0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
28 lipca 2021

Podatki w Polskim Ładzie. Mały krok do progresji, ale z wyjątkami. I bez poparcia większości

Karty na stole: PiS przedstawił ustawę podatkową Polskiego Ładu. Filary pozostają bez zmian, mamy więcej ulg dla przedsiębiorców. Rząd dwa miesiące zabiegał o poparcie Gowina, a może go nie dostać. Na konsultacje kilkuset stron przepisów mamy dwa tygodnie

Wydrukuj

Od prezentacji Polskiego Ładu 15 maja minęły już ponad dwa miesiące. Najwięcej emocji budziły zapowiadane zmiany podatkowe, a premier obiecał 10 ustaw w pierwsze 100 dni. Tymczasem minęło 73 dni.

Ustawa podatkowa wykluwała się w bólach. To swoją drogą osobliwe podejście do legislacji – rząd najpierw ogłasza plany, a później pisze ustawę tak, by mogła przejść przez parlament. A skoro politycznie czasy są trudne, to pisanie się wydłuża. Trudno nazwać to poważnym podejściem do reformowania finansów publicznych.

Większość w Sejmie jest niestabilna, trzeba było swoje wielkie plany negocjować z małymi partnerami.

Od początku wiadomo było, że najgłośniej protestuje Jarosław Gowin i jego Porozumienie liczące obecnie ok. 10 posłów (choć dzięki wysiłkom PiS ta liczba nie jest do końca pewna). A Gowin jest samozwańczym rzecznikiem przedsiębiorców.

Z targów niewiele wynikło. W efekcie jedna z najważniejszych dla rządu ustaw w tym roku wciąż nie ma poparcia w Sejmie, pomimo dwóch miesięcy prób. Gowin zapowiada, że jego partia poprawki będzie zgłaszać już w trakcie prac parlamentarnych. I będzie chciał jeszcze mocniej pomóc przedsiębiorcom. Na razie większość przedsiębiorców może na ustawie w obecnym kształcie stracić. Albo nie. Bo zmiany w podatkach w polskim prawie nigdy nie cechują się prostotą.

Ale wróćmy najpierw do podstaw.

Filary zostają

Najważniejsze pomysły pozostają bez zmian, czyli mamy:

  • kwota wolna w wysokości 30 tys. złotych;
  • granica drugiego progu podatkowego rośnie z 85 tys. złotych rocznie do 120 tys. złotych;
  • Koniec z odliczaniem składki zdrowotnej od podatku (ale z wyjątkami).

Minister Kościński oznajmił, że w wyniku zmian 9 mln osób "przestanie płacić podatek PIT", a w konsekwencji w kieszeniach podatników pozostanie 9 mld złotych. To duże uproszczenie, bo zmiany podatkowe Polskiego Ładu to nie tylko kwota wolna od podatku. Ostatecznie jednak, według ministerstwa, zyskać ma 18 mln osób.

„Dobrze, że pojawił się krok w stronę obniżenia opodatkowania niższych dochodów, ale równocześnie niedobrze, że jest realizowany tym sposobem, a nie innymi - o których Ministerstwo Finansów dobrze wie, a silniej oddziaływałyby na niskie dochody pracujących” – komentuje dla OKO.press ekonomista Piotr Lewandowski, prezes zarządu Instytutu Badań Strukturalnych. „Jestem zdania, że polski system opodatkowania dochodów osób fizycznych powinien być bardziej progresywny. Ale ta progresja musi być po coś. Moim zdaniem przede wszystkim po to, żeby zwiększyć atrakcyjność dochodów z pracy dla tych osób, które teraz nie pracują - głównie dla biernych zawodowo".

Można inaczej

"Wyższą progresją można ułatwić wejście na rynek pracy tym, którzy teraz pracy nie podejmują, a potencjalnie mogą zarabiać w okolicy płacy minimalnej" - kontynuuje Lewandowski. - "Tymczasem główny mechanizm zwiększania progresji w ustawie to zwiększenie kwoty wolnej od podatku. Największe korzyści przynosi to emerytom, a nie pracującym gospodarstwom domowym i tym, gdzie są niepracujące osoby w wieku produkcyjnym. To nie jest dobre.

Wyższa kwota wolna nieco obniży opodatkowanie niskich dochodów, ale przy tych samych kosztach fiskalnych można ostrożniej podnieść kwotę wolną i jednocześnie podnieść koszty uzyskania przychodu, które są de facto kwotą wolną dla tych, którzy pracują. To byłoby dużo bardziej efektywne, jeśli chcemy zmieniać bodźce do aktywności zawodowej. Mamy niską aktywność zawodową, a ze względu na zmiany demograficzne to będzie coraz większy problem. Same podatki tego nie załatwią, ale proponowane rozwiązanie tym bardziej tego nie zrobi”.

Poziom europejski

W ustawie czytamy:

„Dzięki podniesieniu kwoty wolnej od podatku, osoby zarabiające najniższą krajową i aż 2/3 emerytów, przestaną płacić podatki. Na reformie skorzysta ponad 18 mln podatników, w tym ponad 90 proc. emerytów, 68 proc. osób zatrudnionych na umowie o pracę i 40 proc. osób prowadzących działalność gospodarczą. Rekordowa w historii Polski kwota wolna od podatku w wysokości 30 tys. zł to europejski poziom, porównywalny z tym osiąganym w Niemczech czy we Francji”.

To jasne odwołanie do retoryki PiS, w której mamy dążyć do osiągnięcia poziomu życia na zachodzie Europy. PiS wszelkimi możliwymi kanałami tłumaczy Polakom, że nie jesteśmy w niczym gorsi od Niemców czy Francuzów (a jeśli ktoś ogląda „Wiadomości” TVP to w mało subtelny sposób dowie się, że przynajmniej od Niemców jesteśmy we wszystkim lepsi).

Stąd jedną ustawą PiS zasypuje te różnice i przez kolejne lata będziemy słyszeć z ust polityków PiS: to my dorównaliśmy do Zachodu. Będzie to dramatyczne uproszczenie – w poziomie życia i poziomie PKB jeszcze poczekamy, by te kraje dogonić.

Najwięcej dla emerytów

Nawet w oficjalnym tłumaczeniu widać, że grupą, która zyskuje najmocniej, są emeryci, którzy od PiS otrzymali już dużo – choćby trzynaste i czternaste emerytury. Patrząc na te dane trudno nie pomyśleć, że przynajmniej część reformy ma być transferem do własnego elektoratu i umacnianiem politycznej pozycji wśród emerytów.

Reforma jest zbyt skomplikowana, żeby można ją było sprowadzić tylko do tego, więc takie zarzuty będą łatwe do odparcia przez PiS. Ale fakty są proste – to emeryci zyskują najbardziej. Choć po części dlatego, że ich dochody w większości są stosunkowo niskie.

Piotr Lewandowski: „Elektorat partii rządzącej jest w dużej mierze w wieku poprodukcyjnym. Trzynasta i czternasta emerytura miały przyczyny przede wszystkim polityczne, nie społeczne. Jeśli chodziło o zmniejszenie ubóstwa wśród emerytów, to zamiast dawać dodatkowe świadczenia wszystkim, należało zwiększać poziom najniższych świadczeń”.

Misz masz

Ustawa jest bardzo obszerna i w samym zakresie zmian w PIT wymieniono 20 celów. Poza zmianą klina podatkowego i krokiem ku progresywności; zwiększeniem nakładów na służbę zdrowia i „stworzeniem sprawiedliwego systemu podatkowego w Polsce” to m.in. także:

  • Zachęty podatkowe wspierające ochronę dziedzictwa narodowego
  • Zachęta podatkowa dla przedsiębiorców inwestujących w robotyzację
  • Popularyzacja obrotu bezgotówkowego w Polsce
  • Przeciwdziałanie szarej strefie.

Szybka ocena całego projektu z jego wszystkimi szczegółami jest trudna – to 226 stron przepisów, 228 stron uzasadnienia. Mamy przepisy o ulgach na robotyzację, w uzasadnieniu długie fragmenty o jej kosztach.

Mamy nowe przepisy o opodatkowaniu usług finansowych, o przeciwdziałaniu unikania opodatkowania, ustawa zmienia też np. ustawę o Krajowej Administracji Skarbowej. Dlaczego odrębne przepisy nie mogą otrzymać osobnej ustawy? Tymczasem na konsultację całości przeznaczono dwa tygodnie.

Symbolem skomplikowania tych przepisów stała się „ulga dla klasy średniej”, według której nikt, kto zarabia do 11 tys. złotych brutto, ma nie stracić na zmianach. W jaki sposób ulgę będziemy wyliczać? Na podstawie takiego, zgrabnego wzoru:

„4a. Kwota ulgi dla pracowników, o której mowa w ust. 1 pkt 2aa, wynosi:

1) (A x 0,06684549 – 4572,00 zł) ÷ 0,17, dla A wynoszącego co najmniej 68 412 zł i nieprzekraczającego kwoty 102 588 zł,

2) (A x (- 0,07346090) + 9821,75 zł) ÷ 0,17, dla A wyższego od 102 588 zł i nieprzekraczającego kwoty 133 692 zł”.

Dlaczego nie da się skonstruować prostszego systemu, który przy pomocy progów podatkowych lub kwoty uzyskania przychodu gwarantowałby umiarkowane opodatkowanie pracowników o solidnych, choć nie bardzo wysokich dochodach? To zagadka bez odpowiedzi.

Składka

Drugim podstawowym filarem zmian – obok kwoty wolnej – jest likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku. I tutaj zaczynają się schody. Bo kwota wolna to czysty zysk dla dużej części obywateli.

A podniesienie składki to de facto podwyżka podatku.

I to jeden z głównych powodów oporu Jarosława Gowina.

„Pewne jest to, że gdyby podatnicy rozliczali się tak jak w 2019 r., czyli w ostatnim roku, za który Ministerstwo Finansów ma już zagregowane dane, to na zmianach podatkowych skorzystałoby 45 proc. przedsiębiorców” – mówił na konferencji wiceminister finansów Jan Sarnowski.

Jednak przedsiębiorcy mogą zmienić sposób opodatkowania, np. przejść na rozliczanie ryczałtowe zamiast opodatkowania wg skali. Z pewnością wiele osób będzie w przyszłym roku zmieniało rodzaj opodatkowania. Z tego wynika, że

grupą, dla której proponowane przez rząd zmiany będą najlepsze, mogą być doradcy podatkowi. Liczba ich klientów najpewniej bardzo się w najbliższych miesiącach zwiększy.

Zmiany dla przedsiębiorców

Przyjrzyjmy się więc, jak wygląda sytuacja przedsiębiorców, w zależności od sposobu opodatkowania.

Ci, którzy, tak jak pracownicy, rozliczają się według normalnej skali podatkowej (17 proc. i 32 proc. od dochodów powyżej 120 tys. złotych rocznie) będą – tak jak etatowcy – płacić 9 proc. składki zdrowotnej od dochodu. Ale tak samo skorzystają z wyższej kwoty wolnej od podatku.

Przedsiębiorcy na jednoosobowej działalności lub właściciele spółek z przychodem niższym niż 2 mln złotych rocznie mogą rozliczać się według stawki ryczałtowej – od przychodu, a nie od dochodu. A stawek jest dużo, w zależności od rodzaju prowadzonej działalności. Od 17 proc. dla wolnych zawodów do zaledwie 3 proc. np. dla zakładów świadczących usługi z zakresu produkcji zwierzęcej.

Tak jak pisaliśmy już wcześniej, w projekcie mamy obniżenie wysokości ryczałtu dla niektórych grup zawodowych:

  • zawody medyczne: z 17 proc. do 14 proc.,
  • zawody techniczne (np. architekci): z 17 proc. do 14 proc.,
  • programiści: z 15 proc. na 12 proc.

Oznacza to, że jeżeli np. dobrze zarabiający programista na etacie po zmianie przepisów zamiast więcej (przez składkę zdrowotną), może zapłacić znacznie mniej. Jak to się ma do budowania sprawiedliwego systemu podatkowego, o którym nie raz mówił Jarosław Kaczyński?

Piotr Lewandowski: „W Polsce mamy zbyt silne preferencje dla osób, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. I niby projekt ustawy to zmienia, ale obłożone jest to kolejnymi warunkami - programiści otrzymują dodatkowy ryczałt, jest kilka innych grup zawodowych z nowymi przywilejami. Czyli nie mamy jednoznacznego uporządkowania tej sytuacji. A tych przywilejów dla dobrze zarabiających grup zawodowych nie da się wyjaśnić żadną korzyścią makroekonomiczną”.

Zmiany bez zmian

Przedsiębiorcy rozliczający się ryczałtem zapłacą składkę zdrowotną w wysokości jednej trzeciej należnego podatku. Czyli programista na jednoosobowej działalności może zapłacić 12 proc. od przychodu, a następnie musi doliczyć jedną trzecią tej kwoty za składkę zdrowotną. Efektywnie oznacza to 16 proc. od przychodu. Zmienia się niewiele.

Przedsiębiorcy na podatku liniowym muszą dołożyć wyższą składkę zdrowotną - pełne 9 proc. od dochodu, bez możliwości odliczenia od podatku.

Jest jeszcze karta podatkowa – sposób opodatkowania firm bez księgowości i niezależny od dochodu, wysokość podatku ustalana jest przez naczelnika lokalnego urzędu skarbowego. Tutaj składka zdrowotna będzie uzależniona od średniego wynagrodzenia. Ale rząd zamraża ten sposób opodatkowania. Nie likwiduje go, ale nie można będzie już na niego przejść, jeśli nie zrobiło się tego wcześniej.

Kto się cieszy?

Ustawa jest krokiem w stronę progresji podatkowej, ale ma mnóstwo wyjątków, które sprawiają, że system jest dziurawy.

Niezadowoleni będą lewicowcy szukający sprawiedliwego, progresywnego podatku; niezadowoleni będą też liberałowie liczący na ulgi dla biznesu i proste podatki.

Niezadowolony jest też Jarosław Gowin, nie wiemy, jak zagłosuje.

Ustawa z pewnością ucieszy natomiast osoby, które zarabiają w okolicach płacy minimalnej i nieco więcej. Nie będą to jednak ogromne podwyżki, dla najmniej zarabiających to między 100-200 złotych. To dobrze, ale wszystko wskazuje na to, że są to kolejne pomysły na szybko, które ktoś później znów będzie poprawiał. A część z nich pisana była po to, by zdobyć poparcie kilku posłów Gowina, którzy ostatecznie mogą zagłosować przeciwko.

PiS będzie się spieszył, bo chce, by nowe zasady zostały wprowadzone od 1 stycznia 2022.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne