Kopalnię Turów już tylko krok dzieli od pozwolenia na dalsze wydobycie węgla brunatnego u styku granic Polski, Czech i Niemiec. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu wydała decyzję środowiskową zatwierdzającą powiększenie odkrywki. PGE ignoruje protesty i chce, by kopalnia działała przez następne 24 lata

Trzeba otwarcie powtórzyć za naukowcami: trwanie przy węglu grozi katastrofą. Powinniśmy w 10 lat zredukować wykorzystanie energetyczne węgla” – mówi Radosław Gawlik ze stowarzyszenia Eko-Unia.

Państwowa spółka PGE chce, żeby węgiel z odkrywki Turów był wydobywany przez następne 24 lata. Przez powiększenie i dalsze wykorzystanie kopalni aż 30 tys. ludzi może mieć problem z dostępem do wody pitnej.

Kopalnię Turów (woj. dolnośląskie) już tylko krok dzieli od pozwolenia na dalsze wydobycie węgla brunatnego w pobliżu styku granic Polski, Czech i Niemiec.  Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska we Wrocławiu wydała kilka dni temu decyzję środowiskową zatwierdzającą  powiększenie odkrywki.

Według planów węgiel ma być wydobywany 100 metrów od czeskiej granicy.

Kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego Turów 

To był ostatni dokument, który państwowa spółka PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna (PGE GiEK) potrzebowała do przedłużenia koncesji. Obecna wygasa w kwietniu 2020. PGE chce jednak, żeby kopalnia działała przez następne 24 lata.

Dwa dni po wydaniu decyzji środowiskowej otrzymała ona rygor natychmiastowej wykonalności. A to oznacza, że dalszego wydobycia nie są w stanie zatrzymać żadne odwołania ani protesty. Decyzję może podważyć jedynie sąd. Taka sprawa może się jednak ciągnąć miesiącami.

„PGE doskonale zdaje sobie sprawę, że planowana działalność kopalni do 2044 roku to czyste fantasy” – mówi Jakub Gogolewski z Fundacji „Rozwój TAK – Odkrywki NIE” (RT-ON).

„Rosnące ceny uprawnień do emisji CO2, a także wymagania ramowej dyrektywy wodnej oraz dyrektywy w sprawie ochrony wód podziemnych  jasno wskazują na brak rentowności kopalni już po 2025 roku, nie wspominając o 2044 roku. Polskie władze wspólnie z PGE robią, co mogą, by nagiąć przepisy i odnowić koncesję dla odkrywki, a tym samym przedłużyć toksyczne życie Turowa” – dodaje.

 30 tysięcy osób bez wody

Najbardziej poszkodowanymi będą mieszkańcy przygranicznych terenów. Jak podaje Fundacja RT-ON, nawet 30 tysięcy osób może zostać odciętych od wody pitnej. W jaki sposób?

Pod odkrywkę należy dobrze osuszyć teren. Dlatego w miejscowościach, które do niej przylegają, powstaje tak zwany lej depresyjny, czyli obniżenie poziomu wody gruntowej. To z kolei prowadzi do wysychania studni.

Już raz Czesi mieli problem z wodą, właśnie przez Turów – w latach 80., przy okazji rozbudowy kopalni. Powtórka okazuje się bardzo realna. Według planów węgiel ma być wydobywany 100 metrów od czeskiej granicy, zajmując część dawnego uzdrowiska Opolno-Zdrój.

Problemami są także dewastacja krajobrazu, hałas i zanieczyszczenie powietrza spowodowane działalnością kopalni i transportem węgla. Normy smogowe są przekraczane również latem, kiedy w całej Polsce powietrze jest (względnie) czyste.

Surowiec przewożony jest do Elektrowni Węglowej Turów – czyli drugiej najbardziej zanieczyszczającej elektrowni w Polsce i siódmej w całej Unii Europejskiej. Jak podaje RT-ON, w 2017 roku przyczyniła się do 120 przedwczesnych zgonów. 80 z nich miało miejsce w Czechach i Niemczech.

Zanieczyszczenia z elektrowni odpowiadają również za 2100 ataków astmy, 60 nowych przypadków przewlekłego zapalenia oskrzeli, 110 przyjęć do szpitala i 51 000 dni zwolnienia chorobowego rocznie.

„Trzeba otwarcie powtórzyć za naukowcami: trwanie przy węglu grozi katastrofą. Powinniśmy w 10 lat zredukować wykorzystanie energetyczne węgla, też w Turowie” – podkreśla Radosław Gawlik z dolnośląskiego stowarzyszenia Eko-Unia.

Czesi protestują

Rozbudowie kopalni Turów i przedłużeniu jej koncesji sprzeciwiają się członkowie międzynarodowej koalicji organizacji pozarządowych Europe Beyond Coal. Projekt powiększenia odkrywki negatywnie oceniają naukowcy, ekolodzy i przede wszystkim lokalne społeczności z Czech, Niemiec i Polski.

Swoje opinie przedstawiali w trakcie procesu oceny oddziaływania odkrywki na środowisko.

„PGE naraża się na działania odwetowe sąsiadów Polski w stosunku do węgla sprzedawanego przez kopalnię Turów oraz szkód środowiskowych powodowanych przez działalność kopalni. Należy się liczyć ze wzrostem pozwów zagranicznych wobec PGE pochodzących z sąsiadujących z odkrywką i elektrownią Turów regionów Czech i Niemiec” – wyjaśnia Jakub Gogolewski.

Aż 5 tysięcy Czechów i Niemców opowiedziało się przeciwko kopalni. 700 mieszkańców wsi Uhelna i Václavice podpisało petycję, w której domagają się, żeby minister środowiska Richard Brabec zdecydowanie sprzeciwił się planom PGE.

„Zwłaszcza w Václavicach ludzie mają bardzo utrudniony dostęp do wody pitnej. Nie ma awaryjnego planu zabezpieczenia w wodę, który będzie nam bardzo potrzebny za kilka lat, kiedy wydobycie się do nas zbliży” – mówił mieszkaniec okolicy Milan Starec, cytowany przez portal Denik.cz.

Minister środowiska Richard Brabec za namową mieszkańców pogranicza wydał negatywną opinię.

„Jesteśmy przeciwko dalszej eksploatacji węgla w tamtym obszarze – mówił dziennikarzom. „Jeśli Polska wbrew naszemu sprzeciwowi nadal chce to robić, to powinna spełnić warunki, które stworzyliśmy wspólnie z geologami, samorządem kraju libereckiego i gminami” – dodał. Podkreślał także, że polska strona niewystarczająco komunikuje się ze swoimi sąsiadami, których działalność odkrywki dotknie najmocniej. „Nie możemy tak po prostu polegać na polskich zapewnieniach” – zaznaczył.

Minister zapowiada, że Czesi sami będą sprawdzać poziom wód gruntowych, hałasu i zanieczyszczenia powietrza pyłami z kopalni.

Kraj liberecki, czyli przygraniczny czeski region, złożył już skargę do Komisji Europejskiej. Samorząd zapowiada także kolejne kroki prawne po przetłumaczeniu decyzji dolnośląskiego RDOŚ. Czesi uważają, że to Polska, według unijnych reguł, powinna zapłacić za degradację środowiska. Ten koszt szacowany jest na 10 milionów złotych.

Plany od 25 lat

Sprawa odkrywki Turów może również pogorszyć stosunki polsko-niemieckie. Konsultacje społeczne w Niemczech zakończyły się 20 stycznia. Przedstawione w tym procesie opinie miały być wzięte pod uwagę przy wydawaniu decyzji środowiskowej. Ta została opublikowana zaledwie 16 godzin po otrzymaniu wyników niemieckich konsultacji.

”Sama decyzja liczy ponad 170 stron, naprawdę trudno jest uwierzyć, że wrocławski RDOŚ zapoznał się z uwagami niemieckimi i jeszcze tego samego dnia przygotował tak długi dokument” – komentuje Gogolewski.

Wysłaliśmy pytania do PGE w tej sprawie. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak przebiegały rozmowy z Czechami i Niemcami i jaki kompromis wypracowano. Zapytaliśmy także o to, jak kopalnia, zdaniem spółki, będzie oddziaływać na środowisko i jak wpływa na stan wód podziemnych.

Odpowiedzi na razie nie dostaliśmy.

Rzeczniczka PGE, Sandra Apanasionek, tłumaczyła za to w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że plany rozbudowy Turowa powstały już 25 lat temu. Jej zdaniem Czesi o nich wiedzieli, a konsultacje międzynarodowe trwały od kilku lat.

„Bardzo obszernie został też przygotowany raport oddziaływania na środowisko. Zawiera on wszystkie oddziaływania, które kopalnia może powodować u naszych południowych i zachodnich sąsiadów; w tym bardzo obszerny fragment dotyczący kwestii wody, która jest najbardziej newralgiczna” – powiedziała.

Zdaniem PGE GiEK dalsze wydobycie węgla na Dolnym Śląsku jest niezbędne dla zapewnienia Polsce bezpieczeństwa energetycznego. Elektrownia Turów pokrywa około 8 proc. zapotrzebowania na energię w naszym kraju, dostarczając prąd do około 2 milionów gospodarstw. W budowie jest także nowy blok elektrowni.

Z informacji Fundacji RT-ON wynika, że ostateczna decyzja o przedłużeniu koncesji dla kopalni Turów ma zostać ogłoszona 10 lutego.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Katarzyna Kojzar - dziennikarka i redaktorka. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. Pisze przede wszystkim o środowisku i klimacie, a czasami - dla odmiany - o kulturze. Publikuje także w SmogLabie i Onecie.


Komentarze

  1. Adam Potoczek

    __ Refleksje Adwokata Diabła w sprawie źródeł władzy i bogactwa:
    _ Największą władzę uzyskuje ten, kto stoi na straży POŻĄDANYCH A OGRANICZONYCH ZASOBÓW. Takim zasobem może być na przykład: chleb, WODA, złoto, ziemia, ropa, ENERGIA, seks, wolność, mieszkanie, praca, bezpieczeństwo, zdrowie, śmierć, rozum.
    _ Jeśli sprytni pretendenci do władzy zdołają przekonać lud, że tylko oni są właściwymi dystrybutorami tych pożądanych zasobów, oraz przy okazji zadbają o to, żeby tych zasobów nie było zbyt wiele, to po wieczne czasy mogą się cieszyć profitami ze swojej władzy.
    .
    _ Zaciekawionym mogę podpowiedzieć najbardziej dochodowy biznes: te korporacje, które zaczną sprzedawać DOSTĘP DO ŚWIEŻEGO POWIETRZA, którym musimy oddychać, będą NAJBOGATSZE ! Oczywiście najpierw muszą trochę zainwestować w zanieczyszczenie i zatrucie powietrza, aby wykazać swoją niezbędność. Wiadomo już, że kolejne miliony ludzi na całym świecie umierają z powodu złego powietrza (ok. 7 milionów rocznie). Proces już się rozpoczął.
    .
    _ Specyficznym zasobem dającym władzę jest ZIEMIA. Tego zasobu nigdy nie wyprodukował żaden człowiek, a jednak są ludzie, którzy formalnie są właścicielami ziemi, chronią ich przepisy prawa a nawet tradycyjne rozumienie „świętego prawa własności”. Ktoś kiedyś przed wiekami przemocą „ogrodził” kawałek ziemi, może nawet zabił poprzednich mieszkańców, a potem sam sobie stworzył prawo własności i do dzisiaj odpędza ze „swojej” ziemi intruzów. Czy na pewno planeta Ziemia nie jest wspólnym dziedzictwem ludzi?
    _ Ciekawe jak się ułoży sprawa własności powierzchni Księżyca i Marsa? Oraz eksploatacji zasobów.

Masz cynk?