0:00
30 czerwca 2020

PiS próbuje utopić Trzaskowskiego w deszczówce, ale sam leje wodę. O co chodzi z "tonącą Warszawą"?

"Warszawa, którą powinien zarządzać - TONIE" - głosi nowy spot wyborczy Andrzeja Dudy, w którym urzędujący prezydent bije w swojego konkurenta Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy. Nowy przekaz PiS to głównie lanie wody, której dostarczyła poniedziałkowa ulewa w Warszawie

Wydrukuj

"Kampania jest bardzo ważna, ale my wzywamy Rafała Trzaskowskiego, prezydenta stolicy, któremu Warszawiacy płacą za to, by w momencie kryzysu był tutaj i rozwiązywał problemy [...], żeby nie czekał na pomoc ze strony rządu, który go poratuje, tak jak było w przypadku Oczyszczalni Ścieków »Czajka«, żeby był na miejscu, tak jak każdy dobry gospodarz [...] i rozwiązywał te problemy"

- zaapelował 30 czerwca 2020 roku do Rafała Trzaskowskiego na konferencji prasowej Adam Bielan, rzecznik sztabu wyborczego Andrzeja Dudy.

Okazją do tej wypowiedzi - a w zasadzie to kolejnego ataku na konkurenta Dudy w wyścigu o prezydencki fotel - był podtopienia, do których doszło w Warszawie w wyniku bardzo intensywnej ulewy w poniedziałek 29 czerwca.

Zalanych zostało wiele ulic, które zamieniły się w koryta strumieni, w tym również te główne, m.in. Grójecka i Trasa Łazienkowska. Na tej ostatniej wybijająca z kanalizy burzowej woda uszkodziła studzienkę i podmyła część jezdni. Służby miejskie odpompowały już wodę z zalanych miejsc.

Sztabowcy Dudy wykreowali wizję opuszczonego przez swojego włodarza miasta, którego mieszkańcy samotnie musieli radzić sobie z podtopieniami. Wizję, która - dodajmy - nie miała nic wspólnego z rzeczywistością, służąc jedynie wyborczej "nawalance".

"Bardzo nawalny deszcz"

Jak mówił wieczorem 29 czerwca w TVN24 Grzegorz Walijewski, rzecznik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej,

"to był deszcz tak zwany nawalny" i to "bardzo nawalny".

To znaczy taki, który cechuje się dużym natężeniem opadów w krótkim czasie. Takie deszcze w Polsce występują w lecie: w czerwcu, lipcu lub sierpniu. Co prawda, jak mówił rzecznik, na Bielanach spadły 22 mm a na Okęciu zaledwie 9 mm na m2.

Ale system mierzący wysokość opadów między stacjami pokazał, że między nimi obserwowano opady rzędu 20 mm, ale na 10 minut. To ogromna ilość.

Jak poinformował na konferencji prasowej Magistrat, w ciągu 2,5 godziny na stolicę spadło 48,5 litra wody na m2. To prawie tyle, ile przez cały czerwiec, w którym opady do feralnego poniedziałku wyniosły blisko 60 litrów na m2.

"Kanalizacja deszczowa nie jest w stanie przyjąć takiej ilości wody. Niezależnie od tego, czy jesteśmy w Warszawie, w Krakowie, w Gdańsku, Szczecinie, czy jakimkolwiek innym mieście" - wyjaśniała wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska.

MPWiK: służby były przygotowane

Czy faktycznie Trzaskowski zostawił Warszawę na pastwę losu, jak sugerował Bielan? Renata Tomusiak, prezes zarządu Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie, na konferencji prasowej wieczorem 29 czerwca powiedziała, że

nawalnego deszczu spodziewano się już od kilku dni, dlatego na polecenie prezydenta Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w Warszawie (MPWiK) przygotowało do interwencji 40 brygad do odpompowywania wody.

A dokładnie - jak czytamy w komunikacie prasowym MPWiK - 43 brygady pogotowia. Zaś Rafał Trzaskowski pozostawał w stałym kontakcie ze sztabem kryzysowym. Mówił o tym na konferencji prasowej, pytany przez dziennikarza TVP.Info, która to stacja lansowała od początku tezę o "porzuceniu" stolicy przez jej włodarza.

Insynuacje Fogla

Na konferencji prasowej sztabu Dudy towarzyszący Bielanowi Radosław Fogiel podbijał pytaniem (spiskową w duchu teorię), czy studzienki wybiły dlatego, że Trzaskowski na czas kampanii prezydenckiej zabronił MPWiK używać tzw. przelewów burzowych. Pozwalają one zrzucić do Wisły nagromadzoną w kanalizie deszczówkę, by ratować miasto przed zalaniem.

Tyle, że już dzień wcześniej na to pytanie MPWiK odpowiedział w swoim komunikacie prasowym z 29 czerwca:

"Informujemy, że uruchamianie przelewów burzowych odbywa się w wyjątkowych sytuacjach, takich jak dziś, gdy w ciągu kilkudziesięciu minut spadła taka ilość deszczu jaka przypada na okres miesiąca. [...]

Insynuowanie, jakoby Spółka miała działać na niekorzyść warszawianek i warszawiaków jest nie tylko nieuprawnione, ale niestosowne".

Taki zrzut był robiony m.in. tuż przed wyborami. Wtedy minister środowiska Michał Woś oskarżał Trzaskowskiego, że spuszcza ścieki do Wisły. Prawdą natomiast jest, że MPWiK przekracza liczbę zrzutów, na które ma pozwolenie (10 rocznie).

"Naszym celem nie jest przekraczanie tych zrzutów. Naszym celem jest jak najkrótsze zrzucanie, jeżeli musimy to robić. Robimy to, kiedy musimy" - tłumaczyła Tomusiak. Zaś to "musimy" wynika z katastrofalnych zmian klimatycznych, które coraz bardziej dotykają również Polskę.

"Nawet" Jaki by nie pomógł

"Od lat obserwujemy zmniejszenie ilości opadów o niskiej częstotliwości. Deszczowe tygodnie, podczas których opady nie są intensywne, ale wolno i równomiernie nawadniają glebę, zastępują dziś tzw. deszcze nawalne bądź katastrofalne. Czyli gwałtowne ulewy, kiedy podczas kilkunastu czy kilkudziesięciu minut spada tyle wody, ile zwykle w miesiąc.

Tymczasem kanalizacja burzowa w naszych miastach jest nieprzygotowana na takie sytuacje. I kiedy już się zdarzają, to po prostu nie daje sobie z nimi rady. Dochodzi do podtopień, które są przyczyną zniszczeń"

- to słowa dr hab. Zbigniewa Karaczuna, z którym OKO.press rozmawiało w sierpniu 2018 roku. Przyczyną zmian w strukturze opadów są katastrofalne zmiany klimatyczne. To właśnie one - obok suszy - stają się w Polsce chyba największą dokuczliwością związaną z globalną zmianą klimatyczną.

Na wzrost liczby deszczy nawalnych prowadzących do podtopień w miastach zwracały również uwagę Wody Polskie w czerwcu 2019 roku:

"Kanalizacja deszczowa, która była projektowana kilka lub często nawet kilkanaście lat temu, nie jest w stanie przyjąć takiej ilości wód, jakie współcześnie pojawiają się w trakcie deszczu".

Ale czynnikiem sprzyjającym miejskim powodziom jest też "betonoza". Uszczelnione betonem miejskie powierzchnie sprawiają, że woda nie ma gdzie wsiąkać, spływa do kanalizacji, a ta w pewnym momencie wybija, "krztusząc się" ogromem przypływu.

Więc poniedziałkowej powodzi w Warszawie nie zaradziłby "nawet" Patryk Jaki, gdyby w 2018 roku wygrał z Trzaskowskim wyścig o prezydenturę w stolicy.

Problem jest bowiem systemowy. Warto przy tym odnotować, że katastrofa klimatyczna jest napędzana spalaniem w energetyce kopalin. W tym węgla, z którego polski rząd cały czas nie chce rezygnować. O tym podczas konferencji prasowej Bielan i Fogiel się nie zająknęli.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne