Gdy wszyscy debatują o 500+ czy trzynastce dla emerytów, PiS obiecuje zmiany podatkowe, które mogą doprowadzić do dalszej degradacji albo nawet bankructwa wielu gmin. Obiecane kilkaset złotych w kieszeni rocznie, które mają zobaczyć pracownicy, zostanie w większości wyjęte z kieszeni gmin i powiatów, a nie z budżetu państwa. A rekompensaty brak.

Rząd obiecuje zmiany w podatku od osób fizycznych, czyli PIT. A to właśnie ten podatek jest głównym źródłem dochodów samorządu, w szczególności miast.

Obniżenie pierwszej stawki podatku PIT z 18 do 17 procent, całkowite zwolnienie z niego pracowników do 26 roku życia, zwiększone zostaną też koszty uzyskania przychodu – to obietnice partii rządzącej, jakie złożyła ona w tym roku przed wyborami. Wszystkie te trzy czynniki naraz spowodują, że pracownicy będą płacić mniejszy podatek i więcej zostanie im portfelach. Mniej dostanie „złe państwo”, a ludziom będzie żyło się dostatniej. Proste i przyjemne? Niestety nie.

PIT w większości trafia do samorządów

Podatek od osób fizycznych, czyli PIT trafia do budżetu państwa w niecałej połowie. Co się dzieje z resztą? 39,34 proc. trafia do gmin, gdzie jest pobierany, 10,25 proc. do powiatu, a 1,60 proc. do województwa. W przypadku miast na prawach powiatu prawie połowa tego podatku trafia do nich i często stanowi podstawę ich dochodów.

I tak np. w Warszawie w 2018 roku z ponad 12 mld zł. dochodów własnych, wpływu z PITu stanowił 5,4 mld zł.

Gdy proponowane przez PIS zmiany wejdą w życie, miasto znacząco odczuje to w swoim budżecie. Z czegoś pewnie będzie trzeba zrezygnować: wolniejsza budowa metra, mniej remontów ulic, jeszcze biedniejsze szkoły?

Niektórym samorządom grozi bankructwo

Znacznie gorzej wygląda sytuacja np. w Świętochłowicach na Górnym Śląsku. Tam podatki z PITu wynoszą 53 mln zł w dochodach gminy wynoszących w całości 253 mln zł (rok 2018). Czyli ponad 20 proc. dochodów. Procentowo to mniej niż w Warszawie, ale tak się składa, że w tym mieście każda złotówka jest na wagę złota. Jego zadłużenie wynosi bowiem 102 mln złotych i grozi mu bankructwo.

Niemożliwe? To zapraszam do Ostrowic. 1 stycznia 2019 roku prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę, która likwiduje tę gminę z powodu bankructwa i dzieli jej tereny pomiędzy sąsiednie Drawsko Pomorskie i Złocieniec. Bardzo poważnie też zadłużony jest Rewal, Byczyna czy Wałbrzych, a także wiele mniejszych gmin w całym kraju.

Zmiany w PIT, jakie szykuje Prawo i Sprawiedliwość, mogą być pocałunkiem śmierci dla tych miejscowości gdyż pogorszą i tak bardzo złą sytuację finansową tych miejscowości.

Warto przy tym zauważyć, że kwoty, o których dyskutujemy, to nie jakieś 250 mln (czy 12 mld – jak w przypadku Warszawy), którymi gmina może dysponować jak, jej się podoba, a zadłużenie wynika tylko ze złego gospodarowania. W każdym budżecie samorządowym większość – i to najczęściej znaczącą – stanowią wydatki stałe jak utrzymanie szkół, remonty i utrzymanie dróg, opieka społeczna itp. W praktyce wolną rękę władze gminy mają w kilkunastu, czasem kilku procentach.

Gdy zniknie część przychodów z PITu, może okazać się, że znikną wszystkie pieniądze, jakie miały iść na inwestycje i brakuje nawet na wkład własny na zdobycie pieniędzy z funduszy unijnych. A czasami nawet na utrzymanie szkół czy odśnieżanie ulic.

Brak rekompensaty

Gdy państwo nakłada nowe obowiązki na samorządy, powinny iść za tym dodatkowe środki. Natomiast gdy uszczupla dochody gmin czy powiatów, to powinno też ograniczać zadania, jakie ma taki samorząd wykonywać. To ogólna zasada, której powinni przestrzegać rządzący.

Tak się jednak nie dzieje, co widać było np. przy okazji reformy oświaty, ustawy o przekształceniu użytkowania wieczystego we własność, czy wprowadzeniu obowiązkowego budżetu obywatelskiego.

Za reformę oświaty płaci się pieniędzmi samorządów, a brak wpływów z użytkowania wieczystego spowoduje mniejsze wpływy w ich budżetach w kolejnych latach.

PiS mści się na miastach?

Nie trudno odnieść wrażenie, że PiS mści się na większych miastach, w których praktycznie wszędzie przegrał wybory samorządowe. To one stracą najwięcej na zmniejszeniu PITu.

Jednak skutki odczują wszystkie gminy, a najboleśniej te, które już obecnie są w ciężkiej sytuacji finansowej. Jeżeli rząd obiecuje pracownikom podwyżki, to powinien je finansować z własnej kieszeni. Jeżeli chce wprowadzić zmiany w podatkach, które stanowią podstawę utrzymania gmin czy powiatów, to z zasady te straty powinny być samorządom rekompensowane w ten czy inny sposób (np. poprzez udział w podatku VAT albo podwyższeniu udziału w PIT-cie).

Niestety o tym, jakie skutki przyniosą proponowane zmiany dla lokalnych społeczności, ani jak mają być rekompensowane straty samorządów, od polityków PiSu nie usłyszymy.

Łukasz Gawryś jest nauczycielem matematyki w XXVII L.O. im. T. Czackiego. w Warszawie oraz radnym warszawskiej dzielnicy Ochota z ramienia ruchu miejskiego Ochocianie.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press