"Domagania się reperacji to otwieranie puszki Pandory. Równałoby się kwestionowaniu przez Polskę powojennego ładu poczdamskiego, którego gwarantami były Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania i Rosja. To działanie nierozważne z punktu widzenia interesów i pozycji międzynarodowej Polski" - pisze dla OKO.press dr hab. Robert Grzeszczak

„W 1990 roku, wraz ze zjednoczeniem Niemiec, zakończył się okres niestabilności, a w tym debat o granicach państw europejskich. Podnoszenie dziś kwestii reparacji oznacza powrót do wcześniejszej niepewności” – uważa dr hab. Robert Grzeszczak, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, który zajmował się kwestią reparacji wojennych m.in. podczas prac dla Sejmu RP w 2003 roku oraz naukowo w Centrum im. Willy’ego Brandta na Uniwersytecie Wrocławskim (2004-2005).

Czy naprawdę chcemy wracać do czasów PRL, kiedy interpretacja traktatów granicznych i dobrosąsiedzkich Polski z Niemiec jest otwarta? Czy chcemy prowadzić politykę rewizjonistyczną, w ramach której możliwe jest przecież dyskutowanie o statusie polskich „ziem zachodnich” czy o kwestii odszkodowań dla Niemców przesiedlonych z Dolnego Śląska? – pyta Grzeszczak.


Robert Grzeszczakdoktor habilitowany nauk prawnych, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, specjalista w zakresie prawa Unii Europejskiej, prawa międzynarodowego publicznego i prawa konstytucyjnego, zasiada w Komitecie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk (2015-2018). Członek Rady Programowej Archiwum Osiatyńskiego*


Oto cała analiza prof. Grzeszczaka dla OKO.press:

Nie można wyjąć elementu misternej układanki i oczekiwać, że całość konstrukcji nie runie. Tak jest z domaganiem się reparacji, co oznaczałoby zakwestionowanie prawnomiędzynarodowego stanu rzeczy w 2017 roku, ponad 70 lat po II wojnie światowej. To niebezpieczna gra polityczna. Prawo jest w tej kwestii jednoznaczne – nie ma podstaw do wzruszenia kwestii reparacji,  prawnie została już zamknięta.

Należy rozróżnić między reparacjami a odszkodowaniami dla jednostek.

  • Reparacje wojenne regulowane są umowami między państwami: agresorem i ofiarą agresji. Oznacza to, że do rozwiązania kwestii reparacji stosuje się prawo międzynarodowe, a nie wewnętrzne krajowe jednej ze stron.

W Europie kwestia reparacji między Niemcami a innymi państwami została zasadniczo zamknięta – w Europie Zachodniej w roku 1954, w Polsce – w 1953 i w 1990 roku.

PRL się zrzekł wobec NRD, ale to obowiązuje RP i Niemcy

Państwa Europy Zachodniej rozwiązały kwestię reparacji wojennych po II wojnie światowej podobnie jak zrobiły to po I wojnie światowej: zajęły część niemieckiego terytorium i majątku, dostawały też transfery z bieżącej produkcji gospodarczej RFN. Mocarstwa zachodnie zrzekły się tych transferów na mocy Traktatów Bońsko-Paryskich z 26 maja 1952 roku i 23 października 1954 roku.

Zgodnie z postanowieniami Układów Poczdamskich obowiązek zaspokojenia polskich roszczeń przejął Związek Radziecki. Polska to zaakceptowała, co potwierdziły umowa polsko-radziecka z 16 sierpnia 1945 oraz jednostronne oświadczenie Rady Państwa PRL z 23 sierpnia 1953 roku.

Podobnie jak alianci wobec RFN, także ZSRR zrzekł się̨ dalszych reparacji względem NRD na podstawie Protokołu z 22 sierpnia 1953 roku w sprawie zaprzestania pobierania reparacji niemieckich. Dzień później Rada Państwa PRL zrzekła się wobec Niemiec dalszej spłaty odszkodowań na rzecz Polski (datując od 1 stycznia 1954). Zrzeczenie odnosiło się̨ do Niemiec jako całości, gdyż dla państw bloku wschodniego to NRD reprezentowała całe Niemcy, RFN nie była uznawana.

Jest oczywiste, że ta decyzja władz PRL, podobnie, jak wiele innych przed 1989 rokiem, nie była podejmowana samodzielnie. Jednak w świetle prawa międzynarodowego jednostronne oświadczenie państwa, jeżeli tylko spełnia określone przesłanki, stanowi skuteczne źródło zobowiązań. A przesłanki w tym wypadku zostały spełnione.

 

Czym grozi naruszenie ładu poczdamskiego

Po 1989 roku rządy suwerennej już Polski zlecały naukowe analizy kwestii reparacji; mamy np. analizę sejmową z 2003 roku [prof. Grzeszczak uczestniczył w pracach nad nią – red.]. Konkluzje tych analiz, a także praktyka kolejnych rządów, definitywnie zamknęły kwestię reparacji międzypaństwowych między Polską a Niemcami.

  • Czym innym od reparacji są roszczenia związane ze szkodami wojennymi jednostek: przysłowiowego „Kowalskiego” i jego spadkobierców, a z drugiej strony „Schmidta” i jego spadkobierców. Jednostki mogą wytaczać różnego rodzaju powództwa rozpatrywane przed sądami krajowymi i przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu.

Spory o zasadność roszczeń indywidualnych, dochodzonych już raczej przez spadkobierców, wciąż trwają w Europie, m.in. we Włoszech czy w Grecji.

Należy pamiętać, że RFN w różnym czasie i w różnych formach zaspokajała roszczenia odszkodowawcze różnych grup polskich poszkodowanych, m.in.: emigrantów politycznych, duchowieństwa, robotników przymusowych oraz ofiar eksperymentów medycznych.



Kwestia roszczeń polskich względem Niemiec jest często nadużywana w populistycznym, wewnętrznym dyskursie politycznym.

Jednak wychodzenie na forum międzynarodowe z formalnymi inicjatywami żądania reperacji to otwieranie puszki Pandory. Równałoby się kwestionowaniu przez Polskę powojennego ładu poczdamskiego, którego gwarantami były Stany Zjednoczone, Francja, Wielka Brytania i Rosja.

To działanie nierozważne z punktu widzenia interesów i pozycji międzynarodowej Polski.

Kwestia przebiegu granicy polsko-niemieckiej została definitywnie ustalona dopiero po zjednoczeniu Niemiec w 1990 roku, kiedy w życie wszedł Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec z 12 września 1990 r. oraz Traktat o potwierdzeniu granicy z 14 listopada 1990 r. Dopiero wtedy, z punktu widzenia prawników, zamknęła się epoka niestabilności wywołana w 1939 roku.

Czy naprawdę chcemy wracać do czasów PRL, kiedy interpretacja traktatów granicznych i dobrosąsiedzkich Polski z Niemiec była otwarta? Czy chcemy prowadzić politykę rewizjonistyczną, w ramach której możliwe jest przecież dyskutowanie o statusie polskich „Ziem Zachodnich” czy o kwestii odszkodowań dla Niemców przesiedlonych z Dolnego Śląska?

Trudne i nierealne byłoby kwestionowanie tylko części ładu powojennego bez narażenia się na podważenie innych jego elementów.

*Zgodnie z zapowiedziami OKO.press powstaje Archiwum Osiatyńskiego, niezależne obywatelskie centrum analiz, powołane w celu społecznego monitorowania stanu praworządności, skali nadużyć władzy publicznej oraz stanu przestrzegania praw i wolności obywatelskich w Polsce.

Zaproszenie do Rady Programowej przejęli już: prof. dr hab. Andrzej Bator, adw. Jacek Dubois; dr Aleksandra Gliszczyńska-Grabias; adw. Sylwia Gregorczyk-Abram; dr Barbara Grabowska-Moroz, prof. dr hab. Maciej Gutowski; prof. dr hab. Robert Grzeszczak, prof. dr hab. Ireneusz Kamiński; prof. dr hab. Zdzisław Kędzia; prof. dr hab. Tomasz Koncewicz, prof. dr Maciej Kisilowski; prof. dr hab. Ewa Łętowska; sędzia Krystian Markiewicz, adw. Justyna MetelskaDraginja Nadażdin (Amnesty International); adw. Mikołaj Pietrzak; prof. dr hab. Ryszard Piotrowski; prof. dr hab. Monika PłatekDanuta Przywara (Helsińska Fundacja Praw Człowieka); prof. dr hab. Wojciech Sadurski; dr Krzysztof Śmiszek (Polskie Towarzystwo Prawa Antydyskryminacyjnego); sędzia Jerzy Stępień, adw. Krzysztof Stępiński, adw. Tomasz Wardyński, prof. dr hab. Roman Wieruszewski; prof. dr hab. Mirosław Wyrzykowski; prof. dr hab. Jerzy Zajadło.

Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym