"Ministerstwo Zdrowia nie zna żadnego przypadku zgonu pacjenta spowodowanego błędem medycznym pielęgniarki ukraińskiej lub brakiem jej profesjonalizmu" – napisał rzecznik Ministerstwa Zdrowia, zapytany przez OKO.press w związku z wypowiedzią wicemarszałka Sejmu Stanisława Tyszki z klubu Kukiz'15. Przeprosin domaga się ambasada Ukrainy. Tyszka milczy

Ambasada Ukrainy domaga się od wicemarszałka Tyszki przeprosin za „ksenofobiczną i prymitywną próbę przerzucania winy na obcokrajowców”. Jak przekazał OKO.press Wasyl Zwarycz, wiceambasador Ukrainy w Polsce, wicemarszałek Tyszka nie odpowiedział na wystąpienie ambasady. Również OKO.press bezskutecznie próbowało skontaktować się z wicemarszałkiem.

Przypomnijmy: wicemarszałek Sejmu Stanisław Tyszka z klubu Kukiz ’15 w programie TVN24 „Kawa na ławę” 28 maja 2018 roku powiedział: „Uzupełnia się braki w szpitalach pracownikami z Ukrainy, często niżej wykwalifikowanymi. Przez to umierają ludzie”.  OKO.press pisało o tej skandalicznej wypowiedzi posła.

Tyszka w żaden sposób nie udokumentował swoich oskarżeń wobec pielęgniarek czy lekarzy z Ukrainy. Jeśli zna taki przypadek, powinien złożyć doniesienie do prokuratury. W innym razie jest to zwykłe pomówienie.

Do 2022 roku na emeryturę odejdzie 40 tys. pielęgniarek. Jeśli nie przyjadą z zagranicy – realnie z Ukrainy – to wkrótce nie będzie miał kto zajmować się pacjentami. Polsce potrzebna jest strategia zachęcania pracowników medycznych ze Wschodu do przyjeżdżania i pracowania w Polsce – a nie oskarżanie ich o rzekomy brak kwalifikacji i straszenia nimi Polaków przy pomocy powielania ksenofobicznych stereotypów.

Ministerstwo Zdrowia: pielęgniarki z Ukrainy mają niezbędne kwalifikacje, równe z polskim personelem medycznym

OKO.press zapytało ministerstwo zdrowia czy prawdziwe jest twierdzenie posła Tyszki o niskich kwalifikacjach i umieraniu pacjentów. Otrzymaliśmy odpowiedź  5 czerwca. Oto jej treść.

„Polskie szpitale nie zatrudniają pielęgniarek z Ukrainy o kwalifikacjach niższych niż wymagane. Pielęgniarki z zagranicy, które aktualnie pracują w polskich placówkach ochrony zdrowia, mają prawo wykonywania zawodu, co jest jednoznaczne z posiadaniem niezbędnych kwalifikacji do sprawowania opieki – na równi z polskim personelem medycznym.

Sugestia wicemarszałka Stanisława Tyszki, iż były minister zdrowia  Konstanty Radziwiłł sprowadził personel medyczny ze wschodu, żeby zapełnić braki w polskich szpitalach, nie ma podstaw. Nie było żadnej organizowanej lub inicjowanej przez Ministerstwo Zdrowia akcji sprowadzania personelu medycznego ze wschodu. Cudzoziemcy, którzy aktualnie pracują w polskim systemie ochrony zdrowia, znaleźli się w nim, wyłącznie w wyniku indywidualnej decyzji, poprzedzonej przejściem odpowiedniej procedury.

Zgodnie z informacjami z Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, imigracja zarobkowa pielęgniarek z Ukrainy jest niewielka, co spowodowane jest przede wszystkim wysokimi wymaganiami stawianymi wobec tych osób, zgodnymi z obowiązującym nas prawem europejskim”.

90 pielęgniarek z Ukrainy

Według danych Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, które OKO.press dostało od Ministerstwa Zdrowia, na początku 2018 roku w całej Polsce pracowały zaledwie 124 pielęgniarki spoza Unii Europejskiej, w tym 82 pielęgniarki i 8 położnych pochodzących z Ukrainy. Jest ich tak mało m.in. dlatego, że procedura nostryfikacji dyplomu jest długa i kosztowna.

Owszem, wiele ukraińskich pielęgniarek i lekarek pracuje w Polsce – ale najczęściej nie w swoim zawodzie, ale jako cenione opiekunki osób starszych, zatrudniane przez rodziny i prywatne osoby.

Żeby zdobyć prawo do wykonywania zawodu Ukrainki i Ukraińcy w Polsce muszą nostryfikować dyplom skończenia studiów wyższych – a wiele pielęgniarek pochodzących z Ukrainy takiego dyplomu nie ma, zdobyły bowiem wykształcenie w liceach pielęgniarskich.

A to oznacza długi i kosztowny proces uzupełniania kwalifikacji, który ciężko pogodzić z pracą zawodową. Poza tym, zarobki pielęgniarek w Polsce są niskie – pielęgniarkom z Ukrainy dużo bardziej opłaca się wyjechać do pracy np. do Niemiec lub do Czech, gdzie wynagrodzenia są wyższe, a procedura nostryfikacji prostsza. Czeski rząd przeprowadził specjalną kampanię zachęcającą lekarzy i pielęgniarki z Ukrainy do pracy w ich kraju.

Mamy bardzo mało pielęgniarek – mimo że kształcimy ich więcej niż Czechy

Sytuacja pielęgniarek w Polsce jest dramatyczna, a dalsze lekceważenie kryzysu może przynieść zanikanie tego zawodu w Polsce i zagrożenie dla bezpieczeństwa chorych. Mamy za mało i coraz mniej pielęgniarek (wg OECD na 1000 osób przypada 5,2 pielęgniarki – to prawie najmniej w Unii Europejskiej), średnia wieku w tym zawodzie to 51 lat. Według wyliczeń Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych ciągu najbliższych czterech lat na emeryturę odejdzie 40 tys. pielęgniarek.

Znacznie lepiej wygląda sytuacja jeśli chodzi o kształcenie pielęgniarek – kształcimy ich więcej na 100 tys. mieszkańców (32,1) niż np. Wielka Brytania (27) albo Czechy (15,8).

Ale w obu tych krajach relatywnie dużo większa jest liczba czynnych zawodowo pielęgniarek. Powód jest prosty – spora część polskich pielęgniarek, tak jak lekarze, wyjeżdża do pracy za granicę. Według Ministerstwa Zdrowia, od czasu wejścia do Unii Europejskiej do 2014 roku wydano ponad 18 tysięcy zaświadczeń uznania kwalifikacji zawodowych umożliwiających im pracę za granicą.

Liczba pielęgniarek na 1000 mieszkańców


Przychodzi OKO do lekarza...
Chcesz, byśmy nadal pilnowali zdrowia Polaków?

Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce.
W OKO.press pisze o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press