Prawa autorskie: Tomasz Niesluchowski / Agencja GazetaTomasz Niesluchowski...
23 grudnia 2020

Napisała sprejem "PZPR" na biurze PiS i chodniku. Sąd: Winna, przekroczyła granicę wolności słowa

"Tak naprawdę napisy z chodnika i biura wystarczyło po prostu zmyć, to był zwykły sprej. Ten wyrok ma mnie na rok usadzić" – mówi OKO.press aktywistka Elżbieta Podleśna, która w środę sąd uznał za winną

Sąd warunkowo umorzył postępowanie. Oznacza to, że choć Podleśna jest winna, nie została wobec niej zasądzona kara. Jeśli jednak przez najbliższy rok Podleśna wejdzie w konflikt z prawem, sąd wróci do postępowania.

"To dla mnie jasne, że ten wyrok ma mnie na rok usadzić. Mam się trzy razy zastanowić, czy protestować" – mówi OKO.press Podleśna.

Siedmioro policjantów, kajdanki, propagowanie totalitaryzmu

Wyrok dotyczy sprawy z lipca 2018 roku. Przez Polskę przetaczały się wtedy protesty w obronie niezależnego sądownictwa. 20 lipca na proteście pod Sejmem policja ciężko poturbowała kilkoro aktywistów. Elżbieta Podleśna, psychoterapeutka, działaczka Strajku Kobiet, w geście solidarności pojechała w nocy pod wspólne biura parlamentarzystów PiS posła Krzysztofa Czabańskiego i senatora Andrzeja Mioduszewskiego w Wąbrzeźnie i Golubiu-Dobrzyniu.

Na oknach i szklanych drzwiach biur napisała sprejem „PZPR” (Czabański należał do tej partii), a na chodniku „Czas na sąd ostateczny”.

W rozmowie z OKO.press z lipca 2018 r. Podleśna tak opisywała całe zajście:

"Byłam sama, wyjechałam z Warszawy już po środowych protestach, żeby trochę odetchnąć, ale okazało się, że nie da się tak oderwać, kiedy przemoc dotyka coraz bliższy krąg osób (...).

Nie planowałam żadnego malowania, ale w aucie mam zawsze podręczny zestaw: spreje, szczekaczka, kawałek materiału.

Po spełnieniu obywatelskiego obowiązku wróciłam oddawać się dalej samotnemu wypoczynkowi. Mieszkałam pod Brodnicą, łaziłam po lesie, pływałam w jeziorze, jednym drugim, trzecim. W sobotni wieczór, jeszcze z mokrą głową, jadłam kolację w restauracji w Zbicznie, ostatnia klientka. Wychodzę i widzę trzy nieoznakowane samochody, pięciu chłopa, dwie panie."

Policjanci przeszukali samochód Podleśnej, zakuli ją w kajdanki i zawieźli na komendę. Prokuratura postawiła jej zarzut propagowania ustroju totalitarnego.

Po tym, jak kuriozalne oskarżenie poszło w Polskę, prokuratura wycofała się z niego i oskarżyła Podleśną o wandalizm. Szkody spowodowane przez Podleśną wyceniono na 1228 złotych.

W listopadzie 2019 roku Sąd Rejonowy w Wąbrzeźnie umorzył sprawę ze względu na znikomą szkodliwość czynu.

"Sąd uznał, że przekroczyłam granicę wolności słowa"

Od wyroku odwołała się jednak prokuratura. W reakcji na to, apelację złożyła też Podleśna. "Nie chcieliśmy tej sprawy przyklepać. W apelacji podnieśliśmy to, że świadkowie w kilku miejscach mijali się z prawdą jeśli chodzi o naprawdę szkód oraz to, że wycena rzekomych zniszczeń była naszym zdaniem mocno zawyżona.

Pamiętam, że zwykła piankowa tabliczka na drzwiach biura została wyceniona na ponad 200 złotych"

– mówi nam Podleśna.

"Tak naprawdę napisy z chodnika i biur wystarczyło po prostu zmyć, to był zwykły sprej, który można usunąć gąbką z płynem do mycia okien, a chodnik wystarczy trochę poszorować szczotką" – mówi aktywistka.

W środę 23 grudnia 2020 r. sędzia Lech Gutkowski z Sądu Okręgowego w Toruniu uznał Podleśną za winną uszkodzenia mienia.

"Dzisiaj sąd uznał, że była szkodliwość społeczna tego czynu. W ustnym uzasadnieniu stwierdził, że przekroczyłam granicę wolności słowa. Powtórzył stwierdzenia o zniszczeniu mienia, chociaż mój obrońca przekonywał, że do żadnego zniszczenia nie doszło" – opowiada nam Podleśna.

Zgodnie z tym, o co wnioskował prokurator, sąd warunkowo umorzył postępowanie. Oznacza to, że choć Podleśna jest uznana za winną, to nie zostanie na nią nałożona kara. Jeśli jednak w ciągu rocznego okresu próby złamie prawo, sąd może wrócić do umorzonego postępowania.

"Przez rok mam okres próby, nie wolno mi popełnić wykroczenia ani przestępstwa.

Dla mnie jest to ewidentnie droga do tego, żeby mnie na rok usadzić. Mam się trzy razy zastanowić, czy gdzieś wyjść, czy protestować, jak protestować. To jest dokładnie to, o co wnioskował prokurator.

Pewnie żaden sąd nie byłby w stanie udźwignąć surowszego wyroku. Trzeba było tak udeptać, tak ugruntować te słowa [o niszczeniu mienia - red.], żeby przyszyć mi łatkę wandalki" – komentuje wyrok Podleśna.

Aktywistka ma pokryć koszty wyrządzonych szkód.

Udostępnij:

Sebastian Klauziński

Dziennikarz zespołu śledczego. Pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Od 2018 roku w OKO.press. Finalista Nagrody Radia ZET oraz Nagrody im. Dariusza Fikusa za cykl tekstów o “Układzie wrocławskim”. Trzykrotnie nominowany do nagrody Grand Press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne