0:00
Prawa autorskie: Jakub Orzechowski / Agencja GazetaJakub Orzechowski / ...
23 marca 2021

Polak nie pęka, połowa nie zabezpiecza się maseczkami. Dramatyczny wzrost liczby pacjentów

Nowych przypadków tylko 16,7 tys., ale to złudna pociecha. "Trudno oczekiwać zatrzymania III fali w dzień czy dwa po wprowadzeniu ograniczeń. Zwłaszcza, że ich nie przestrzegamy". Wg badań prof. Gańczak 1/4 nie nosi maseczek wcale, kolejna 1/4 nie zasłania nią nosa

Wydrukuj

Premier Morawiecki zapowiada ogłoszenie "najpóźniej w czwartek nowych obostrzeń, które pomogą w walce z koronawirusem. Będą obowiązywały w czasie Wielkanocy.

Musimy być gotowi do najtrudniejszych scenariuszy".

We wtorek 23 marca ministerstwo zdrowia informowało o zatrważającym i rekordowym wzroście, zarówno liczby covidowych pacjentów (aż o 1 438 osób), jak i osób w stanie krytycznym, które wymagały podłączenia do respiratora (o 91). Liczba hospitalizacji jest już o ponad 3 tys. (13 proc.) większa niż w najwyższym punkcie II fali 16 listopada 2020, a wzrost wciąż przyspiesza:

Prof. Andrzej Horban wyjątkowo bez kwiecistych wyrażeń i lapsusów, choć nie do końca precyzyjnie ostrzega, że "całkowity lockdown" jest możliwy "jeżeli już w czwartek, czy w środę będziemy zbliżali się do liczby 30 tys. zakażeń [dobowych - red.;] wyraźnie ją przekraczając". Nie jest zatem jasne, czy wystarczy 28 tys., czy konieczne byłoby np. 33 tys.

Polowanie na respiratory

Pod względem liczby chorych pod respiratorem jesteśmy już na czwartym miejscu w Europie (za Włochami, Francją i Niemcami), mamy też o prawie 1 000 więcej (18 proc.) zajętych respiratorów więcej niż 22 listopada 2020, kiedy II fala podniosła się najwyżej. Dobowy wzrost o 91 zajętych łóżek respiratorowych należy do trzech największych do tej pory - poprzednie były 8 listopada 2020 i 26 lutego 2021.

System opieki zdrowotnej pracuje na najwyższych obrotach, znacznie ponad możliwości personelu.

Jak informuje wojewoda mazowiecki, na 4 927 łóżek covidowych zajętych jest 4 137 (84 proc.), a na 468 "łóżek respiratorowych" - 431, co daje aż 92 proc. Takie liczby oznaczają, że w wielu miejscach brakuje miejsc, zwłaszcza dla osób w stanie krytycznym.

TVN24 publikuje dramatyczny reportaż z nagraniami z karetek w Warszawie, których personel "poluje na miejsce" dla chorych w ciężkim stanie.

Miejscami po prostu brakuje personelu. Szpital w Grajewie na Podlasiu otworzył nowy oddział zakaźny, ale miejsc dla pacjentów z COVID-19 nie będzie więcej. Jak mówi dyrektor placówki Sebastian Wysocki, "brakuje lekarzy ze specjalizacją chorób zakaźnych, chorób wewnętrznych, intensywnej terapii".

We wtorek ministerstwo zdrowia podało, że umarło kolejne 396 osób, co oznacza, że średnia 7 ostatnich dni podniosła się do 322. Tu jednak wciąż na szczęście daleko do rekordu średniej kroczącej w czasie II fali (505).

Epidemia zaczyna zwalniać?

W ostatnich trzech dniach notujemy za to niewielki spadek liczby aktywnych przypadków, czyli wszystkich aktualnie zakażonych osób (czerwone pole na wykresie niżej) - z 352 tys. na 346 tys. Oznacza to, że od niedzieli minimalnie więcej osób wyzdrowiało (lub umarło) niż zaraziło się wirusem SARS-CoV-2. W II fali epidemii ta liczba sięgała nawet 440 tys.

Osób naprawdę zarażonych jest oczywiście więcej, zapewne kilkakrotnie, bo wykrywamy ich przy pomocy skrajnie "oszczędnego" systemu testowania:

pod względem liczby testów na milion mieszkańców spadliśmy właśnie na... 87. miejsce na świecie, z krajów UE za nami jest tylko Bułgaria.

Jak ogłoszono we wtorek, liczba zakażeń w ostatniej dobie wyniosła 16 741, czyli o ok. 10 tys. mniej niż w środku poprzedniego tygodnia (17-20 marca).

Czy są to pierwsze oznaki, że trzecia fala zaczyna zwalniać? Tempo zakażeń wolniej rośnie? Ciężkie przypadki to odroczony skutek wcześniejszej fali, ale fala już nie rośnie?

Prof. Gańczak: Poczekajmy do czwartku, czyli artefakty dni tygodnia

Takie nadzieje studzi prof. Maria Gańczak, epidemiolożka, kierowniczka Katedry Chorób Zakaźnych Collegium Medicum Uniwersytetu Zielonogórskiego i wiceprezydent Sekcji Kontroli Zakażeń Europejskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego:

"Nie należy wyciągać wniosków z pojedynczych danych, trzeba patrzeć na trendy. Mamy nadal wysoki przyrost dwutygodniowy zakażeń,

zmiana liczby nowych potwierdzonych przypadków w ostatnich 14 dniach w stosunku do liczby z poprzednich 14 dni to aż 72 procent.

A liczba zakażeń SARS-Cov-2 podawana w poniedziałki i wtorki z reguły jest mniejsza, bo dane weekendowe spływają do organów raportujących z opóźnieniem. Żeby ocenić, czy trzecia fala nadal rośnie, czy zwalnia, poczekajmy zatem na wyniki, które zostaną podane w środę i czwartek" – mówi OKO.press prof. Gańczak.

Regułę, o której mówi prof. Gańczak można określić jako artefakty dni tygodnia. Jak widać na ostatnim wykresie, słupki nowych zakażeń skaczą w górę i w dół według stałego wzorca: najwięcej zakażeń pojawia się w środku tygodnia (środa, czwartek), mniej jest w końcówce tygodnia, a najmniej w poniedziałek i we wtorek.

Każdy wynik należy zatem odnieść do tego samego dnia poprzedniego tygodnia: we wtorek 16 marca podano, że zakażeń jest 14 396, teraz jest ich o 2 345 więcej.

Dlatego średnia krocząca ostatnich siedmiu dni (niebieska linia na wykresie) kolejny dzień idzie w górę - do poziomu 22,5 tys. i szybko zbliża się do maksymalnej w II fali wielkości 25,6 tys.

Połowa Polek i Polaków nie zabezpiecza się

Prof. Gańczak: "Na razie nie widać, by coś się zaczęło poprawiać. Wskaźnik R [tzw. współczynnik reprodukcji wirusa wskazujący, ile osób może zakazić osoba zakażona SARS-CoV-2 - red.] wynosi dziś 1,30 - minimalnie więcej niż dzień wcześniej. Trudno zresztą oczekiwać zatrzymania trzeciej fali w dzień czy dwa po wprowadzeniu przez rząd kolejnych ograniczeń.

Zwłaszcza, że mamy duży problem z ich przestrzeganiem. Moi studenci przeprowadzili w sobotę 20 marca badanie - w całym kraju obserwowaliśmy, ile osób nosi maseczki zarówno w przestrzeni otwartej, jak i zamkniętej.

Wyniki na próbie ponad 1100 osób są zasmucające. Jedna czwarta rodaków w ogóle nie zakłada maski, a wśród tych osób, które je miały aż 37 proc. nosiło je nieprawidłowo" - mówi prof. Gańczak.

Oznacza to, że nieco ponad połowa obserwowanych Polek i Polaków (52-53 proc.) nie zabezpieczała siebie i innych przed zakażeniem.

Szczepienia nieco szybciej

Po raz pierwszy od dwóch tygodni przestała za to spadać tygodniowa średnia krocząca liczby szczepień - a nawet minimalnie wzrosła do 77 tys. (ale 9 marca było już 88 tys.). Może to oznaczać, że obawy przed zaszczepieniem AstraZeneką maleją. Według sondażu Kantara dla OKO.press i Wyborczej, tylko 17 proc. badanych zadeklarowało gotowość szczepienia się tym preparatem "bez obaw", a aż 39 proc. stwierdziło, że nie stawiłoby się na szczepienie.

Obecne tempo szczepień pozwoliłoby uzyskać odporność (70 proc. zaszczepionych dorosłych)... w sierpniu 2022 roku. Tymczasem UE rekomenduje, by skończyć szczepienia do końca wakacji 2021.

Jak skuteczne mogą być szczepienia widać na przykładach dwóch krajów "prymusów". Oto wykresy ze strony Worldometer pokazujące liczbę nowych przypadków w Izraelu, gdzie 100 osobom podano już 110 dawek szczepionki (pełne zaszczepienie oznaczałoby 200 dawek):

A tak wygląda spadek dobowych zakażeń w Wielkiej Brytanii (46 dawek szczepionki na 100 osób):

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne