0:00
0:00

0:00

Sondaż IPSOS dla OKO.press pokazuje, że Polaków i Polki nie przekonuje narracja PiS, że ograniczenia dla organizatorów zgromadzeń a także dla dziennikarzy są konieczne by wprowadzić więcej ładu i porządku, a także wszystkim ułatwić życie.

Zgromadzenia w ręku wojewody

Ustawa o zgromadzeniach czeka na podpis prezydenta. 13 grudnia 2016 Sejm przyjął jej nowelizację uwzględniając nieco łagodzące ograniczenia poprawki Senatu.

Według nowej ustawy organizatorzy mogą uzyskać od wojewody zgodę na cykliczne zgromadzenia w konkretnym miejscu, na trzy lata. Zorganizowanie w tym samym miejscu i czasie konkurencyjnego zgromadzenia nie jest już możliwe. Minimalna odległość pomiędzy zgromadzeniami musi wynosić 100 metrów.

Oznacza to, że wojewoda - urzędnik rządowy - może ograniczać prawo do organizowania przez opozycję demonstracji (np. 11 listopada) i kontrdemonstracji (np. wobec obchodów smoleńskich). Od jego decyzji praktycznie nie ma odwołania, unieważnia ona wcześniejsze zgody władz gminy.

Przeczytaj także:

Nowela definiuje cykliczne zgromadzenia jako te, które odbywają się co najmniej cztery razy w roku, lub raz w roku w dniu święta państwowego lub narodowego. Zgromadzenie staje się "cykliczne" jeśli odbywało się przez ostatnie trzy lata i miało na celu "uczczenie doniosłych i istotnych dla historii Rzeczypospolitej Polskiej wydarzeń". Ale to wojewoda ocenia, co jest "doniosłe i istotne".

Organizacje pozarządowe apelują do Andrzeja Dudy, żeby ustawę zawetował. Prezydent ciągle jej nie podpisał mimo, że partia rządząca przedstawia ustawę jako "rozszerzenie swobód obywatelskich" (Beata Kempa) i "więcej demokracji" (marszałek Karczewski).

PiS - za, ale nie cały, reszta przeciw

Większość, niemal 60 proc. badanych, jest przeciwko takiej ustawie. Najbardziej krytyczni są najmłodsi badani, w wieku 18-24 (70 proc. przeciw), ludzie z wyższym wykształceniem (70 proc.) i z największych miast (75 proc.) oraz zachodniej Polski (72 proc.).

Nie jest zaskoczeniem fakt, że przeciw ustawie jest zdecydowana większość wyborców Nowoczesnej i PO. Dziwić może raczej niepełne poparcie wśród wyborców PiS - 19 proc. jest przeciwko, a aż 17 proc. nie wie, co o tym myśleć.

To głównie najmłodsi badani uważają, że ustawa o zgromadzeniach narusza prawa demokracji - uważa tak niemal 70 proc. badanych w wieku 18-24. Najstarsi wyborcy (powyżej 60 roku życia) najrzadziej krytykują nową ustawę - nadal jednak krytyków jest aż 50 proc (do 35 proc. zwolenników nowego prawa).

Najczęściej przeciwko ograniczeniom prawa o zgromadzeniach są osoby z wykształceniem wyższym i licencjatem (74 proc.). Najwięcej zwolenników nowego prawa jest wśród osób z wykształceniem zawodowym (40 proc.). Aż 20 proc. osób z wykształceniem podstawowym nie wie, co myśleć, lub nie ma zdania na ten temat. W tej grupie jest też najmniej przeciwników noweli - 46,5 proc.

Wraz ze wzrostem wielkości miejscowości rośnie liczba przeciwników nowego prawa - od 48,5 proc. w grupie osób mieszkających na wsi do 75 proc. w grupie osób mieszkających w miastach powyżej 500 tys mieszkańców. I odwrotnie: wraz ze wzrostem wielkości miejscowości spada liczba zwolenników nowego prawa - od 39 proc. w grupie osób mieszkających na wsi do 20 proc. w grupie osób mieszkających w miastach powyżej 500 tys mieszkańców.

W grupie mieszkańców zachodniej Polski najwięcej jest przeciwników nowego prawa (72 proc.), a najmniej zwolenników (19 proc.). Z kolei grupie mieszkańców wschodniej Polski najwięcej jest zwolenników nowego prawa - 41 proc. i najmniej krytyków - 49 proc.

Ułatwienie dla dziennikarzy? Nie ma zgody

Tuż po ograniczeniu praw demonstrantów PiS próbował też "uporządkować" pracę dziennikarzy i dziennikarek w Sejmie, ale pod presją opinii publicznej wycofał się z tych zamierzeń (choć pewne utrudnienia zostały wprowadzone - wocofano jednorazowe przepustki). Wyniki sondażu OKO.press pokazują, że protesty środowisk dziennikarskich (także prawicowych) mają silne "zaplecze społeczne".

Projekt marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego zakładał powołanie stałych korespondentów (dwie osoby na redakcję), które mogłyby swobodnie poruszać się po Sejmie i uczestniczyć w obradach. Reszta dziennikarzy/rek miała rozmawiać z politykami wyłącznie w "centrum medialnym".

Opór wzbudziła szczególnie druga zmiana, czyli zakaz rejestrowania przez media dźwięku i obrazu podczas obrad.

PiS próbował przekonać opinię publiczną, że to ograniczenie są w gruncie rzeczy ułatwieniem i uporządkowaniem pracy dziennikarzy. Sondaż IPSOS dla OKO.press wskazuje, że to się nie udało.

Pytanie brzmiało tak: "Marszałek Sejmu zapowiedział wprowadzenie ograniczeń w pracy dziennikarzy w Sejmie, nie będą mogli przepytywać polityków na korytarzu, ani nagrywać posiedzeń. Jak Pan/i ocenia ten pomysł Marszałka?".

Jak widać na wykresie partii rządzącej nie uwierzyli nawet zwolennicy PiS, którzy zazwyczaj w ogromnej większości popierają politykę partii i rządu.

Sondaż IPSOS dla OKO.press, 19-21 grudnia 2016 na reprezentatywnej, 1003-osobowej grupie metodą wywiadu telefonicznego CATI.

;

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej przez 15 lat pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Komentarze