W ogóle nie powinien pełnić tej funkcji" - mówią OKO.press genetycy

Konsultanci krajowi to (przynajmniej w założeniu) ścisła elita polskiej medycyny. Sposób ich powoływania, a także zadania, reguluje specjalna ustawa. Jak czytamy na stronie Ministerstwa Zdrowia konsultanci krajowi:

  • inicjują krajowe badania epidemiologiczne oraz oceniają metody i wyniki tych badań;
  • prognozują potrzeby zdrowotne w swojej dziedzinie;
  • doradzają, jak realizować zadania, które wynikają z Narodowego Programu Zdrowia i innych programów zdrowotnych;
  • opiniują wnioski o skierowanie pacjenta do leczenia lub badań diagnostycznych poza granicami Polski;
  • opiniują i doradzają przy zadaniach realizowanych przez Centrum Egzaminów Medycznych, Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych oraz Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Pracowite 5 lat

Kadencja konsultanta krajowego trwa 5 lat. Prof. Maria Sąsiadek, szefowa Katedry i Zakładu Genetyki Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, wybitna specjalistka w swojej dziedzinie (36. pozycja na liście najbardziej wpływowych osób w polskiej medycynie w roku 2018 według „Pulsu Medycyny”) została krajowym konsultantem równo 5 lat temu, a więc jeszcze za rządów PO.

„Przetrwała” niemal całą pierwszą kadencję PiS.

Pracowała bardzo intensywnie. Zajęła się m.in. ustawą regulującą działalność w zakresie badań i poradnictwa genetycznego w Polsce (w kwietniu 2019 odesłała do Ministerstwa ostatnie poprawki). Udało się jej doprowadzić do utworzenia pracowni genetycznych w dużych centrach onkologii. Wyszarpała z NFZ pieniądze na ich wyposażenie i funkcjonowanie. Umiała się dogadać się z rządową Agencją Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Ale wiele spraw jest nadal w toku i o te sprawy prof. Sąsiadek jest dziś niespokojna. Ponadto w najbliższym czasie mają odbyć się egzaminy specjalizacyjne lekarzy i diagnostów laboratoryjnych, a w te bezpośrednio zaangażowany jest konsultant krajowy.

„Gdyby minister traktował poważnie to, co robi, powinien wezwać mnie do siebie miesiąc temu. Poinformować, że nie zamierza przedłużyć mi umowy, spytać na jakim etapie są prace, które prowadzę i poprosić o ich przekazanie” – mówi prof. Sąsiadek.

Nic takiego jednak nie nastąpiło. 28 października 2019 kadencja dawnego konsultanta wygasła. Z tym samym dniem funkcję objął prof. Andrzej Kochański z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN w Warszawie.

I może w całej tej sprawie nie byłoby nic alarmującego, gdyby nie postać nowego konsultanta.

„To człowiek zupełnie spoza środowiska” – mówi prof. Sąsiadek. „My go w ogóle nie znamy” – dodaje.

In vitro grozi chorobami

Prof. Andrzej Kochański (rocznik 1971) urodził się w Gnieźnie. Skończył Akademię Medyczną w Poznaniu. Doktorat w 2000 roku, habilitacja w 2005, profesura w 2013. Opiekunem naukowym jego habilitacji była prof. Irena Hausman-Petrusewicz. Po jej śmierci Kochański objął kierownictwo Zespołu nerwowo-mięśniowego w Instytucie Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej PAN.

Otrzymał kilka nagród, w tym m.in. nagrodę dyrekcji swojego Instytutu dla najmłodszego habilitanta. Ma niezły dorobek naukowy. Na tym niestety kończą się dobre wiadomości.

Prof. Andrzej Kochański to bowiem także ekspert domagającego się całkowitego zakazu aborcji Instytutu Ordo Iuris. Jest również ekspertem ds. bioetyki Episkopatu Polski, zagorzałym przeciwnik in vitro i badań prenatalnych.

Kilka lat temu jeździł po Polsce w wykładami, w trakcie których straszył, że zapłodnienie in vitro grozi licznymi chorobami, m.in. autyzmem, upośledzeniami, astmą, białaczką. Jego zdaniem zapłodnienie in vitro nie jest skuteczną metoda leczenia niepłodności, tylko „eksperymentem na człowieku”.

Reporterowi TVN24 kilka lat temu powiedział, że „in vitro to eksperymentalna produkcja ludzi”.

Z kolei w rozmowie z dziennikarzem „Rzeczpospolitej”, który pytał go, dlaczego jeździ po Polsce i starszy konsekwencjami in vitro, odpowiedział, że „nikogo nie straszy, tylko ostrzega, że z punktu widzenia genetyki zapłodnienie pozaustrojowe może stanowić zagrożenie dla człowieka”.

A badania prenatalne to eugenika

Jeszcze bardziej kontrowersyjne poglądy ma nowo mianowany konsultant krajowy w kwestii badań prenatalnych. Jego zdaniem tego typu badania to nic innego jak wrota do eugeniki, czyli genetycznego poprawiania ludzi.

W 2018 udzielił wywiadu „Naszemu Dziennikowi”, w którym wprost porównywał genetykę do eugeniki.

„Dzieci z zespołem Downa rodzi się coraz mniej, bo diagnostyka prenatalna jest tak nakierowana na tę chorobę, że przemknąć się przez sito eugeniczne jest bardzo trudno” – przyznał.

I dalej: „Niedługo będziemy mogli poznać cały genom dziecka na etapie życia płodowego (…), obejrzeć wszystkie jego mutacje. To jest zupełnie oszalała eugenika. A pamiętajmy, że eugenika dysponuje dziś aparaturą nieporównywalną z tym, co miał do dyspozycji np. Josef Mengele i jemu podobni. I jest to wprowadzane w sposób cichy, niezauważalny: najpierw przedstawiane jako jedno ukłucie, bez zagrożenia dla rozwijającego się dziecka. Jeśli jednak okaże się, że jest jakieś ryzyko zaburzeń, wtedy wraca się do testów inwazyjnych.

Nakręca się spirala strachu, paniki. Uważam, że właśnie przesiewowe badania prenatalne to obecnie najszersza brama dla eugeniki” – stwierdził prof. Kochański.

4 stycznia 2018 Kochański wziął udział w konferencji zorganizowanej przez arcybiskupa Henryka Hosera wraz z Komitetem Inicjatywy Ustawodawczej „Zatrzymaj aborcję”. W swoim wystąpieniu mówił m.in. o tym, że przesiewowe badania kobiet w kierunku wad genetycznych są bardzo kosztowne i zamiast szukać jednego chorego dziecka wśród tysiąca zdrowych, lepiej byłoby przeznaczyć te pieniądze na leczenie tego jednego chorego.

Ubolewał, że Polska nie poszukuje leków na choroby genetyczne i dlatego, gdy ktoś inny je wynajdzie, będziemy musieli za nie słono płacić.

Nowy konsultant krajowy stawia de facto znak równości pomiędzy badaniami prenatalnymi a tzw. – jak głosi polska prawica – aborcją eugeniczną.

Szok, zdziwienie, niesmak

Wybór prof. Kochańskiego na prestiżowe stanowisko w polskiej ochronie zdrowia wywołał poruszenie i niesmak w środowisku genetyków.

Prof. Tadeusz Mazurczak, wieloletni szef Zakładu Genetyki Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, dziś na emeryturze: „Gdyby Polskie Towarzystwo Genetyki Człowieka byłoby konsultowane w tej sprawie, decyzja byłaby na pewno inna”.

Otóż to. Na stronie ministerstwa czytamy, że „minister może poprosić o wskazanie kandydatów [na konsultanta] towarzystwa naukowe o zasięgu krajowym, które zrzeszają specjalistów w danej dziedzinie”.

Może, ale nie musi. W przypadku prof. Kochańskiego nikt z ministerstwa do PTGC się nie odezwał. Zarząd Towarzystwa zbiera się w najbliższym czasie. Genetycy zamierzają wystosować specjalny list do ministra, ale wiedzą, że sprawa jest przesądzona.

„Obawiam się o przyszłość diagnostyki prenatalnej w Polsce” – mówi OKO.press prof. Jacek Zaremba, genetyk, członek korespondent PAN, od lat związany z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

„Ta diagnostyka już dziś ma duże problemy, przepisy prawa nie są w tym względzie przestrzegane. Obawiam się też o in vitro, o diagnostykę preimplantacyjną [umożliwia ona parom obciążonym chorobą genetyczną urodzenie zdrowego potomstwa]”

– dodaje prof. Zaremba.

„Szok. Zdziwienie. To fundamentalista. Taki człowiek w ogóle nie powinien pełnić tej funkcji. Może mieć prywatne poglądy, ale jako konsultant reprezentuje całe środowisko i powinien mieć autorytet” – słyszę z ust innych genetyków.

„Jest bardzo katolicki, bardzo wierzący i to koloryzuje jego poglądy. Ale to nie jest mafioso” – twierdzi inna osoba ze środowiska.

„Prof. Kochański na razie się do mnie nie odezwał” – mówi prof. Maria Sąsiadek. „Nie wiem czy w ogóle się odezwie. Martwię się, co będzie z tą specjalnością”.

OKO na koronawirusa: prognozy, raporty, porady.
Wesprzyj nas. Też chcemy przetrwać.

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”, założył tam dział nauki i napisał ok. 1000 tekstów. Niedawno przepracował 3,5 roku w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press redaguje i pisze.


Komentarze

  1. Agnieszka Rewucka

    Jeśli dobrze zrozumiałam, to facet wolałby, żeby było więcej dzieci z zespołem Downa? I jest absolutnie przekonany, że in vitro to eugenika, ale chciałby leczyć chorobę, która polega na posiadaniu nadprogramowego chromosomu, czyli "leczenie" wymagałoby manipulowania genami?? Już nie wspomnę o tym, że gdybyśmy usunęli/naprawili wadliwy chromosom, to co, człowiek się sam naprawi? Jak on sobie wyobraża "wyleczenie" bez inżynierii genetycznej, która tak się nie podoba ekstremistom?

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press