17 września 2020

PiS stawia ultimatum Ziobrze i Gowinowi. Wyjaśniamy, o co chodzi w konflikcie i kiedy mogą być wybory

Jarosław Kaczyński w swoim stylu kopnął w stolik i zatrząsł sceną polityczną. Niespodziewanie zagroził Solidarnej Polsce i Porozumieniu zerwaniem koalicji, a to oznaczałoby zapewne przyspieszone wybory. Tłumaczymy, o co chodzi w niespodziewanym kryzysie politycznym

Kiedy w polityce nie wiadomo, o co chodzi, najczęściej chodzi o władzę. Tak jest też w przypadku największego kryzysu politycznego w łonie obozu władzy od momentu przejęcia rządów przez Zjednoczoną Prawicę. Konflikt między PiS, Solidarną Polską i Porozumieniem nabrzmiał 17 września w kluczowym momencie negocjacji dotyczących rekonstrukcji rządu i nowej umowy koalicyjnej.

Spór toczy się o:

  • liczbę ministerstw po zmianach w gabinecie Mateusza Morawieckiego;
  • postulat zawarcia w umowie koalicyjnej gwarancji biorących miejsc do Sejmu dla polityków ugrupowań Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina.

Mniejsza liczba ministerstw, to mniej posad dla koalicjantów PiS i osłabienie ich pozycji. Ziobro i Gowin chcą również pewności dotyczącej eksponowanych miejsc na listach wyborczych w przyszłych wyborach, żeby zachować podmiotowość i siłę polityczną w sojuszu PiS.

Zza drzwi gabinetów władzy dochodzą głosy, że prezes PiS Jarosław Kaczyński jest niezadowolony ze zbyt dużego posiadania partnerów w obecnym Sejmie (Solidarna Polska ma 17 posłów, Porozumienie - 18 posłów).

To prawdziwe powody konfliktu, a jego katalizatorem stały się dwa projekty procedowane na kończącym się w czwartek 17 września posiedzeniu Sejmu: ustawę nazwaną przez opozycję "bezkarność plus" oraz prawo zakazujące hodowli zwierząt futerkowych. Pierwszej nie chce poprzeć Solidarna Polska, drugiej - zarówno ugrupowanie Ziobry, jak i Porozumienie.

Ale w grze politycznej w obozie władzy nie chodzi tak naprawdę o te dwa akty prawne: tzw. ustawa futerkowa przejdzie i tak głosami opozycji, a ustawa o bezkarności urzędniczej została wycofana w ostatniej chwili z tego posiedzenia Sejmu i w normalnym trybie byłaby przedmiotem dalszych negocjacji w koalicji rządzącej.

Ale prezes PiS Jarosław Kaczyński postanowił wykorzystać sytuację, by postawić partnerów pod ścianą.

W razie przyspieszonych wyborów zarówno Solidarna Polska jak i Porozumienie byłyby w bardzo trudnej sytuacji: bombardowani przez media prorządowe i bez pieniędzy na kampanię wyborczą - bo „kasę” w Zjednoczonej Prawicy z subwencji budżetowej trzyma Jarosław Kaczyński.

Terlecki: Do nowych wyborów pójdziemy sami

"Negocjacje koalicyjne z ostały zawieszone w związku z sytuacją, jaką mamy dzisiaj w Sejmie. Jeżeli nasi koalicjanci poskromią swoje oczekiwania i zastosują się do decyzji, które podejmuje kierownictwo partii, Zjednoczonej Prawicy, to będzie można do nich wrócić" - powiedział w czwartek 17 września w Sejmie wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki (PiS).

Ale to nie koniec, bo Terlecki otwarcie zagroził zerwaniem koalicji przez PiS:

"Jeżeli sytuacja do tego zmusi, to rekonstrukcja nastąpi jakby bez uzgodnień z naszymi koalicjantami" - stwierdził. I dodał: "Rząd mniejszościowy nie jest możliwy. Jeżeli zajdzie taka sytuacja, to pójdziemy na wcześniejsze wybory. Oczywiście sami".

Na posiedzeniu klubu PiS Jarosław Kaczyński miał stwierdzić, że "ogon nie może machać psem", a oliwy do ognia dolał na Twitterze również wiceszef PiS i eurodeputowany Joachim Brudziński:

View post on Twitter

Politycy Porozumienia i Solidarnej Polski unikają komentarzy i apelują o spokój, ale podtrzymują sprzeciw wobec ustaw forsowanych przez PiS.

Jakie są możliwe scenariusze?

  1. Solidarna Polska i Porozumienie uginają się przed szantażem, prezes Kaczyński wygrywa walkę z koalicjantami.
  2. Ziobro i Gowin utrzymują jedność swoich szeregów, głosują przeciw, w koalicji trzeszczy, ale obie strony siadają do stołu i negocjują kompromis.
  3. Ziobro i Gowin utrzymują jedność swoich szeregów, głosują przeciw, a PiS idzie na całość: wyrzuca koalicjantów z rządu i klubu sejmowego Prawa i Sprawiedliwości. To z ogromną pewnością oznacza przyspieszone wybory.

Jak można skrócić kadencję Sejmu

Najbardziej prawdopodobny jest wciąż drugi scenariusz, czyli przedłużający się kryzys w obozie władzy i w końcu jakiś rodzaj kompromisu. Ale jeśli Kaczyński zdecyduje się na opcję atomową, kiedy mogą być przyspieszone wybory?

Konstytucja w obecnej sytuacji wskazuje dwie drogi skrócenia kadencji Sejmu:

  • uchwały Sejmu o skróceniu kadencji podjętej przez 2/3 ustawowej liczby posłów;

Art. 98 Konstytucji:

1 Sejm i Senat są wybierane na czteroletnie kadencje. Kadencje Sejmu i Senatu rozpoczynają się z dniem zebrania się Sejmu na pierwsze posiedzenie i trwają do dnia poprzedzającego dzień zebrania się Sejmu następnej kadencji.

2. Wybory do Sejmu i Senatu zarządza Prezydent Rzeczypospolitej nie później niż na 90 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu, wyznaczając wybory na dzień wolny od pracy, przypadający w ciągu 30 dni przed upływem 4 lat od rozpoczęcia kadencji Sejmu i Senatu.

3. Sejm może skrócić swoją kadencję uchwałą podjętą większością co najmniej 2/3 głosów ustawowej liczby posłów.

Skrócenie kadencji Sejmu oznacza jednoczesne skrócenie kadencji Senatu. Przepis ust. 5 stosuje się odpowiednio.

4. Prezydent Rzeczypospolitej, po zasięgnięciu opinii Marszałka Sejmu i Marszałka Senatu, może w przypadkach określonych w Konstytucji zarządzić skrócenie kadencji Sejmu. Wraz ze skróceniem kadencji Sejmu skrócona zostaje również kadencja Senatu.

5. Prezydent Rzeczypospolitej, zarządzając skrócenie kadencji Sejmu, zarządza jednocześnie wybory do Sejmu i Senatu i wyznacza ich datę na dzień przypadający nie później niż w ciągu 45 dni od dnia zarządzenia skrócenia kadencji Sejmu. Prezydent Rzeczypospolitej zwołuje pierwsze posiedzenie nowo wybranego Sejmu nie później niż na 15 dzień po dniu przeprowadzenia wyborów.

6. W razie skrócenia kadencji Sejmu stosuje się odpowiednio przepis ust. 1.

  • nieotrzymania przez prezydenta ustawy budżetowej w ciągu 4 miesięcy od dnia przedłożenia projektu ustawy Sejmowi. Prezydent ma wtedy 14 dni za zdecydowanie o skróceniu kadencji Sejmu.

"Jeżeli w ciągu 4 miesięcy od dnia przedłożenia Sejmowi projektu ustawy budżetowej nie zostanie ona przedstawiona Prezydentowi Rzeczypospolitej do podpisu, Prezydent Rzeczypospolitej może w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji Sejmu".

Żeby uchwała o samorozwiązaniu Sejmu (automatycznie następuje wówczas skrócenie kadencji Senatu) weszła w życie potrzeba głosów 307 posłów. A więc samo Prawo i Sprawiedliwość nie jest w stanie przeforsować takiego rozwiązania.

Trudno jednak sobie wyobrazić, żeby opozycja zagłosowała przeciwko możliwości odebrania władzy PiS-owi, więc odpowiednia większość zapewne bez trudu by się znalazła.

Wtedy prezydent wyznacza wybory w terminie nie późniejszym niż 45 dni od momentu decyzji o skróceniu kadencji. Zakładając, że stałoby się to jeszcze we wrześniu, nowe wybory mielibyśmy najpewniej 22 listopada.

Scenariusz "budżetowy" skrócenia kadencji zakładałby funkcjonowanie przez kilka miesięcy rządu mniejszościowego, i dawałby szansę PiS-owi na wyłuskiwanie pojedynczych posłów i odtworzenie koalicji większościowej, ale już bez Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina. Gdyby to się nie udało nowe wybory mielibyśmy najwcześniej wiosną 2021 roku.

Udostępnij:

Michał Danielewski

Wicenaczelny OKO.press, redaktor, socjolog. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej". Pochodzi z Sieradza

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne